Blog

  • Stożek Wielki szlak z Wisły Głębce

    Zima na Stożku Wielkim, widoczne pobliskie szczyty górskie

    Tegoroczny Dzień Kobiet spędziliśmy dokładnie tak, jak w zeszłym roku – na szlaku. Tym razem jednak wybraliśmy inne miejsce – padło na Stożek Wielki w Beskidzie Śląskim, podczas gdy w ubiegłym roku świętowaliśmy na polsko-czeskiej Wielkiej Czantorii. Oba te szczyty należą do pasma Czantorii i oba mają swój wyjątkowy urok. Nie wyobrażam sobie lepszego sposobu na celebrowanie tego dnia! 💛 Stożek Wielki zachwycił mnie już podczas naszej ostatniej wycieczki, a widoki roztaczające się wokół schroniska na Stożku są po prostu magiczne. To jedno z tych miejsc, do których zawsze wracam z przyjemnością – i na pewno jeszcze nie raz tu wrócę…

    Trasa: Wisła Głębce (szlak zielony) – Schronisko PTTK Stożek (szlak zielony/szlak czerwony) – Stożek Wielki – Kyrkawica – powrót tą samą trasą

    Data wycieczki: 8 marca 2019

    Dystans: około 7,80 km*

    Czas przejścia: około 2,5 h* 

    Minimalne wzniesienie: 643 m

    Maksymalne wzniesienie: 1008 m

    *w obie strony 

    Parametry z aplikacji endomondo

    Parking Wisła Głębce – szlak na Stożek Wielki

    Dojeżdżamy do Wisły i kierujemy się na ulicę Turystyczną w dzielnicy Wisła Głębce. Samochód parkujemy na prywatnym parkingu – koszt to zaledwie 5 zł za cały dzień. Już przy przyjeździe zostajemy serdecznie przywitani przez właścicieli, którzy życzą nam udanej wycieczki.

    Pogoda zapowiada się fantastycznie, a od samego początku szlaku aż do schroniska nie spotykamy żywej duszy. Nie ukrywam – uwielbiam takie pustki na szlakach…

    Parametry parkingu GPS
    Dane GPS parkingu 49.6096409, 18.8456475

    Niebieska tablica oznaczająca parking oraz teren prywatny, oznaczenie zielonego szlaku prowadzącego na Stożek Wielki z Wisły

    Czarny samochód zaparkowany na parkingu na ulicy Turystycznej w Wiśle, na poboczu zalega śnieg

    Kierujemy się zielonym szlakiem prowadzącym do Schroniska na Stożku. Droga od razu zaczyna piąć się w górę. Idziemy betonową drogą, która służy również jako dojazd do okolicznych posesji. Trudno uwierzyć, że wciąż mamy zimę – na niebie gości pełne słońce, a temperatura nas rozpieszcza.

    Słup z drogowskazami, niebieska tablica wskazująca drogę do Schroniska PTTK Stożek, śnieg zalegający na poboczu, droga

    Idąc dalej, przed nami wyłania się Stożek.

    Widok na szczyt Stożek ledwo pokryty śniegiem, widoczna odwilż

    Mamy za sobą 1,21 km, a zielony szlak odbija w lewo. W końcu dochodzimy do końca betonowej nawierzchni. Teraz dla odmiany czeka nas miękki śnieg, który w promieniach już prawie wiosennego słońca powoli się roztapia.

    Mężczyzna stojący tyłem, patrzący przed siebie, ośnieżona droga leśna, niebieskie niebo

    Dziecko idące za tatą wąską wydeptaną dróżką, w tle widoczny szczyt Stożek

    Pniemy się powoli w górę. Szlak jest miejscami oblodzony, i po raz kolejny żałujemy, że nie zabraliśmy raczków. Zapadamy się w śnieg, ale na szczęście ten odcinek mierzy zaledwie 200 metrów. Wkrótce wychodzimy z powrotem na utwardzoną drogę, która jednak szybko zmienia się w kamienistą ścieżkę.

    Ośnieżona dróżka, w tle drzewa, krajobraz górski oraz błękitne niebo z białymi obłokami

    Kobieta trzymająca za dłoń dziecko, idąca z dzieckiem szeroką, brukowaną dróżką, po lewej stronie drogi zalega śnieg

    Mamy za sobą 2 km. Skręcamy w lewo, a droga coraz bardziej pnie się w górę. Jest stromo, a podejście mierzy około 140 metrów.

    Zaśnieżone podejście prowadzące między drzewami, na zielonym szlaku prowadzącym na Stożek Wielki,

    Mężczyzna patrzący w górę, trzymający za rękę szczęśliwe dziecko, w koło zalega śniegUśmiechnięty mężczyzna z dzieckiem na tle górskiego krajobrazu, miejscami zalega śnieg

    Ponownie wychodzimy na drogę, po czym skręcamy w prawo. Nawierzchnia jest kamienista, a zielony szlak prowadzi stromo ku górze. Aplikacja wskazuje 2,40 km. Do naszego szlaku dołącza szlak żółty, prowadzący z Wisły Dziechcinka (ok. 1,5 h), oraz szlak czerwony.

    Drogowskaz informuje, że do Schroniska na Stożku Wielkim dotrzemy za około 15 minut.

    Drewniany słup z drogowskazem (czerwono, zielony szlak) informującym, że za 15 minut dojdzie się do Schroniska PTTK na Wielkim Stożku

    Skręcamy w lewo, droga prowadzi w górę i jest dość ślisko. Podziwiamy pierwsze oznaki wiosny – nieśmiało zakwitają bazie. Dochodzi­my do miejsca, w którym można odbić ze szlaku w prawo. Oczywiście moja ciekawość wygrała i zeszłam kawałek w dół na teren naszych czeskich sąsiadów. Na tabliczce pod naszym szlakiem widnieje „Pod Stożkiem – 900 m n.p.m.”.

    Po zrobieniu zdjęcia wracam na szlak do moich chłopaków i kontynuujemy podejście pod schronisko.

    Biała, zabrudzona tablica oznaczająca miejsce Pod Stożkiem leżące 900 m n.p.m. opis szlaku czerwonego oraz żółtego

    Dziecko idące z tatą oblodzoną, dość szeroką drogą, w koło zalega śnieg

    Po pokonaniu podejścia aplikacja wskazuje 3 km. Przed naszymi oczami ukazuje się budynek schroniska. Poniżej znajdziecie więcej informacji oraz moje wrażenia z wizyty w schronisku.

    Dziecko z tatą pokonujące ostatnie podejście na Stożek Wielki, w tle - po lewej stronie widoczny budynek schroniska na Wielkim Stożku

    Stożek Wielki (Schronisko PTTK)

    Biała tablica oznaczająca Wielki Stożek leżący 960 m n.p.m. drogowskazy opisujące niebieski oraz czerwony szlak

    Przez szczyt przebiega granica polsko-czeska oraz Główny Szlak Beskidzki (szlak czerwony). Znajduje się tu również węzeł szlaków, który pozwala kontynuować wycieczkę na Przełęcz Kubalonkę, Czantorię Wielką czy Soszów Wielki. Ze szczytu można także zejść do Wisły, Wisły Głębce (skąd startowaliśmy), Istebnej, Jaworzynki oraz Jabłonkowa.

    W sąsiedztwie znajduje się Ośrodek Narciarski Stożek, oferujący 3 km tras zjazdowych. Do dyspozycji turystów i narciarzy są wyciąg krzesełkowy oraz dwa wyciągi talerzykowe. Dodatkowo dostępne są trasy zjazdowe dla rowerów.

    Żółta tablica z czerwoną ramką z napisem granica państwa umieszczona na szczycie Stożek Wielki Widoki, które się przed nami rozpościerają, obejmują część szczytów Beskidu Śląsko-Morawskiego. Z okolic schroniska można podziwiać rozległą panoramę Beskidu Śląskiego. Przy dobrej widoczności oczy mogą nacieszyć się wspaniałymi górskimi pejzażami.

    Ośnieżony krajobraz górski widoczny ze szczytu Stożek Wielki, widoczne również iglaste drzewa

    Dziecko stojące tyłem na szczycie Stożek Wielki na tle górskiej panoramy

    Zachmurzone niebo, drzewa iglaste, widok na góry podziwiany ze szczytu Stożek WielkiKobieta obrócona bokiem, na tle górskiego krajobrazu

    Stożek Wielki schronisko

    Nie chcę Was zanudzać historią schroniska, więc napiszę tylko, że Schronisko PTTK Stożek jest najstarszym schroniskiem w polskim Beskidzie Śląskim. Za trzy lata będzie obchodziło 100-lecie.

    Schronisko oferuje aż 72 miejsca noclegowe, a w razie braku wolnych miejsc istnieje możliwość noclegu na „podłodze”. Dodatkowo można skorzystać z sauny. Do dyspozycji gości są także bufet oraz jadalnia.

    W dniu naszej wycieczki w schronisku było tylko kilku turystów, panowała ciepła, przyjemna atmosfera – aż nie chciało się wychodzić. Z okien jadalni rozpościerały się piękne widoki na pobliskie pasma górskie. Zdecydowaliśmy, że niebawem skusimy się na nocleg w tym schronisku.

    Jeśli chodzi o toalety, warto dodać, że sporo osób się uskarża, ponieważ są płatne 1 zł, niezależnie od tego, czy jest się gościem schroniska.

    Adres Schronisko PTTK Stożek:

    ul. Turystyczna 19, 43-460 Wisła

    Telefon: (33) 855 27 10

    Widok na część budynku schroniska na Stożku Wielkim, stoły z ławkami, w tle krajobraz górski, zimowa sceneria

    Po lewej widoczna część budynku schroniska na Stożku Wielkim, widok na pobliskie góry rozciągający się z okolic schroniska

    Zima na Stożku Wielkim, widoczne pobliskie szczyty górskieCo do obsługi schroniska również nie mam zastrzeżeń. Bufet obsługiwała miła, bardzo pozytywna pani.  Na jedzenie chwilkę czekaliśmy, ale było tak przyjemnie, że nam to nie przeszkadzało. Jedynie, nasz Synuś (jak to dziecko) się trochę niecierpliwił. Jedzenie pyszne i świeże. Ceny naprawdę niewygórowane jak na schronisko. Przykładowe ceny: krokiet z barszczem 11 zł, zupa pomidorowa 12 zł. Uśmiechnięte dziecko siedzące w schronisku PTTK na Stożku przy stole z talerzem zupy pomidorowej oraz barszczem i krokietem

    Drewniane wnętrze schroniska PTTK na Stożku Wielkim, stoły, przy jednym ze stołów siedzi mężczyzna, po prawej stronie kwiaty leżące na parapecie

    Stożek Wielki pieczątka

    Schronisko Stożek Wielki - pieczątka

    Dziecko pokazujące tacie lokalizację na mapie wiszącej na ścianie w schronisku Stożek

    Wielki Stożek

    Do czeskiego szczytu Wielki Stożek należy podejść od schroniska około 0,2 km, kierując się niebieskimi znakami. Szczyt jest całkowicie zarośnięty, ale rekompensują to widoki rozciągające się ze schroniska.

    Biała tablica oznaczająca Wielki Stożek leżący 978 metrów nad poziomem morza, opis niebieskiego szlakuDecydujemy się kontynuować wycieczkę na czeską Krykavice. Niestety, podczas naszego pobytu w schronisku zerwał się dość silny i zimny wiatr. Na szlaku leży mnóstwo połamanych gałęzi, co utrudnia marsz.

    Dziecko idące zaśnieżoną, leśną drogą

    Stożek Wielki wyciąg

    Od schroniska kierujemy się prosto, mijając po prawej stronie wyciąg krzesełkowy oraz dwa wyciągi talerzykowe. To miejsce idealne dla miłośników białego szaleństwa. Dużym plusem jest położenie stoku, dzięki któremu śnieg utrzymuje się tu dość długo. Dodatkowo, jak mi wiadomo, stok jest naśnieżany, a do tego oświetlony, co pozwala cieszyć się nim również po zmroku.Warto dodać, że wyciąg krzesełkowy działa także latem, umożliwiając turystom i rowerzystom wygodne wjazdy na górę.

    Przechodzimy około 500 metrów i docieramy do celu.

    Budynek wyciągu narciarskiego na Stożku Wielkim

    Kyrkawica

    Krykavica położona jest na wysokości 960 / 973 m n.p.m. Szczyt jest całkowicie zarośnięty, dlatego aby podziwiać panoramę na Beskid Śląski, trzeba nieco zejść ze szlaku. Podobno znajdują się tu wychodnie skalne, które niestety nie są widoczne pod zalegającym śniegiem. Musimy się tu koniecznie wybrać w okresie letnim.

    Początkowo chcieliśmy iść dalej na Kiczory, do których prowadził zaledwie kilometr drogi. Niestety, już po pół kilometra nasz syn zmarzł z powodu przeszywającego wiatru. Nienasyceni widokami zdecydowaliśmy się więc na powrót.

    Biała, zabrudzona tablica oznaczająca szczyt Krykavica położony 960 metrów, drogowskazy opisujące czerwony oraz niebieski szlak

    Na parking wracamy tą samą trasą. Zejście nie sprawia nam większych problemów, choć możemy być trochę źli na siebie, że nie zabraliśmy raczków – momentami, na oblodzonym i powichrzonym odcinku, było dość niebezpiecznie.

    Z wycieczki wróciliśmy naładowani pozytywną energią. Jak zawsze, Stożek Wielki zrobił na nas ogromne wrażenie. Szlak nie należy do wymagających, jest dość krótki i oferuje ładne widoki. Tak jak już wspomniałam, jest to szczyt w Beskidzie Śląskim, na który wracam z dużą przyjemnością.

    Inne szlaki z Wisły, opisane na moim blogu: Wisła szlaki

    poradnik-zima-gory-ok

    Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl  i na Instagramie: @greenmagpic

    Media społecznościowe Facebook i Instagram

  • Sarnia Skała szlak z Doliny Strążyskiej

    Dziecko na szczycie Sarnia Skała, obrócone tyłem, trzymające w rączce flagę akcji Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum, w tle Tatry oraz błękitne niebo Ani się obejrzałam, a już minął ponad miesiąc nowego roku. A ja dopiero dzisiaj uporałam się z opisem szlaku z naszej listopadowej wycieczki na Sarnią Skałę, no ale lepiej późno niż wcale. To był kolejny spontaniczny wypad w góry. Tym razem padło na Tatry Zachodnie. Oczywiście te nasze spontaniczne, jednodniowe wyjazdy wiążą się z bardzo wczesnym wstaniem z łóżka, do czego zdążyliśmy się już zresztą przyzwyczaić. Z naszego rodzinnego miasta do pokonania mamy 120 km, aby znaleźć się na tatrzańskich szlakach. Lubię te nasze poranne podróże, ponieważ możemy obserwować budzący się do życia dzień. A ten zapowiadał się od samego początku wyjątkowo obiecująco.

