
Tegoroczny Dzień Kobiet spędziliśmy dokładnie tak, jak w zeszłym roku – na szlaku. Tym razem jednak wybraliśmy inne miejsce – padło na Stożek Wielki w Beskidzie Śląskim, podczas gdy w ubiegłym roku świętowaliśmy na polsko-czeskiej Wielkiej Czantorii. Oba te szczyty należą do pasma Czantorii i oba mają swój wyjątkowy urok. Nie wyobrażam sobie lepszego sposobu na celebrowanie tego dnia! 💛 Stożek Wielki zachwycił mnie już podczas naszej ostatniej wycieczki, a widoki roztaczające się wokół schroniska na Stożku są po prostu magiczne. To jedno z tych miejsc, do których zawsze wracam z przyjemnością – i na pewno jeszcze nie raz tu wrócę…
Trasa: Wisła Głębce (szlak zielony) – Schronisko PTTK Stożek (szlak zielony/szlak czerwony) – Stożek Wielki – Kyrkawica – powrót tą samą trasą
Dystans: około 7,80 km*
Czas przejścia: około 2,5 h*
Minimalne wzniesienie: 643 m
Maksymalne wzniesienie: 1008 m
*w obie strony
Parametry z aplikacji endomondo
Parking Wisła Głębce – szlak na Stożek Wielki
Dojeżdżamy do Wisły i kierujemy się na ulicę Turystyczną w dzielnicy Wisła Głębce. Samochód parkujemy na prywatnym parkingu – koszt to zaledwie 5 zł za cały dzień. Już przy przyjeździe zostajemy serdecznie przywitani przez właścicieli, którzy życzą nam udanej wycieczki.
Pogoda zapowiada się fantastycznie, a od samego początku szlaku aż do schroniska nie spotykamy żywej duszy. Nie ukrywam – uwielbiam takie pustki na szlakach…



Kierujemy się zielonym szlakiem prowadzącym do Schroniska na Stożku. Droga od razu zaczyna piąć się w górę. Idziemy betonową drogą, która służy również jako dojazd do okolicznych posesji. Trudno uwierzyć, że wciąż mamy zimę – na niebie gości pełne słońce, a temperatura nas rozpieszcza.

Idąc dalej, przed nami wyłania się Stożek.

Mamy za sobą 1,21 km, a zielony szlak odbija w lewo. W końcu dochodzimy do końca betonowej nawierzchni. Teraz dla odmiany czeka nas miękki śnieg, który w promieniach już prawie wiosennego słońca powoli się roztapia.


Pniemy się powoli w górę. Szlak jest miejscami oblodzony, i po raz kolejny żałujemy, że nie zabraliśmy raczków. Zapadamy się w śnieg, ale na szczęście ten odcinek mierzy zaledwie 200 metrów. Wkrótce wychodzimy z powrotem na utwardzoną drogę, która jednak szybko zmienia się w kamienistą ścieżkę.


Mamy za sobą 2 km. Skręcamy w lewo, a droga coraz bardziej pnie się w górę. Jest stromo, a podejście mierzy około 140 metrów.



Ponownie wychodzimy na drogę, po czym skręcamy w prawo. Nawierzchnia jest kamienista, a zielony szlak prowadzi stromo ku górze. Aplikacja wskazuje 2,40 km. Do naszego szlaku dołącza szlak żółty, prowadzący z Wisły Dziechcinka (ok. 1,5 h), oraz szlak czerwony.
Drogowskaz informuje, że do Schroniska na Stożku Wielkim dotrzemy za około 15 minut.

Skręcamy w lewo, droga prowadzi w górę i jest dość ślisko. Podziwiamy pierwsze oznaki wiosny – nieśmiało zakwitają bazie. Dochodzimy do miejsca, w którym można odbić ze szlaku w prawo. Oczywiście moja ciekawość wygrała i zeszłam kawałek w dół na teren naszych czeskich sąsiadów. Na tabliczce pod naszym szlakiem widnieje „Pod Stożkiem – 900 m n.p.m.”.
Po zrobieniu zdjęcia wracam na szlak do moich chłopaków i kontynuujemy podejście pod schronisko.


