Przy okazji zdobycia naszego pierwszego w życiu dwutysięcznika – Kopy Kondrackiej w Tatrach Zachodnich chcieliśmy maksymalnie wykorzystać dzień wyjazdu do domu z Zakopanego. Grzechem byłoby zebrać się do domu od razu po opuszczeniu kwatery i nie skorzystać z uroków Tatr. Nasz czteroletni syn na własnych nogach wszedł na wspomniany powyżej dwutysięcznik, więc trasa musiała być łatwa, nie za długa, a jednocześnie urokliwa. Wiem, wiem duże mamy wymagania 😅 Na szczęście w Tatrach nie brakuje pięknych miejsc, do których jest dość łatwo dotrzeć. Padło na Wielką Polanę Małołącką. Nie bez powodu, ponieważ widać z niej idealnie kawałek pasma, po którym wędrowaliśmy dzień wcześniej.
Trasa: Dolina Małej Łącki (Gronik, szlak żółty) – Szatry (skrzyżowanie szlaków) – Wielka Polana Małołącka – powrót tą samą trasą
Data: 20 wrzesień 2018
Dystans: 6:70 km
Czas trwania: około 1:50 h (sam przemarsz z dzieckiem w dwie strony)
Minimalne wzniesienie: 954 m
Maksymalne wzniesienie: 1226 m
Parametry z aplikacji endomondo
Gronik – parking
Spakowaliśmy torby. opuściliśmy kwaterę i ruszyliśmy w kierunku Kościeliska (Kiry). Dojechaliśmy do Gronika, w którym nie brakuje miejsc parkingowych (w drugiej połowie września – nie wiem jak wygląda to w pełnym sezonie). My wybieramy parking znajdujący się na prywatnej posesji zaraz przy głównej drodze. Płacimy 10 zł za cały dzień postoju. Miejsce jest bardzo dobrze oznakowane, nie ma szans przegapić drogi prowadzącej do Doliny Małej Łąki.
Ciekawostka
Jak się okazuje Dolina Małej Łąki jest najmniejszą doliną podchodzącą pod samą grań Tatr. Prowadzą z niej mało oblegane przez turystów szlaki na Giewont oraz na szczyty należące do masywu Czerwonych Wierchów (w tym naszej Kopy Kondrackiej).
Dochodzimy do drogowskazu, który informuje nas, że od polany dzieli nas 50 minut drogi. Przy wspomnianym powyżej drogowskazie skręcamy w lewo. Po chwili docieramy do kasy Tatrzańskiego Parku Narodowego, w której uiszczamy opłatę w wysokości [CENNIK_TPN_NORMLNY] zł / osoba dorosła oraz [CENNIK_TPN_ULGOWY] zł / dziecko w wieku szkolnym (naszego synka póki co to nie dotyczy) za bilet TPN. Kierujemy się żółtymi znakami, które idą równocześnie z szlakiem niebieskim.
Idziemy utwardzoną drogą leśną. Było dość ciepło jak na drugą połowę września. Na niebie było pełne słońce. Było około 11:30 mimo to w powietrzu czuć dość dużą wilgoć. Spacer urozmaica nam szum potoku noszącego nazwę – Małołącki Potok oraz widok licznych kaskad na szlaku.
Po 600 m wchodzimy na drewniany mostek. Droga póki co jest niewymagająca. Momentami pnie się lekko w górę. Na szlaku nie narzekaliśmy na tłumy. Było przyjemnie i cicho.
Pokonaliśmy 1.80 km (od parkingu) na naszej drodze pojawia się kolejny drewniany mostek, za którym skręcamy w lewo.
Dochodzimy do skrzyżowania szlaków. Drogowskaz informuje nas, że przed nami jeszcze 25 minut dreptania żółtym szlakiem do polany. Skręcając przy drogowskazie w prawo można dotrzeć na Przysłop Miętusi.
Droga pnie się w górę. Niby łatwy szlak, ale po drodze nie brakuje osób, które narzekają na trudność szlaku. 2.50 km i wchodzimy na kolejny, ostatni już drewniany mostek.
Mamy za sobą 3 km naszym oczom ukazuje się tabliczka z napisem WIELKA POLANA MAŁOŁĄCKA.
Wielka Polana Małołącka
Docieramy do celu. Wchodzimy na polanę leżącą 1164 m n.p.m., mijamy grupkę turystów odpoczywających przy drogowskazie. Z każdym krokiem było coraz spokojniej. Szliśmy wzdłuż polany szukając miejsca na rozłożenie koca. Z miejscem nie ma tu problemu, ponieważ polana jest obszerna. Poza jedną rodzinką z dziećmi nikt inny nie wpadł na pomysł pikniku w tym miejscu. Ludzie raczej spacerują bokiem polany.
Jako ciekawostkę dodam, że polana jest pozostałością po jeziorze polodowcowym. W dawnych czasach były wypasane na niej owce. Rozciągają się z niej przepiękne widoki. Doskonale widać stąd popularny Giewont, Mały Giewont oraz urwisko Wielkiej Turni Małołąckiej. Widoki zapierają dech w piersiach… a świadomość, że dzień wcześniej maszerowaliśmy po tych szczytach i patrzyliśmy na polanę z góry jest nie do opisania, Zielony pas widoczny na zdjęciu poniżej, to jest właśnie Wielka Polana Małołącka widziana z okolic Kondrackiej Przełęczy.
Na polanie spędziliśmy sporo czasu – leniuchując… Był to wyjątkowy czas, który upłynął nam na zabawie, jedzeniu i wygłupach. Oczywiście nie nie mogło zabraknąć zakupionych na Krupówkach oscypków.To było piękne zakończenie pobytu w Tatrach. Niestety wszystko co dobre – szybko się kończy. Na parking wracaliśmy tą samą drogą. Udało się nam porządnie naładować baterie. Mimo, że emocje jeszcze nie zdążyły opaść – mogliśmy na spokojnie udać się w podróż do domu. Przed nami było kilka godzin drogi do naszego rodzinnego Bielska-Białej.
Podsumowanie
Wielka Polana Małołącka to miejsce IDEALNE… łatwo dostępne. Dosłownie dla każdego! Trochę wysiłku i można nacieszyć oczy pięknymi widokami. Jest to tatrzański szlak, na który spokojnie można wybrać się z dziećmi. Klimat panujący na polanie jest nie do opisania, a ryczące jelenie dodają uroku temu miejscu. My na pewno odwiedzimy Dolinę Małej Łąki zimą. Na pewno podzielę się z Wami wrażeniami we wpisie na moim blogu.
WBeskidach jesień w pełni. Bez zastanowienia postanowiliśmy wykorzystać wspaniałą aurę panującą za oknem. Wizja kolorowych drzew od razu rozpromieniła moją twarz. Padło na trasę prowadzącą naWielką Rycerzową przez Halę Rycerzową, która ostatnim razem zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Tyle, że dla urozmaicenia startowaliśmy zSoblówki, a nie zRycerki Dolnej. Pomyśleć, że poprzednim razem zdobyliśmy szczyt z synkiem i Jego wózkiem. Teraz syn pokonał trasę na własnych nogach. Opis tej trasy znajdziesz TUTAJ . Plusem szlaku z Soblówki jest możliwość przejścia całej hali od jej początku, aż do jej końca.
Trasa: Soblówka (szlak żółty) – Pod Wieralówką (szlak żółty / szlak zielony) – Skrzadnita (szlak zielony) – Mała Rycerzowa (szlak czerwony / szlak zielony) – Hala Rycerzowa (szlak czerwony / szlak niebieski) – Wielka Rycerzowa – Bacówka PTTK na Rycerzowej (szlak czerwony / szlak niebieski) – Soblówka (szlak żółty)
Data: 12 października 2018
Dystans: 12.50 km
Czas trwania: 4:30 (sam przemarsz, z dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 674 m
Maksymalne wzniesienie: 1266 m
Parametry z aplikacji endomondo
Soblówka, wieś położona wpowiecie żywieckim, w gminie Ujsoły. ZBielska-Białej to około 50 minut drogi samochodem. Dojeżdżamy doKościoła Rzymskokatolickiego, naprzeciwko którego zostawiamy swój samochód. Znajduje się tu dość duży parking. W tygodniu miejsc wolnych jest pod dostatkiem. Jest chłodny, rześki poranek. Na niebie pełne słońce. Pakujemy manatki i ruszamy przed siebie żółtym szlakiem. Na tej trasie mamy do pokonania różnicę wzniesień wynoszącą 650 metrów.Zaraz przy końcu parkingu skręcamy w prawo. Cały czas idziemy drogą asfaltową. Po chwili przechodzimy przez most i mijamy tartak. Dookoła unosi się zapach drewna.Ponownie skręcamy w prawo i nadal maszerujemy asfaltem. Droga jest szeroka i przyjemna. Po 400 metrach naszym oczom ukazują się dwie strzałki umieszczone na pniu ściętego drzewa. Sugerują one skręt w lewo. Uwaga na to oznaczenie, ponieważ jest ono mylne. Szlak żółty nie skręca, lecz ciągnie się nadal prostą asfaltową drogą, przy której leżą szeregi wyciętych drzew.
Póki co na szlaku nie ma żywej duszy. Jest bardzo przyjemnie, mimo wilgoci, która unosi się jeszcze w powietrzu. 1.60 km (od parkingu) kończy się asfalt. W końcu wchodzimy na leśną ścieżkę. JUPI! Z końcem asfaltu skręcamy w prawo, przechodzimy przez potoczek leciutko zaczynamy piąć się ku górze. Dochodzimy do pierwszego na szlaku drogowskazu informującego nasz, że odBacówki PTTK na Hali Rycerzowej dzieli nas 1:20 h drogi.
Przy drogowskazie skręcamy w lewo, droga pnie się w górę. W powietrzu unosi się zapach lasu. Kolorowe drzewa urozmaicają nam wędrówkę. Jak na 12 październik jest przepięknie, a temperatury są iście wiosenne…
Po około 350 metrach dochodzimy do rozwidlenia szlaków. Naszego żółtego, który prowadzi w górę wprost naHalę Rycerzową oraz niebieskiego. Po drodze cały czas podziwiamy uroki jesieni. Naszą uwagę przyciąga świeża żywica znajdująca się na jednym z drzew. Prezentowała się cudnie… Zresztą popatrzcie sami.
2.30 km, nasz żółty szlak odbija w prawo. Droga wiedzie stromym podejściem ku górze. Podłoże jest kamieniste i śliskie. W połowie podejścia skręcamy w lewo. Nadal będziemy kierować się stromą dróżką, która prowadzi obok zbocza.
W końcu schodzimy z leśnej, wąskiej dróżki a szeroką drogę, po której widać, że poruszają się samochody terenowe. Mamy na liczniku 3:80 km. Nasz żółty szlak łączy się ze szlakiemzielonym (biegnie tu również szlak papieski). Droga prowadzi teraz przez las.
Tabliczka wisząca na drzewie informuje nas, że żółtym szlakiemdo Rycerzowej musimy dreptać jeszcze 20 minut. Jeżeli ktoś najpierw chce odwiedzić Bacówkę PTTK na Hali Rycerzowej, to odbija w lewo i po20 minutach dotrze do bacówki. Większość osób wybiera właśnie tę opcję. Nadal idziemy leśną dróżką. Drzewa rzucają przyjemny cień w ten październikowy, słoneczny dzień.
Hala Rycerzowa
4:70 km – wchodzimy naHalę Rycerzową. Prezentuje się przepięknie. Pierwszy raz mamy okazję podziwiać ją z tego miejsca i to w całej okazałości. Pierwszy raz przejdziemy wzdłuż całą halę. Oczywiście słoneczko oraz pustki na hali sprawiają, że bez wahania rozkładamy koc i rozkoszujemy się klimatem tego miejsca. Jak zawsze wcinamy ciasto – w końcu trzeba uzupełnić zapasy cukru w organizmie. Podziwiamy wszystkie kolory jesieni. Na hali znajduje się nieczynny szałas pasterski (widoczny na zdjęciu poniżej), który zdecydowanie wzbogaca krajobraz. ZHali Rycerzowej rozciąga się bogata panorama naBeskid Śląski, Beskid Żywiecki, zobaczymy między innymi Halę Lipowską, Pilsko oraz Babią Górę.
Po odpoczynku ruszamy dalej. Droga pnie się lekko ku górze wzdłużHali Rycerzowej.
Mała Rycerzowa 1207 m n.p.m.
Wchodzimy naMałą Rycerzową. Możemy stąd podziwiać Beskid Śląski oraz Beskid ŻywieckizBabią Górą, Pilskiem na czele. Przy idealnej widoczności mamy szansę zaobserwować Tatry. Od schroniska dzieli nas zaledwie 300 metrów drogi. Decydujemy się jednak w pierwszej kolejności podejść na szczytWielkiej Rycerzowej.
Przed nami jeszcze jedna góreczka, jakieś 10 minut drogi i będziemy naWielkiej Rycerzowej. Obracając się za siebie doskonale widzimy budynek schroniska oraz wieś Soblówkęwraz z zabudowaniami. W oddali natomiast widać szczyt Glinka, Krawców Wierch, Pilsko oraz królową Beskidów – Babią Górę (Diablak).
Wielka Rycerzowa (Rycierova Hora)
Mamy za sobą 6:50 km i osiągamy słowacki szczyt Wielkiej Rycerzowej. Niestety tutaj nie ma co liczyć na widoki, ponieważ szczyt jest w całości porośnięty drzewami. Mimo to, za każdym razem decydujemy się na niego podejść. Choćby dla samej świadomości zdobycia Wielkiej Rycerzowej .
Robimy kilka zdjęć i decydujemy się wracać. Przed nami przejście przez gęsty las, oraz strome zejście w dół zielonym szlakiem, które mierzy około 500 metrów.