    Trasa: Dolina Strążyska (szlak czerwony) – Polana Strążyska  (szlak czarny/żółty)- Wodospad Siklawica – (szlak czarny) Czerwona Przełęcz – Sarnia Skała (szlak czarny) – Czerwona Przełęcz – Dolina Białego (szlak żółty/czarny)- Dolina Ku Dziurze – Dolina Strążyska

    Data: 8 listopad 2018

    Dystans: około 11:40 km

    Czas trwania: niecałe 5:00 (sam przemarsz, z dzieckiem)

    Minimalne wzniesienie: 912 m

    Maksymalne wzniesienie: 1417 m

    Parametry z aplikacji endomondo

    Mała aktualizacja! Uzupełniłam wpis o kilka zdjęć z naszej ostatniej wyprawy na Sarnią Skałę – maj 2019.

    Parking Dolina Strążyska

    Dojeżdżamy na miejsce 🙂 Zapewniam Was, z parkingami nie ma tu najmniejszego problemu. Co kawałek kuszą nas tabliczki z napisem wolne miejsca. My wybieramy jeden z parkingów leżący kilka metrów od kasy Tatrzańskiego Parku Narodowego, znajdujący się na jednej z  prywatnych posesji. Jesteśmy dość wcześnie, parking jest całkowicie pusty. Zostajemy miło przywitani przez zaspanego jeszcze właściciela 🙂 Płacimy 10 zł – za cały dzień postoju. Ubieramy plecaki, ciepłe rękawiczki i ruszamy w poszukiwaniu przygody. Jest dość zimno, a w powietrzu czuć dużą wilgoć. Poranki w listopadzie są takie rześkie…

    Tatrzański Park Narodowy Cennik

    Kierujemy się prosto na kasę TPN i kupujemy bilety. Ceny jakie obowiązują to [CENNIK_TPN_NORMLNY] zł za osobę dorosłą oraz [CENNIK_TPN_ULGOWY] zł za  dziecko (w wieku szkolnym). Nasz synuś mając cztery lata wchodzi za darmo. Podany ceny obowiązują we wszystkich kasach TPN.

    Kierujemy się czerwonymi znakami. Idziemy szeroką, prostą drogą. Co kawałek mijamy urocze mostki. Próbowałam je liczyć, ale to mijało się z celem 🙂 Przechodzimy również obok Leśniczówki.  Drogę urozmaica nam szum Strążyskiego Potoku. W powietrzu czuć potężną wilgoć, przez którą jest dość zimno. Póki co na szlaku nie ma żywej duszy. Kocham ten spokój w jesienne dni w Tatrach… W takich chwilach zawsze przypomina mi się droga na Morskie Oko. Dokładnie rok temu, 14 lutego mieliśmy okazję wybrać się na najpopularniejsze jezioro w Tatrach. Przyznam się Wam, że tego dnia zraziłam się do tatrzańskich szlaków. Na szczęście szybko zrozumiałam, że trzeba wyszukiwać mniej oblegane miejsca, mniej rozreklamowane i nieco trudniej dostępne (bez dorożek). Najbardziej denerwowało mnie narzekanie ludzi na prostej drodze prowadzącej do słynnego jeziora… No, ale na szczęście to tylko wspomnienia, bo choć miejsce jest piękne, trzeba byłoby się udać nieco dalej, aby znaleźć to co lubię najbardziej… ciszę i spokój 🙂 Po drodze mijamy tablicę upamiętniającą sławę Edwarda Jelinka. Mijamy kolejny mostek, naszym oczom ukazuje się Polana Strążyska oraz potężna ściana Giewontu.

    Polana Strążyska

    Mamy za sobą 2.60 km przyjemnej, niewymagającej za dużo wysiłku drogi. Wchodzimy na niedużą Polanę Strążyską położoną na wysokości 1020–1060 m n.p.m., na której znajdują się szałasy pasterskie oraz po lewej stronie HERBACIARNIA, która w dniu naszej wycieczki jest nieczynna. Prawdopodobnie działa tylko w sezonie letnim. Krzyżuje się tu również kilka szlaków. Przechodzi przez nią Ścieżka nad Reglami (szlak czarny).  Skręcając w prawo i kierując się czerwonymi znakami, po niespełna trzech godzinach stanęlibyśmy na szczycie Giewontu, który zresztą jest stąd doskonale widoczny, a konkretniej jego północna ściana. Oj… kusił nas ten Giewont, kusił. Braliśmy nawet pod uwagę zmianę planów, ale niestety nie dysponowaliśmy odpowiednią ilością czasu, aby z dzieckiem zdążyć zdobyć Giewont i wrócić do samochodu przed zmrokiem. Szczególnie, że trasa jest zdecydowanie bardziej wymagająca, niż ta na Sarnią Skałę. 

    Odpoczywamy chwileczkę na ławce, robimy kilka zdjęć. Mijają nas też pierwsi turyści.widok na tatrzańskie, miejscami zaśnieżone szczyty rozciągający się z Polany Strążyskiej

    Przez chwilkę kierujemy się czarnymi znakami, dochodzimy do drogowskazu i przechodzimy na żółty szlak prowadzący do wodospadu Siklawica, skręcamy w lewo. Od wodospadu dzieli nas zaledwie 15 minut drogi.Maszerujemy kamienistym chodnikiem, po którym nie idzie się za wygodnie – jest dość ślisko, trzeba pewnie stawiać każdy krok. Po drodze mijamy mostek.

    Wodospad Siklawica

    Przy wodospadzie jesteśmy całkiem sami. Jest on bardzo efektowny, mierzy 23 metry i znajduje się na północnej stronie ściany Giewontu. Woda pryska we wszystkich kierunkach. Warto się skusić i zboczyć nieco ze szlaku prowadzącego na Sarnią Skałę. Oczywiście nie obyło się bez przerwy na zabawę oraz zdjęć.uśmiechnięte dziecko na tle Wodospadu Siklawicadziecko stojące tyłem na tle wodospadu SiklawicaPo około 20 minutach decydujemy się kontynuować wędrówkę. W końcu to dopiero początek, a przed nami jeszcze sporo drogi.

    Wracamy żółtymi znakami, kamienistą drogą do drogowskazu, przy którym skręcamy w prawo. Od teraz interesuje nas czarny szlak. Szacowany czas dojścia na Sarnią Skałę to 55 minut. Nam oczywiście zajmuje to troszkę więcej czasu. Szczególnie, że będzie stromo w górę. Nasz syn musi robić dość częste przerwy. Początkowo do pokonania mamy kamienne schody, stromo pnące się w górę, następnie idziemy pnącą się w górę dróżką.

    Czerwona Przełęcz

    Mamy za sobą 4.70 km. Dochodzimy do Czerwonej Przełęczy, położonej 1303 m n.p.m. Jest to miejsce zagospodarowane tak, aby strudzeni turyści mogli odpocząć. Ławek jest tu pod dostatkiem. Drogowskaz wskazuje 10 minut drogi na Sarnią Skałę.

    Przed nami kolejne strome, kamieniste podejście prowadzące przez las. Po chwili wychodzimy z lasu na małą polankę. Na niebie ukazało się pełne słońce, aż się nie chce wierzyć, że mamy listopad… Z czasem jesteśmy dość dobrze. Bez zastanowienia rozkładamy koc, zrzucamy z siebie kurtki i ogrzewamy się w promieniach listopadowego słońca. Rozkoszujemy się idealnie widocznym z polany Giewontem. Patrząc na wschód widzimy Dolinę Białego oraz Przełęcz Białego. Widoki są naprawdę imponujące. Przy szczycie Sarniej Skały pojawia się coraz więcej turystów.Od szczytu Sarniej Skały dzieli nas już tylko jedno bardzo strome, skalne podejście. Można powiedzieć, że czeka nas mała wspinaczka. Nasz syn był pod wrażeniem tego odcinka 🙂 Jest to kolejny szczyt w Tatrach Polskich, który mimo niepozornej wysokości zaskakuje nas skalnym podejściem. Podobnie było na Nosalu, który mieliśmy okazję odwiedzić w styczniu tego roku.

    Sarnia Skała

    Przeszliśmy 5 km, jesteśmy na szczycie. Sarnia Skała znajduje się na wysokości 1377 m n.p.m. Leży pomiędzy Doliną Białego, a Doliną Strążyską. Oczywiście ze szczytu doskonale widać Giewont (więcej zdjęć w dalszej części wpisu).

    Patrząc natomiast w drugą stronę, ukazuje się nam panorama dosłownie na całe Zakopane. Ludzi na szczycie jak na listopad jest naprawdę sporo. Wyobrażam sobie co się tu dzieje w sezonie letnim. Na szczęście szczyt jest tak obszerny, że da się znaleźć odrobinę ciszy i spokoju. Na szczycie trzeba zachować ostrożność, upadek z takiej wysokości jest zazwyczaj fatalny w skutkach. Jak podaje portal Tatromaniak, w październiku 2014 roku upadkowi z Sarniej Skały uległ 11-sto letni chłopiec. Do wypadku doszło prawdopodobnie podczas robienia zdjęć. Wymieniam tylko jedno z nieszczęśliwych zdarzeń, które miało tu miejsce. Piszę o tym ku przestrodze. Sama wdrapałam się na wysoką skałę, która w mojej ocenie należała do dość bezpiecznych i powiem Wam, że mimo to mój lęk wysokości dał mi się we znaki.

    Jesteśmy zachwyceni Sarnią Skałą. Widoki oraz sam szczyt robią wrażenie. Na pewno zdecydujemy się tu jeszcze wrócić w niedalekiej przyszłości. Ciekawe jakie warunki panują tu zimą. Ostatnie podejście na pewno trzeba pokonać w rakach.zadowolone dziecko trzymające w rączce flagę akcji Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum, w tle Tatry oraz kosodrzewina

    Turystka trzymająca w ręce kijki trekingowe, w tle ośnieżone Tatry widoczne ze szczytu Sarnia SkałaDwójka turystów, mama z dzieckiem na szczycie Sarnia Skała pokazująca dziecku na mapie Tatr, którędy idzie dalej ich szlakCzarno biały kubek z napisem MOUNTAIN leżący na skałach, w tle Tatrzański szczyt

    trzyosobowa rodzina z dzieckiem na tle tatrzańskich szczytów na górze Sarnia Skałauśmiechnięte dziecko z flagą na szczycie Sarnia Skała, w oddali mężczyzna i tatrzańskie skały

    Spędzamy na szczycie dość sporo czasu, aż się nie chce wracać, ale wiadomo… musimy zdążyć przed zmrokiem. Schodzimy stromo w dół ze szczytu Sarniej Skały.

    Choć mieliśmy w planach powrót tym samym szlakiem, zapadła spontaniczna decyzja, aby wrócić przez malowniczą Dolinę Białego, a nie przez Dolinę Strążyską. Warto przy okazji zobaczyć coś nowego.

    Ze szczytu Sarniej Skały schodzimy cały czas stromo w dół, czarnymi znakami do Czerwonej Przełęczy, tu skręcamy w lewo i  kierujemy żółtym szlakiem.

    Dolina Białego

    Zejście idzie nam dość sprawnie. Mimo, że nachylenie jest dość duże. Robi się coraz chłodniej. Idziemy lasem przez Dolinę Białego. Zastanawiacie się skąd taka nazwa? Jak się okazuje nazwa doliny pochodzi od płynącego przez nią potoku – Biały Potok, który możemy podziwiać po drodze. Jako kolejną ciekawostkę dodam, że przez całą dolinę, praktycznie aż od samej Sarniej Skały prowadzi ścieżka przyrodnicza, której nazwana została nadana od imienia i nazwiska inicjatora powstania Tatrzańskiego Parku Narodowego – Stanisława Sokołowskiego. Informacje te wyczytałam na tablicach, które ustawione są wzdłuż doliny 🙂 Oczywiście nie mogło zabraknąć mostków, których w Tatrach jest jak na lekarstwo.Mamy na liczniku aplikacji 6 km. Na naszej drodze pojawia się drogowskaz. Skręcamy w lewo, zmieniając czarne znaki na żółte. Droga jest bardzo, ale to bardzo przyjemna. Szczególnie, że na tym odcinku mijamy dosłownie pojedynczych turystów. Dolina Białego kojarzy mi się z Wąwozem Homole w Pieninach. Takie było moje pierwsze wrażenie. W moich odczuciach wizualnie bardzo podobne miejsce, którego również nie warto pomijać w planowaniu miejsc do odwiedzenia 😉Po 1100 m (7.10 km) przechodzimy przez drewniane mostki oraz mijamy nie za duży wodospad. Mamy za sobą 9.33 km. Mijamy bramę Tatrzańskiego Parku Narodowego oraz skręcamy w lewo. Kawałek kierujemy się stromo w górę. Potem dochodzimy do drogowskazu informującego nas, że do Doliny ku Dziurze jest 15 minut drogi. Planowaliśmy odwiedzić tą dolinę. Znajduje się tam jaskinia, którą bardzo chciał zobaczyć nasz synuś. Niestety nasz czterolatek był już tak wymęczony po całodniowej wędrówce, że odeszła Mu ochota na oglądanie czegokolwiek. No trudno… Może następnym razem uda nam się dotrzeć do jaskini. 10.80 km na naszej drodze pojawia się kolejny mostek. Drogowskaz wskazuje, że należy skręcić w lewo jeżeli chcemy się kierować do jaskini w Dolinie ku Dziurze (około 25 minut drogi). My idziemy prosto prze most kierując się do Doliny Strążyckiej. Po drodze doskonale widać Gubałówkę oraz domostwa Zakopanego.

    To był piękny, intensywny listopadowy dzień. Jednak to nie koniec. Przed nami jeszcze około 120 km drogi do domu. Po drodze oczywiście zatrzymujemy się na zasłużony, ciepły posiłek. Zmęczeni, ale szczęśliwi wracamy późnym wieczorem do domu. I tym sposobem dzielimy  kolejne cenne wspomnienia. Z całego serducha polecam wycieczkę na Sarnią Skałę. Ciekawa, urozmaicona trasa, zapierające dech widoki… Nic dodać, nic ująć.

    Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl oraz na Instagramie: @greenmagpic

    Z przyjemnością dodam, że jest to kolejny szczyt zdobyty w akcji: Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum

  • Potrójna szlak z Rzyk – Chatka na Potrójnej – zima

    Za nami kolejna wycieczka po Beskidzie Małym – tym razem po jego wschodniej części. To już druga wyprawa w tym tygodniu, kilka dni temu odwiedziliśmy Magurkę Wilkowicką 🙂. Tym razem wybór padł na Potrójną, ósmy co do wysokości szczyt tego pasma. Wyruszyliśmy czarnym szlakiem z miejscowości Rzyki, położonej w województwie małopolskim, niedaleko Andrychowa (tzw. Beskid Andrychowski). Tegoroczna zima, choć niezwykle malownicza, potrafi dać się we znaki, szczególnie na górskich szlakach. Przekonaliśmy się o tym na własnej skórze, po raz kolejny zresztą. To była niezapomniana przygoda, która na długo pozostanie w naszej pamięci. Z deszczowego, niemal bezśnieżnego Bielska-Białej wyruszyliśmy około godziny siódmej rano. Niestety, droga do Kóz wiązała się z licznymi objazdami, co nieco wydłużyło podróż. Jednak Rzyki przywitały nas prawdziwie zimowym krajobrazem – śnieg delikatnie prószył, a wszystko wokół pokrywała miękka, biała pierzynka.