Po pokonaniu podejścia aplikacja wskazuje 3 km. Przed naszymi oczami ukazuje się budynek schroniska. Poniżej znajdziecie więcej informacji oraz moje wrażenia z wizyty w schronisku.

Stożek Wielki (Schronisko PTTK)

Przez szczyt przebiega granica polsko-czeska oraz Główny Szlak Beskidzki (szlak czerwony). Znajduje się tu również węzeł szlaków, który pozwala kontynuować wycieczkę na Przełęcz Kubalonkę, Czantorię Wielką czy Soszów Wielki. Ze szczytu można także zejść do Wisły, Wisły Głębce (skąd startowaliśmy), Istebnej, Jaworzynki oraz Jabłonkowa.
W sąsiedztwie znajduje się Ośrodek Narciarski Stożek, oferujący 3 km tras zjazdowych. Do dyspozycji turystów i narciarzy są wyciąg krzesełkowy oraz dwa wyciągi talerzykowe. Dodatkowo dostępne są trasy zjazdowe dla rowerów.
Widoki, które się przed nami rozpościerają, obejmują część szczytów Beskidu Śląsko-Morawskiego. Z okolic schroniska można podziwiać rozległą panoramę Beskidu Śląskiego. Przy dobrej widoczności oczy mogą nacieszyć się wspaniałymi górskimi pejzażami.




Stożek Wielki schronisko
Nie chcę Was zanudzać historią schroniska, więc napiszę tylko, że Schronisko PTTK Stożek jest najstarszym schroniskiem w polskim Beskidzie Śląskim. Za trzy lata będzie obchodziło 100-lecie.
Schronisko oferuje aż 72 miejsca noclegowe, a w razie braku wolnych miejsc istnieje możliwość noclegu na „podłodze”. Dodatkowo można skorzystać z sauny. Do dyspozycji gości są także bufet oraz jadalnia.
W dniu naszej wycieczki w schronisku było tylko kilku turystów, panowała ciepła, przyjemna atmosfera – aż nie chciało się wychodzić. Z okien jadalni rozpościerały się piękne widoki na pobliskie pasma górskie. Zdecydowaliśmy, że niebawem skusimy się na nocleg w tym schronisku.
Jeśli chodzi o toalety, warto dodać, że sporo osób się uskarża, ponieważ są płatne 1 zł, niezależnie od tego, czy jest się gościem schroniska.
Adres Schronisko PTTK Stożek:
ul. Turystyczna 19, 43-460 Wisła
Telefon: (33) 855 27 10


Co do obsługi schroniska również nie mam zastrzeżeń. Bufet obsługiwała miła, bardzo pozytywna pani. Na jedzenie chwilkę czekaliśmy, ale było tak przyjemnie, że nam to nie przeszkadzało. Jedynie, nasz Synuś (jak to dziecko) się trochę niecierpliwił. Jedzenie pyszne i świeże. Ceny naprawdę niewygórowane jak na schronisko. Przykładowe ceny: krokiet z barszczem 11 zł, zupa pomidorowa 12 zł. 

Stożek Wielki pieczątka


Wielki Stożek
Do czeskiego szczytu Wielki Stożek należy podejść od schroniska około 0,2 km, kierując się niebieskimi znakami. Szczyt jest całkowicie zarośnięty, ale rekompensują to widoki rozciągające się ze schroniska.
Decydujemy się kontynuować wycieczkę na czeską Krykavice. Niestety, podczas naszego pobytu w schronisku zerwał się dość silny i zimny wiatr. Na szlaku leży mnóstwo połamanych gałęzi, co utrudnia marsz.

Stożek Wielki wyciąg
Od schroniska kierujemy się prosto, mijając po prawej stronie wyciąg krzesełkowy oraz dwa wyciągi talerzykowe. To miejsce idealne dla miłośników białego szaleństwa. Dużym plusem jest położenie stoku, dzięki któremu śnieg utrzymuje się tu dość długo. Dodatkowo, jak mi wiadomo, stok jest naśnieżany, a do tego oświetlony, co pozwala cieszyć się nim również po zmroku.Warto dodać, że wyciąg krzesełkowy działa także latem, umożliwiając turystom i rowerzystom wygodne wjazdy na górę.
Przechodzimy około 500 metrów i docieramy do celu.