Bacówka PTTK na Rycerzowej
Schronisko na Rycerzowej położone jest 1120 m n.p.m. Przy bacówce mijamy grupkę turystów. W październiku (w tygodniu) panuje tu cisza i spokój, to nie to co w maju, kiedy roiło się tu od turystów. Ostatnim razem kiedy tu byliśmy (13 maj, niedziela) zrezygnowaliśmy z podejścia pod bacówkę ze względu na tłumy oblegające rejony schroniska. Jest to idealne miejsce na przerwę. W koło jest sporo stolików z ławkami. Można wygodnie usiąść i rozkoszować się posiłkiem zakupionym w schronisku. Bacówka oferuje również 34 miejsca noclegowe w pokojach dwu oraz kilkuosobowych. Dla szukających wrażeń, istnieje również możliwość nocy w namiocie na terenie wokół schroniska. Oczywiście z możliwością korzystania z łazienki oraz kuchni. W dniu naszej wycieczki był rozłożony jeden namiot. Jest to wspaniałe miejsce wypadowe. Spod schroniska prowadzi sporo szlaków turystycznych.
Decydujemy się na powrót inną trasą. Prowadzącą od schroniska prosto, wąską dróżką, a następnie przez las. Po drodze, tuż obok schroniska mijamy obszerną polanę z szałasami pasterskimi. Decydujemy się jeszcze na kilka wspólnych zdjęć. Po czym ruszamy dalej.
Tą drogą dojdziemy do miejsca łączenia się szlaków zielonego oraz żółtego (8:15 km). Następnie kontynuujemy wędrówkę tym samym żółtym szlakiem, którym maszerowaliśmy rano.
Pogoda dopisuje nam do samego końca naszej wędrówki. Nie spodziewałam się, że w połowie października będę miała okazję jeszcze paradować w krótkim rękawku na szlaku.
W drodze powrotnej syn zauważył (wprost na szlaku) wygrzewającego się na kamieniach padalca. Wiele osób myli padalca z wężem. Jak się okazuje należy on do grupy jaszczurek – beznogich. Padalec prezentował się idealnie, był nieskazitelny…
Hala Rycerzowa zachwyca o każdej porze roku. Jesienią powala paletą barw… Trasa z Soblówki jest bardzo przyjemna, prowadzi większość czasu przez las. W sezonie Bacówka PTTK na Rycerzowej jest tłumnie odwiedzana przez turystów (nie ma się co dziwić). Poza sezonem natomiast można nacieszyć się ciszą i spokojem – porządnie naładować baterie. Polecam!
Mimo wielu wątpliwości zdecydowaliśmy się spróbować zdobyć nasz pierwszy dwutysięcznik. Zaczęło się całkiem niewinnie. Jak zawsze szukaliśmy jakiejś fajnej trasy na kolejną naszą wyprawę. Otworzyłam tabelkę i przejrzałam najniższe dwutysięczniki w polskich Tatrach, później sprawdziłam czy mają sztuczne ubezpieczenia (na nie nasz synuś jeszcze nie jest gotowy). Wybrałam drugi względem wysokości dwutysięcznik – Kopę Kondracką. Zaproponowałam mężowi trasę z Kuźnic, który był jak najbardziej za. A co! Raz się żyje 😉 Po ponad roku regularnego chodzenia po górach nadszedł czas, aby obrać jakiś konkretniejszy cel. Nasz czteroletni syn pokazał, że drzemie w Nim prawdziwa siła. Przeszedł szlak na własnych nogach. Własnym oczom nie wierzyliśmy jak ten mały człowieczek dzielnie radzi sobie z przeciwnościami jakie stawały Mu w drodze na Kopę Kondracką.
Szlak naKopę Kondracką (masyw Czerwonych Wierchów), który opiszę jest o tyle ciekawy, że nie wraca się tą samą drogą. Robi się pętlę, dzięki której masz możliwość zobaczenia Kopy praktycznie z każdej strony. Dodatkowo towarzyszy nam widok na Giewont u stóp, którego odpoczywamy przed zejściem do Polany Kondratowej.
Czas trwania: około 6:30 h (sam przemarsz z czteroletnim dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 1009 m
Maksymalne wzniesienie: 2005 m
Aktualizacja! Wpis został uzupełniony o zdjęcia z października 2019 oraz listopada 2020.
Tym razem zdecydowaliśmy się na nocleg w okolicach Zakopanego. Dwie noce były całkiem rozsądnym rozwiązaniem. Pobudka nad ranem, podróż, potem 10 godzin na szlaku i po tym wszystkim powrót 140 kilometrów do Bielska– przy dziecku nie wchodziło to w grę. Dzięki temu kolejnego dnia mogliśmy zrobić krótszą, niewymagającą trasę, która mimo to oferowała nam przepiękne widoki na szczyty, które dzień wcześniej przemierzaliśmy, ale o tym w dalszej części wpisu. No i odwiedzić Krupówki… Zawsze brakuje nam na to czasu podczas pobytu w Tatrach.
Wstaliśmy o 5:00, żeby na spokojnie się zebrać, napić mocnej kawy i zjeść porządne śniadanie. Dzień przywitał nas zapierającym dech w piersiach wschodem słońca…
Parking, busy Kuźnice
Z kwatery do centrum Zakopanego mieliśmy niecałe 12 kilometrów drogi. Dojechaliśmy na parking usytuowany w sąsiedztwie ronda Jana Pawła II. Parking jest płatny – cały dzień postoju to koszt 20 zł.
Parametry GPS parkingu: 49.284018, 19.971063
Była godzina 7:00 rano. Poranek był bardzo rześki, było dość zimno i wilgotno. Ruszyliśmy na przystanek, niestety widzieliśmy jak bus odjeżdża. Poza sezonem, o tak wczesnej porze nie ma ich tu tyle co w sierpniu. Na szczęście stało sporo taksówek, które również jadą do interesujących nas Kuźnic. Przejazd taksówką to koszt taki sam jak busem po 5 zł od osoby (Uwaga! cena jest zależna od sezonu). Oczywiście można przejść ten odcinek pieszo, drogą asfaltową, nie trzeba korzystać z przewozu. Przejście tego odcinka zajmuje około 15 minut. My jednak decydujemy się zaoszczędzić siły na potem. W końcu przed nami niełatwy orzech do zgryzienia. W kilka minut docieramy na miejsce. Pod Kolejką na Kasprowy Wierch mimo wczesnej godziny ustawiła się już całkiem długa kolumna ludzi.
Kierujemy się na lewo od kolejki, wchodzimy na niebieski szlak. Idziemy szeroką, brukowaną drogą, po której przejeżdżają pojedyncze samochody terenowe (prawdopodobnie do Hotelu Górskiego PTTK Kalatówki).Po około 0.90 km naszym oczom ukazuje się kasa Tatrzańskiego Parku Narodowego, w której kupujemy bilet. Cena: [CENNIK_TPN_NORMLNY] zł od osoby (syn wchodzi za darmo, opłaty pobierane są za dzieci w wieku szkolnym – [CENNIK_TPN_ULGOWY] zł).Zaraz za kasą TPN znajduje się rozwidlenie i dwie drogi. Obydwie prowadzą niebieskim szlakiem – później się łączą. Idąc w lewo wybierzesz, krótszą trasę (o 10 minut), lecz pozbawioną widoków, prowadzącą przez las u stóp Polany Kalatówki. My decydujemy się na tę drugą, dłuższą opcję. Idziemy prosto i kierujemy się na Hotel Górski PTTK Kalatówki. Droga jest przyjemna, z każdą minutą robi się też coraz cieplej. Jako ciekawostkę dodam, że na tej drodze znajduje się klasztor Albertynek na Kalatówkach. Na 1.60 km można odbić na Ścieżkę pod Reglami oraz Dolinę Białego, do której prowadzą czarne znaki. My maszerujemy spokojnie dalej. Po niecałych 2 kilometrach od Kuźnic docieramy pod Hotel Górski Kalatówki.
Polana Kalatówki
Polana Kalatówki położona jest 1195 m n.p.m. w Dolinie Bystrej. Tak jak już wspominałam powyżej znajduje się na niej potężne schronisko, w którym jest restauracja, kawiarnia. W zimę można natomiast wypożyczyć narty. W sezonie zimowym otwarte są tu dwa wyciągi narciarskie.Za schroniskiem znajduje się polana, z której rozciąga się wspaniały widok na Kasprowy Wierch oraz kolejkę linową kursującą na szczyt. Jest tu duża, trawiasta przestrzeń. Można rozgościć się na drewnianych ławkach ze stolikami. Miejsce idealne na pierwszy przystanek. W dniu naszej wycieczki mogliśmy się wygrzać na kocyku. Można byłoby tu siedzieć i siedzieć. Szczególnie, że na szlaku nie ma tłumów. Jest cisza i spokój.
Po krótkim odpoczynku ruszamy dalej. Drogowskaz wskazuje 45 minut drogi na Halę Kondratową. Przechodzimy wzdłuż polany i wchodzimy na leśną ścieżkę.Droga jest bardzo przyjemna, momentami pnąca się w górę. Na 2.60 km łączą się dwa szlaki: nasz niebieski oraz ten odbijający w lewo przy kasach TPN.Skręcamy w lewo, idziemy dość wąską, skalną dróżką leśną. Na 3.40 km czeka nas dość strome podejście. Jak widać na zamieszczonym zdjęciu kamienie są mocno wyślizgane przez turystów. Trzeba być ostrożnym pokonując ten odcinek. Bardzo łatwo wywinąć orła na tym śliskim podłożu.
Po 0.40 km wchodzimy na szeroką, leśną drogę. 4.50 km docieramy do Hali Kondratowej.
Polana Kondratowa, Hala Kondratowa
Hala Kondratowa położona jest 1333 m n.p.m. w Dolinie Kondratowej. Znajduje się na niej najmniejsze w Tatrach Schronisko PTTK na Hali Kondratowej. Kameralny, drewniany budynek oferuje turystom zaledwie 20 miejsc noclegowych. Oczywiście można kupić tu ciepły posiłek oraz picie (w tym zimne piwko). Przy budynku schroniska jest sporo turystów.Nasz synuś zarządził przerwę na odpoczynek. Odeszliśmy dosłownie kilka kroków od schroniska i już nie było tłumów. Rozłożyliśmy kocyk i zjedliśmy pyszną szarlotkę upieczoną dzień wcześniej. Z polany widzimy podejście, które zaraz będziemy musieli pokonać – z podziwem patrzymy na jego stromiznę… Tak jak już wspominałam w obrębie Schroniska PTTK na Hali Kondratowej jest dość dużo ludzi. Na szczęście większość z nich obiera za cel Giewont leżący na wysokości 1894 m n.p.m. Można powiedzieć, że ruszają tam całe kolonie ludzi. Na Giewont idzie niebieski szlak, który przy schronisku odbija w prawo (będziemy wracać tym szlakiem). My obieramy szlak zielony i kierujemy się prosto na Przełęcz pod Kopą Kondracką.Drogowskaz informuje nas, że przed nami 1:20 h drogi. Nam przejście tego odcinka zajmuje oczywiście o wiele więcej czasu. Idziemy prostą, momentami nawet lekko schodzącą w dół ścieżką. Po 400 metrach droga zaczyna piąć się w górę. Z każdym krokiem coraz bardziej. Jest to typowy tatrzański szlak – podłoże jest kamienisto – skalne.
Idziemy otwartą przestrzenią, na niebie jest pełne słońce. Jest bardzo duszno… Po drodze doskonale widać Giewont z charakterystycznym dla tego szczytu krzyżem. Mamy szczęście również zaobserwować helikopter TOPRu latający i kontrolujący sytuację na szlakach. Dla naszego dzielnego smyka, to nie lada atrakcja.Taka bardzo stromo pnąca się w górę droga ciągnie się naprawdę długo. Jest to najcięższy kawałek na tej trasie. Są momenty, kiedy trzeba podnosić naprawdę wysoko nogi. Pokonujemy sporą ilość stromych ala 'schodów’, aby dostać się na Przełęcz pod Kopą Kondracką. Przewyższenie jakie pokonujemy na tym odcinku to około 530 metrów.
Ludzie zaczepiają nas, pytają ile nasz dzielny syn ma lat. Czy da radę? Są pełni podziwu, tak jak i my… Oczywiście robimy sporo przerw, gdyż podejście jest monotonne i męczące. Ten odcinek trasy był dla mnie wyjątkowy. Pięliśmy się powolutku coraz wyżej, a słońce nie odpuszczało.
Pokonaliśmy już naprawdę sporo drogi. Widać polanę przy Schronisku na Hali Kondratowej, na której robiliśmy przerwę na odpoczynek. Z każdym krokiem widoki są coraz bardziej imponujące. Wysokość na której się znajdujemy zaczyna robić wrażenie.
Doskonale widać również ostatnie podejście z Przełęczy pod Kopą Kondracką na Kopę Kondracką.
Przełęcz pod Kopą Kondracką
Przełęcz pod Kopą Kondracką położona jest na wysokości 1863 m n.p.m. Usytuowana jest między Kopą Kondracką 2005 m n.p.m., a Suchym Wierchem Kondrackim 1890 m n.p.m.Z przełęczy możemy podziwiać szeroką panoramę na wspaniałe Tatry Wysokie oraz na leżący nieopodal Giewont. Widoczność w dniu naszej wycieczki była fantastyczna. Widoki rozciągające się z przełęczy robiły piorunujące wrażenie. Szczyt jest obszerny, przez co idealnie czuć tą potężną przestrzeń, która się tu rozciąga.Syn potrzebował odpoczynku. Mimo szalejącego tu wiatru rozkładamy koce i ładujemy baterie przed ostatnim podejściem na Kopę Kondracką. Do pokonania mamy kamienne schodki. Wchodząc po schodkach cały czas towarzyszą nam niesamowite widoki. Nie wiadomo gdzie głowę obrócić. Z każdej strony jest imponująco pięknie…
ZYGZAK widoczny na zdjęciu to trasa jaką pokonuje się, aby wdrapać się na szczyt. Myślę, że każdy kto nie miał jeszcze okazji wyjść tak wysoko poczuje ogromną satysfakcję.Jesteśmy coraz bliżej szczytu. Oczywiście już nie bierzemy pod uwagę, że nie dojedziemy na Kopę Kondracką. Poddanie się w tym miejscu nie wchodziło w grę. Idziemy powolutku, ale do przodu. Wiatr daje się we znaki…
Już prawie szczytujemy 😁
Kopa Kondracka
Kopa Kondracka wysokość
Udało się! Kopa Kondracka położona jest 2005 m n.p.m. Pierwszy z czterech szczytów masywu Czerwonych Wierchów zdobyty! A nasz syn, w naszych (i nie tylko naszych) oczach zasługuje na miano SuperBohatera!