    Trasa: Rzyki (szlak czarny) – Kapliczka Koronacji Matki Bożej – Potrójna / Czarny Groń (szlak żółty/szlak zielony) – Chatka na Potrójnej – Rzyki

    Data wycieczki: 13 stycznia 2019

    Dystans: około 10 km*

    Czas przejścia:  ponad 4:00* (czas przejścia w ciężkich warunkach zimowych, z pięcioletnim dzieckiem)

    Minimalne wzniesienie:  489 m

    Maksymalne wzniesienie:  930 m

    *w obie strony 

    Parametry z aplikacji endomondo

    Niestety, bardzo słaba widoczność w okolicach szczytu uniemożliwiła mi zrobienie zdjęć. Zależało mi jednak, aby jak najlepiej pokazać Wam Potrójną i jej okolice. Z pomocą przyszedł mi górski znajomy, który nie tylko świetnie zna Beskid Mały, ale też często odwiedza Potrójną. Dzięki uprzejmości znajomego mogę wzbogacić ten wpis o ich piękne zdjęcia. Dziękuję! 🙂

    Rzyki – parking przy czarnym szlaku na Potrójną

    Samochód zostawiamy tuż przy początku czarnego szlaku. Znajduje się tu kilka wyznaczonych miejsc parkingowych dla turystów. Parking położony jest w sąsiedztwie Hotelu Czarny Groń oraz ośrodka Magiczna Osada, gdzie znajdują się parki linowe i place zabaw dla dzieci. Całość mieści się na Osiedlu Praciaki.

    Współrzędne GPS parkingu – Rzyki: 49.79236, 19.38780

    Tędy przebiega również przyrodnicza ścieżka edukacyjna „Czarny Groń” – po drodze mijamy kilka tablic informacyjnych opisujących zwierzęta i rośliny występujące na tym obszarze.

    Ruch w tym miejscu jest dość spory, ponieważ kawałek dalej znajduje się stok narciarski „Pracica”, który zimą tętni życiem. W tygodniu natomiast szlaki piesze są niemal puste i można naprawdę odpocząć od zgiełku.

    Tuż przy parkingu skręcamy w lewo, przebijamy się przez zaspę i wchodzimy na czarny szlak.

    Mijamy drewnianą wiatę oraz wyznaczone miejsce do grillowania. Następnie ruszamy prosto wzdłuż potoku Wieprzówka. Jak widać na zdjęciu, śnieg sypie dość intensywnie – i tak już będzie przez całą naszą wyprawę.

    Na początku szlaku nie spotykamy żywej duszy. Widać jednak, że ktoś szedł tędy przed nami, zostawiając po sobie wąski tunel w śniegu. Po raz kolejny żałujemy, że nie mamy rakiet śnieżnych. Nie będę ukrywać – w takich warunkach wędrówka nie należy do najłatwiejszych.

    Po chwili wkraczamy w gęsty las, gdzie ścieżka zaczyna coraz bardziej stromo wspinać się pod górę.

    Po mniej więcej 1,4 kilometra czarny szlak odbija w prawo, ale charakter trasy pozostaje ten sam, droga nadal mozolnie wspina się pod górę.

    Na 1,7 km czarne znaki odbijają w prawo. Wciąż wspinamy się coraz wyżej, a podejście naprawdę daje w kość. Wiatr staje się coraz silniejszy, a śnieg sypie bez przerwy. Co krok zapadamy się w głębokie zaspy zalegające na szlaku.

    Po 2 kilometrach robimy przerwę. Zimą to niestety nie jest tak proste jak latem, przygotowanie wygodnego miejsca zajmuje trochę czasu. Wykopujemy więc niewielką dziurę w śniegu, rozkładamy koc, osłaniamy się przed wiatrem sankami i dopiero wtedy możemy rozgrzać się przy ciepłej zupce. Uwielbiam takie górskie pikniki 😎 – mają swój niepowtarzalny klimat.

    Po zjedzeniu ruszamy dalej, podejście staje się nieco łagodniejsze. Tego dnia na szlaku było jednak dość niebezpiecznie. Gałęzie drzew, obciążone grubą warstwą śniegu, łamały się pod jego ciężarem. Przyznam szczerze, że ten leśny odcinek pokonywałam w lekkim stresie. Trudno się dziwić, co chwilę było słychać trzask pękających konarów, a kilka z nich leżało już na szlaku. Śnieg nie przestawał sypać, a widoczność pogarszała się z każdą minutą. Jak się okazuje, w górach nie tylko lawiny, mgły czy oblodzenia mogą być zagrożeniem – nawet Beskid Mały potrafi nieźle zaskoczyć.

    Sprawdzam aplikację – mamy już za sobą 3 kilometry, a czarny szlak skręca w lewo. Od tego momentu podążamy wąską ścieżką prowadzącą wśród gęsto rosnących drzew. Ten odcinek postanawiamy pokonać bez zatrzymywania się, co w tej sytuacji było zdecydowanie najrozsądniejszym rozwiązaniem.

    Leśna, wąska ścieżka dobiega końca – skręcamy w lewo i wychodzimy tuż obok niewielkiej, pasterskiej Kapliczki Koronacji Matki Bożej.

    Od kapliczki ruszamy dość stromo w górę, ale tym razem ścieżka jest szersza i wyraźnie lepiej przetarta. Prawdopodobnie to droga dojazdowa do pobliskich domów. Właśnie na tym odcinku szlaku spotykamy pierwszego turystę – na nartach.

    Po przejściu 3,3 km czarny szlak wyprowadza nas wprost między pierwsze zabudowania – znak, że zbliżamy się do bardziej zamieszkałej części trasy.

    Pogoda wyraźnie się pogarsza. Zrywa się nieprzyjemny wiatr, a śnieg zaczyna sypać coraz mocniej. Najpierw idziemy lekko pod górę, a potem prostym odcinkiem drogi. W pewnym momencie spotykamy około dwudziestoosobową grupę zorganizowaną, maszerującą na rakietach śnieżnych. Szczerze współczują nam dalszej drogi – jak mówią, im bliżej Potrójnej, tym warunki stają się trudniejsze.

    I rzeczywiście mieli rację, z każdym krokiem mgła gęstnieje, a widoczność spada. Do szczytu zostało już tylko około 800 metrów. Otwarty teren sprawia, że wiatr staje się jeszcze bardziej dokuczliwy.

    Choć nasz syn przez cały czas dzielnie maszerował na własnych nóżkach, pod sam koniec mąż próbował trochę go odciążyć. I powiem Wam szczerze, dopiero to zdjęcie naprawdę oddaje trud naszej wyprawy. Sypiący w twarz śnieg, porywisty wiatr, ograniczona widoczność i marsz w głębokim, nieubitym śniegu – tak wyglądał ostatni, ciągnący się w nieskończoność odcinek prowadzący do Chatki na Potrójnej.W pewnym momencie zaczęliśmy się wahać – iść dalej czy zawrócić? Mąż tylko powtarzał: „Kochanie, jesteśmy za blisko, żeby się poddać. Jeszcze tylko 500 metrów, siądziemy, odpoczniemy i spokojnie wrócimy.”

    Ostatnio sporo czytałam o akcjach ratowników GOPR, którym często można byłoby zapobiec, gdyby ktoś odpuścił na czas. Miałam więc swoje obawy – czy damy radę? W końcu bezpieczeństwo jest najważniejsze.

    Życie zaczyna się tam, gdzie kończy się strefa komfortu. – Anonim

    Po 4,8 kilometra marszu dochodzimy do punktu, gdzie nasz czarny szlak łączy się z żółtym. Od tego miejsca czeka nas krótki, około dwustumetrowy odcinek wspólny dla obu tras.

    Potrójna / Czarny Groń

    Potrójna wznosi się na wysokość 883 m n.p.m. Szczyt tworzą rozległe hale, przez które przebiegają żółty szlak oraz czerwony – Mały Szlak Beskidzki. Przy dobrej pogodzie można stąd podziwiać okoliczne wzniesienia oraz panoramę Andrychowa.

    Z Potrójnej można kontynuować wędrówkę do Chatki pod Potrójną – według drogowskazu to około 25 minut marszu.

    Teraz pora zobaczyć, jak okolica Potrójnej prezentuje się w bardziej sprzyjających warunkach pogodowych! 😆

    Fot. Miras Kierpiec
    Fot. Miras Kierpiec
    Fot. Miras Kierpiec
    Fot. Miras Kierpiec

    Do Chatki na Potrójnej prowadzą zielone znaki. Skręcamy w lewo i zagłębiamy się w śnieżną pustkę – szlak wygląda na zupełnie nieprzedeptany tego dnia.

    Fot. Miras Kierpiec

    Chatka na Potrójnej

    Po 5,2 kilometra wędrówki w końcu docieramy do celu! Niestety, Chatka na Potrójnej była wtedy tak zasypana śniegiem, że nie sposób było zrobić choćby jednego porządnego zdjęcia.

    A oto kilka zdjęć z naszej wizyty w Chatce na Potrójnej. Powiem Wam szczerze, trudno dziś znaleźć miejsce z tak wyjątkowym klimatem. Wiele schronisk zamieniło się już w górskie hotele, tracąc swój dawny urok. Tutaj jest inaczej. Można napić się ciepłej herbaty lub kawy, spróbować pysznej drożdżówki z serem wypiekanej na miejscu, a zimą – co najważniejsze – porządnie się ogrzać.

    W chatce panuje prawdziwie domowa atmosfera. Istnieje też możliwość noclegu w przytulnych pokojach bez łazienek.

    Wszystko, co dobre, szybko się kończy. Czas zaczął nas gonić, więc po około godzinie odpoczynku musieliśmy ruszać w drogę powrotną. Początkowo planowaliśmy wracać tą samą trasą (czarnym szlakiem), jednak gospodarze Chatki na Potrójnej stanowczo nam to odradzili.  Wskazali nam za to skrót, z którego korzystają okoliczni mieszkańcy. Gospodarz wyszedł nawet przed chatkę i dokładnie wyjaśnił, którędy mamy iść. Na szczęście na tej trasie był już wydeptany tunel w śniegu, więc nie musieliśmy się przedzierać przez zaspy.

    Koniecznie zajrzyj tutaj: szlaki w Beskidzie Małym

    poradnik-zima-gory-ok

    Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl  i na Instagramie: @greenmagpic

    Media społecznościowe Facebook i Instagram

  • Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum PIO w Pszczynie

    Baner promujący akcję zdobywamy szczyty dla hospicjum, mężczyzna z dzieckiem na tatrzańskim szlaku
    https://www.facebook.com/HospicjumPszczyna/photos/a.384046211698743/2401459003290777/?type=3&theater

    Dzisiejszy wpis będzie miał całkiem inny charakter. Chcę Wam przedstawić akcję, której hasło brzmi: ZDOBYWAMY SZCZYTY DLA HOSPICJUM.  Mam nadzieję, że temat zainteresuje niejednego miłośnika gór, a może nawet uda mi się zainteresować osoby, które w góry ruszają okazjonalnie. W końcu znaczenie ma każdy kilometr przebyty po górskich szlakach.Cel jest szczytny.  Pieniądze uzbierane z akcji  ZDOBYWAMY SZCZYTY DLA HOSPICJUM,  zostaną przeznaczone na budowę  stacjonarnego hospicjum w Pszczynie.  To już  VI edycja  tego projektu. Akcja cieszy się z roku na rok coraz większą popularnością. Chodząc po górach promujesz akcję, jak i  Hospicjum Pio w Pszczynie.  Akcja ma na celu również promowanie  aktywnie spędzonego czasu.  Istotną informacją jest, że udział w akcji może wziąć każdy,  niezależnie od miejsca zamieszkania.  Wszystkie formalności można załatwić elektronicznie.

    Jak to działa?

    Osoby, które zgłoszą się do projektu otrzymują książeczkę, w której notują trasę, ilość przebytych kilometrów oraz różnicę wzniesień jaka została pokonana. Dodatkowo należy wbijać w książeczce pieczątki w znajdujących się na trasie schroniskach. Otrzymują za to punkty.

    Punkty można przeliczać według regulaminu  Górskiej  Odznaki Turystycznej – GOT PTTK.  Wszystko jest możliwe, dzięki darczyńcom, którzy wspierają zdobywców szczytów. Są to zarówno osoby indywidualne, jak i firmy. Darczyńcą może zostać każdy. Pobierana jest opłata wpisowa (szczegóły w regulaminie, link poniżej). Akcja trwa od 1 maja do 30 listopada.

    Za udział w akcji są przyznawane wyróżnienia oraz odznaki:

    co najmniej  600 punktów – złota odznaka

    co najmniej  300 punktów – srebrna odznaka

    co najmniej  150 punktów – brązowa odznaka

    co najmniej  50 punktów – wyróżnienie (dyplom)

    Więcej informacji na temat akcji znajdziesz w  REGULAMINIE AKCJI ZDOBYWAMY SZCZYTY DLA HOSPICJUM

    Książeczki dla uczestników akcji „ZDOBYWAMY SZCZYTY DLA HOSPICJUM”

    Przydatne linki

    Jeżeli chcesz wesprzeć ZDOBYWCÓW, zapraszam tutaj:  http://www.hospicjumojcapio.pless.pl/pomoz-teraz/

    Jeżeli chcesz przyłączyć się do akcji  ZDOBYWAM SZCZYTY DLA HOSPICJUM,  zapraszam do wypełnienia  FORMULARZA ZGŁOSZENIOWEGO Plecak z flagą akcji Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum, Babiogórski Park Narodowy

    Jak dowiedzieliśmy się o akcji Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum

    O akcji dowiedziałam się na szlaku. Końcem lipca, wspólnie z rodzinką maszerowaliśmy  żółtym szlakiem  na Turbacz.  Przeszedł obok nas pan z przyczepioną flagą do plecaka. W momencie uruchomiła się moja ciekawość, włączył się sokoli wzrok. Dojrzałam napis:  ZDOBYWAMY SZCZYTY DLA HOSPICJUM.  Nie miałam odwagi podejść, zapytać o co chodzi, ale nie ukrywam, że zainteresowało mnie hasło widniejące na fladze. Następnego dnia spacerowałam ze śpiącym w wózku synkiem, mijałam  hospicjum w Bielsku-Białej. W momencie przypomniałam sobie o tajemniczym mężczyźnie z flagą. Bez zastanowienia wzięłam telefon i zaczęłam szperać w Internecie. W wynikach wyszukiwań widniał organizator akcji  – Hospicjum PIO w Pszczynie.  Po powrocie do domu bez zastanowienia napisałam wiadomość z zapytaniem czy można jeszcze przyłączyć się do tej wspaniałej akcji. Dostałam szybciutką odpowiedź, przesłałam karty zgłoszeniowe (moją, męża oraz synka). Okazało się, że zapisywać mogą się całe rodziny, a nawet grupy zorganizowane. Wszystko w miłej atmosferze, bardzo sprawnie.