Kyrkawica
Krykavica położona jest na wysokości 960 / 973 m n.p.m. Szczyt jest całkowicie zarośnięty, dlatego aby podziwiać panoramę na Beskid Śląski, trzeba nieco zejść ze szlaku. Podobno znajdują się tu wychodnie skalne, które niestety nie są widoczne pod zalegającym śniegiem. Musimy się tu koniecznie wybrać w okresie letnim.
Początkowo chcieliśmy iść dalej na Kiczory, do których prowadził zaledwie kilometr drogi. Niestety, już po pół kilometra nasz syn zmarzł z powodu przeszywającego wiatru. Nienasyceni widokami zdecydowaliśmy się więc na powrót.

Na parking wracamy tą samą trasą. Zejście nie sprawia nam większych problemów, choć możemy być trochę źli na siebie, że nie zabraliśmy raczków – momentami, na oblodzonym i powichrzonym odcinku, było dość niebezpiecznie.
Z wycieczki wróciliśmy naładowani pozytywną energią. Jak zawsze, Stożek Wielki zrobił na nas ogromne wrażenie. Szlak nie należy do wymagających, jest dość krótki i oferuje ładne widoki. Tak jak już wspomniałam, jest to szczyt w Beskidzie Śląskim, na który wracam z dużą przyjemnością.
Inne szlaki z Wisły, opisane na moim blogu: Wisła szlaki
Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl i na Instagramie: @greenmagpic


Ani się obejrzałam, a już minął ponad miesiąc nowego roku. A ja dopiero dzisiaj uporałam się z opisem szlaku z naszej listopadowej wycieczki na Sarnią Skałę, no ale lepiej późno niż wcale. To był kolejny spontaniczny wypad w góry. Tym razem padło na Tatry Zachodnie. Oczywiście te nasze spontaniczne, jednodniowe wyjazdy wiążą się z bardzo wczesnym wstaniem z łóżka, do czego zdążyliśmy się już zresztą przyzwyczaić. Z naszego rodzinnego miasta do pokonania mamy 120 km, aby znaleźć się na tatrzańskich szlakach. Lubię te nasze poranne podróże, ponieważ możemy obserwować budzący się do życia dzień. A ten zapowiadał się od samego początku wyjątkowo obiecująco. 

Po drodze mijamy tablicę upamiętniającą sławę
Mijamy kolejny mostek, naszym oczom ukazuje się Polana Strążyska oraz potężna ściana Giewontu.
Mamy za sobą 2.60 km przyjemnej, niewymagającej za dużo wysiłku drogi. Wchodzimy na niedużą Polanę Strążyską położoną na wysokości 1020–1060 m n.p.m., na której znajdują się szałasy pasterskie oraz po lewej stronie HERBACIARNIA, która w dniu naszej wycieczki jest nieczynna. Prawdopodobnie działa tylko w sezonie letnim. Krzyżuje się tu również kilka szlaków. Przechodzi przez nią Ścieżka nad Reglami (szlak czarny). Skręcając w prawo i kierując się czerwonymi znakami, po niespełna trzech godzinach stanęlibyśmy na szczycie Giewontu, który zresztą jest stąd doskonale widoczny, a konkretniej jego północna ściana. Oj… kusił nas ten Giewont, kusił. Braliśmy nawet pod uwagę zmianę planów, ale niestety nie dysponowaliśmy odpowiednią ilością czasu, aby z dzieckiem zdążyć zdobyć Giewont i wrócić do samochodu przed zmrokiem. Szczególnie, że trasa jest zdecydowanie bardziej wymagająca, niż ta na Sarnią Skałę. 



Przez chwilkę kierujemy się czarnymi znakami, dochodzimy do drogowskazu i przechodzimy na żółty szlak prowadzący do wodospadu Siklawica, skręcamy w lewo. Od wodospadu dzieli nas zaledwie 15 minut drogi.
Maszerujemy kamienistym chodnikiem, po którym nie idzie się za wygodnie – jest dość ślisko, trzeba pewnie stawiać każdy krok. Po drodze mijamy mostek.