Tu o odpoczynku nie było mowy. Zachwyt nad rozciągającymi się tu widokami nie pozwolił usiąść ani na sekundę. Syn szczęśliwy gonił po Kopie (nie wiem skąd dzieci mają tyle energii), jeździł samochodzikiem, bawił się znalezionymi, urwanymi linami, które swego czasu służyły do wzmocnienia skał na szlaku.
Ja oczywiście robiłam zdjęcia, rozmawialiśmy też jakiś czas z turystami na szczycie. Było przed 15:00. Musieliśmy ruszać dalej. Końcem września robi się dość szybko ciemno. A zejście nie należało do łatwych. Nie wyobrażamy sobie schodzenia po tak stromym i skalnym szlaku po ciemku. Plan był taki: powrót tą samą drogą. Jednak po rozmowie z kilkoma osobami na szczycie stwierdziliśmy, że zejdziemy innym szlakiem. Wyglądał na łagodniejszy, choć do pokonania był taki sam dystans. Skusiła nas również wizja całkiem innych widoków, które jak najbardziej chcieliśmy jeszcze w tym dniu chłonąć.
Kierujemy się w dół. Jest bardzo spadziście. Trzeba patrzeć gdzie stawia się nogi, bardzo łatwo podjechać na śliskich kamieniach. Tu przydatne okazują się kijki. Po drodze możemy podziwiać znajdującą się na dole Wielką Polanę Małołącką.Wąska droga wśród kosodrzewiny prowadzi nas pod sam Giewont.
Kondracka Przełęcz
8:80 km dochodzimy do Kondrackiej Przełęczy. Szczyt Giewontu jest stąd na wyciągnięcie ręki. Odpoczywa tu na skałach dość dużo ludzi, ale nie brakuje miejsca, aby spokojnie usiąść i złapać oddech. Według drogowskazu na Giewont jest stąd zaledwie 40 minut drogi. Gdyby nasza trójka miała więcej siły… Oj kusił nas ten Giewont… Niestety skończyło się tylko na wzdychaniu, po krótkim odpoczynku, złapaniu ostatnich tego dnia promieni słońca ruszyliśmy w dalszą drogę. Jak na poprzednich odcinkach szlaku i tu można nacieszyć oczy przepiękną panoramą. Przed nami bardzo strome i dość długie zejście po śliskim i kamienistym podłożu.
Po drodze mijamy kilka spływających po skałach potoków. Nasz synuś przy każdym robi przerwę, aby porzucać kamieniami. Na szlaku coraz ciężej kogoś spotkać. Po pokonaniu monotonnego, stromego zejścia idziemy kawałek lasem. W pewnym momencie słyszymy dochodzący z dość bliska ryk niedźwiedzia. W tym rejonie jest ich podobno sporo. Szczerze mówiąc pierwszy raz słyszeliśmy ryk niedźwiedzia na szlaku. Reszta drogi przebiegała z dużą dawką adrenaliny… 10.70 km dochodzimy do Schroniska PTTK na Polanie Kondratowej. Jest tu sporo ludzi. Odpoczywamy nieopodal schroniska na ławce. Po chwili ruszamy dalej. Tym razem decydujemy się na skrócenie drogi o 10 minut wybierając drogę omijającą Schronisko PTTK na Polanie Kalatówki. Zmęczenie daje się powoli we znaki. Idziemy drogą leśną, z której możemy podziwiać z dołu Hotel Górski Kalatówki.
Przechodzimy całą długość polany i ponownie kierujemy się leśną drogą. Jesteśmy sami na szlaku. Tak maszerując, wychodzimy w końcu przy kasach Tatrzańskiego Parku Narodowego w miejscu rozwidlenia dwóch szlaków niebieskich. Spotykamy małżeństwo, które widziało naszą trójkę rano. Nie dowierzali, że Młody dał radę. Pani rozmawiając z kimś przez telefon, pełna zachwytu pokazywała naszego synka na video rozmowie i mówiła: „widzisz tego chłopczyka? patrz taki mały chłopczyk, a sam przeszedł całą drogę”. Brukowaną drogą dochodzimy do Kuźnic. Czeka tu na nas jeden z turystów z żoną, z którym mijaliliśmy się i rozmawialiśmy kilka razy na szlaku. Wita nas z uśmiechem i mówi, że chciał zobaczyć kiedy dotrzemy na miejsce 😅 Wsiadamy do taksówki i po chwili docieramy do centrum Zakopanego. Cała wycieczka zajęła nam ponad 12 godzin. Ściągamy plecaki i jedziemy zjeść coś ciepłego do jednej z restauracji. Późnym wieczorem wracamy do kwatery. Zmęczeni, ale szczęśliwi planujemy naszą kolejną wycieczkę na Wielką Polanę Małołącką, ale o tym w kolejnym wpisie 😁
Choć może na koniec pokażę jak wygląda z dołu część pasma po którym maszerowaliśmy schodząc z Kopy Kondrackiej. Po prawej stronie widoczny jest szczyt Giewontu. Zdjęcie zrobione z Wielkiej Polany Małołąckiej.
Szlak na Kopę Kondracką z Kuźnic polecam każdemu, kto chce zdobyć swój pierwszy dwutysięcznik. Osoby, które chodzą po Tatrach mogą sobie odpuścić tą część wpisu 😉 Trasa z Kuźnic jest bezpieczna, nie ma na niej sztucznych ubezpieczeń. Oczywiście trzeba być przygotowanym kondycyjnie. Mimo że szlak (w porównaniu do innych dwutysięczników) nie należy do trudnych, to tatrzańskie szlaki wymagają nieco innego przygotowania. Warto zacząć na początek od niższych szczytów, aby sprawdzić swoje możliwości. Moja propozycja: Gęsia Szyja, Czarny Staw Gąsienicowy, czy też Rohackie Stawy w Tatrach słowackich. Są to szlaki, na których można zobaczyć jak wygląda wędrówka po dość specyficznych, tatrzańskich szlakach. Trzeba również pamiętać, że czas ich przejścia ze względu na kamieniste / skalne podłoże jest o wiele dłuższy niż np. w Beskidach. Zawsze warto mieć tego czasu trochę w zapasie. Na szlak warto ruszyć z samego rana (szczególnie w okresie jesiennym). Warto wspomnieć również, że zimą w masywie Czerwonych Wierchów występuje zagrożenie lawinowe. Jeżeli jesteś z okolic Beskidów tak jak my, to możesz sprawdzić swoje możliwości:
na szlaku na Pilsko startując z Korbielowa (zajazd Smrek). Na tej trasie pokonujesz ponad 960 metrów przewyższenia
Wybierając się na Kopę Kondracką warto również pamiętać o dodatkowym ubraniu (nawet latem). W dniu naszej wycieczki różnica temperatur była równa 15 stopni, do tego wiał dość silny wiatr. W górach pogoda potrafi zmienić się w krótkim czasie.
Zapraszam do przejrzenia relacji z naszych wycieczek w masywie Czerwonych Wierchów:
Dzisiaj chcę opisać bardzo urokliwy niebieski szlak prowadzący wprost na szczyt Gęsiej Szyi, leżącej w Tatrach Wysokich. Jeżeli szukasz przyjemnej, nie za długiej, nie za bardzo wymagającej, a do tego pięknej trasy w Tatrach dobrze trafiłeś. Szlak, który opiszę posiada wszystkie te cechy 😉 Do tego szlak jest zadbany, nie brakuje miejsc wyznaczonych na odpoczynek dla sfatygowanych turystów. Dodatkowo szlak jest o tyle interesujący, że nie jest aż tak bardzo oblegany jak ten prowadzący z parkingu w Palenicy (do Morskiego Oka).
Trasa: Dolina Filipka (parking, szlak niebieski) – Wiktorówki / Sanktuarium Maryjne – Rusinowa Polana – Gęsia Szyja – powrót tą samą drogą
Data: 7 wrzesień 2018
Dystans: około 9.90 km
Czas trwania: 3:40 h (z dzieckiem, sam przemarsz)
Minimalne wzniesienie: 982 m
Maksymalne wzniesienie: 1528 m
Parametry z aplikacji endomondo
Pobudka o świcie, pakowanie i w drogę. Dzień (w trasie) powitał nas pięknym wschodem słońca – od samego początku wiedziałam, że to będzie dobry dzień 😉 Nie myliłam się. Kierujemy się na Poronin, przejeżdżamy przez wieś Murzasichle. Docieramy do Tatrzańskiego Parku Narodowego i jedziemy dalej na Łysą Polanę. Mijamy parking Zazadnia – w tym miejscu przebiega niebieski szlak i większość osób właśnie tu zostawia swój samochód. My jednak decydujemy się jechać nieco dalej, ponieważ szlak z tego parkingu prowadzi asfaltem, poza tym przy drodze nie ma pobocza. Średnio bezpieczna opcja z dzieckiem. Dojeżdżamy do Doliny Filipka położonej na wysokości 907 m n.p.m. Parking jest płatny 20 złotych za cały dzień postoju. Wolnych miejsc nie brakuje. Od razu z auta wchodzimy na leśną drogę. Są drogowskazy informujące nas, że na Gęsią Szyję dojdziemy za 2.10 h. Po prawej stronie znajduje się kasa Tatrzańskiego Parku Narodowego, w której kupujemy dwa bilety wstępu. Koszt [CENNIK_TPN_NORMLNY] złotych od osoby. Syn wchodzi za darmo, ponieważ nie jest w wieku szkolnym (cena biletu ulgowego to [CENNIK_TPN_ULGOWY] zł).Ruszamy prostą,utwardzoną drogą. Na około 1:30 km skręcamy w lewo i przechodzimy przez drewniany mostek pod którym przepływa potok. Przez całą drogę towarzyszy nam jego szum oraz śpiew ptaków. Cisza, spokój – pełen relaks. No i zapach… lasu, który pachnie wyjątkowo intensywnie o tak wczesnej godzinie. W powietrzu jeszcze sporo wilgoci, na trawie rosa.
2:20 km zaczyna się pierwsze, niewymagające podejście. Po chwili na szlaku mijamy kolejny drewniany mostek, za którym droga zaczyna piąć się w górę.Co jakiś czas do dyspozycji turystów są stoliki z ławeczkami. Można na spokojnie odpocząć, coś przekąsić – tak jak to było w przypadku naszego synka.Chwila odpoczynku i ruszamy dalej. Przed nami podejście z drewnianymi poręczami. Po chwili zamieniające się w drewniane schody, około 77 sztuk – policzyliśmy miej więcej ile ich jest 😉 – niektóre mocno uszkodzone. Oczywiście to nie koniec przygody ze schodami. Powiedzmy, że to taki mały przedsmak – rozgrzewka? 😉
Wiktorówka – Sanktuarium Maryjne na Wiktorówkach
Pokonujemy schody i dochodzimy do Wiktorówki położonej na wysokości 1150 m n.p.m., na której znajduje się Sanktuarium Matki Bożej Królowej Tatr (Matki Bożej Jaworzyńskiej). Tuż obok przebiega szlak niebieski prowadzący na Rusinową Polanę. Oczywiście cały czas jesteśmy na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego. W Sanktuarium organizowane są kilkakrotnie w roku odpusty. Miejsce to jest odwiedzane nie tylko przez górali, ale i przez turystów. Dla wielu właśnie Wiktorówka jest celem wycieczki. Jako ciekawostkę dodam, że zjawiał się w nim dość często Kardynał Karol Wojtyła. Sam budynek prezentuje się naprawdę pięknie – dość duży, drewniany. Obok sanktuarium są stoliki z ławeczkami. Wokół sanktuarium są również tablice upamiętniające poległych w górach.
Drogowskaz na Wiktorówce wskazuje 10 minut drogi do Rusinowej Polany. Początkowo idziemy znowu stromo w górę drewnianymi schodami. Jest ich do pokonania dokładnie 139 sztuk.Następnie wchodzimy na leśną, prostą i utwardzoną drogę.Na 3 kilometrze skręcamy w prawo oraz przechodzimy przez drewniany mostek. Nasz syn jest wniebowzięty, ponieważ tuż przed mostkiem może pobawić się w potoku. Górska woda jest lodowata 🙂 Jemu to w żadnym wypadku nie przeszkadza.
Robimy jeszcze parę kroków i docieramy do pierwszego celu naszej wycieczki -Polany Rusinowej.
Polana Rusinowa
Po wyjściu z lasu ukazuje się nam rozległa polana, w oczy rzucają się drewniane domki: szałasy oraz Bacówka, w której w sezonie można nabyć oscypki. Nie brakuje również owieczek, które są wypasane na polanie. Widok jest niesamowity, a klimat jaki tu panuje – iście góralski. Polana położona jest na wysokości 1209 m n.p.m. Z polany rozciąga się piękna panorama na Tatry. Przy dobrej widoczności możemy podziwiać między innymi: Tatry Bielskie oraz Wysokie – Mięguszowieckie Szczyty, Rysy, Niżnie Rysy, grań Młynarza. Jest to idealne miejsce na odpoczynek.
My bez wahania rozkładamy koc i robimy piknik. Tak jak większość osób, które tu dotarły. Grzechem byłoby nie zatrzymanie się tu choćby na chwilę. Jak widać na zdjęciach nie brakuje tu stolików z ławeczkami. W dniu naszej wycieczki słońca było pod dostatkiem, dopiero przy zejściu z Gęsiej Szyji nadeszły chmury (zdjęcia poniżej). Także udało się nam porządnie naładować baterie wylegując się na polanie. Miejsca jest pod dostatkiem, także nie odczuwa się ścisku.