    2018

    Tym sposobem w poniedziałek, 6 sierpnia mogliśmy ruszyć na szlak jako uczestnicy akcji  ZDOBYWAMY SZCZYTY DLA HOSPICJUM. Naszym celem było zdobycie  Babiej Góry z Przełęczy Krowiarki.  Relację z tej wycieczki znajdziesz tutaj:  Babia Góra szlak z Krowiarek 

    Babia Góra – Beskid Żywiecki

    Bez dwóch zdań takie akcje są potrzebne! Nie ma nic piękniejszego niż robić coś dla innych. A w tej akcji najpiękniejsze jest to, że można połączyć swoją pasję z niesieniem pomocy.

    Czarny Staw Gąsienicowy – Tatry Wysokie

    Sarnia Skała – Tatry Zachodnie

    Podsumowanie 2018

    Akcja  ZDOBYWAMY SZCZYTY DLA HOSPICJUM 2018  dobiegła końca  30 listopada,  zarejestrowało się do niej aż  670 uczestników.  Zdobywcom udało się zebrać 38 tys. zł.  Niesamowite, że aż tylu ludzi chodziło po górach, promując tą wspaniałą akcję. To jeszcze nie koniec!  27 stycznia  w  Pszczyńskim Centrum Kultury odbył się koncert podsumowujący tegoroczną akcję pod tytułem:  Piramida marzeń. Uczestnikom wręczone zostały wyróżnienia oraz odznaki (złote, srebrne oraz brązowe).

    Akcja trwała od  1 maja,  my niestety dowiedzieliśmy się o niej dopiero końcem lipca. Załatwiliśmy wszystkie formalności i 6 sierpnia zdobyliśmy nasz pierwszy szczyt dla  Hospicjum PIO w Pszczynie.  Udało nam się w tym czasie zdobyć  19 szczytów,  przejść 220 kilometrów  po  górskich szlakach.  Otrzymaliśmy srebrne odznaki.

    2019

    1 maja 2019  ruszyła V edycja Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum PIO w Pszczynie.  Rejestracja uczestników trwała od  1 kwietnia.  Dobiegła końca 30 listopada 2019.   Niestety koncert podsumowujący akcję, który miał się odbyć we wrześniu 2020  został odwołany przez koronawirusa.  Podczas trwania akcji  ZDOBYWAMY SZCZYTY DLA HOSPICJUM  udało się nam w końcu dotrzeć w  Karkonosze,  w których zdobyliśmy dla hospicjum między innymi  Śnieżkę  oraz  Śnieżne Kotły.  Często jeździliśmy w Tatry.  Wyszliśmy na kilka dwutysięczników:  Salatyn,  Kopę Kondracką,  Wołowiec  oraz  Małołączniak –  pierwsza nasza wyprawa po łańcuchach.  Udało się nam również wykorzystać czas, w którym nie działała kolejka na  Kasprowy Wierch  i wyjść na szczyt pieszo.  Nie brakowało również wędrówek po  Beskidach. mężczyzna trzymający na rękach dziecko, które ma w rączce flagę akcji zdobywamy szczyty dla hospicjum na tle schroniska nad zielonym stawem oraz tatrzańskich szczytów

    Zielony Staw Kieżmarski – Tatry WysokieSzczyt Wołowiec z dzieckiem,dziecko trzyma flagę akcji Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum, w tle widoczne Rohackie StawyWołowiec – Tatry Zachodniezadowolone dziecko trzymające w rączce flagę akcji Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum, w tle Tatry oraz kosodrzewina

    Sarnia Skała – Tatry Zachodnie

    dziecko na szczycie Małołączniak w tle tatrzańskie szczyty

    Małołączniak – Tatry ZachodnieDziecko na szczycie Bendoszka Wielka, trzymające w rączkach flagę akcji Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum, w oddali widok na Beskid Żywiecki

    Bendoszka Wielka – Beskid Żywiecki

    Podsumowanie 2019

    Akcja ZDOBYWAMY SZCZYTY DLA HOSPICJUM 2019 dobiegła końca 30 listopada.  Do V edycji akcji zgłosiły się 732 osoby.  Nam udało się zdobyć  573 punkty.  Po raz drugi z rzędu otrzymaliśmy  srebrne odznaki. Choć każdy wie, że nie kolor odznaki ma tu znaczenie – cieszy nas fakt, że zabrakło nam zaledwie 27 punktów do złota 🥰 Oznacza to, że w   2019 roku  przeszliśmy z naszym dzielnym synkiem naprawdę sporo kilometrów po  górskich szlakach.  Jesteśmy szczęśliwi, że realizując naszą pasję możemy przy okazji promować tę wyjątkową akcję, dlatego zapisaliśmy się do kolejnej edycji! Ty też możesz dołączyć… ❤Dyplomy oraz srebrne odznaki za udział w akcji Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum Pio w PszczynieDziecko trzymające srebrny medal za udział w akcji Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum 2019, Złoty Widok w Szklarskiej Porębie

    Podsumowanie 5. edycji akcji Zdobywamy szczyty dla hospicjum

    2020

    1 maja 2020  ruszyła  VI edycja Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum PIO w Pszczynie.  Rejestracja uczestników trwała od 1 kwietnia. Plakat promujący akcję Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum 2020

    Podsumowanie 2020

    Akcja  ZDOBYWAMY SZCZYTY DLA HOSPICJUM 2020  dobiegła końca  30 listopada.  Każdy zgodzi się ze mną, że ten rok do łatwych nie należał przez koronawirusa. Tak naprawdę do dziś nic nie jest pewne. Mimo to zauważyliśmy wzrost zainteresowania  turystyką górską.  Liczę na to, że przedłoży się to na większą liczbę uczestników w następnej, VII edycji akcji ZDOBYWAMY SZCZYTY DLA HOSPICJUM.  Nam koronawirus pokrzyżował niejeden  górski plan,  ale za to pozwolił odkryć miejsca mniej znane, mniej popularne, do których zapewne byśmy w normalnej sytuacji nie dotarli.Mały turysta, zadowolone dziecko na szczycie Trzy Korony w Pieninach

    Trzy Korony – PieninyUśmiechnięte dziecko na Ciemniaku, w tle szczyt Krzesanica

    Ciemniak  – Tatry ZachodnieUśmiechnięty mężczyzna z dzieckiem nad Batyżowieckim Stawem, dziecko trzyma w rączkach flagę akcji Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum

    Batyżowiecki Staw – Tatry Wysokie, SłowacjaDziecko trzymające w górze flagę akcji zdobywamy szczyty dla hospicjum na szczycie Makowica w Beskidzie Sądeckim

    Makowica – Beskid SądeckiDziecko trzymające flagę akcji Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum, Śnieżne Stawki

    Śnieżne Stawki – Karkonosze

    W  VI edycji  akcji zdobyliśmy z mężem po  398 punkty.  Nasz sześcioletni syn zdobył natomiast  363 punkty.  Podczas tej edycji akcji ZDOBYWAMY SZCZYTY DLA HOSPICJUM  zdarzyły się nam wyjścia na szlak we dwoje, podczas gdy syn był w przedszkolu. Stąd ta różnica w punktach 😉 Miło mi poinformować, że po raz trzeci z rzędu nasza trójeczka otrzymała  srebrne odznaki. Uroczyste rozdanie pucharów, medali oraz dyplomów odbyło się 9 października na Rynku w Pszczynie.

    Dziecko trzymające dyplom oraz medal zdobyty w akcji zdobywamy szczyty dla hospicjum, jesienny park w PszczynieW  VI edycji  akcji zdobyliśmy z mężem po  398 punkty.  Nasz sześcioletni syn zdobył natomiast  363 punkty.  Podczas tej edycji akcji ZDOBYWAMY SZCZYTY DLA HOSPICJUM  zdarzyły się nam wyjścia na szlak we dwoje, podczas gdy syn był w przedszkolu. Stąd ta różnica w punktach  Miło mi poinformować, że po raz trzeci z rzędu nasza trójeczka otrzymała  srebrne odznaki. 

    2021

    Chorągiewki, książeczki, ulotki promujące akcję Zdobywamy Szczyty dla HospicjumVII edycja  akcji  ZDOBYWAMY SZCZYTY DLA HOSPICJUM 2021 –  1 maja.  Zapisy ruszają już  6 kwietnia.Sarnia Skała w Tatrach Zachodnich, uśmiechnięte dziecko siedzące na skałach, piękny widok na Tatry

    Sarnia Skała – Tatry Zachodnie

    Niebieski, stalowy kubek turystyczny z białym napisem Karkonosze, trzy książeczki akcji Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum, drewniany stół przy Bacówce na Wielkiej Rycerzowej

    Wielka Rycerzowa – Beskid Żywiecki

    Linki do artykułów o akcji ZDOBYWAMY SZCZYTY DLA HOSPICJUM:

    Baner zachęcający do przekazania 1% dla Hospicjum Pio w Pszczynie, na zdjęciu numer KRS, starsza kobieta oraz dmuchawiec na tle zachodzącego słońca

  • Magurka Wilkowicka z Przegibka – opis szlaku

    W ostatnim tygodniu w górach zapanowała prawdziwa zima. A co za tym idzie? Bardzo trudne warunki na szlakach. W Beskidach, na najwyższych szczytach, obowiązywał trzeci stopień zagrożenia lawinowego, a do tego prognozowano silny wiatr i mgły. Nie chcieliśmy ryzykować, wybierając się na długie i wymagające trasy, tym bardziej, że większość szlaków była nieprzetarta. A uwierzcie mi, marsz w głębokim śniegu potrafi być naprawdę wyczerpujący. Zdecydowaliśmy się więc na Beskid Mały i tłumnie odwiedzaną przez turystów Magurkę Wilkowicką. Na szczęście zimą, szczególnie w tygodniu, jest tam zupełnie inaczej.

    Trasa: Przełęcz Przegibek (szlak niebieski) – Las Sokołowski – Chata na Magurce – Magurka Wilkowicka – Schronisko PTTK na Magurce – powrót tą samą trasą

    Data wycieczki: 9 stycznia 2019

    Dystans: około 5 km*

    Czas trwania: ponad 3:00 h*  (czas przejścia w warunkach zimowych, z dzieckiem)

    Minimalne wzniesienie: 650 m

    Maksymalne wzniesienie: 905 m

    *w obie strony 

    Mieliśmy pewne obawy związane z dojazdem na Przełęcz Przegibek. Od rana w Bielsku-Białej intensywnie sypał śnieg, a my niestety nie zdążyliśmy jeszcze zaopatrzyć się w łańcuchy. Wyjazd na Przegibek od strony Straconki jest dość stromy, ale mimo to postanowiliśmy zaryzykować. W Straconce na jezdni panowała istna szklanka. Tuż przy Bulwarach Straceńskich byliśmy o krok od stłuczki z dużym BMW, które zbyt szybko wyjechało spod jednego ze sklepów i wpadło w poślizg. Od nieszczęścia dzieliło nas dosłownie kilka metrów. Kawałek dalej jechaliśmy za autobusem, który poruszał się w ślimaczym tempie, na włączonych światłach awaryjnych. Widać było, że żaden pług jeszcze tędy nie przejechał. Po tych niezbyt przyjemnych przeżyciach dotarliśmy na miejsce – cali i szczęśliwi.

    Parking na Przełęczy Przegibek, Bar Gawra

    Przełęcz Przegibek parking

    Samochód zostawiam na obszernym parkingu po lewej stronie jezdni (jadąc od strony Straconki), tuż obok bufetu Gawra, który o godzinie 8:00 jest jeszcze nieczynny. W sezonie można tam zamówić dania barowe oraz obiadowe od godziny 11:00. Na razie mamy do dyspozycji cały parking – póki co nie stoi tu jeszcze żaden samochód. Powyższe zdjęcie było zrobione w innych warunkach pogodowych.

    Parametry GPS – Parking Przełęcz Przegibek: 49.7932214N, 19.1293303E
    Parametry GPS – Parking Przełęcz Przegibek: 49.7932214N, 19.1293303E

    Nakładamy stuptuty, plecaki, zabieramy sanki i ruszamy w stronę szlaku. Przechodzimy przez jezdnię – znajdujemy się na wysokości 663 m n.p.m. Kierujemy się niebieskim szlakiem, który prowadzi do Schroniska PTTK na Magurce. Drogowskaz wskazuje, że dojście zajmuje około godziny, ale zimą warto podchodzić z rezerwą do czasu podanego na tabliczkach.

    Nam przejście tej trasy zajęło zdecydowanie więcej czasu. Szlak nie był w ogóle przetarty, a miejscami brodziliśmy w śniegu po kolana, ale o tym opowiem w dalszej części wpisu 😅

    Żółta tabliczka oznaczająca Przełęcz Przegibek leżącą 663 m n.p.m. w Beskidzie Małym, tabliczki opisujące szlaki idące z Przełęczy Przegibek

    Mijamy szlaban, a leśna droga, którą podążamy od samego początku, łagodnie pnie się w górę. Po chwili niebieski szlak odbija w prawo.

    Po około 400 metrach skręcamy w prawo i wychodzimy z lasu na szeroką, ośnieżoną drogę, którą będziemy maszerować przez kolejne 450 metrów. Jest radość! Syn w końcu może skorzystać z sanek.

    Po drodze odsłania się przed nami piękna panorama całego naszego rodzinnego miasta – Bielska-Białej, wraz ze Straconką. Widać również pasmo Szyndzielni oraz Klimczoka. Zatrzymujemy się na chwilę, by nacieszyć oczy rozciągającymi się stąd widokami. Niebo powoli nabiera ciekawych, ciepłych barw.

    Po wspomnianych wcześniej 450 metrach (czyli około 850 m od Przełęczy Przegibek) niebieski szlak odbija w lewo i ponownie wchodzimy w las. Zaczyna się strome podejście. Wędrówka nie należy do najłatwiejszych – szlak przez cały czas pozostaje nieprzetarty. Jedyne ślady, jakie widzimy na śniegu, to tropy mieszkańców lasu: saren, jeleni i lisów. Wszystko wokół wygląda bajecznie – przykryte miękką, białą pierzynką.

    Po przejściu zaledwie 350 metrów docieramy do miejsca, w którym łączą się szlaki: nasz niebieski oraz żółty, prowadzący z Międzybrodzia Bialskiego (czas zejścia z tego miejsca do Międzybrodzia to ok. 1 godzina i 30 minut). Następnie kierujemy się dalej leśną dróżką. Po kilku krokach dołącza do nas kolejny szlak – czerwony, prowadzący z Mikuszowic Dworku.

    Drogowskaz wskazuje, że do Schroniska PTTK na Magurce pozostało już tylko 15 minut marszu.

    Idziemy prosto, a im bliżej szczytu, tym trudniejsze stają się warunki. Na szlaku zalega coraz więcej śniegu, momentami sięgającego nam po kolana. Aplikacja pokazuje 1,6 km, kiedy odbijamy w prawo i podążamy wąziutką dróżką. Na szczęście pogoda była dla nas łaskawa.

    W trakcie wędrówki na horyzoncie wyłania się zaśnieżony nadajnik radiowo-telewizyjny na Magurce.