Przy wodospadzie jesteśmy całkiem sami. Jest on bardzo efektowny, mierzy 23 metry i znajduje się na północnej stronie ściany Giewontu. Woda pryska we wszystkich kierunkach. Warto się skusić i zboczyć nieco ze szlaku prowadzącego na Sarnią Skałę. Oczywiście nie obyło się bez przerwy na zabawę oraz zdjęć.

Po około 20 minutach decydujemy się kontynuować wędrówkę. W końcu to dopiero początek, a przed nami jeszcze sporo drogi.
Początkowo do pokonania mamy kamienne schody, stromo pnące się w górę, następnie idziemy pnącą się w górę dróżką.




Przed nami kolejne strome, kamieniste podejście prowadzące przez las.
Po chwili wychodzimy z lasu na małą polankę. Na niebie ukazało się pełne słońce, aż się nie chce wierzyć, że mamy listopad… Z czasem jesteśmy dość dobrze. Bez zastanowienia rozkładamy koc, zrzucamy z siebie kurtki i ogrzewamy się w promieniach listopadowego słońca. Rozkoszujemy się idealnie widocznym z polany Giewontem. Patrząc na wschód widzimy Dolinę Białego oraz Przełęcz Białego. Widoki są naprawdę imponujące. Przy szczycie Sarniej Skały pojawia się coraz więcej turystów.

Od szczytu Sarniej Skały dzieli nas już tylko jedno bardzo strome, skalne podejście. Można powiedzieć, że czeka nas mała wspinaczka. Nasz syn był pod wrażeniem tego odcinka 🙂 Jest to kolejny szczyt w Tatrach Polskich, który mimo niepozornej wysokości zaskakuje nas skalnym podejściem. Podobnie było na 



Ludzi na szczycie jak na listopad jest naprawdę sporo. Wyobrażam sobie co się tu dzieje w sezonie letnim. Na szczęście szczyt jest tak obszerny, że da się znaleźć odrobinę ciszy i spokoju. Na szczycie trzeba zachować ostrożność, upadek z takiej wysokości jest zazwyczaj fatalny w skutkach. Jak podaje portal 
















Mamy na liczniku aplikacji 6 km. Na naszej drodze pojawia się drogowskaz. Skręcamy w lewo, zmieniając czarne znaki na żółte. Droga jest bardzo, ale to bardzo przyjemna. Szczególnie, że na tym odcinku mijamy dosłownie pojedynczych turystów. Dolina Białego kojarzy mi się z 
Po 1100 m (7.10 km) przechodzimy przez drewniane mostki oraz mijamy nie za duży wodospad. Mamy za sobą 9.33 km. Mijamy bramę Tatrzańskiego Parku Narodowego oraz skręcamy w lewo. Kawałek kierujemy się stromo w górę.
Potem dochodzimy do drogowskazu informującego nas, że do Doliny ku Dziurze jest 15 minut drogi. Planowaliśmy odwiedzić tą dolinę. Znajduje się tam jaskinia, którą bardzo chciał zobaczyć nasz synuś. Niestety nasz czterolatek był już tak wymęczony po całodniowej wędrówce, że odeszła Mu ochota na oglądanie czegokolwiek. No trudno… Może następnym razem uda nam się dotrzeć do jaskini. 10.80 km na naszej drodze pojawia się kolejny mostek. Drogowskaz wskazuje, że należy skręcić w lewo jeżeli chcemy się kierować do jaskini w Dolinie ku Dziurze (około 25 minut drogi). My idziemy prosto prze most kierując się do Doliny Strążyckiej. Po drodze doskonale widać Gubałówkę oraz domostwa Zakopanego.
To był piękny, intensywny listopadowy dzień. Jednak to nie koniec. Przed nami jeszcze około 120 km drogi do domu. Po drodze oczywiście zatrzymujemy się na zasłużony, ciepły posiłek. Zmęczeni, ale szczęśliwi wracamy późnym wieczorem do domu. I tym sposobem dzielimy kolejne cenne wspomnienia. Z całego serducha polecam wycieczkę na Sarnią Skałę. Ciekawa, urozmaicona trasa, zapierające dech widoki… Nic dodać, nic ująć.










































Wołowiec – Tatry Zachodnie











VII edycja akcji ZDOBYWAMY SZCZYTY DLA HOSPICJUM 2021 – 1 maja. Zapisy ruszają już 6 kwietnia.


