Muszę w tym miejscu wspomnieć również o schodach, które robią naprawdę duże wrażenie. Schody pną się w górę od Polany Rusinowej i prowadzą na interesujący nas szczyt – Gęsią Szyję. Na polanie jest naprawdę sporo ludzi, ale tylko mniejsza część z nich decyduje się na dalszą wędrówkę. Powiem tyle – WARTO się wysilić i ruszyć dalej. Nasz czteroletni syn dał radę, także nie jest to jakiś hardcorowy odcinek. Choć mijaliśmy ludzi, którzy rezygnowali. Wszystko zależy od przygotowania i kondycji fizycznej. Spotykaliśmy na tym odcinki rodzinki z dziećmi, seniorów.
Schodów jest… bardzo, bardzo dużo. Są niepoliczalne 😉 Na oko będzie ich grubo ponad 500. Drogowskaz na Polanie Rusinowej wskazuje 50 minut drogi na szczyt Gęsiej Szyi. Praktycznie cały ten czas idziemy właśnie tymi schodami, które z każdym schodem pną się coraz bardziej w górę. Z każdym schodem mamy też coraz to lepszy widok na Polanę Rusinową oraz Tatry.
Dla odmiany zamieszczę choć jedno zdjęcie z widokiem ze schodków na lewą stronę Polany Rusinowej.
Cały czas kroczymy po schodach, robiąc w między czasie krótkie przerwy na złapanie oddechu 😉
Ponad kilometr wdrapywania się po stromych schodach i droga łagodnieje. Mamy za sobą 4.80 km i docieramy do Gęsiej Szyi. Nie powiem nie był to łatwy odcinek. Wielu ludzi nie ukrywało swojego zmęczenia. Pojedyncze osoby nie przebierały w słowach, aby wyrazić swoją opinię na temat tego odcinka trasy.
Gęsia Szyja
Położona na wysokości 1489 m n.p.m. Z jej szczytu rozciąga się bogata panorama na Tatry Bielskie, Tatry Wysokie, aż do Tatry Zachodnie. Sam szczyt jest zbudowany ze skałek dolomitowych. Robi wrażenie! Jego powierzchnia nie jest za duża, w stosunku do ilości ludzi przebywających na skałach. Trzeba uważać żeby nie zrobić sobie krzywdy, ponieważ zbocze z jednej strony jest bardzo strome, a wysokość zacna. Poza tym trzeba uważać, żeby nie wejść komuś w kadr – wiadomo wszyscy chcą mieć pamiątkowe zdjęcie z Gęsiej Szyi.
A tu nasze pamiątkowe zdjęcia ze skalnego szczytu Gęsiej Szyi.
Na szczycie nie ma za bardzo możliwości, aby usiąść. Dlatego po zrobieniu kilku zdjęć ruszamy w dół. Tuż pod szczytem robimy przerwę i jemy 'obiad’ zabrany z nizin. Po chwili ruszamy w dół i tu muszę uprzedzić, że schodzenie w dół nie należy do łatwych, ponieważ jest stromo i ślisko. Łatwo podjechać. Warto zaopatrzyć się w kijki, które ułatwiają schodzenie. Trzeba być czujnym i świadomie stawiać kroki. Na pewno nie polecam zbiegania ze schodów.
Podsumowanie
Tak jak mieliśmy okazję rano podziwiać wschodzące słońce, w drodze powrotnej mogliśmy nacieszyć oczy zachodzącym słońcem. Emocje, które nam towarzyszyły są nie do opisania 🙂 Miejsce, które na sto procent odwiedzimy zimą. Kocham góry w zimowej scenerii. Patrząc na łatwą dostępność Polany Rusinowej – jest to idealna trasa na zimowe wojaże. A widoki… muszą być równie nieziemskie jak końcem lata. Na pewno od razu podzielę się z Wami wrażeniami oraz zdjęciami 😉 Co tu więcej pisać: łatwo dostępne miejsce w Tatrach Wysokich z zapierającymi dech widokami… Jeżeli planujecie dłuższy pobyt w Tatrach polecam równie piękną trasę w Tatrach Wysokich na Czarny Staw Gąsienicowy. Opis znajdziesz TUTAJ 😉
Gorce odwiedziliśmy po raz pierwszy. Są to góry leżące w Beskidach Zachodnich, postanowiliśmy zdobyć najwyższy szczyt w Gorcach – Turbacz. Obraliśmy żółty szlak z Nowego Targu.
Trasa: Nowy Targ , osiedle Oleksówki (żółty szlak) – Pod Krzyżem – Polana Rusnakowa (Kaplica Papieska) – Schronisko PTTK im. Władysława Orkana na Turbaczu (czerwony szlak) – Turbacz – powrót tym samym szlakiem
Data: 21 lipiec 2018
Dystans: ponad 17 km
Czas trwania: ponad 5 h (sam przemarsz, z dzieckiem i wózkiem)
Minimalne wzniesienie: 797 m
Maksymalne wzniesienie: 1353 m
Parametry według aplikacji Endomondo
Sobota, pobudka o 4:30, pakowanie i w drogę. Do Nowego Targu z Bielska – Białej mamy do pokonania 115 km. Na szczęście dojazd poszedł nam sprawnie.
Parking Turbacz – Nowy Targ
Po wjeździe do Nowego Targu kierujemy się na Kowaniec, dojeżdżamy do osiedla Oleksówki i parkujemy nasz samochód na żółtym szlaku przed wejściem do lasu. Po prawej stronie znajduje się urocza, mała kapliczka.
Parametry parkingu GPS: 49.510487, 20.060697
Jesteśmy na szlaku żółtym, którym będziemy kierować się na szczyt Turbacza. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że bezchmurne niebo nie jest gwarancją świetnej widoczności w górach. Choć z tej trasy na Turbacz widać Tatry – my mogliśmy podziwiać je jedynie zza mgły… Warto również zwrócić uwagę na bogatą przyrodę występująca na żółtym szlaku na Turbacz. Od parkingu przez kilometr droga pnie się w górę. W ostatnich dniach sporo padało, więc na większości szlaku zalegało błoto. Momentami szło się po wodzie, która potokiem spływała w dół szlaku. Dla naszego syna były to wymarzone warunki. Po drodze mijamy jeszcze kilka domów. Mieszkać w takim miejscu – marzenie. Rozciągają się stąd naprawdę ładne widoczki.Tak jak wspominałam powyżej po przejściu kilometra kończy się podejście i dochodzimy do pierwszej polany. Przed nami przyjemna, prosta droga. Oczywiście nadal z dużą ilością błota.Maszerujemy dalej leśną drogą, Wczesna pora sprawiała, że w powietrzu była duża wilgoć. Było rześko… bardzo rześko…Przed nami kolejna urokliwa polanka, na której zaobserwować można całe stadka motyli.Za nami 1.75 km, dochodzimy do drogowskazu, który informuje nas że do Turbacza mamy jeszcze 2 godziny drogi.Kierujemy się nadal tą samą drogą, lekko skręcając w prawo. Nasz żółty szlak łączy się tu z czerwonym szlakiem rowerowym. Na 3.30 km zaczyna się strome podejście mierzące 600 metrów. Warunki nadal takie jak na początku szlaku. Trzeba uważać, bo jest dość ślisko.Następnie dochodzimy do miejsca łączenia sięszlaków. Naszego żółtego ze szlakiem czarnym. Z drogowskazu dowiadujemy się, że do Schroniska PTTK na Turbaczu mamy jeszcze godzinę drogi.Zaczyna się szeroka droga prowadząca wzdłuż polany. Mijają nas pojedynczy turyści. Ten odcinek szlaku jest przyjemny i niewymagający. Dodatkowo można ogrzać się w promieniach słońca.Aplikacja wskazuje, że od parkingu w Nowym Targu przeszliśmy 5.55 km. Droga znowu idzie w górę. Błota i płynącej po szlaku wody nie brakuje. Po przejściu 0.90 km dochodzimy do Polany Rusnakowej.
Polana Rusankowa pod Turbaczem
Kaplica Papieska
Na Polanie Rusnakowej znajduje się drewniana Kaplica Papieska – Kaplica Rzymskokatolicka Pw. Matki Boskiej Królowej Gorców. W której organizowane są „polowe msze święte”. Nabożeństwa odbywają się w każdą sobotę (od 26 kwietnia do końca września). Cieszą się one dużym zainteresowaniem. Nie brakuje na nich ratowników GOPR, harcerzy, czy też myśliwych. Oczywiście każdy może wziąć udział w takim nabożeństwie.
Jest to naprawdę wyjątkowe miejsce. Roi się tu od motyli, wyjątkowych motyli – rusałka żałobnik. Według Wikipedii są to najpiękniejsze, polskie motyle i choć piszą, że spotyka się je zazwyczaj pojedynczo. Tutaj, na Polanie Rusnakowej jest ich naprawdę sporo. Latały nam koło głów, słyszeliśmy trzepot ich skrzydeł. Motyle w ogóle nie bały się kontaktu z ludźmi. Wystarczy wystawić rękę… Od Polany Rusankowej mamy jeszcze do przebycia 2 kilometry na Turbacz. Chwilę odpoczywamy na ławkach przy kapliczce i wracamy na nasz żółty szlak.
Pomiędzy drzewami, po prawej stronie ukazuje się nam tablica informująca nas o przebiegu SZLAKU PAPIESKIEGO w Gorcach.
Robimy zaledwie 0.60 km od Kaplicy Papieskiej i dochodzimy do łączenia się kilku szlaków prowadzących na Turbacz (nasz – żółty, zielony, czarny oraz niebieski).
Po drodze mijamy brzozowy krzyż poświęcony pamięci Żołnierzy Wyklętych – Konfederacji Tatrzańskiej, Armii Krajowej, Ludowej Straży Bezpieczeństwa, Zgrupowania „Błyskawica” Józefa Kurasia „Ognia” oraz partyzantów postogniowego oddziału „Wiarusy”.
Idziemy dalej, schodzimy z szerokiej drogi i wchodzimy na wąską, kamienisto -skalną ścieżkę pnącą się w górę. Czasem ciężko jest się tu wyminąć z innymi turystami – szczególnie z wózkiem 😅 Syn pięknie pokonał ten odcinek na własnych nogach. Byliśmy z Niego dumni!
Po chwili dochodzimy do Schroniska na Turbaczu. Dodam, że to nie jest jeszcze szczyt. Schronisko znajduje się poniżej szczytu Turbacz.
Schronisko na Turbaczu
Schronisko PTTK im. Władysława Orkana na Turbaczu znajduje się przy granicy z Gorczańskim Parkiem Narodowym. Położone jest na wysokości 1283 m n.p.m. Usytuowane jest na brzegu Polany Wolnica, zaliczającej się do Hali Długiej.
Budynek schroniska robi wrażenie – jest naprawdę duży. Przy schronisku nie brakuje stolików, leżaków dla turystów oraz zadaszonego miejsca wyznaczonego na ognisko. Można tu zjeść obiad, napić się czegoś zimnego i odpocząć przed zdobyciem Turbacza. Z tarasu schroniska (przy odrobienie szczęścia) można podziwiać panoramę Pienin i Tatr (Tatr Bielskich z Hawraniem przez Tatry Wysokie z Łomnicą, Gerlachem, Wysoką i Świnicą, Kasprowy Wierchem, Bystrą, Banówką). Nieopodal budynku schroniska znajduje się drewniana chatka, która jak się okazuje jest Muzeum Kultury i Turystyki Górskiej PTTK. Istnieje od 1980 roku. Można w nim poznać między innymi dzieje Schroniska na Turbaczu. Muzeum wygląda na nieczynne…
My nie zdecydowaliśmy się na odpoczynek przy samym schronisku. W dniu naszej wycieczki było przy nim zbyt tłoczno. Takie są uroki weekendowych wyjazdów 😉 Weszliśmy na leśną ścieżkę znajdującą się z boku schroniska.Na Turbacz od schroniska doprowadziły nas znakiczerwone. Ten odcinek trasy to przyjemna, niewymagająca ścieżka leśna. Nasze pierwsze skojarzenie – Polica leząca w Beskidzie Żywieckim (na szlaku zalega sporo połamanych drzew, z tą różnicą, że tutaj było wszystko pięknie pousuwane ze ścieżki).
Turbacz
Mamy na liczniku 8.70 km i docieramy do celu 😎 Stajemy na szczycie Turbacza. Znajduje się tu charakterystyczny pomnik wykonany z betonu, informujący nas o wysokości zdobytego szczytu.
Turbacz wysokość
Turbacz położony jest 1310 m n.p.m. Jest to najwyższy szczyt w Gorcach.
W końcu nadszedł czas na upragniony odpoczynek. Rozłożyliśmy koc i zrobiliśmy piknik. Nasze brzuchy domagały się już od dłuższego czasu jedzenia. Na szczycie Turbacza panuje bardzo przyjazna atmosfera, są stoliki z ławeczkami. Można wygrzać się w promieniach słońca. Spędziliśmy tu sporo czasu – syn nie chciał wracać, tak dobrze bawił się w wypadki samochodowe. Szczerze mówiąc nam też nie uśmiechało się wracać. Pogoda dopisywała, było tak przyjemnie… Niestety czekała nas jeszcze długa droga powrotna do Bielska – Białej.
Na parking w Nowym Targu decydujemy się wracać tą samą trasą. Ze szczytu Turbacz kierujemy się szlakiem czerwonym, następnie od Schroniska na Turbaczu obieramy szlak żółty. Schodząc w dół musieliśmy bardzo uważać, aby nie podjechać. Przez błoto było bardzo ślisko. Wracając spotkaliśmy starszego pana, który raźnie maszerował w stronę Turbacza – bez butów. Byliśmy pełni podziwu. Rozmawialiśmy z nim przez chwilkę, wydawał się bardzo sympatyczny. Jak się chce, to można 😎
Po dojściu do samochodu (w pierwszej kolejności) trzeba było zdjąć tonę błota przylepionego do kół wózka, spakować do samochodu plecaki i ruszać w stronę Bielska. Dojeżdżając do Żywca naszym oczom ukazał się spektakularny zachód słońca. Oczywiście musieliśmy się na chwilę zatrzymać, abym mogła zrobić jeszcze kilka zdjęć. Cała ja! 😅
W domu byliśmy po godzinie 20:00. To był naprawdę udany dzień! Wzbogaciliśmy się o wspomnienia, których nam nikt nie odbierze 🥰
„Kiedy jestem w górach nie istnieje świat zewnętrzny, zgiełk i pośpiech Jest tylko natura i życie razem z jej rytmem. Ktoś może powiedzieć, że to tylko mój wymysł, bo przed życiem się nie ucieknie. Zależy kto co nazywa życiem.” – Piotr Morawski
Pieniny są częstym kierunkiem wybieranym przez turystów z całej Polski. Jest w nich sporo szczytów wartych odwiedzenia (Trzy Korony, Sokolica, Wysoka itp.). Niestety w weekend oraz miesiące letnie miejsca te są oblegane. Sami odłożyliśmy te szczyty na wrzesień. Tak więc, jeżeli szukasz spokoju i ciszy na pienińskich szlakach zapraszam do lektury. Zabiorę Was dziś na najwyższy szczytPienin Spiskich – ŻAR.