    Po około dwóch kilometrach marszu od parkingu na Przegibku skręcamy w prawo i wychodzimy w pobliżu Chaty na Magurce. Muszę przyznać, że szlak jest wyjątkowo starannie i dobrze oznakowany.

    Kontynuujemy wędrówkę w stronę schroniska, idąc szeroką, odśnieżoną drogą. Nareszcie nie musimy przebijać się przez zaspy śnieżne 😎

    Po drodze, tuż przed schroniskiem na Magurce, mijamy Kaplicę na Magurce Wilkowickiej, która znajduje się po lewej stronie drogi.

    Magurka Wilkowicka

    Mamy za sobą 2,2 km, choć czujemy się, jakbyśmy przeszli znacznie dłuższy dystans. Chodzenie, a właściwie przebijanie się przez głęboki śnieg, jest naprawdę wyczerpujące. Coraz poważniej myślimy o zainwestowaniu w rakiety śnieżne. Przekonaliśmy się, że nawet Beskid Mały potrafi zaskoczyć.

    W końcu docieramy do budynku Schroniska PTTK na Magurce, położonego na wysokości 909 m n.p.m.

    Żółta tabliczka oznaczająca szczyt Magurka 909 m n.p.m. w Beskidzie Małym, drogowskazy opisujące przebieg szlaków z Magurki Wilkowickiej

    Zanim wejdziemy do środka, podziwiamy okolicę. Wygląda jak w bajce – ośnieżone drzewa, wiszące sople i momentami przebijające się zza chmur słońce. Przy sprzyjających warunkach ze szczytu możemy podziwiać królową Beskidów – Babią Górę (Diablak), a także Pilsko, Wielką Raczę, Baranią Górę, Skrzyczne oraz Klimczok.

    W oczy od razu rzucają się trasy biegowe dla narciarzy, które zajmują na szczycie dość duży teren (długość trasy około 4 km). Korzystanie z nich jest bezpłatne. Trasa biegnie częściowo przez niebieski szlak pieszy prowadzący na najwyższy szczyt Beskidu Małego – Czupel (ok. 45 minut), należący do Korony Gór Polski. Trasa jest regularnie odśnieżana przez ratraki. Widać było, że tego dnia nikt pieszo w kierunku Czupla nie maszerował.

    Podjęliśmy próbę dotarcia na szczyt, niestety zakończyła się niepowodzeniem. Przy drogowskazach na Magurce wiszą zakazy i prośby o niedeptanie tras biegowych. My próbowaliśmy obejść trasę (szlak niebieski) bokiem, ale i tak wylądowaliśmy na dalszym odcinku trasy biegowej, spotykając się z oburzeniem narciarzy – mimo że poruszaliśmy się bokiem toru. W końcu zdecydowaliśmy się zawrócić i zrezygnować z dalszej wędrówki. Jest to dość kontrowersyjny temat, ponieważ trasy biegowe prowadzą przez niebieski szlak pieszy. Zastanawiam się, jakie prawa mają turyści chcący dotrzeć na Czupel.

    Widoczny na zdjęciu poniżej budynek został zbudowany z myślą o obsłudze zawodów sportowych na nartach biegowych.

    Schronisko PTTK na Magurce – zdjęcia

    Schronisko PTTK na Magurce w środku

    Przed wejściem do schroniska ściągamy raczki. W środku jest przyjemnie ciepło, a na razie nie ma żywej duszy. Zamawiamy naleśniki z jabłkami, kluski na parze z sosem jagodowym i śmietaną, aromatyczną kawę latte oraz lane czeskie piwo. Jedzenie jest ciepłe i bardzo smaczne. Szczególnie duży plus za kluski na parze – mają naprawdę wyjątkowy smak.

    W ofercie schroniska znajduje się całodzienne wyżywienie, a płatności można dokonać kartą. Do dyspozycji turystów jest 56 miejsc noclegowych w pokojach dwu-, trzy-, cztero- i sześcioosobowych.

    Wnętrze schroniska na Magurce w Beskidzie Małym, drewniane stoły z krzesłami

    Szklanka, w której jest kawa latte, saszetka z cukrem na podstawku, w tle dziecko z tatą siedzący przy drewnianym stole w Schronisku na Magurce Wilkowickiej w Beskidzie Małym

    Dziecko jedzące kluski na parze ze śmietaną oraz jagodami w schronisku na Magurce Wilkowickiej (Beskid Mały)

    Udaje nam się również zdobyć kolejną odznakę dla synka, którą zaraz po powrocie do domu przypięliśmy do jego plecaka. Żałuję, że zaczęliśmy je zbierać tak późno. Syn ciągle powtarza, że marzy mu się cały plecak w takich górskich odznakach 😍 Mam nadzieję, że wkrótce uda nam się spełnić marzenie naszego Smyka.

    Na zakończenie podziwiamy zimową panoramę przez okno schroniska.

    A tu rzut oka na budynek schroniska z niebieskiego szlaku na Czupel.

    Tak wygląda Schronisko na Magurce Wilkowickiej w jesiennej scenerii (23 września 2020).

    Budynek schroniska na Magurce Wilkowickiej widziany z niebieskiego szlaku na Czupel, wrześniowe popołudnie

    Niebieski szlak na Czupel, w oddali widoczny budynek schroniska PTTK na Magurce Wilkowickiej, zachmurzone niebo

    Na parking na Przegibku wracamy tym samym niebieskim szlakiem. Zejście z Magurki jest o wiele łatwiejsze i zajmuje nam zdecydowanie mniej czasu, ponieważ szlak jest już przetarty. Bar Gawra jest czynny, a parking pęka w szwach.

    Zdradzę, że mamy już za sobą kolejną wycieczkę w Beskid Mały, która obfitowała w trudne warunki pogodowe i wymagający szlak. Wpis jest aktualnie w przygotowaniu. Póki co zima nie odpuszcza i trzeba mądrze dobierać trasy. Na Babiej Górze ogłoszono trzeci stopień zagrożenia lawinowego, a w Tatrach wróciła czwórka. Pamiętajcie, aby dobierać trasy do panujących warunków i na bieżąco śledzić prognozy pogody. Polecam także sprawdzanie aktualnych warunków na stronie: GOPRu

    poradnik-zima-gory-ok

    Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl  i na Instagramie: @greenmagpic

    Media społecznościowe Facebook i Instagram

  • Kotarz szlak z Przełęczy Salmopolskiej – zima

    Zima w górach potrafi być naprawdę kapryśna, a jej konsekwencją są trudniejsze warunki na szlakach. Często trzeba zrezygnować (dla własnego bezpieczeństwa) z dłuższych tras, zwłaszcza w wyższych partiach gór, i wybrać coś mniej wymagającego. Dziś chcę Wam przedstawić właśnie taką trasę – idealną propozycję na krótkie, kapryśne zimowe dni. Jestem skłonna powiedzieć, że to szlak, na który można spokojnie zabrać dzieci. Oczywiście te, które lubią dłuższe spacery – dystans wynosi 8 km w dwie strony. Podczas naszego wyjścia z synkiem świetnie sprawdziły się sanki. Polecam takie rozwiązanie – w razie zmęczenia mały turysta może odpocząć, a dalsza wędrówka pozostaje przyjemnością.

    Trasa: Przełęcz Salmopolska (szlak czerwony) – Biały Krzyż – Grabowa – Pod Kotarzem – Kotarz  – Hala Jaworowa (szlak niebieski) – Pod Kotarzem (szlak czerwony) – powrót tą samą trasą

    Data wycieczki: 16 grudnia 2018

    Dystans: około 8 km*

    Czas trwania: ponad 3 h* (sam przemarsz z dzieckiem)

    Minimalne wzniesienie: 903 m

    Maksymalne wzniesienie: 1012 m

    *w obie strony

    Parametry z aplikacji endomondo

    Przełęcz Salmopolska, Biały Krzyż – Parking

    Tablica (zielono - biała) z napisem Miejsce postoju na Przełęczy Salmopolskiej

    Samochód parkujemy na Przełęczy Salmopolskiej, położonej na wysokości 934 m n.p.m. Kierując się dalej drogą wojewódzką 942, dojechalibyśmy do Wisły. Była niedziela, więc mimo dość wczesnej godziny ruch był spory – działały wyciągi narciarskie.

    Samochód zostawiamy w pobliżu Regionalnego Zajazdu Biały Krzyż. Dodam, że parkingi przy wyciągu są płatne, natomiast kilka metrów niżej można zaparkować za darmo. Oczywiście, aby znaleźć wolne miejsce, trzeba przyjechać stosunkowo wcześnie, około godziny 8:20 pustych miejsc nie brakowało. Była to nasza druga wędrówka z Przełęczy Salmopolskiej. Mieliśmy okazję być tu już w połowie listopada, kiedy ruszaliśmy czerwonym szlakiem na Malinowską Skałę. Już wtedy, gdy dotarliśmy na Malinowską Skałę, powitały nas zimowe warunki.

    Parametry parkingu GPS
    Parametry GPS parkingu: 49.664621, 18.960342

    Ubieramy ciepłe rękawiczki i stuptuty, zakładamy plecaki i ruszamy w drogę. Przechodzimy przez jezdnię i idziemy przez parking nieopodal wyciągu narciarskiego. Na stoku szusują już pierwsi narciarze. Temperatura jest niska, a wszystko wokół pokryte jest śniegiem. Tuż za parkingiem wchodzimy na jeszcze nieprzedeptany w tym dniu fragment trasy. Śniegu jest naprawdę dużo, przez co marsz nie jest łatwy.

    Biały Krzyż

    Idziemy szeroką, leśną drogą, która po 700 metrach prowadzi nas wprost na szczyt Biały Krzyż, położony na wysokości 940 m n.p.m. Szczyt jest całkowicie porośnięty drzewami. W zimowej, białej odsłonie las prezentuje się naprawdę pięknie. Zatrzymujemy się tu na chwilę, aby „odśnieżyć” tabliczkę z nazwą szczytu.

    Na śniegu można zauważyć ślady mieszkańców lasu – od zajęczych łap po tropy saren. Droga prowadzi cały czas przez las, na razie bez większych wzniesień do pokonania. Muszę jednak przyznać, że poruszanie się nie idzie nam zbyt sprawnie ze względu na dużą ilość śniegu zalegającego na szlaku. Szczególnie nasz synek musi wysoko podnosić nóżki, przez co czas wędrówki znacznie się wydłuża 😉. Na szczęście trasa nie jest długa, więc nie odczuwamy presji czasu.

    Tak jak pisałam we wstępie, sanki okazały się niezwykle pomocne na szlaku.

    Po prawej stronie czerwonego szlaku ustawiono drewniany stolik z ławkami, idealny do odpoczynku.

    Drewniany stolik z ławkami poniżej skrzyżowania szlaków - Grabowa, zaraz przy czerwonym szlaku idącym na Kotarz, zima

    Grabowa

    Ta przyjemna droga prowadzi nas na szczyt Grabowa, mamy za sobą około 1,5 km. To także miejsce, z którego odchodzi czarny szlak na Stary Groń, gdzie znajduje się 12-metrowa wieża widokowa. Mieliśmy okazję odwiedzić ten szczyt w marcu tego roku, przy okazji wejścia na Kotarz z centrum Brennej.

    Drogowskaz wskazuje jeszcze 40 minut drogi na szczyt Kotarza. Oczywiście wiedzieliśmy, że zajmie nam to znacznie więcej czasu.

    Skrzyżowanie szlaków, drogowskaz, żółta tabliczka z napisem GRABOWA 905 m n.p.m.

    Następnie droga lekko schodzi w dół, a po drodze możemy podziwiać wyłaniającą się w oddali Halę Jaworową.

    Dalej, dla odmiany, droga zaczyna piąć się w górę, a my wciąż maszerujemy leśną drogą. Na horyzoncie wyłania się najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego – Skrzyczne. Niestety, w dniu naszej wyprawy trzeba było się nieźle wysilić, by go dostrzec, ponieważ widoczność nie była najlepsza.

    Pod Kotarzem

    Po 3,2 km dochodzimy do tabliczki z napisem Pod Kotarzem. To miejsce, w którym nasz czerwony szlak łączy się z niebieskim prowadzącym z Brennej Centrum. Przed nami jeszcze około 10 minut drogi (około 300 m), cały czas przez las, na dość stromym odcinku. Latem nie jest to tak odczuwalne, natomiast zimą ten fragment daje się we znaki.

    Kotarz w Beskidzie Śląskim

    Aplikacja pokazuje, że od parkingu na Przełęczy Salmopolskiej przeszliśmy 3,5 km. Znajduje się tu nieduży Piknik – Bar Kotarz, a obok niego stoły z ławeczkami. W dniu naszej wycieczki bar był jednak nieczynny. Nie wiem dokładnie, kiedy bar zostaje otwarty – byliśmy tu w kwietniu i nadal był zamknięty. Zapewne w pełnym sezonie letnim nie brakuje tu turystów.

    Ze szczytu można kontynuować dalszą wędrówkę, na przykład czerwonym szlakiem na Malinowską Skałę lub Klimczok.

    Bardzo pomocna okazała się drewniana wiata, pod którą schroniliśmy się przed niespodziewanie zerwanym, mroźnym wiatrem. W środku znajduje się stolik z ławeczkami, przy którym zjedliśmy i napiliśmy się ciepłej zupy. Moim zdaniem jest to idealne rozwiązanie na szczytach, gdzie nie funkcjonują schroniska.

    Ołtarz Europejski na Kotarzu

    Będąc tu, warto zwrócić uwagę na Ołtarz Europejski. Jest to jedyny ołtarz zbudowany na wzór starożytnego narodu izraelskiego. Składa się z setek kamieni, które nie znalazły się tu przypadkowo – ludzie z całego świata przywozili je w to miejsce. Niestety, podczas naszej wizyty ołtarz był całkowicie zasypany śniegiem i oblodzony, dlatego pozwolę sobie użyć zdjęcia z wcześniejszej wyprawy na Kotarz z Brennej, aby pokazać Wam, jak wygląda.

    Kotarz – Hala Jaworowa trasa

    Po krótkim odpoczynku decydujemy się kontynuować wycieczkę na Halę Jaworową. Byłoby grzechem nie zejść na halę, będąc tak blisko. Skręcamy w prawo przy drewnianej wiacie i schodzimy przez las dość stromo w dół. Ta droga prowadzi do Hali Jaworowej „na skróty” – biegnie tuż obok czerwonego szlaku, a moim zdaniem jest łatwiejsza. Często wybierają ją rodziny z dziećmi oraz seniorzy. Czerwony szlak natomiast to głównie wąskie podejścia i duże, zalegające na trasie skały.

    Hala Jaworowa (Polana Kotarska)

    I tym sposobem, po przejściu 4 km, dotarliśmy do jednego z moich ulubionych miejsc w Beskidzie Śląskim. Naszym oczom ukazała się Hala Jaworowa, położona na wysokości 920 m n.p.m., tym razem w zupełnie innej odsłonie. Wszystko było zaśnieżone, wokół nie było żywej duszy. Można było w pełni poczuć ogrom tej przestrzeni i poszaleć trochę w głębokim śniegu.