Po około dwóch kilometrach marszu od parkingu na Przegibku skręcamy w prawo i wychodzimy w pobliżu Chaty na Magurce. Muszę przyznać, że szlak jest wyjątkowo starannie i dobrze oznakowany.


























Tak jak pisałam we wstępie, sanki okazały się niezwykle pomocne na szlaku.
Po prawej stronie czerwonego szlaku ustawiono drewniany stolik z ławkami, idealny do odpoczynku.






Po 3,2 km dochodzimy do tabliczki z napisem Pod Kotarzem. To miejsce, w którym nasz czerwony szlak łączy się z niebieskim prowadzącym z Brennej Centrum. Przed nami jeszcze około 10 minut drogi (około 300 m), cały czas przez las, na dość stromym odcinku. Latem nie jest to tak odczuwalne, natomiast zimą ten fragment daje się we znaki.




















Na szlaku przybywało turystów. Trasa jest naprawdę popularna, zwłaszcza wśród biegaczy górskich. Nie brakuje też osób, które zamiast iść na Kotarz, wybierają krótki spacer z dziećmi od Przełęczy Salmopolskiej.


Z parkingu cofamy się kawałek w stronę Hotelu Zimnik. Drogowskaz informuje nas, że do Schroniska PTTK na Skrzycznem dotrzemy w około 2 godziny.
Tuż przed wspomnianym Hotelem Zimnik skręcamy w ulicę Turystyczną. Kierujemy się za niebieskimi znakami, które prowadzą bardzo stromo pod górę. Po około 200 metrach skręcamy w lewo i nadal wspinamy się wymagającym, stromym podejściem. Nie ma, że boli – ten szlak od samego początku wymaga sporych pokładów energii 😉 Za to wynagradza nas pięknymi, mglistymi widokami.











Wychodzimy z lasu na drogę prowadzącą obok polany. Wygląda to tak, jakbyśmy przenieśli się do zupełnie innego świata. Słońce mocno oświetla to miejsce i widać tu zupełnie inną zimę niż w lesie, którym wędrowaliśmy chwilę wcześniej. Rozciągają się stąd piękne widoki na Beskid Śląski, a doskonale widać trasę, którą mieliśmy przyjemność pokonywać wielokrotnie, idąc na Magurkę Radziechowską (







Bez przerwy możemy rozkoszować się widokami na Tatry. Prawdę mówiąc, ilekroć byliśmy w tych rejonach, nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji zobaczyć tatrzańskich szczytów.






Przed nami ostatnie podejście – jesteśmy coraz bliżej schroniska 🙂











W sezonie letnim również nie brakuje tu turystów, co wynika z licznych szlaków prowadzących w różne strony. Przykładowo, można udać się zielonymi znakami na 
































































Dzisiejszy wpis idealnie przedstawi walkę dwóch pór roku: jesieni i zimy. Pokażę jak zaskakująco szybko potrafią zmienić się warunki w górach (nawet w tych niskich) oraz przedstawię (mam nadzieję, że mi się uda) jak wyjątkowe są Beskidy. Malinowska Skała zawsze mnie zaskakuje. Za każdym razem wita nas innymi warunkami. Być może dlatego tak często na niej bywamy. Szlak czerwony, który opiszę prowadzi również do Jaskini Malinowskiej. Zapraszam do lektury.











Po powrocie na szlak i kontynuujemy wędrówkę w kierunku Malinowskiej Skały.
















Z Malinowskiej Skały rozciąga się bogata panorama. Możemy podziwiać szczyt Skrzyczne, Kotlinę Żywiecką z Jeziorem Żywieckim, Babią Górę, Pilsko oraz Baranią Górę.