Trasa: Falsztyn (szlak żółty / szlak czerwony) – Góra Żar (wieża widokowa) – powrót tym samym szlakiem + Niedzica Zamek
Dystans: 11.38 km (bez wycieczki do Niedzica Zamek)
Czas trwania: 3:30 h (z dzieckiem i wózkiem)
Minimalne wzniesienie: 657 m
Maksymalne wzniesienie: 924 m
Parametry z aplikacji endomondo
To już nasza druga wycieczka na Żar. Poprzednim razem przerosło nas ostatnie, bardzo strome podejście na szczyt zeWsi Dursztyn (opis trasy: Łapsze Wyżne – Pawliki – Rzepiska i Grandeus – Dursztyn – Żar ), które z wózkiem było nie do pokonania. Zdecydowaliśmy, że spróbujemy jeszcze raz zdobyć Żar – tym razem z drugiej strony.
Była to kolejna wycieczka, która wymagała od nas wczesnego wstania. Wszystko za sprawą drogi jaką musieliśmy pokonać, aby dotrzeć do Falsztyna. Jest to mała wioska położona w województwie małopolskim w Pieninach Spiskich. Z Bielska – Białej do Falsztyna jest około 130 km.
Na szczęście rano drogi były przejezdne i w miarę płynnie pokonalibyśmy całą trasę. Mijamy tabliczkę FALSZTYN i skręcamy w pierwszą uliczkę w prawo. Parkujemy przed zakazem wjazdu, zaraz przy końcu chodnika. Naszym oczom ukazuje się drogowskaz z żółtym szlakiem prowadzącym do Łapsze Niżne. To tym szlakiem będziemy póki co szli. Wędrówkę zaczynamy drogą asfaltową idącą w dół, biegnącą wśród gospodarstw. Po przejściu 0,30 km skręcamy w prawo.
Dochodzimy do parkingu, na którym również można zostawić samochód (miejsc pod dostatkiem – parking jest pusty). Znajduje się tu tablica z mapą oraz zaznaczonymi szlakami biegnącymi z tej urokliwej wioski.Jeżeli ktoś chce rozruszać jeszcze kości przed wędrówką, może skorzystać z siłowni, która znajduje się tuż za tablicą informacyjną. Nasz synuś skorzystał! Od samego rana rozpierała Go energia.Mijamy Kaplicę Matki Bożej Królowej Polski oraz cmentarz. Po 0.70 km kończy się asfalt i zaczyna się szeroka, utwardzona droga. Widoki z każdym krokiem stają się coraz piękniejsze.Cały czas towarzyszą nam spektakularne widoki na jezioro Czorsztyńskie oraz pobliskie góry. Dobry początek – zapowiada się naprawdę udana wycieczka.
Przechodzimy przez tunel prowadzący między drzewami. Na szlaku nie brakuje błota. Takie atrakcje nasz syn lubi najbardziej. Buty na początku szlaku nadają się do prania, a wózek do kąpieli na myjni ciśnieniowej.
Po 1.60 km (od parkingu) zaczynają się pierwsze wzniesienia. Podłoże to kamienie i błoto. Widać, że szlak jest mało uczęszczany. Miejscami nie ma na nim wydeptanych ścieżek. Jest zarośnięty długą, gęstą trawą… Musieliśmy się przez nią dosłownie „przebijać”. Obawiałam się kleszczy, na szczęście żaden się nie przyplątał.
Skrzyżowanie szlaków
Po przejściu 2.30 km dochodzimy do skrzyżowania szlaków. Od teraz kierujemy się szlakiem czerwonym (biegnący z Niedzicy Zamek – godzina drogi). Większość osób na Żar wybiera właśnie szlak z Niedzicy.
Skręcamy w prawo i idziemy szeroką, leśną drogą. Mijamy tabliczkę informującą nas, że przebywamy na terenie Lasów Państwowych, Nadleśnictwa Krościenko. Po przejściu kilometra dochodzimy do krótkiego, ale bardzo stromego i śliskiego podejścia, które z czasem łagodnieje. Nie ma się co cieszyć, bo po chwili naszym oczom ukazuje się drugie, bardziej strome podejście i niemniej śliskie podejście.
Po pokonaniu podejść skręcamy w prawo, wchodzimy na leśną drogę. Na szlaku nadal nie ma żywej duszy. Towarzyszy nam tylko śpiew ptaków, chmara motylków – szlak jest wyjątkowo bogaty przyrodniczo. Byłabym skłonna napisać, że jest to kraina motyli. 4.38 km – dochodzimy do obszernej polany, której nazwy niestety nie znalazłam w żadnym ze źródeł. Na mapach również nie widnieje żadna nazwa tego miejsca. Nawet wujek google nie wskazał odpowiedzi. A szkoda, bo miejsce jest naprawdę zjawiskowe. Czerwony szlak tylko o nią zahacza, ale my postanowiliśmy z niego na chwilę zboczyć i zejść w centralne miejsce polany, rozbić namiot (okropnie wiało) i zrobić piknik. Jest to idealne miejsce na przystanek.
Polana z widokiem na Tatry
Jest to idealny punkt widokowy. Myślę, że przy lepszej pogodzie (niż w dniu naszej wycieczki) można tutaj naprawdę nacieszyć oczy wspaniałymi widokami na Tatry. Znajduje się tu też zagroda w której urzędują sarenki, bardzo szczęśliwe sarenki. Fakt stronią od kontaktu z ludźmi, ale można je poobserwować z oddali.Wracamy na nasz czerwony szlak. Teraz kierujemy się leśną dróżką. Przed nami jeszcze 900 m do szczytu. Na tym odcinku spotykamy pierwszego turystę – przesympatycznego dziadka, który nie ukrywa radości ze spotkania pierwszych ludzików na szlaku. Ucinamy z nim krótką pogaduszkę i ruszamy dalej…Po drodze czekają na nas ostatnie, dwa, bardzo strome, ale krótkie podejścia na szczyt.To drugie jest wyjątkowo kamieniste.
Góra Żar – wieża widokowa Zor
Żar to najwyższy szczyt Pienin Spiskich mierzący 883 m n.p.m. Szczyt jest całkowicie zalesiony. Naszym oczom ukazuje się drewniana wieża widokowa Zor. Na szczycie jesteśmy sami. Syn uciął sobie drzemkę w swojej karocy. Na chwilę siadamy na ławce, która znajduje się tuż obok wieży. Na Żar dociera rodzinka z dziesięcioletnim synem. Chętnie opowiadają nam jak zaszczepili synowi miłość do gór od najmłodszych lat. I jak teraz chętnie zdobywa szczyty. Doskonale rozumiałam co mają na myśli. Aktualizacja! Szczyt Żar udało się nam odwiedzić 3 października 2020 r. Szliśmy czerwonym szlakiem prowadzącym ze wsi Dursztyn (opis szlaku w przygotowaniu). Oczywiście tym razem bez wózka 😅 I wiecie co? Żar doczekał się w końcu swojej tabliczki 😍😎 Wstawiam do wpisu również kilka nowych zdjęć z Góry Żar.
W naszym odczuciu wieża jest za niska. Widoki jakie możemy z niej podziwiać to, te rozciągające się na północ: Frydman, Dębno, Jezioro Czorsztyńskie oraz Gorce.Wracamy tym samym szlakiem. Przed nami kilka stromych zejść w dół, ale i parę nie za stromych podejść. Przy dwóch zejściach musimy sprowadzać wózek, po czym wracamy po syna i znosimy Go na dół. Zalegające na trasie błoto sprawia, że jest bardzo ślisko.
Niedzica – Zamek spacer po zaporze
Grzechem byłoby nie skorzystać z okazji podjechania do Niedzicy. Od Falsztyna to niecałe 10 km. Wieczorem miejsc parkingowych jest tu pod dostatkiem. Wydaje mi się, że w godzinach porannych i popołudniowych parkingi są wypełnione po brzegi. Po prawej stronie zbiornikaCzorsztyńskiego znajduje się średniowieczny zamek. Mieliśmy w planach zwiedzanie zamku, niestety syn był wykończony i udało się tylko przespacerować po zaporze i podziwiać zamek z oddali. Istnieje również możliwość podejrzenia zamku z teleskopu zamontowanego na zaporze (oczywiście odpłatnie). Teren przy zaporze jest maksymalnie zagospodarowany. Co kawałek można kupić lody, napoje, zjeść ciepły posiłek, pamiątki. Dużym zainteresowaniem cieszą się tutaj spływy przełomem Dunajca, które są organizowane kilka razy dziennie. Skorzystać z takiego spływu można do końca października.Widoki jakie możemy podziwiać z zapory to: Tatry (między innymi: Szalony Wierch, Łomnica, Durny Szczyt, Baranie Rogi, Lodowy, Płaczliwa Skała, Hawrań, Nowy Wierch, Murań, Wysoka, Rysy, Świnica), PieninySpiskie (między innymi: Hombark, Jatki, Spiska Magura) oraz Jezioro Sromowieckie.Poniżej widok z zapory na Jezioro Sromowieckie.
W Pieniny będziemy wracać – ciągną nas jak magnes… Cieszę się, że udało nam się znaleźć kolejny spokojny szlak, na którym można odpocząć i jednocześnie nacieszyć oczy niezapomnianymi widokami. Szkoda, że rejony Pienin Spiskich są aż tak niedoceniane…
Zobacz koniecznie
Będąc w okolicy Pienin Spiskich – Dursztyna warto odwiedzić również:
Dzisiaj odwiedzimy mało uczęszczany szlak w Beskidzie Żywieckim. Konkretnie Pasmo Przedbabiogórskie – szczyt o łatwej do zapamiętania wysokości: 1111 m n.p.m. Mowa o Jałowcu –OAZA CISZY i SPOKOJU. Miejsce, które każdy górski maniak powinien odwiedzić. Trasa nie należy do najłatwiejszych, ponieważ spora część szlaku pnie się stromo w górę. Mimo wszystko jest przez nas bardzo lubiana i dość często odwiedzana.
Trasa: Stryszawa Roztoki (szlak żółty) – Polana Krawcowa (szlak niebieski) – Jałowiec – Przełęcz pod Jałowcem – powrót tym samym szlakiem
Dystans: 14.20 km
Czas trwania: około 5:00 h (z dzieckiem i wózkiem)
Minimalne wzniesienie: 602 m
Maksymalne wzniesienie: 1156 m
Parametry z aplikacji endomondo
Uwaga! Maj 2020 aktualizacja wpisu o nowe zdjęcia
Człowiek, który chce dobrze wypocząć musi mieć ciszę, spokój, zieleń, powietrze, tak jak Chrystus powiedział: „Pójdźmy na odosobnienie odpocząć maluczko”. Kardynał Stefan Wyszyński, Stryszawa Sierpień 1965 r (Cytat wprost ze szczytu Jałowca)
Stryszawa Roztoki parking
Pobudka o świcie, pakowanie i w drogę. Syn od samego rana rozpromieniony – kocha te nasze szalone wypady w góry. Nasz cel? Stryszawa Roztoki leżąca w województwie małopolskim. Około godziny drogi z Bielska – Białej. Dojeżdżamy do leśnego parkingu. Miejsc parkingowych jest tu pod dostatkiem. Wspaniałe zagospodarowany teren, z dużą dbałością o komfort przybywających na szlaki biegnące ze Stryszawy.
Parametry GPS parkingu: 49.682059, 19.490012
Cały szlak jest starannie oznaczony – nie ma możliwości na pomyłkę. Co kawałek ławeczki umożliwiające wygodny odpoczynek oraz sporo tablic informacyjnych. Dużo chodzimy po górach, ale to jest jedno z przyjaźniejszych miejsc turystom.
Swoją wędrówkę zaczynamy żółtym szlakiem, do którego musimy podejść drogą asfaltową około 0,5 km. Tutaj też skręcamy w lewo. Po przejściu kilkuset metrów naszym oczom ukazuje się wodospad, obok którego nie da się przejść obojętnie. Schodzimy niżej i dostrzegamy, że po drugiej stronie są drewniane schodki umożliwiające zejście pod sam wodospad.
Kontynuujemy wędrówkę kierujemy się dalej asfaltem jeszcze jakieś 40 m i skręcamy w lewo, mijamy szeroki drewniany most.Zbaczamy ze szlaku, skręcamy w lewo, aby podejść pod sam wodospad. Tak jak wspominałam schodzimy stromymi schodami w dół. Nasz synuś jest prze szczęśliwy, bo może powrzucać kamienie do wody. Początek szlaku, a tu takie atrakcje… Dziecko potrzebuje naprawdę niewiele do pełni szczęścia.
Wracamy na szlak. Zaczyna się leśna ścieżka przyrodnicza im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Mijamy również pomnik poświęcony Kardynałowi.Pomnik upamiętniający Kardynała Stefana Wyszyńskiego
Kierujemy się na Polanę Krawcową. Drogowskazy wskazują 45 minut drogi. Natomiast na szczyt Jałowca1:10 h. Wydaje mi się, że pokonanie tej trasy z dzieckiem w tak krótkim czasie nie jest za bardzo możliwe. Szlak momentami jest wymagający.Po chwili przemarszu skręcamy w lewo. Zaczyna się dróżka leśna, kamienista, momentami skalna. Początkowo wąska. Kamienie z rana były jeszcze mokre, przez co było ślisko. Ostrożność obowiązkowa! Szczególnie z dzieckiem. Pniemy się w górę – jest dość stromo.
Po kilometrze przecinamy drogę, po to, aby wejść znowu do lasu. Maszerujemy szeroką drogą, przejezdną dla samochodów terenowych. Nas tego dnia nie mija żaden, ale widać, że pojedyncze dwuślady się tu poruszają.Czas wyjść z lasu. Teraz poruszamy się szeroką dróżką prowadzącą między drzewami. Można nałapać trochę słońca. W dniu naszej wycieczki było go pod dostatkiem. Po 300 m wracamy na leśną ścieżkę. Dotychczas pokonaliśmy 3 km od parkingu.
Polana Krawcowa
Docieramy do miejsca, w którym kończy się szlak żółty, a zaczyna się szlak niebieski – to nim będziemy kontynuować naszą wycieczkę. Miejsce to jest nazywane PolanąKrawcową. Oczywiście obowiązkowo jest tu ławeczka, na której postanowiliśmy odpocząć. I zachęcam do tego, ponieważ przed nami bardzo strome i długie podejście. Drogowskaz wskazuje, że od szczytu Jałowca dzieli nas 40 minut drogi. Z dzieckiem – niemożliwe, szczególnie, że syn praktycznie całą drogę idzie na własnych nóżkach.
Mija nas rowerzysta. Prowadzi tu rowerowy szlak w kolorze czerwonym. Po 0.40 km zaczyna się strome podejście – bardzo strome i długie podejście. Mierzy aż 1.30 km. To jest najcięższy odcinek na tym szlaku. Nasz syn często prosił o przerwę i picie. Wyciągnięcie wózka też nie należało do prostych. Brawa dla mojego męża!
Po wdrapaniu się pod górę wychodzimy na dróżkę, na której czeka nas jeszcze jedno podejście, a potem prosta droga prowadząca wprost na szczyt Jałowca.
Jałowiec 1111 m n.p.m.
Mamy za sobą 4.42 km przemarszu. Szczyt jest niesamowity… Jałowiec jest jest najwyższą kulminacją pasma Jałowieckiego. Nie brakuje tu krzaczków borówki czernicy. Panuje tu wyjątkowy spokój i cisza. Mimo, że przewijają się tu pojedynczy turyści, jest magicznie. Rozmawiałam ze starszą panią, która była z mężem dzień wcześniej na Babiej Górze i niestety mimo pogody w nizinach, widoków na „Babiej” brak przez mgłę. Zachwycała się Jałowcem… Stwierdziła nawet, że jest to jedno z piękniejszych miejsc w Beskidach. Mogłabym się pod tym podpisać – jest wyjątkowe, to na pewno.
CIEKAWOSTKA
Szczyt Jałowiec nazywany jest również szczytem Przedbabiogórskim.
Z Jałowca można udać się na inny szczyt Pasma Przedbabiogórskiego – Lachów Groń. Czas przejścia żółtym szlakiem to 1 h 30 minut. Jest to równie spokojne i urokliwe miejsce. My na Lachów Groń szliśmy z Koszarawy. Opis szlaku: Lachów Groń z KoszarawyZ Jałowca rozciąga się wspaniała panorama. W kierunku południowym i zachodnim widać pasma od Beskidu Śląskiego (Skrzyczne), Żywieckiego (Babia Góra, Mędralowa, Pilsko, Romanka), Beskidu Małego, Beskidu Makowskiego, Magury Orawskiej i Małej Fatry.W kierunku południowym rozciąga się Hala Trzebuńska zwana też Kubulkową. Na hali były kiedyś wypasane owce. Na szczycie od razu naszą uwagę przyciąga stojący tu krzyż poświęcony Kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu.Na szczycie odpoczywa grupa turystów z Poznania. Miło jest słuchać jak zachwycające są dla nich nasze rejony. Cytat jednego z turystów: „Tu są łąki, trawy, Agata zrobiła nawet wianek z kwiatów. Tu jest inaczej niż w Tatrach, ale jest pięknie…” Wydaje mi się, że wielu ludzi nie docenia naszych Beskidów, ale jak już tu przyjadą zmieniają zdanie na temat naszych gór.
Na szczycie rozłożyliśmy koc i zrobiliśmy piknik. Na Jałowcu spędziliśmy dwie godziny. Nie obyło się oczywiście bez zabawy samochodzikiem, piłeczką, dyskiem… Łapałam promienie słońca i rozkoszowałam się chwilą.
Na Jałowcu byliśmy również późną jesienią. Niestety widoczność była zerowa, sypał śnieg.Z Jałowca udajemy się do Schroniska Górskiego „W Murowanej Piwnicy”. Dzieli nas od niego około 1,80 km drogi. Kierujemy się szlakiem niebieskim / żółtym w dół, leśną drogą. Po około 10 minutach dochodzimy do rozwidlenia szlaków.
Pod Jałowcem
Miejsce rozwidlenia szlaków niebieskiego oraz żółtego. Szlak niebieski prowadzi do Zawoi, natomiast żółty (którym będziemy się od teraz kierować) doprowadzi nas pod budynek schroniska. Od Pod Jałowcem cały czas kierujemy się leśną ścieżką schodzącą w dół. Podłoże jest kamieniste.
Schroniska Górskiego „W Murowanej Piwnicy”
Schronisko Górskie „W Murowanej Piwnicy” oferuje noclegi w pokojach dwuosobowych, czteroosobowych oraz wieloosobowych. W godzinach od 8:00 do 22:00 można zamówić posiłek w bufecie gastronomicznym działającym w schronisku. My skusiliśmy się na szarlotkę z kawą.
Schronisko Górskie „W Murowanej Piwnicy” adres:
Opaczne 518, 34 – 222 Zawoja (woj. małopolskie)
tel. 606 573 671, 608 858 122
Na parking wracamy tą samą trasą. Co to oznacza? Od Schroniska W Murowanej Piwnicy musimy wspiąć się z powrotem na Jałowiec. Następnie mamy do pokonania liczne strome zejścia. Mimo, że jesteśmy stałymi bywalcami na górskich szlakach, zmęczenie dawało się we znaki. Słońce na szczycie Jałowca i brak nakrycia głowy zrobiło swoje. Przy zejściu pomocne okazały się kijki. Zejście poszło nam dość sprawnie, przed nami jeszcze godzinka drogi samochodem do domu. Na Jałowiec będziemy wracać niejednokrotnie i to z wielką przyjemnością.
Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi wpisami zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl Zapraszam również na Instagram: @greenmagpic
Dziś chcę Wam opowiedzieć o niezwykle ciekawym szlaku z Sidziny, prowadzącym do miejsca, o którym wcześniej nie mieliśmy pojęcia. W Boże Ciało wyruszyliśmy na Policę w Beskidzie Żywiecko-Orawskim. Szlak przemierzyliśmy razem z synem i jego wózkiem. Trasa nie należy do krótkich – liczy około 18 kilometrów, dlatego warto zarezerwować na nią odpowiednio dużo czasu, aby móc cieszyć się każdym jej fragmentem.
Wstaliśmy o świcie, spakowaliśmy wszystko, co potrzebne, i ruszyliśmy do wsi Sidzina w województwie małopolskim. Z Bielska-Białej mieliśmy do pokonania nieco ponad 80 km samochodem. Na szczęście, że był to dzień wolny od pracy, drogi były przejezdne i sprawnie dotarliśmy na miejsce.
Trasa: Sidzina (szlak zielony) – Hala Krupowa – Kucałowa Przełęcz (szlak czerwony)- Polica – powrót tą samą trasą
Dystans: około 16 km*
Czas przejścia: około 6 h*
Minimalne wzniesienie: 610 m
Maksymalne wzniesienie: 1369 m
*w obie strony
Sidzina parking
Zaparkowaliśmy na parkingu przy Skansenie w Sidzine, tuż obok Domu Wczasów Dziecięcych. Miejsc było pod dostatkiem, a poza nami stał tu tylko jeden samochód. Muszę przyznać, że mamy naprawdę szczęście do tras, na których praktycznie nie spotyka się turystów. Tego dnia panował niemiłosierny upał – już rano temperatura sięgała 30 stopni.
Aplikacja wskazywała, że do pokonania mamy przewyższenie wynoszące 800 metrów – niemało! Szlak na Policę z Sidziny nie należy do najłatwiejszych. Ruszamy zielonymi znakami, początkowo asfaltową drogą, która kończy się już po około 300 metrach marszu.
Wchodzimy do lasu i podążamy szeroką drogą. Po około 500 metrach skręcamy ponownie w lewo. Od tego momentu zaczyna się kamienista nawierzchnia, a my pniemy się w górę przez około 3 kilometry, robiąc co jakiś czas krótkie przerwy na odcinki nieco mniej strome i łatwiejsze do przejścia.
Pierwsze podejście warte wspomnienia mierzy aż 700 metrów – strome, naprawdę wymagające. Drugie podejście na tym odcinku ma około 200 metrów, a my wciąż wdrapujemy się coraz wyżej. Przez cały czas towarzyszy nam śpiew ptaków.
Schodząc w dół, nie mogliśmy uwierzyć, że nasz syn pokonał tak trudny fragment całkowicie samodzielnie. Takich stromych podejść na tym szlaku nie brakuje.
W końcu schodzimy na prostą ścieżkę, prowadzącą lekko w dół. Towarzyszy nam upał i pełne słońce na niebie – duszno, ale chwila odpoczynku pozwala złapać oddech. Po krótkiej przerwie znów ruszamy w górę. Na trasie pojawiają się tablice informacyjne o ostoi rzadkich gatunków zwierząt. Pierwsze widoki zaczynają nas zachwycać – na południowym zachodzie, za lekką mgłą, wyłaniają się Tatry. Szkoda tylko, że w dniu naszej wyprawy widoczność nie była najlepsza.
Dalej podążamy prostą drogą, chwilami prowadzącą lekko w dół. Zza drzew nieśmiało przebijają się kolejne szczyty, tym razem na południowym wschodzie.
Przed nami pojawiło się niewielkie, zaledwie 100-metrowe wzniesienie, które okazało się niezwykle wymagające! Trzeba się mocno zaprzeć, aby podciągnąć wózek z śpiącym dzieckiem. Nasz mały podróżnik doskonale wie, kiedy najlepiej uciąć sobie drzemkę. 😉
Hala Krupowa
Po wymagającym podejściu możemy wreszcie odetchnąć i nieco zregenerować siły. Kontynuujemy wędrówkę prostą ścieżką, aż dochodzimy do odcinka pokrytego drobnymi kamieniami – niezwykle malowniczego fragmentu trasy.
3,8 km – taki dystans pokonaliśmy od parkingu i wchodzimy na polanę, a właściwie halę – Halę Krupową.
Hala Krupowa, położona na wysokości 1152 m n.p.m., robi ogromne wrażenie. Jeszcze do niedawna praktykowano tu wypas owiec, a ślady tej tradycji stanowi szałas pasterski u podnóża hali, który znakomicie wzbogaca krajobraz. Z tego miejsca rozciągają się imponujące widoki – między innymi na Gorce, Tatry oraz Kotlinę Orawską. W oddali, za drzewami na szczycie, widać także wieżę z nadajnikiem.
Ilość kwiatów, które można tu zobaczyć, jest wręcz niewyobrażalna. To samo dotyczy liczby owadów… 😉
Decydujemy się na pierwszy przystanek podczas wędrówki na Policę – czas na drugie śniadanie. Kawa i drożdżowe ciasto z truskawkami smakują tu jeszcze lepiej… W tym czasie nasz syn budzi się, pełen energii i gotowy do zabawy. Robimy „ognisko na niby”, rzucamy dyskiem – atmosfera jest miła i wesoła. To tutaj mijają nas pierwsi turyści.
Czas ruszać dalej. Kierujemy się prosto wzdłuż hali, przed nami rozpościera się szeroka, leśna dróżka. Do Kucałowej Przełęczy dzieli nas około 20 minut marszu.
Dochodzimy do miejsca, w którym łączą się dwa szlaki: nasz, zielony oraz czarny prowadzący z Wielkiej Polany (45 minut). Szlak ten jest o wiele bardziej uczęszczany. Tutaj też pojawia się całkiem spora grupa turystów. Na szlaku, w końcu można spotkać dzieci z rodzicami. W oddali widać już SCHRONISKO PTTK im. Kazimierza Sosnowskiego NA HALI KRUPOWEJ, do którego kierują się praktycznie wszyscy mijający nas ludzie. Idąc dalej dochodzimy do polany, a konkretniej do Kucałowej Przełęczy.
Kucałowa Przełęcz
4,8 km – Kucałowa Przełęcz, położona na wysokości 1148 m n.p.m., to kolejne wyjątkowe miejsce na szlaku prowadzącym na Policę. Od razu przywiodła mi na myśl drogę na Wielką Rycerzową i widok z Przełęczy Halnej – ukształtowanie terenu jest bardzo podobne. Skręcając w lewo, dojdziesz do Schroniska PTTK na Hali Krupowej, gdzie można zrobić przerwę i skorzystać z jego oferty.
Pierwszy skręt w lewo prowadzi do Schroniska PTTK na Hali Krupowej, natomiast drugi skręt w lewo wyznacza naszą dalszą trasę.
Schronisko PTTK im. Kazimierza Sosnowskiego na Hali Krupowej
Schronisko PTTK im. Kazimierza Sosnowskiego na Hali Krupowej położone jest na wysokości 1152 m n.p.m. Z jego tarasu widokowego można podziwiać Tatry Bielskie, Tatry Wysokie, Tatry Zachodnie oraz słowacką część Tatr Zachodnich.
Schronisko PTTK im. Kazimierza Sosnowskiego na Hali Krupowej
Schronisko PTTK im. Kazimierza Sosnowskiego na Hali Krupowej
Schronisko PTTK im. Kazimierza Sosnowskiego na Hali KrupowejSchronisko PTTK im. Kazimierza Sosnowskiego na Hali Krupowej
Na szczyt Polica mamy jeszcze około 45 minut drogi.
Idziemy jeszcze kilka kroków w górę przełęczy, a następnie skręcamy w lewo, wchodząc na bardzo przyjazną dróżkę. Pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl: BAJKA! Wokół intensywna zieleń, przeplatająca się z błękitem nieba – wszystko dzięki ogromnej ilości krzaków borówek.
Dochodzi do miejsca, gdzie szlaki się rozdzielają. Od tego momentu podążamy szlakiem CZERWONYM. Przed nami rozciąga się gęsty, bardzo gęsty las.
Pod stopami mamy skały, korzenie i kamienie. W lesie pokonujemy 300-metrowe, kamieniste podejście.
Wychodzimy z lasu na wąską dróżkę. Znów czeka nas wysiłek – podłoże pokryte jest drobnymi kamieniami, miejscami wystają skały. Mija nas trzech rowerzystów, wyraźnie cieszących się z ekstremalnego zjazdu. Pojawiają się tablice informacyjne: znajdujemy się w REZERWACIE PRZYRODY NA POLICY oraz na OBSZARZE NATURA 2000.
Tutaj zaczyna się prawdziwa przygoda! Wchodzimy na odcinek pełen przeszkód… Chodzimy po górach często, przetarliśmy już wiele szlaków, ale nigdy nie widzieliśmy tylu zwalonych drzew – w rezerwacie przyrody ich nie usuwa się. Prezentują się niesamowicie, ale możecie sobie wyobrazić, jak trudne było pokonanie tego (niekrótkiego) fragmentu z wózkiem. Kilka razy musieliśmy go złożyć i przejechać pod przeszkodami lub przenieść nad drzewami. Trudny, ale fascynujący odcinek.
Widać też postęp naszego dziecka – wcześniej prosił o pomoc, teraz sam wspina się i przeskakuje przez leżące drzewa. Nabiera odwagi i pewności w trudnych sytuacjach. Jestem DUMNA z naszego czterolatka!
Muszę dodać, że na tym odcinku warto zachować szczególną ostrożność. Liczne odstające gałęzie złamanych drzew mogą łatwo spowodować skaleczenia – przekonaliśmy się o tym na własnej skórze i wróciliśmy do domu podrapani. W końcu, po pokonaniu niemal 8 kilometrów, docieramy na szczyt Polica.
Polica
Polica położona jest na wysokości 1369 m n.p.m. i wchodzi w skład Pasma Babiogórskiego. Początkowo nie byliśmy pewni, czy osiągnęliśmy szczyt, ponieważ nie ma tu żadnej tabliczki informującej o tym fakcie. Na szczęście aplikacja nie kłamie. Z tego miejsca doskonale widać między innymi Babią Górę, która prezentuje się dostojnie, jakby była na wyciągnięcie ręki.
Rozpościera się stąd również panorama obejmująca Orawę i Jezioro Orawskie, Beskid Śląski, Beskid Mały, Beskid Makowski, Beskid Wyspowy, Gorce, Pieniny oraz Tatry.
Widok na Orawę i Jezioro Orawskie
Polica pomnik
Jako ciekawostkę warto dodać, że Polica wiąże się z tragiczną historią lotniczą. 2 kwietnia 1969 roku rozbił się tu samolot LOT lecący z Warszawy do Krakowa, w wyniku czego zginęły 53 osoby. Dokładna przyczyna katastrofy nie została do końca ustalona – według Wikipedii mogło chodzić o zabłądzenie pilotów spowodowane błędem nawigacyjnym. Na szczycie znajduje się pomnik w kształcie ogona samolotu, ufundowany przez mieszkańców pobliskiej Skawicy i Zawoi, z tablicą upamiętniającą nazwiska ofiar. Dodatkowo stoi tu krzyż, który również oddaje hołd wszystkim, którzy zginęli w tej katastrofie.
Pomnik upamiętniający ofiary katastrofy lotniczej na szczycie Polica
Powrót tym samym szlakiem okazał się wymagający, bardzo strome zejścia dawały w kość. Zdecydowanie wolę wspinaczkę w górę; przy zejściu mięśnie napinają się niemiłosiernie, a każdy krok wymaga ogromnego wysiłku. Nadciągająca burza i wiszący nad nami deszcz dodatkowo potęgowały napięcie. W drodze powrotnej mijały nas dwa terenowe samochody, które jechały zbyt szybko i praktycznie nie zwracały uwagi na osoby na szlaku. Pył unosił się w powietrzu, ograniczając widoczność i utrudniając oddychanie… Niektórzy naprawdę nie mają wyobraźni.
Po dotarciu do samochodu spakowaliśmy rzeczy i wózek, po czym ruszyliśmy w drogę powrotną. Od domu dzieliło nas ponad 80 kilometrów, a po takim wysiłku podróż wydawała się ciągnąć w nieskończoność. Powrót odbywał się przy deszczowej aurze – na szczęście zdążyliśmy idealnie zejść ze szlaku. Mimo że burza szła za nami, możemy śmiało powiedzieć, że mieliśmy szczęście.
Podsumowując, była to nasza ostatnia górska wycieczka w tym miesiącu. W samym maju przewędrowaliśmy 116,96 km po górach (według aplikacji Endomondo). Nie żałuję, że miesiąc zakończyliśmy wyprawą na Policę– to ciekawy, pełen atrakcji szlak, który w moim odczuciu jest dość wymagający, ale daje mnóstwo satysfakcji.
Pomysł na zdobycie Wielkiej Raczy zrodził się w naszych głowach podczas wyprawy na Wielką Rycerzową w poprzedni weekend. Wielka Racza to najwyższy szczyt w Grupie Wielkiej Raczy (tzw. Worek Raczański), położony w Beskidzie Żywieckim. Jej wysokość wynosi 1236 m n.p.m. Przeglądając w aplikacji wszystkie możliwe szlaki prowadzące na szczyt, za najbardziej przystępny do pokonania z dzieckiem i wózkiem uznaliśmy czerwony szlak prowadzący z Przełęczy Graniczne (Vreščovské sedlo). Choć nie jest to najkrótsza droga na wierzchołek, jednogłośnie zdecydowaliśmy się zaryzykować, w końcu zawsze można się wycofać. Trasa jest bardzo różnorodna i ciekawa, pełna górskich widoków. Dużo się na niej dzieje, więc nie ma mowy o nudzie. Ciekawostką jest fakt, że czerwony szlak swój początek ma w Zwardoniu.
Dla osób wybierających się na Wielką Raczę z dziećmi polecam jednak krótszy i zdecydowanie łatwiejszy wariant – szlak żółty z Rycerki na Wielką Raczę.
Trasa: Przełęcz Graniczne / Verscovske Sedlo (szlak czerwony) – Kikula / Kykula – Magura – Przysłop Wielki -Wielka Racza / Velka Raca – powrót tym samym szlakiem
Dystans: ponad 25 km*
Czas przejścia: ponad 8 h* (sam przemarsz z dzieckiem i wózkiem)
Minimalne wzniesienie: 797 m
Maksymalne wzniesienie: 1279 m
*w obie strony
Mapka oraz wykres różnicy wzniesień – aplikacja, z której wykonano zrzut ekranu, pokazuje mniejsze odległości niż te zmierzone podczas wędrówki aplikacją Endomondo.
Przełęcz Graniczne parking
Niedziela, pobudka o wczesnym poranku, szybkie pakowanie i ruszamy w drogę. Im bliżej byliśmy Przełęczy Granicznej, tym bardziej malownicza stawała się trasa prowadząca do celu. Po niecałej godzinie byliśmy na miejscu. Zero samochodów, jeden przechodzący turysta – bajka, pomyślałam. Wspaniałe widoki rozciągające się wprost z parkingu pozwoliły na chwilę zapomnieć o zimnym wietrze, lekkim zachmurzeniu i błocie, które czekało na nas po wyjściu z samochodu.
Koniec podziwiania okolicy – czas ruszać w drogę. Startujemy czerwonym szlakiem, biegnącym wzdłuż granicy polsko-słowackiej. Początkowo trasa jest prosta, choć błotnista. Już po około 300 metrach zaczyna się bardzo strome, kamieniste podejście.
Po przejściu około 500 metrów mamy chwilę na oddech, ponieważ trasa wyraźnie łagodnieje.
Następnie trasa skręca w lewo. Trzeba zachować czujność, ponieważ umiejscowienie oznaczenia szlaku można błędnie zinterpretować jako skręt w drogę prowadzącą przez las. Niestety przekonaliśmy się o tym na własnej skórze. Na szczęście szybko zorientowaliśmy się, że coś jest nie tak, i zawróciliśmy. Dla odmiany szlak prowadzi tu chwilowo w dół.
Docieramy do zachwycającego miejsca, gdzie znajduje się tabliczka informująca, że jest to obszar Natura 2000 „Beskid Żywiecki”. Idziemy powoli wzdłuż rozległej polany, nie mogąc nasycić się pięknem tego miejsca.
Mijamy polanę, a po chwili przyjemna, utwardzona droga zaczyna przechodzić w kamienistą. Wchodzimy do lasu, gdzie robi się stromo. Na tym odcinku czeka nas kilka wymagających podejść. Towarzyszy nam śpiew ptaków, a póki co jesteśmy sami na szlaku.
Ostatnie wzniesienie przed dotarciem na szczyt Kikula jest naprawdę wymagające. Ma ponad 0,5 km długości i daje w kość, szczególnie gdy ciągnie się za sobą wózek. Kamienie są śliskie, więc trzeba zachować czujność.
Przed nami ostatnia prosta i docieramy na słowacki szczyt. Na tym odcinku spotkaliśmy pierwszą grupkę turystów, którzy nie omieszkali skomentować naszej wyprawy: „Niezła wyprawa!”
Kikula
No i udało się! Bez chwili wahania rozkładamy koc. Kikula (Kykula) położona jest pomiędzy Jaworzyną (1173 m n.p.m.) a Przełęczą Pod Banią (1000 m n.p.m.), biegnie tu granica polsko-słowacka. Szczyt jest mocno zalesiony, więc nie rozciągają się stąd żadne widoki. Jest jednak miejsce idealne na piknik.
Przerwa na kawę i notatki z trasy – w końcu wpis na blog sam się nie napisze…
Brzuszki pełne, jeszcze kilka zdjęć, chwila zabawy autkiem i czas ruszać dalej. Przed nami wciąż sporo drogi do pokonania – Wielka Racza czeka!
Ruszamy drogą widoczną na zdjęciu powyżej, kierując się w stronę szczytu Magura (1087 m n.p.m.). Ten odcinek jest bardzo przyjemny, prosta i łatwa trasa. Najzabawniejsze jest to, że wdrapaliśmy się na szczyt tylko po to, by teraz schodzić w dół – taki urok tego szlaku. Znowu możemy rozkoszować się śpiewem ptaków.
Po drodze ratujemy żuczki topiące się w kałużach, synuś nie potrafi przejść obok nich obojętnie. Na całym szlaku sporo kałuż i błota, więc nasze buty będą wymagały porządnej kąpieli, a wózek wizyty na myjni ciśnieniowej. Na niebie gromadzą się ciemne chmury, co wywołuje u nas lekki stres – zastanawiamy się, czy coś z nich spadnie. Cały czas kierujemy się w dół, aż docieramy do miejsca (widocznego na zdjęciu poniżej), gdzie skręcamy w lewo i wchodzimy na leśną ścieżkę.
Z lasku wychodzimy na wąską dróżkę. Po chwili docieramy do drewnianego mostku i ujęcia pitnej, górskiej wody. Robimy krótką przerwę, aby się nieco ochłodzić. Nasz synuś smacznie śpi, a my kontynuujemy wyprawę.
Ponownie wchodzimy na leśną ścieżkę, gdzie czeka nas dość strome podejście. Po chwili szlak skręca w lewo. Na szczęście ten odcinek jest bardzo dobrze i wyraźnie oznakowany.
Oczywiście po drodze nie zabrakło przerw na robienie zdjęć. Dla mnie leśne drogi są prawdziwym rajem, tyle tu detali wartych uwiecznienia. Zauważyłam nawet motyla, który chętnie pozował, pijąc nektar.
Idziemy dalej, wchodząc na drogę biegnącą wzdłuż zbocza. Znowu mamy okazję nacieszyć oczy pięknymi widokami górskimi.
Dalej czeka na nas wąska droga prowadząca przez gęsty las, pełna wystających korzeni. Syn nadal smacznie śpi – dobrze, że przyzwyczajony jest do drzemki w ekstremalnych warunkach. W pewnym momencie ma się wrażenie, że przechodzi się przez tunel z drzew.
Nasz wędrowniczek, wypoczęty i w doskonałym humorze, rusza w dalszą trasę na własnych nogach.
Plusem tego szlaku jest jego różnorodność. Wychodzimy na drogę prowadzącą wzdłuż zbocza. Do tej pory pokonaliśmy 9,3 km i jesteśmy coraz bliżej celu. W tym miejscu również można nacieszyć oczy pięknymi górskimi widokami.
Po przejściu drogi biegnącej wzdłuż zbocza wchodzimy do lasu iglastego, który miejscami jest bardzo gęsty.
Przysłop Wielki
Mijamy szczyt Przysłop Wielki, położony na wysokości 1037 m n.p.m. Tabliczka z jego nazwą jest tak dobrze ukryta wśród drzew, że dostrzegliśmy ją dopiero w drodze powrotnej.
Po pokonaniu leśnego odcinka wychodzimy na otwartą przestrzeń. Kierujemy się wzdłuż słupów energetycznych, które prawdopodobnie prowadzą do Schroniska PTTK na Wielkiej Raczy. Na tym odcinku czeka nas podejście kamienistą drogą.
Obłaz
Wchodzimy na szczyt Obłaz (1043 m n.p.m.). Teraz nasz czerwony szlak zaczyna schodzić w dół, ale tylko na krótko – po chwili szeroką, kamienistą drogą znowu pniemy się w górę. To naprawdę strome podejście, liczące około 800 metrów.
Spotykamy starsze małżeństwo, które z zaciekawieniem obserwuje naszą trójkę. Wspomnienia powracają i z uśmiechem na ustach starszy pan opowiada historię, jak kiedyś przemierzał Beskid Śląski z córką i wózkiem. Niestety wówczas wózki nie miały amortyzatorów i jego córka bardzo płakała na wertepach. Podkreślił też, że na Wielką Raczę z dzieckiem nie dotarł. Uwielbiam spotykać ludzi na szlakach, a jeszcze bardziej słuchać historii, które nam opowiadają – za każdym razem w górach trafiamy na jakąś fascynującą anegdotę sprzed lat.
Już naprawdę niewiele dzieli nas od szczytu. Docieramy do miejsca, w którym skręcamy w lewo – przed nami jeszcze wąska, leśna droga do pokonania.
Po pokonaniu 12,8 km docieramy na miejsce. Przed nami jeszcze schodki prowadzące do Schroniska PTTK na Wielkiej Raczy oraz drugie, na platformę widokową (wieżę).
Wielka Racza
Schronisko PTTK na Wielkiej Raczy
Tak jak wspominałam wcześniej, po pokonaniu pierwszych schodków wychodzimy przy Schronisku PTTK na Wielkiej Raczy. Znajdują się tu ławki ze stolikami, przy których odpoczywa wielu turystów. Można posilić się ciepłym posiłkiem, napić kawy, herbaty czy piwa. Oczywiście istnieje także możliwość noclegu, do dyspozycji turystów jest 60 miejsc w pokojach kilkuosobowych. Po wyczerpaniu miejsc w pokojach można przespać się, jak przystało na prawdziwego turystę, na karimacie. Warto dodać, że obsługa schroniska jest bardzo przyjazna i pomocna dla odwiedzających.
Schronisko na Wielkiej Raczy 2018
Schronisko na Wielkiej Raczy 2019
Minął nieco ponad rok, a my ponownie wybraliśmy się na Wielką Raczę. Ku naszemu zaskoczeniu schronisko przeszło remont. Zobaczcie sami, jak wygląda teraz 🙂
Platforma widokowa na Wielkiej Raczy
Platforma widokowa na Wielkiej Raczy to prawdziwa atrakcja, szczególnie dla najmłodszych turystów. Została postawiona w 1995 roku. Na platformę prowadzą dość strome schody, a widoki stamtąd zapierają dech w piersiach. Szkoda tylko, że w dniu naszej wycieczki na szczycie mocno wiało.
Z platformy można podziwiać przepiękną panoramę górską, obejmującą między innymi Beskid Żywiecki, Beskid Śląski, Beskid Mały, Tatry Zachodnie i Wysokie oraz pasmo Małej Fatry.
Tak jak wspominałam, na szczycie dość mocno wiało. Udało nam się jednak znaleźć idealną miejscówkę – budkę nadleśnictwa, która posłużyła nam za parawan i skutecznie chroniła przed wiatrem. Jest tu sporo przestrzeni i nie ma tłumów. Turyści zazwyczaj zatrzymują się tylko na chwilę: wchodzą na platformę widokową, robią kilka zdjęć i wracają do schroniska lub ruszają w dalszą drogę. My oczywiście posiedzieliśmy nieco dłużej, żeby odpocząć przed powrotem, który był długi i niełatwy. Gdyby nie to, że gonił nas czas, na pewno zostalibyśmy na szczycie Wielkiej Raczy znacznie dłużej.
Na szczycie Wielkiej Raczy znajduje się Krzyż Pojednania.
Powrót na parking oczywiście tą samą trasą – czerwonym szlakiem. Jedynym wyjątkiem było zejście z samego szczytu. Nie zdecydowaliśmy się na schodki obok schroniska, lecz wybraliśmy drogę prowadzącą w dół za schroniskiem. Po kilku metrach łączy się ona ponownie ze szlakiem. Tym razem droga powrotna do samochodu oznaczała nie tylko strome zejścia, ale także strome podejścia.
W drodze powrotnej trafiliśmy na spektakularny zachód słońca. Prawdziwy miód dla oczu – tak można kończyć każdy dzień.
Ponad 8 godzin samego marszu. Szlak nie należy do łatwych, zwłaszcza gdy wędruje się z dzieckiem i wózkiem. Mimo wszystko na Wielką Raczę na pewno jeszcze wrócimy. Następnym razem musimy jednak wyjść na szlak wcześniej – nie ma nic gorszego niż presja uciekającego czasu. Do domu dotarliśmy po 22:00. Oj, mimo zmęczenia nie było łatwo zasnąć…
Nasza ostatnia wyprawa w góry była pełna emocji. Mimo że przypadała na 13 maja, okazała się dla nas naprawdę udanym dniem. Szlak z Rycerki Dolnej na Wielką Rycerzową w Beskidzie Żywiecko-Kisuckim, który wybraliśmy, był wymagający, szczególnie z dzieckiem i wózkiem. Stromy, kamienisty, pełen przeszkód w postaci korzeni i połamanych drzew, które utrudniały przejście. Takie trasy, mimo swojej trudności, lubimy najbardziej. Nawet nasz czteroletni syn chętniej pokonuje je samodzielnie – gdy droga jest nudna i monotonna, woli siedzieć w swojej karocy.
Trasa: Rycerka Dolna (szlak zielony do skrzyżowania z niebieskim szlakiem) – Młada Hora (szlak czerwony) – Mała Rycerzowa przez Halę Rycerzową (Bacówka PTTK na Rycerzowej) – Wielka Rycerzowa – powrót tą samą trasą
Dystans: około 14 km*
Czas przejścia: około 6 h*
Minimalne wzniesienie: 649 m
Maksymalne wzniesienie: 1226 m
*w obie strony
Rycerka Dolna – początek trasy
Samochód zaparkowaliśmy na jednym z poboczy w Rycerce Dolnej – miejscowości położonej za Rajczą. Miejsc parkingowych jest tu sporo, więc problemów ze znalezieniem miejsca nie było. Z Bielska-Białej do Rycerki pokonaliśmy 49 km w jedną stronę. Ruszamy zielonym szlakiem. Początek trasy prowadzi asfaltową drogą – przyjemną i niewymagającą większego wysiłku, ale to tylko cisza przed burzą.
Po chwili docieramy do skrzyżowania szlaku zielonego z niebieskim. To także ostatnia możliwość zaparkowania samochodu – można w ten sposób zaoszczędzić trochę drogi. Dalej obowiązuje zakaz wjazdu. My skręcamy w lewo, przechodzimy przez drewniany mostek (widoczny na zdjęciu poniżej) i wchodzimy na szlak niebieski. Idąc prosto przez 1 km dotarlibyśmy na Przegibek.
Po chwili skręcamy w prawo. Po przejściu około 2,8 km asfalt się kończy. Następnie skręcamy w lewo przez mostek. Przed nami pojawia się droga, która wzbudzała w nas tysiące myśli – czy zrezygnować, czy iść dalej? Po krótkiej rozmowie z mężem decydujemy się spróbować.
Myślę, że to było szaleństwo, bo w tym momencie nasz syn smacznie drzemał w wózku. Mijający nas ludzie nie szczędzili komentarzy – że stromo, ciężko i pewnie sobie nie poradzimy z wózkiem. Ale widząc starszego pana, który bez problemu piął się pod górę z wypchanym plecakiem, pomyślałam: jeśli on może, to czemu nie my? Jestem pełna podziwu dla starszych osób spotykanych na szlakach – naprawdę jest ich sporo.
Nie tylko nas zaskoczyło kamieniste podejście. Każdy, kto dochodził do tego miejsca, sprawdzał telefon, upewniając się, czy to na pewno tu trzeba skręcić – oznaczenie na drzewie jest bowiem dość niejednoznaczne. Na oko długość tego wymagającego podejścia to około 1 km.
Pokonujemy kamieniste podejście i wchodzimy na szeroką, leśną dróżkę. W dniu naszej wyprawy szlak był błotnisty. Jak już wspominałam, na trasie znajduje się wyjątkowo dużo nieusuniętych drzew, które tarasują przejście. Praktycznie co kilka metrów napotykamy przeszkodę, którą trzeba pokonać – nie zawsze da się ją obejść; czasem trzeba przeskoczyć przez konar lub przejść pod nim.
Po chwili dochodzimy do wąskiej ścieżki prowadzącej na Mładą Horę. Na tym odcinku czeka nas dla odmiany przedzieranie się przez naturalny tunel utworzony przez drzewa.
Młada Hora
Wychodzimy z tunelu drzew, a naszym oczom ukazuje się polana, na której pasą się owce. Widać tu również kilka gospodarstw wsi Soblówka. Miejsce to położone jest na wysokości od 873 do 995 m n.p.m. i emanuje spokojem, pokazując rytm życia mieszkańców.
Widoki, które mają mieszkańcy tego miejsca, są naprawdę zachwycające. W oddali widać m.in. wzniesienie Kiczorka, górę Muńcuł oraz Kotarz –wszystkie należące do grupy Wielkiej Raczy. Tutaj zmieniamy szlak z niebieskiego na czerwony, skręcając w prawo. Teraz czeka nas strome, kamieniste podejście.
Po krótkim odcinku skręcamy w lewo i ponownie wchodzimy na kamienistą drogę, która pnie się stromo ku górze.
Na tym odcinku spotykamy dwie przesympatyczne, starsze panie, które wracają z Bacówki PTTK na Rycerzowej i zmierzają ku Wielkiej Raczy. WOW! – pomyślałam. Jedna z pań wspominała swojego świętej pamięci męża, który mimo poważnych problemów z kręgosłupem wędrował po górach z wózkiem przemysłowym. Jego miłość do gór była silniejsza od choroby… Mówiła to, spoglądając na nasz wózek, który ciągniemy ze sobą po szlaku. Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu: jeśli się chce, można – wszelkie ograniczenia siedzą w naszej głowie.
Znowu wchodzimy na leśną dróżkę, na której znajduje się sporo naturalnych schodków z korzeni drzew. Oczywiście nie brakuje też połamanych konarów tarasujących przejście. Dla dziecka to prawdziwa frajda – przeskakiwać przez zwalone drzewa i bawić się na szlaku.
Nad przeszkodą – nic nam niestraszne!A zaraz potem… pod przeszkodą!
Następnie docieramy do skrętu w lewo. Na szczęście szlak jest dobrze oznakowany, więc nie ma ryzyka zboczenia z trasy. Przechodzimy obok dość dużej polany.
Skręcamy w lewo i kierujemy się wzdłuż polany
Teraz przed nami lekkie, kamieniste podejście, które po chwili staje się coraz bardziej strome. Po jego pokonaniu czeka nas krótki, łatwy odcinek, a po 8 km marszu od samochodu docieramy do Małej Rycerzowej.
Mała Rycerzowa przez Halę Rycerzową
Wchodzimy na Małą Rycerzową przez Halę Rycerzową, która bez dwóch zdań zachwyca widokami. Znajdujemy się na wysokości 1207 m n.p.m. Naszym oczom ukazują się między innymi szczyty Beskidu Żywieckiego, w tym królowa Beskidów – Babia Góra oraz Pilsko, a także wzniesienia Beskidu Śląskiego.
Hala jest wyjątkowa – podzielona na dwie części kępą drzew, obie równie zachwycające. Tak naprawdę nie wiemy, co kryje się za drzewami. Jak to na otwartych przestrzeniach, wiał tu wiatr, na szczęście nie był bardzo zimny.
Przewija się tu sporo turystów, którzy rozchodzą się w różnych kierunkach. Oczywiście jak zawsze zrobiliśmy piknik i porzucaliśmy dyskiem. Nasz syn wyprowadzał swojego pluszowego przyjaciela Popcorna na spacer – dzielny towarzysz w górskich podbojach.
Po odpoczynku i zrobieniu kilku zdjęć ruszamy w kierunku szczytu Wielkiej Rycerzowej. Schodzimy ze stromej górki, gdy spotykamy około ośmioletnią dziewczynkę z tatą. Z iskierkami w oczach patrzy na naszego synka, wygodnie siedzącego w wózku. Mijając nas, mówi do taty: „Tato, tato, ja też tak chcę!” Na co tata odpowiada: „Też byś chciała mieć taką karocę? – za duża jesteś.” Po raz kolejny przekonuję się, że tytuł jednego z moich artykułów był strzałem w dziesiątkę! Zapraszam do lektury: Karocą w góry! Przyczepka Qeridoo i dziecko w górach
Widok na Przełęcz Halną, 1165 m n.p.m.Widok na Małą Rycerzową
Bacówka PTTK na Rycerzowej
Znajduje się tu górskie schronisko turystyczne – Bacówka PTTK na Rycerzowej, położone na wysokości 1120 m n.p.m. Można tu zrobić przerwę i coś zjeść. Teren wokół bacówki jest ładnie zagospodarowany – znajdują się tu stoliki, ławki, a nawet siatka do gry w siatkówkę. Oczywiście w niedzielę miejsce to bywa mocno oblegane przez turystów.
My zrezygnowaliśmy z przystanku w Bacówce i ruszyliśmy dalej. Przed nami czekało kolejne strome podejście. Do słowackiego szczytu Wielkiej Rycerzowej dzieliło nas zaledwie około 10 minut marszu.
Widok z Przełęczy Halnej, w tle Bacówka PTTK na Rycerzowej
Po pokonaniu podejścia wchodzimy do lasu, gdzie czeka nas leśna ścieżka. Do szczytu zostało już tylko kilka kroków.
Wielka Rycerzowa (Rycierova Hora)
7 km – zdobywamy szczyt Wielkiej Rycerzowej, położony na wysokości 1226 m n.p.m. Szczyt jest zalesiony, co mocno ogranicza widoczność – można wręcz powiedzieć, że do zera. Jednak najważniejsze jest uczucie zdobycia wierzchołka. To krótki odcinek, który mimo wszystko warto pokonać. W końcu rekompensują to rozległe widoki rozciągające się z Hali Rycerzowej.
Powrót kamienistą drogą wcale nie jest łatwiejszy niż wejście pod strome podejście. Trzeba naprawdę uważać, patrzeć, gdzie stawia się nogi. Kamienie, wbrew pozorom, bywają bardzo śliskie i łatwo skręcić sobie kostkę. Zdecydowanie warto zabrać ze sobą kijki – ułatwiają poruszanie się po szlaku.