    Mówią, że to dzieci cieszą się najbardziej z zimy, jak widać, ja również uwielbiam tę porę roku. Zima w górach ma zupełnie inny wymiar. Latem zawsze robimy tu przerwę na piknik. Słońce pięknie oświetla polanę, a cień rzucają pojedyncze drzewa rozsiane po hali, dodając temu miejscu niezwykłej magii. Dla mnie właśnie te drzewa są symbolem Hali Jaworowej.

    Z góry hali widać pozostałości po szałasach, które służyły pasterzom wypasającym owce. Z Polany Kotarskiej rozciągają się piękne widoki na pobliskie pasma górskie. Zresztą – zobaczcie sami.

    Po zrobieniu kilku zdjęć decydujemy się wracać. Mijamy grupkę zagranicznych turystów, którzy pytają nas o dalszą trasę. Widać, że są zachwyceni tymi rejonami.

    Wchodzimy na szlak niebieski, który prowadzi wąską, ledwo wydeptaną dróżką leśną.

    Po pokonaniu 500 metrów (4,5 km) docieramy do miejsca, w którym łączą się szlaki – Pod Kotarzem. Teraz wracamy w stronę parkingu na Przełęczy Salmopolskiej czerwonym szlakiem. Przed nami jeszcze kilka podejść w górę.

    Na szlaku przybywało turystów. Trasa jest naprawdę popularna, zwłaszcza wśród biegaczy górskich. Nie brakuje też osób, które zamiast iść na Kotarz, wybierają krótki spacer z dziećmi od Przełęczy Salmopolskiej.

    Podsumowanie

    Na trasie z Przełęczy Salmopolskiej na Kotarz pokonujemy zaledwie 200 metrów przewyższenia, co bez wątpienia czyni ją najłatwiejszą opcją dotarcia na szczyt. Zachęcam również do kontynuowania wycieczki na Halę Jaworową, ponieważ doszły mnie słuchy, że w przyszłości ma być ona całkowicie zagospodarowana – planowane są tereny narciarskie i schronisko. Osobiście nie napawa mnie to optymizmem. To nie będzie już to samo, chwytające za serce miejsce.

    Dodatkowo, osobom szukającym ciszy i spokoju polecam wybrać tę trasę w dni powszednie, szczególnie zimą, gdy w Szczyrku trwa pełnia sezonu narciarskiego.

    poradnik-zima-gory-ok

    Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl  i na Instagramie: @greenmagpic

    Media społecznościowe Facebook i Instagram

  • Podsumowanie naszych podbojów górskich w 2018 roku

    Przyszedł czas na podsumowanie naszego roku 2018 w górach. Tak więc na szlaku byliśmy 54 razy. Przebyliśmy 799.5 km. Czy jesteśmy zadowoleni? Jak najbardziej! Ten rok był wyjątkowy oraz przełomowy. Nasz syn porzucił wózek (swoją ukochaną karocę)  i zaczął na własnych nogach przemierzać górskie szlaki, a każde wyjście sprawiało, że ten mały Wędrowniczek stawał się coraz to silniejszy. I nie chodzi mi tu tylko o stronę fizyczną, ale i charakter. W tym sezonie nasz syn musiał niejednokrotnie pokonywać swoje słabości. Za największy sukces w 2018 roku uważam zdobycie  naszego pierwszego w życiu dwutysięcznika – Kopy Kondrackiej. Nieśmiało zapowiem, że z niecierpliwością czekamy na nowy sezon, w którym planujemy udać się na kolejne dwutysięczniki. Oczywiście dzielnie dbamy o formę przez zimę 😉 Przez ten rok dużo się nauczyliśmy, choćby cierpliwości przy naszym czterolatku na szlaku 😉 Odkryliśmy wiele nowych miejsc, o których wcześniej nie mieliśmy zielonego pojęcia. Śmiało mogę napisać, że góry uzależniają, uczą i pozwalają oderwać się od codziennej rutyny, pozwalają spojrzeć na świat z całkiem innej perspektywy.

    A oto dokładne zestawienie naszych wycieczek górskich w roku 2018:

    STYCZEŃ 87 KM

    1.01. SKRZYCZNE 20 KM (Beskid Śląski)

    7.01. MALINOWSKA SKAŁA 15.90 KM (Beskid Śląski)

    14.01. SKRZYCZNE 24.30 KM (Beskid Śląski)

    20.01. Nieudane wyjście na SKRZYCZNE 10.30 KM (Beskid Śląski)

    27.01. BARANIA GÓRA 16.50 KM (Beskid Śląski)

    LUTY 63.60 KM

    3.02. SKRZYCZNE 25 KM (Beskid Śląski)

    4.02. KOZIA GÓRKA – STEFANKA 7.60 KM (Beskid Śląski)

    11.02. MAGURKA RADZIECHOWSKA 11.80 KM (Beskid Śląski)

    14.02. MORSKIE OKO 19.20 KM (Tatry)

    MARZEC 111 KM

    4.03 WIELKI STOŻEK 18.40 KM (Beskid Śląski)

    8.03. WIELKA CZANTORIA 15.40 KM (Beskid Śląski)

    11.03. KOTARZ 19.20 KM (Beskid Śląski)

    17.03. SKRZYCZNE 22 KM (Beskid Śląski)

    25.03. RYSIANKA, HALA RYSIANKA, HALA LIPOWSKA, HALA BORACZA 19.30 KM (Beskid Żywiecki)

    31.03. BŁATNIA 16.70 KM (Beskid Śląski)

    KWIECIEŃ 83.20 KM

    4.04. PILSKO 16.60 KM (Beskid Żywiecki)

    7.04. MAGURKA RADZIECHOWSKA, MAGURKA WIŚLAŃSKA, BARANIA GÓRA 33 KM (Beskid Śląski)

    19.04. HALA PAWLUSIA  19.70 KM (Beskid Żywiecki)

    29.04. KOTARZ 13.90 KM (Beskid Śląski)

    MAJ 116.90 KM

    1.05. RZEPISKA, nieudana próba zdobycia Żaru 19.60 KM (Pieniny Spiskie)

    3.05. MAGURKA RADZIECHOWSKA 16 KM (Beskid Śląski)

    13.05. WIELKA RYCERZOWA 18.10 KM (Beskid Żywiecki)

    20.05. WIELKA RACZA 25.10 KM (Beskid Żywiecki)

    27.05. ROMANKA 19.80 KM (Beskid Żywiecki)

    31.05. POLICA 18.30 KM (Beskid Żywiecki)

    CZERWIEC 43.20 KM

    7.06. JAŁOWIEC 10.60 KM (Beskid Żywiecki)

    16.06. ŻAR 14.30 KM (Pieniny Spiskie)

    24.06. SKRZYCZNE 18.30 KM (Beskid Śląski)

    LIPIEC 38.10 KM

    15.07. WIELKA CZANTORIA 11.20 KM (Beskid Śląski)

    21.07. TURBACZ 17.20 KM (Gorce)

    30.07. BACHLEDOVA DOLINA, ścieżka w koronach drzew Bachledka 9.70 KM (Pogórze Spiskie)

    SIERPIEŃ 54.10 KM

    6.08. BABIA GÓRA 10 KM (Beskid Żywiecki)

    13.08. ROHACKIE STAWY 14.60 KM (Tatry Słowackie)

    22.08. CZARNY STAW GĄSIENICOWY 15.70 KM (Tatry)

    28.08. PILSKO 13.80 KM (Beskid Żywiecki)

    WRZESIEŃ 62.80 KM

    1.09. GÓRA ŻAR 7.20 KM (Beskid Mały)

    7.09. GĘSIA SZYJA 9.90 KM (Tatry)

    12.09. MAGURKA RADZIECHOWSKA 13.60 KM (Beskid Śląski)

    19.09. KOPA KONDRACKA 15 KM DWUTYSIĘCZNIK (Tatry Słowackie)

    20.09. WIELKA POLANA MAŁOŁĄCKA 6.70 KM (Tatry)

    27.09. BABIA GÓRA 10.40 KM (Beskid Żywiecki)

    PAŹDZIERNIK 58.80 KM

    5.10. JEZIORO WIELICKIE – WODOSPAD WIELICKI 14.10 KM (Tatry Słowackie)

    7.10. TRZY KOPCE WIŚLAŃSKIE  9.30 KM (Beskid Śląski)

    12.10 WIELKA RYCERZOWA 12.60 KM (Beskid Żywiecki)

    18.10. BATYŻOWIECKI STAW 11.60 KM (Tatry Słowackie)

    26.10. RYSIANKA 11.20 KM (Beskid Żywiecki)

    LISTOPAD 58 KM

    1.11. WYSOKA 11 KM (Pieniny)

    8.11. SARNIA SKAŁA 11.40 KM (Tatry)

    16.11. MALINOWSKA SKAŁA 9.10 KM (Beskid Śląski)

    24.11. MAŁA BABIA GÓRA 12.40 KM (Beskid Żywiecki)

    29.11. SKRZYCZNE 10.50 KM (Beskid Śląski)

    GRUDZIEŃ 26.40 KM

    6.12. LUBOŃ WIELKI 9.60 KM (Beskid Wyspowy)

    16.12.  KOTARZ 7.80 KM (Beskid Śląski)

    23.12. JAŁOWIEC 9 KM (Beskid Żywiecki)

    Zapraszam wszystkich czytelników do śledzenia mojego blogu w NOWYM 2019 ROKU. Na szlak ruszamy już 1 stycznia, więc materiały będę zbierać od pierwszego dnia roku 😉

    Życzę Wszystkim GÓRSKIEGO NOWEGO ROKU!

  • Skrzyczne zima – szlak niebieski z Doliny Zimnika

    widok rozciągający się z niebieskiego szlaku prowadzącego ze Wsi Ostre na Skrzyczne, ośnieżona gałąź, w tle poranna mgła oraz krajobraz górski w zimowej odsłonie

    Dzisiaj opowiem Wam o trasie w Beskidzie Śląskim prowadzącej na najwyższy szczyt tego pasma – Skrzyczne, należące do Korony Gór Polski. Wędrówkę rozpoczniemy we wsi Ostre. Mam do tego miejsca ogromny sentyment, bo właśnie tutaj wszystko się zaczęło: zrodziła się nasza pasja do górskich wędrówek, a nasz syn stawiał tu swoje pierwsze kroki na szlakach. Na początku zdobywanie szczytów ułatwiały nam liczne drogi pożarowe w Dolinie Zimnika, szczególnie wtedy, gdy maluch podróżował jeszcze w wózku. To zresztą temat na osobny wpis. Tymczasem wróćmy do opisu niebieskiego szlaku z Doliny Zimnika… 😉

    Trasa: Wieś Ostre okolice Hotelu Zimnik (szlak niebieski) – Równia – Hala Jaskowa – Schronisko PTTK Skrzyczne – Skrzyczne – powrót tą samą trasą

    Data: 29 Listopad 2018

    Dystans:  10,50 km*

    Czas trwania: około 4 h* (Sam przemarsz z dzieckiem)

    Minimalne wzniesienie: 568 m

    Maksymalne wzniesienie: 1301 m

    *w obie strony

    Parametry z aplikacji endomondo

    Wpis został zaktualizowany o nowe zdjęcia z dnia 30.11.2019 r.

    Do Doliny Zimnika z Bielska-Białej dzieli nas zaledwie 23 km. Rzadko zdarza nam się pokonywać tak krótkie dystanse, kiedy wybieramy się w góry, więc tym razem mogliśmy pozwolić sobie na dłuższy sen – bez potrzeby wstawania o świcie. Nie ukrywam, że długie powroty samochodem po zejściu ze szlaku bywają męczące. Po całym dniu na nogach marzy się tylko o tym, żeby jak najszybciej wrócić do domu 🙂

    Skrzyczne szlak niebieski parking

    Po drodze możemy przyjrzeć się Skrzycznemu „z dołu”. Dojeżdżamy do wsi Ostre i kierujemy się w stronę Doliny Zimnika. Samochód zostawiamy na parkingu niedaleko Hotelu Zimnik, przy ulicy Jaski, tuż naprzeciw przystanku autobusowego BUS-ów Ostre Rondo. Parking jest bezpłatny i jesienią oraz zimą zazwyczaj bez problemu znajdziemy tu wolne miejsce. W sezonie letnim bywa jednak znacznie bardziej tłoczno – prowadzi stąd sporo ciekawych szlaków, więc turystów nie brakuje.

    Parametry GPS parkingu:
    GPS parkingu, Dolina Zimnika – Lipowa: 49.6666739N, 19.0758100E

    Z parkingu cofamy się kawałek w stronę Hotelu Zimnik. Drogowskaz informuje nas, że do Schroniska PTTK na Skrzycznem dotrzemy w około 2 godziny.
    Tuż przed wspomnianym Hotelem Zimnik skręcamy w ulicę Turystyczną. Kierujemy się za niebieskimi znakami, które prowadzą bardzo stromo pod górę. Po około 200 metrach skręcamy w lewo i nadal wspinamy się wymagającym, stromym podejściem. Nie ma, że boli – ten szlak od samego początku wymaga sporych pokładów energii 😉 Za to wynagradza nas pięknymi, mglistymi widokami.

    Wieś Ostre, widok na domy, w oddali krajobraz górski, ciemne chmury przez które przebijają się promienie słoneczne

    Po około 600 metrach droga zaczyna łagodnieć, a my wchodzimy w gęstszy las. Temperatura zdecydowanie nas nie rozpieszcza – jest mroźno, około –10°C, za to nad nami świeci pełne słońce. Idealne połączenie 🙂 Maszerujemy po zmrożonych liściach, które przy każdym kroku charakterystycznie skrzypią pod butami. Szlak jest szeroki i z każdym kolejnym metrem wędrówka staje się coraz przyjemniejsza.

    Po śladach widać, że tędy przejeżdżają samochody terenowe. Na szlaku jesteśmy jednak całkiem sami – ostatnio wyjątkowo często trafiamy na takie samotne wędrówki. Nie ukrywam, że bardzo mi to odpowiada. Uwielbiam tę ciszę i pustkę na szlakach w okresie jesienno-zimowym.

    Mamy za sobą 1,8 km i podziwiamy niemal anielskie widoki skryte we mgle.

    Wokół wszystko staje się coraz bardziej zmrożone. Idąc, czuć prawdziwy, górski chłód zimy. Nadal maszerujemy szeroką drogą, która powoli pnie się w górę, aż dochodzimy do całkowicie zarośniętego szczytu Równia.

    Hala Jaskowa

    Po 2,6 km docieramy do obszernej polany, która ma około 1 km długości, położonej na wysokości 870–1050 m n.p.m. Z polany rozpościera się atrakcyjna panorama Beskidu Śląskiego, Kotliny Żywieckiej oraz jej okolicznych szczytów, w tym masywu królowej Beskidów – Babiej Góry. W dniu naszej wycieczki w oddali nieśmiało wyłaniały się Tatry. Na polanie znajduje się pomnik, ufundowany w 2005 roku przez rodzinę Jasków, od której nazwiska pochodzi nazwa polany. Niegdyś miejsce to służyło do intensywnego wypasu owiec.

    Za polaną wchodzimy w las, który wygląda naprawdę niesamowicie. Wszystko jest zmrożone, a przez chwilę mamy wrażenie, jakbyśmy znaleźli się w zaczarowanej krainie.

    Wychodzimy z lasu na drogę prowadzącą obok polany. Wygląda to tak, jakbyśmy przenieśli się do zupełnie innego świata. Słońce mocno oświetla to miejsce i widać tu zupełnie inną zimę niż w lesie, którym wędrowaliśmy chwilę wcześniej. Rozciągają się stąd piękne widoki na Beskid Śląski, a doskonale widać trasę, którą mieliśmy przyjemność pokonywać wielokrotnie, idąc na Magurkę Radziechowską (szlak na Magurkę Radziechowską ze wsi Ostre).  

    Turysta z dzieckiem, wskazujący palcem na szzyty Beskidu Śląskiego, droga pokryta śniegiem

    Po 1100 metrach (czyli 3,7 km od polany) nasze niebieskie znaki skręcają w lewo, rozpoczynając bardzo strome i kamieniste podejście. Od tego momentu droga utrzymuje ten charakter praktycznie aż do samego schroniska – wciąż pod górę. Na szlaku panuje prawdziwa magia: mróz, mgły… nie wiadomo, gdzie patrzeć. Słońce wiszące na niebie wcale nas nie ogrzewa, bo coraz mocniejszy i bardzo mroźny wiatr dodaje ostrości zimowej aurze.

    Bez przerwy możemy rozkoszować się widokami na Tatry. Prawdę mówiąc, ilekroć byliśmy w tych rejonach, nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji zobaczyć tatrzańskich szczytów.

    Przed nami ostatnie podejście – jesteśmy coraz bliżej schroniska 🙂

    Na samą myśl o ciepłym kominku robi nam się jeszcze przyjemniej. Aplikacja pokazuje 5 km – jesteśmy na miejscu!

    Skrzyczne Schronisko 

    Przed schroniskiem znajduje się plac zabaw, boisko oraz ścianka wspinaczkowa. Na tarasie stoi sporo stolików z ławkami, które w sezonie letnim praktycznie zawsze są zajęte 🙂 Turyści przybywają tu tłumnie, i szczerze mówiąc, trudno się temu dziwić. To wspaniałe miejsce, łatwo dostępne także dzięki kolejce linowej.

    Budynek z tarasem Schroniska PTTK Skrzyczne, zaśnieżony nadajnik, zimowa sceneria

    Szczęśliwe dziecko zjeżdżające na ośnieżonych schodach schroniska PTTK Skrzyczne

    W środku

    W schronisku panują pustki, przy stoliku siedzi tylko jeden turysta. Wszystko przez niedziałającą jeszcze kolejkę linową. W sezonie letnim trudno tu o wolny stolik, więc trudno uwierzyć, że to to samo miejsce 🙂 Wnętrze jest przyjemnie ciepłe, a gospodarze dbają, by w dwóch kominkach nie zabrakło drewna. Karta dań jest całkiem bogata. Zamawiamy żurek (15 zł), przepyszną – najlepszą na świecie! – fasolkę ze świeżutkim pieczywem (17 zł) oraz frytki. Jedzenie pierwsza klasa! Najsmaczniejsze, jakie mieliśmy okazję zjeść w schroniskach podczas naszych górskich wypraw.

    W grudniu 2018 r. w schronisku działał kącik dla najmłodszych. Niestety podczas naszej ostatniej wizyty, dokładnie rok później, na jego miejscu stały już stoły z ławkami. Chciałam kupić synkowi odznakę, ale sklep z pamiątkami był tego dnia zamknięty. Pan poinformował mnie, że sklepik działa tylko wtedy, gdy możliwy jest wyjazd kolejką na szczyt – wszystko z powodu problemów zdrowotnych właściciela. Co tu więcej pisać: wnętrze jest ciepłe, przyjemne i naprawdę klimatyczne 🙂

    Okno schroniska na szczyccie Skrzyczne, szyba pomalowana przez mróz, drobne płatki śniegu, w tle taras schroniska oraz stoły z ławkami

    Schronisko PTTK Skrzyczne, okno pomalowane przez mróz, w tle taras oraz stoły z krzesłami

    Po ogrzaniu się i zjedzeniu ruszamy w stronę nadajnika telewizyjnego. Jest on doskonale widoczny ze schroniska, więc opisywanie tego fragmentu trasy wydaje się zbędne – każdy bez problemu trafi do celu.

    Skrzyczne

    Skrzyczne wznosi się na wysokość 1257 m n.p.m. i znajduje się na nim nadajnik telewizyjny. Widać stację kolejki linowej Skrzyczne, która – jak wspominałam wcześniej – w dniu naszej wycieczki nie działała. Za to w sezonie zimowym miejsce to tętni życiem! Miłośnicy białego szaleństwa tłumnie odwiedzają szczyt, co wcale nie dziwi – na narciarzy czeka tutaj około 14 km tras o różnym stopniu trudności.

    W sezonie letnim również nie brakuje tu turystów, co wynika z licznych szlaków prowadzących w różne strony. Przykładowo, można udać się zielonymi znakami na Malinowską Skałę lub na Baranią Górę. To także doskonałe miejsce dla rowerzystów i paralotniarzy.

    Mroźny wiatr bardzo szybko sprawił, że nasze rozgrzane w schronisku dłonie oziębły. Zrobiliśmy kilka zdjęć i postanowiliśmy wracać.

    Oczywiście wracamy tym samym niebieskim szlakiem. Powrót momentami bywa bardzo stromy, a panujące warunki sprawiają, że szlak jest śliski. Stromizna dała się wyjątkowo we znaki naszym kolanom 😉

    Wiem, że znajdą się osoby, które nie do końca zrozumieją, dlaczego tak zależy mi na tym, aby przekonać Was do rezygnacji z wyjazdu kolejką na szczyt Skrzycznego. W końcu po co sobie utrudniać życie? Jednak widoki, które można podziwiać podczas pieszej wędrówki, są warte każdego wysiłku. Szczególnie przy pięknej pogodzie robią ogromne wrażenie. Do tego dochodzi oczywiście radość i satysfakcja z zdobycia góry własnymi nogami – szczególnie dla osób, które nie spędzają regularnie czasu na górskich szlakach.

    Dodatkowo zachęcam do przejścia ze Skrzycznego na Malinowską Skałę. Czas wędrówki wynosi niecałe dwie godziny (ok. 1 godz. 45 min). Trasa nie jest trudna, choć ostatnie podejście bywa dość strome – co oczywiście rekompensuje urok tej wędrówki.

    poradnik-zima-gory-ok

    Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl  i na Instagramie: @greenmagpic

    Media społecznościowe Facebook i Instagram

  • Luboń Wielki szlak z Rabki Zaryte przez Perć Borkowskiego

    Tabliczka głównego szlaku Beskidu Wyspowego na szczycie Luboń Wielki 1022 , n.p.m. w oddali krajobraz górski

    W tym roku Mikołajki spędziliśmy na szlaku. Długo zastanawialiśmy się, w które miejsce pojechać. Padło na Beskid Wyspowy (w którym nie mieliśmy jeszcze okazji nigdy być) i Luboń Wielki. Czy wybór był dobry? Zdecydowanie tak! Możliwości dojścia na szczyt jest kilka. Szlak, który wybraliśmy, jest jednym z ciekawszych. Dodam również, że jest najtrudniejszy – można by go porównać do szlaku tatrzańskiego. Wszystko za sprawą licznych skał, po których trzeba się wspinać. Ciężko o takie atrakcje w Beskidach. Dodatkowo urzekły nas rozciągające się z tego szlaku widoki na Tatry oraz fakt, że w drodze do schroniska nie spotkaliśmy żywej duszy. No, poza sarenkami, które patrzyły na nas z oddali.

    Trasa: Rabka Zaryte (szlak żółty) – Perć Borkowskiego – Schronisko PTTK na Luboniu Wielkim (szlak niebieski) – Rabka Zaryte

    mapa trasy - RABKA ZARYTE szlak żółty przez PERĆ BORKOWSKIEGO na LUBOŃ WIELKI, powrót szlak niebieski do RABKI ZARYTE

    Data: 6 grudnia 2018 /4 czerwca 2020

    Dystans: 9,60 km*

    Czas trwania: 4:20* (sam przemarsz z czteroletnim dzieckiem) / 3:30 (z sześcioletnim dzieckiem) 

    Minimalne wzniesienie: 500 m

    Maksymalne wzniesienie: 1065 m

    Parametry z aplikacji endomondo

    *w obie strony 

    UWAGA! Wpis został zaktualizowany o nowe zdjęcia (czerwiec 2020 r.).

    Wyjazd w góry wiązał się z wczesną pobudką – do tego (na szczęście) zdążyliśmy się przez ostatni rok przyzwyczaić. Z łóżek zebraliśmy się o 4:30 rano, zjedliśmy śniadanie, dopakowaliśmy resztę rzeczy i ruszyliśmy w trasę. Naszym celem była Rabka-Zaryte, położona około 90 km od Bielska-Białej. Po drodze podziwialiśmy wschód słońca – niebo było wyjątkowo piękne tego dnia, a widoczność doskonała. Jedyne, na co mogłabym ponarzekać, to mróz… Jestem okropnym zmarzluchem i trochę minie, zanim przyzwyczaję się do niskich temperatur.

    Rabka Zaryte – parking

    Rabka-Zaryte to pierwsze miejsce, w którym mieliśmy problem ze znalezieniem miejsca parkingowego. Wszędzie są drogi wewnętrzne oraz tereny prywatne. Troszkę pokrążyliśmy w rejonie szlaków prowadzących na Luboń Wielki. W końcu zaparkowaliśmy na niedużej zatoczce, tuż przy głównej ulicy (droga krajowa 28), po prawej stronie – za przystankiem autobusowym oraz mostem.

    Parametry parkingu GPS
    Parametry GPS parkingu: 49.629266, 20.002353

    Po przejściu przez jezdnię i wróceniu się z parkingu do znaków żółtych, skręciliśmy w prawo, w drogę wewnętrzną. Na płocie jednego z domów zawieszona była tabliczka, informująca nas, że przed nami 2 godziny marszu na szczyt Luboń Wielki przez Perć Borkowskiego. Droga pnie się lekko w górę.

    Mijamy gospodarstwa i wchodzimy na szeroką drogę polną, z której doskonale widać interesujący nas szczyt oraz znajdujący się na nim nadajnik telewizyjny. Okazuje się, że można tu śmiało postawić swój samochód, miejsc do zaparkowania nie brakuje.

    Szeroka droga polna na żółtym szlaku z Rabki Zaryte, widok na Luboń Wielki, słoneczny dzień

    Po około 550 metrach (od parkingu) szlak żółty skręca w prawo. Szacowany czas przejścia na Luboń Wielki to 1 godzina 45 minut.

    Biała tabliczka wskazująca kierunek przebiegu żółtego szlaku na Luboń Wielki (skręt w prawo), czas przejścia 1 h 45 min

    Po drodze mijamy sporo odcinków z nowo posadzonymi drzewkami. Podziwiamy zmrożone pola, z nieśmiało wychylającymi się w oddali górami.

    Dziecko, polna droga prowadząca obok młodziutkiego lasu, szlak żółty Rabka Zaryte

    Póki co droga nie jest wymagająca. Momentami lekko pnie się w górę. Trzeba być czujnym, ponieważ nasz żółty szlak będzie skręcał w prawo. Po 2,50 km w końcu wchodzimy w las.

    Po 600 m (3,10 km) droga zaczyna iść dość stromo w górę. Początkowo leśną drogą, która z każdym krokiem zamienia się w coraz bardziej kamienistą. Tak jak wspominałam we wstępie – na szlaku były pustki. Wędrówkę urozmaicał nam śpiew ptaków.

    3,60 km – podłoże staje się coraz bardziej skalne. Podchodzimy kawałek do góry i mijamy czerwoną tablicę informującą nas, że od teraz znajdujemy się na terenie REZERWATU PRZYRODY LUBOŃ WIELKI i OBSZARZE NATURA 2000.

    Idziemy 200 m w górę. Mijamy pomnik upamiętniający żołnierzy Armii Krajowej.

    Zaraz za pomnikiem szlak odbija w prawo, a naszym oczom ukazuje się skalna ściana.

    Perć Borkowskiego

    Od teraz szlak będzie prowadził przez najciekawszy odcinek naszej trasy – gołoborze (rumowisko skalne). Jest dość stromo i trzeba się nagimnastykować. Nasz czteroletni syn miał niezłą frajdę. W wielu miejscach można przeczytać, że przejście przez gołoborze nie jest polecane dla dzieci. Syn, idąc za rękę z tatą, bez najmniejszego problemu poradził sobie z przejściem tego odcinka. Oczywiście ma za sobą sporo tatrzańskich szlaków, więc jest wprawiony. Niebezpiecznie jest na pewno przy zejściu, kiedy skały są oblodzone lub mokre, dlatego można, tak jak my, wyjść szlakiem żółtym, a zejść szlakiem niebieskim. Podobno w tej okolicy jest aż 13 jaskiń.

    Żólty szlak na Luboń Wielki z Rabki Zaryte, Perć Borkowskiego - rumowisko skalne

    Szlak żółty na Luboń Wielki, gołoborze (rumowisko skalne) - Perć Borkowskiego

    Dziecko pokonujące Perć Borkowskiego, rumowisko skalne, tata asekurujący dziecko

    Turysta z dzieckiem wspinający się po skałach - Perć Borkowskiego, żółty szlak na Luboń Wielki

    Turystka podziwiająca widoki z żółtego szlaku na Luboń WielkiTrzyosobowa rodzina, w tym dziecko na Perci BorkowskiegoUśmiechnięte dziecko odpoczywające na skałach - Perć Borkowskiego na żółtym szlaku na Luboń Wielki

    Widok na Tatry z Perci Borowskiego

    Wspinając się, nie mieliśmy zielonego pojęcia, że będzie nam dane zobaczyć Tatry Wysokie. Najlepszy widok rozciąga się z samej góry urwiska skalnego. Bez wahania zrobiliśmy tu krótki przystanek, aby nacieszyć oczy Tatrami.

    Widok na zaśnieżone Tatry z Perci Borkowskiego, zachmurzone niebo

    Ten odcinek ma około 350 m. Następnie szlak prowadzi przez Dziurawe Turnie. Jest to dość trudny odcinek, wymagający sprawności fizycznej. My nie zauważyliśmy oznakowania szlaku i skręciliśmy w lewo, omijając obrywy skalne mierzące kilka metrów. Zrobiłam jednak zdjęcie z dołu.

    Idziemy przez las, stromo pnąc się ku górze. Oj, można się zmęczyć na tym odcinku szlaku…

    Po drodze mijamy około 20-metrowy obryw skalny.

    Turystka wychodząca stromo w górę na żółtym szlaku na Luboń Wielki

    Następnie czeka nas prosta, przyjemna droga.

    Na 4.50 km wychodzimy z lasu. Nasz żółty szlak łączy się z czerwonym szlakiem prowadzącym z Mszany Dolnej (Mały Szlak Beskidzki). Jest to ostatnia prosta, z oddali wynurza się nadajnik telewizyjny, który podziwialiśmy niejednokrotnie „z dołu”, jadąc na nasze wyprawy górskie w Pieniny, Tatry czy Gorce. Wieża jest idealnie widoczna z rejonów Jordanowa.

    Schronisko PTTK na Luboniu Wielkim

    Budynek schroniska na Luboniu Wielkim w Beskidzie Wyspowym, lato, na tle pięknego, błękitnego nieba

    4.60 km – Schronisko na Luboniu Wielkim położone jest na wysokości 1022 m n.p.m. Jest naprawdę malutkie i kameralne. Różni się od innych schronisk, ale ma to swój urok. Jeżeli ktoś jest miłośnikiem dużych schronisk lub hoteli górskich, może być rozczarowany. Ja osobiście byłam pod wrażeniem jego gabarytów.

    W środku stoją zaledwie dwa stoły z ławkami oraz barek. Wybór dań również nie jest za duży, ale prawdę mówiąc, nie ma się co dziwić, skoro pan z obsługi poinformował nas, że dzień wcześniej schronisko odwiedził zaledwie jeden turysta. Poza sezonem nie ma za bardzo dla kogo gotować. Udało się nam zamówić pierogi z mięsem oraz pierogi ruskie. Porcje nie były za duże, ale smaczne (w szczególności ruskie). No i gorącą czekoladę, aby się ogrzać. Ceny nie są jakoś strasznie wygórowane. Za porcję pierogów zapłaciliśmy 12 zł.

    W schronisku nie ma toalety. W sezonie jest tu podobno dość tłoczno. Można zrobić ognisko i upiec kiełbaskę. Jeżeli chodzi o nocleg, do dyspozycji turystów jest 25 miejsc noclegowych. W samym budynku schroniska jest 9 miejsc w izbie, która oferuje panoramę na cztery strony świata. Pozostałe 16 miejsc znajduje się w innym, sąsiadującym budynku (są również pokoje dwuosobowe). Przy schronisku znajduje się kapliczka. Można również odpocząć przy stolikach z ławkami.

    W czerwcu 2020 r. schronisko działało w dobie luzowania obostrzeń związanych z koronawirusem. Można zamówić jedzenie na wynos (pięknie zapakowane, sztućce jednorazowe zabezpieczone folią). Nie można przebywać natomiast w budynku schroniska. Co do jedzenia – było fantastyczne. Bigos, który zamówiliśmy z mężem, był świeżutki i pyszny. Syn skusił się na pierogi z jagodami, które zjadł ze smakiem.

    Turysta zamawiający jedzenie w schronisku na Luboniu WielkimBudynek Schroniska na Luboniu Wielkim na tle błękitnego nieba

    Turystka odpoczywająca z dzieckiem na ławce przed schroniskiem, Luboń WielkiBigos z chlebem zakupiony w schronisku na Luboniu Wielkim, leżący na drewnianym stole, widok na góry

    Dziecko siedzące na ławce przy drewnianym stole, jedzące pierogi zakupione w schronisku Luboń Wielki, w oddali krajobraz górskiHaftowane magnesy Luboń Wielki oraz książeczki akcji zdobywamy szczyty dla hospicjume leżące na drewnianym stole, krajobraz górski

    Z Lubonia Wielkiego można podziwiać widoki na północ oraz zachód. Widać Szczebel, Lubogoszcz, Babią Górę i Beskid Makowski.

    Tabliczka głównego szlaku Beskidu Wyspowego na szczycie Luboń Wielki 1022 , n.p.m. w oddali krajobraz górskiKrajobraz górski rozciągający się ze szczytu Luboń Wielki

    Jako że mieszkamy w Bielsku-Białej, dodam małą ciekawostkę: wyznaczony jest czerwony szlak na Luboń Wielki, prowadzący z B-B Straconka. Jest to MAŁY SZLAK BESKIDZKI, mierzący aż 137 km.

    Drogowskazy na szczycie Luboń Wielki, opis szlaków prowadzących z okolic schroniska

    Oczywiście nie obyło się bez zakupu odznaki na plecak dla synka.

    Półtoragodzinny spędziliśmy na szczycie, rozkoszując się pustkami w schronisku. Zrobiliśmy wpis do księgi gości. Nie mogło się obyć bez dzieła naszego synka w księdze – dwóch uroczych ślimaków.

    Ucinamy krótką, przyjemną rozmowę z gospodarzem schroniska, który informuje nas, że szlak niebieski ma swój początek przy kapliczce za schroniskiem.

    W dół schodzimy, tak jak planowaliśmy od początku, szlakiem niebieskim, który idzie równocześnie z zielonymi znakami. Po paruset metrach odbija w lewo i prowadzi do Rabki Zdroju, Śmietanowa (3,8 km). My natomiast kierujemy się w lewo i mamy przed sobą od drogowskazu jeszcze 2,5 km do Rabki Zaryte. Cały czas kierujemy się szeroką, leśną drogą.

    Wybraliśmy ten szlak ze względu na bezpieczeństwo. Niestety, ten odcinek był miejscami bardzo oblodzony i nie obyło się bez wywrotki, pomimo dużej ostrożności. Zejście nie było łatwe… W końcu zdecydowaliśmy się po raz pierwszy tej jesieni skorzystać z raczków.

    Na 6,80 km szlak skręca w lewo. Schodzimy stromo w dół. Na szlaku zalega sporo połamanych drzew.

    Następnie wychodzimy na polanę, z której w oddali nieśmiało wynurzają się Tatry. Niestety mgła jest dość gęsta, i ledwo je widać.

    Wychodzimy na drogę wewnętrzną, prowadzącą w pobliżu domów. Dochodzimy do drogi głównej w Rabce Zaryte i maszerujemy chodnikiem do mostu, za którym zaparkowaliśmy nasz samochód.

    Na koniec dodam jeszcze, że w okresie zimowym odśnieżany jest szlak zielony prowadzący do Schroniska PTTK na Luboniu Wielkim z Rabki Zaryte.

    Podsumowanie

    Na Luboń Wielki prowadzi aż pięć szlaków. Wybraliśmy podobno najtrudniejszą, a zarazem najciekawszą opcję dotarcia na szczyt. Muszę przyznać, że nie żałujemy! Widok na Tatry był tak doskonały i zachwycający, że zostanie w naszych sercach na zawsze… Warto pamiętać, że zejście szlakiem żółtym w okresie zimowym należy do niebezpiecznych, mimo to warto się wysilić i przejść przez urwisko skalne choćby w jednym kierunku – wrażenia gwarantowane!

    Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku:  Blog szlakowe.pl i na Instagramie: @greenmagpic

    Media społecznościowe Facebook i Instagram

    Zdobywamy szczyty dla Hospicjum 2020

  • Malinowska Skała szlak z Przełęczy Salmopolskiej

    Dzisiejszy wpis idealnie przedstawi walkę dwóch pór roku: jesieni i zimy. Pokażę jak zaskakująco szybko potrafią zmienić się warunki w górach (nawet w tych niskich) oraz przedstawię (mam nadzieję, że mi się uda) jak wyjątkowe są Beskidy. Malinowska Skała zawsze mnie zaskakuje. Za każdym razem wita nas innymi warunkami. Być może dlatego tak często na niej bywamy. Szlak czerwony, który opiszę prowadzi również do Jaskini Malinowskiej. Zapraszam do lektury.

    Trasa: Przełęcz Salmopolska (Biały Krzyż) (szlak czerwony) – Malinów – Jaskinia Malinowska – Przełęcz Malinowska – Malinowska Skała – powrót tą samą trasąWybierając się z mężem na Malinowską Skałę mieliśmy w planach wypić na spokojnie wspólną kawę. Zabraliśmy butlę gazową, nie zabrakło nawet kawiarki, ale co z tego... Zapomnieliśmy spakować do plecaka wodę oraz kawę

    Data: 16 listopad 2018

    Dystans:  około 9 km

    Czas trwania: ponad 2:00 (sam przemarsz z dzieckiem)

    Minimalne wzniesienie: 965 m

    Maksymalne wzniesienie: 1192 m

    Parametry z aplikacji endomondo

    Przełęcz Salmopolska, Biały Krzyż – Parking

    Tablica (zielono - biała) z napisem Miejsce postoju na Przełęczy SalmopolskiejDojeżdżamy do Przełęczy Salmopolskiej leżącej 934 m n.p.m. Samochód zostawiamy nieopodal Regionalnego Zajazdu Biały Krzyż. W tygodniu nie ma problemu ze znalezieniem wolnego, darmowego miejsca parkingowego. Nie wiem jak wygląda to w weekend, ale przypuszczam, że może być ciężko, ponieważ ruszyło już naśnieżanie stoku, więc na pewno zaczną pojawiać się pierwsi narciarze. Przy zajeździe skręcamy w prawo, naszym oczom ukazuje się biały krzyż oraz tablica informująca nas, że będziemy podążać szlakiem czerwonym imienia Stanisława Huli (był miłośnikiem gór, działaczem PTTK, prezesem oddziału Beskidzkiego w Szczyrku).Bezpłatny parking - Biały Krzyż

    Parametry parkingu GPS
    Parametry GPS parkingu: 49.664621, 18.960342

    Idziemy szeroką, leśną drogą, która od początku pnie się w górę przez około 800 metrów. Następnie nieco łagodnieje. Jest dość zimno, temperatura -1 stopień, odczuwalna jeszcze niższa.

    1:60 km podłoże staje się kamieniste. Wieje coraz silniejszy wiatr. Towarzyszy nam mgła. Zaczynamy mieć obawy co do widoków na Malinowskiej Skale. Wiatr w górach potrafi zdziałać cuda. W momencie potrafią zmienić się warunki widokowe. Taką samą sytuację mieliśmy na naszej ostatniej wycieczce na Małą Babią Górę. Spotkany na szlaku turysta zapewniał nas, że wyżej nic nie zobaczymy. Tymczasem pierwszy raz w życiu mieliśmy idealny widok na Tatry.

    Malinów

    Pokonujemy 100 metrów (1.70 km), docieramy do pierwszego na naszej trasie szczytu Malinów znajdującego się 1117 m n.p.m. Szczyt jest całkowicie zarośnięty, nie rozciągają się z niego żadne widoki. Nieco dalej jest druga tabliczka, oznaczająca szczyt Malinów, tyle, że na wysokości 1115 m n.p.m. Tutaj można odpocząć siadając przy stoliku z ławką.

    Dalej kierujemy się prostą, niewymagającą wysiłku drogą, którą nasz czteroletni syn komentuje następująco: „Ale lajcik, prawie jak na chodniku”. 

    Na naszej drodze pojawiają się pierwsze zmrożone drzewa. Nie dowierzaliśmy, gdy je zobaczyliśmy. Nie spodziewaliśmy się takiego mrozu na szlaku. A z mgłą komponowały się niesamowicie – klimatycznie i magicznie jednocześnie.

    Droga zaczyna schodzić stromo w dół. Oczywiście trzeba pamiętać, że w drodze powrotnej wiąże się to ze stromym podejściem w górę.

    Jaskinia Malinowska

    Jako ciekawostkę dodam, że od czerwca 2019 roku tuż pod szczytem Malinów jest dostępna dla turystów Jaskinia Malinowska. Wystarczy zboczyć ze szlaku w prawo i podejść 50 metrów. Jej wejście usytuowane jest 1075 m n.p.m. Oczywiście wybierając się na zwiedzanie trzeba pamiętać o odpowiednim sprzęcie (latarka, wodoodporna odzież).

    Więcej informacji o Jaskini Malinowskiej znajdziesz we wpisie: Jaskinia Malinowska szlak Czerwono - biała tabliczka w kształcie strzałki z napisem Jaskinia Malinowska 50 metrów, w tle drzewa oraz wyłaniający się zza nich krajobraz górskiDziecko stojące przy Jaskini Malinowskiej, zimowy dzień, zielona tablica informacyjna opisująca Jaskinię MalinowskąWejście do Jaskini Malinowskiej, drabinka, metalowe pręty, w koło zalegający śniegPo powrocie na szlak i kontynuujemy wędrówkę w kierunku Malinowskiej Skały.

    3 km – drogowskaz, który wskazuje jeszcze 35 minut drogi na Malinowską Skałę. Przy drogowskazie skręcamy w prawo.

    Dalej idziemy przyjemną, prostą drogą. Z każdym kolejnym krokiem obserwujemy walkę dwóch pór roku jesieni i zimy.

    Po drodze podziwiamy zmrożone rośliny. 

    Przełęcz Malinowska

    Po kilometrze (4 km) dochodzimy do Przełęczy Malinowskiej. Kolejny drogowskaz i informacja, że za 15 minut będziemy u celu.

    Ciekawostka – NOWY SZLAK

    Całkiem niedawno został utworzony nowy szlak na Malinowską Skałę prowadzący ze Szczyrku Solisko PKS (okolice ośrodka narciarskiego Szczyrk Mountain Resort). Czas zejścia z Przełęczy Malinowskiej do Szczyrku Solisko to 1.25 h. Pod górkę będzie na pewno trochę dłużej.

    Od przełęczy droga pnie się w górę. 

    W końcu jesteśmy na miejscu! 

    Malinowska Skała

    Jesteśmy 1152 m n.p.m. Dojście do Malinowskiej Skały z Przełęczy Salmopolskiej to dystans 4.70 km (według aplikacji  endomondo). Na miejscu zastajemy zapierające dech w piersiach widoki… Wszystko, dosłownie wszystko jest zmrożone. Aż ciężko w to uwierzyć.

    Na szczycie w pierwszej kolejności w oczy rzucają się oczywiście potężne wychodnie skalne z których można podziwiać rozciągające się wkoło widoki.

    Było bardzo zimno przez wiejący wiatr. Po raz pierwszy tej jesieni nie czułam rąk.

    Udało się nam schronić na chwilkę 'w skale’. Tak, tak – Malinowska Skała posłużyła nam za schron. Mieliśmy rewelacyjną bazę, w której zmieściliśmy się w trójkę. Zjedliśmy ciepłą zupkę, ja dodatkowo skusiłam się na ciepłą kawę.Z Malinowskiej Skały rozciąga się bogata panorama. Możemy podziwiać szczyt Skrzyczne, Kotlinę Żywiecką z  Jeziorem Żywieckim, Babią Górę, Pilsko oraz Baranią Górę.

    Z każdą minutą było coraz zimniej. Zdecydowaliśmy się wracać. Oczywiście tą samą trasą.

    Tak jak już nadmieniłam we wpisie w drodze powrotnej czeka na nas dość strome podejście. Pogoda zaczyna się klarować. Na niebie pokazuje się pełne słońce. Rychło w czas…

    Beskidy zachwycają… Wycieczki w rejony Malinowskiej Skały są fascynujące, niezapomniane… A okres jesienno – zimowy jest jednym z piękniejszych w górach.

    Relacja z zimowego wyjścia na Malinowską Skałę:  Malinowska Skałą zimą 

    Z przyjemnością dodam, że jest to kolejny szczyt zdobyty w akcji: Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum