Zaledwie cztery dni minęły od otwarcia nowej wieży widokowej w Beskidzie Małym. Dokładnie 4 listopada udostępniono mieszkańcom i turystom drewnianą wieżę widokową na Pańskiej Górze, położonej w paśmie Bliźniaków w Andrychowie. Konstrukcja robi ogromne wrażenie, ma aż 32 metry wysokości! Niestety, ze względu na pilną operację naszej ukochanej świnki morskiej, nie mogliśmy dotrzeć na otwarcie, tak jak wcześniej planowaliśmy. Na szczęście mała czuje się coraz lepiej, więc udało nam się wybrać na krótką wycieczkę. Choć do Andrychowa jechaliśmy w deszczu i wydawało się, że nic z tego nie będzie, na miejscu przywitały nas cudowne widoki.
Z wieży na Pańskiej Górze można podziwiać m.in. panoramę Andrychowa, szczyty Beskidu Małego oraz Pogórze Wielickie. Wejście na wieżę jest bezpłatne, a dojście z parkingu zajmuje spokojnym spacerem około 30 minut. Na wycieczkę można wybrać się całą rodziną – podejście do wieży łagodnie prowadzi w górę przez andrychowski park.
Data wycieczki: 8 listopada 2025
Dystans: około 2,4 km*
Czas przejścia: około 1 h*
Minimalne wzniesienie: 340 m
Maksymalne wzniesienie: 420 m
*w obie strony
Pańska Góra w Andrychowie – parking
Samochód zostawiliśmy na dużym, bezpłatnym parkingu przy ulicy Alei Adama Wietrznego, naprzeciwko basenu kąpielowego w Andrychowie. Wolnych miejsc było tu pod dostatkiem. Tuż obok parkingu znajduje się wiata piknikowa z tablicą informacyjną.
Z parkingu ruszyliśmy w stronę przejazdu kolejowego, a zaraz za nim skręciliśmy w lewo, w żwirową drogę prowadzącą wzdłuż torów. Na szczęście z każdym krokiem niebo coraz bardziej się przejaśniało. Jadąc do Andrychowa, nie liczyliśmy na spektakularne widoki, ale pogoda miło nas zaskoczyła.
Po przejściu około 300 metrów od skrętu w lewo odbiliśmy w prawo i po chwili weszliśmy do andrychowskiego parku. Szliśmy szeroką, wygodną, asfaltową ścieżką, która prowadziła łagodnie pod górę – praktycznie aż do samej wieży widokowej na Pańskiej Górze. W parku dołączył do nas zielony szlak turystyczny prowadzący do Świnnej Poręby. Wzdłuż ścieżki ustawiono tablice edukacyjne, a na terenie parku nie brakuje ławek i koszy na śmieci. Jest tu także toaleta dla psów, a cały obszar jest monitorowany. Niestety, na drzewach jest już coraz mniej jesiennych, kolorowych liści.
Pańska Góra wieża widokowa
1,2 km – Po pokonaniu ostatniego podejścia skręciliśmy w lewo i już po chwili naszym oczom ukazała się wieża widokowa na Pańskiej Górze (428 m n.p.m.) w Beskidzie Małym – prawdopodobnie najwyższa w całym paśmie. Tak jak już wspominałam, całkowita wysokość wieży wynosi 32 metry. Składa się ona aż z siedmiu tarasów. Drewniana konstrukcja jest stabilna, a schody wygodne. Z niższych platform widoki są ograniczone przez wysokie drzewa, natomiast z górnego tarasu można nacieszyć oczy wspaniałymi panoramami, m.in. na Andrychów i szczyty Beskidu Małego. Dodatkowo na tarasie zamontowano darmowe lunety widokowe. Wieżę odwiedza całkiem sporo osób – widzieliśmy tu wiele rodzin z dziećmi. Nic dziwnego, trasa na Pańską Górę jest wygodna i krótka.
Wstęp na wieżę widokową na Pańskiej Górze jest bezpłatny.
Zapraszam do zapoznania się z relacją z naszej wycieczki na kolejny szczyt w Beskidzie Małym, położony w paśmie Bliźniaków – Bliźniaki. Szlak prowadzi z Ponikwi.
Beskid Mały to niezwykle urokliwe pasmo górskie położone w południowej Polsce, należące do Beskidów Zachodnich. My, mieszkając w Bielsku-Białej w województwie śląskim, mamy ten region dosłownie na wyciągnięcie ręki. Z okien naszego mieszkania możemy podziwiać między innymi Hrobaczą Łąkę i Gaiki. Choć najbardziej popularne szczyty przyciągają tłumy w weekendy i dni wolne, trzeba przyznać, że z roku na rok pasmo to cieszy się coraz większym zainteresowaniem turystów z całej Polski. Wszystko za sprawą jego wyjątkowego klimatu – pełnego zielonych lasów, malowniczych dolin i zapierających dech w piersiach panoram. Pasmo rozciąga się między dolinami rzek Soły i Skawy, tworząc przepiękne tło dla wędrówek i odpoczynku na łonie natury. Najwyższym wzniesieniem Beskidu Małego jest Czupel (933 m n.p.m.), położony nieopodal Magurki Wilkowickiej, gdzie na turystów czeka przytulne schronisko górskie. Wędrując po beskidzkich szlakach, można z polan i grzbietów podziwiać szerokie panoramy na Beskid Żywiecki, Beskid Śląski, a przy sprzyjającej pogodzie – nawet na odległe Tatry.
W Beskidzie Małym nie ma zbyt wielu schronisk należących do PTTK, jednak na niektórych szlakach można trafić na prywatne schroniska i chatki. W tym wpisie przedstawię Wam właśnie te miejsca, które mieliśmy okazję odwiedzić w Beskidzie Małym.
W dzisiejszym wpisie zabieram Was na jesienną wycieczkę po Beskidzie Małym, a dokładniej na szczyt Leskowiec oraz do Schroniska na Leskowcu. Tym razem wyruszyliśmy w tygodniu, bez syna, który był na szkolnej wycieczce – również w Beskidach. Na Leskowiecwybraliśmynajkrótszy szlak z Rzyk, oznaczony kolorem czarnym. Na całą wycieczkę, wraz z dojazdami, przeznaczyliśmy około 5 godzin i na szczęście wszystko udało się idealnie zrealizować. Zdążyliśmy posiedzieć zarówno na samym szczycie, jak i w schronisku, nie wspominając o zdjęciach, których (jak zawsze) zrobiłam całkiem sporo. Trasa na Leskowiec z Rzyk wydaje się być popularna, mimo dnia roboczego i dość wczesnej godziny spotkaliśmy całkiem sporo turystów. Mogę sobie tylko wyobrazić, co dzieje się tu w weekendy. Czarny szlak jest dość stromy, ale widoki z Leskowca, jak i z okolic Schroniska na Leskowcu, w pełni wynagradzają włożony wysiłek. Podczas wędrówki dokuczał dość silny wiatr, który nie oszczędzał kolorowych, jesiennych liści, tworząc na trasie szeleszczący dywan. Dodam, że podczas wycieczki na Leskowiec odkryliśmy kolejną beskidzką ławeczkę.
Trasa: Rzyki (czarny szlak) – skrzyżowanie przy Szlaku Białych Serc – Leskowiec – Schronisko na Leskowcu – powrót tą samą trasą
Data wycieczki: 23 października 2025
Dystans: około 5 km*
Czas przejścia: około 2 h*
Minimalne wzniesienie: 524 m
Maksymalne wzniesienie: 922 m
*w obie strony
Leskowiec – Rzyki parking
Samochód zaparkowaliśmy na prywatnym parkingu przy czarnym szlaku prowadzącym na Leskowiec. Opłata za postój wynosiła 10 zł w dni powszednie (od poniedziałku do soboty) oraz 15 zł w niedziele i święta.
Warto dodać, że kilka metrów wyżej znajduje się parking udostępniony przez Nadleśnictwo Andrychów, z którego można korzystać bezpłatnie w dni ustawowo wolne od pracy.
Z parkingu ruszyliśmy szeroką drogą w górę. Po chwili dotarliśmy do wspomnianego wcześniej parkingu udostępnionego przez Nadleśnictwo Andrychów. Przy nim skręciliśmy w lewo i weszliśmy na leśną ścieżkę, która od tego momentu aż do przełęczy stromo wspinała się pod górę. Na czarnym szlaku miejscami jest sporo kamieni i wystających korzeni, dlatego warto założyć wygodne, stabilne buty górskie. Dodatkowo w dniu naszej wycieczki szlak pokrywała gruba warstwa opadłych liści. Osobom lubiącym wędrować z kijkami na pewno się one tutaj przydadzą.
Skrzyżowanie przy Szlaku Białych Serc
0,7 km –Czarny szlak skręca w lewo, ścieżka łagodnieje, a po krótkim czasie docieramy do Skrzyżowania przy Szlaku Białych Serc (708 m n.p.m.). W tym miejscu czarny szlak odbija w prawo i ponownie zaczyna wznosić się ku górze. Na tym odcinku trasa prowadzi raz szeroką drogą leśną, a raz wąską, malowniczą ścieżką. Jesienne słońce cudownie przebijało się przez korony drzew, podkreślając złociste odcienie bukowych liści.
Co wybrać najpierw – szczyt Leskowca czy Schronisko na Leskowcu?
1,8 km – Strome podejście przez las doprowadziło nas do Przełęczy Władysława Midowicza. Skorzystaliśmy tutaj z szerokiej drogi, z której mogliśmy podziwiać pierwsze górskie panoramy. W tym miejscu trzeba podjąć decyzję, czy najpierw kierować się na szczyt Leskowca, czy do schroniska. Zatrzymałam się tu na dłużej, żeby zrobić kilka zdjęć – nie mogłam się powstrzymać, więc przekręciłam obiektyw i uchwyciłam też kilka zbliżeń.
Wybierając drogę w prawo, dotrzecie na szczyt Leskowca (my, ze względu na dość wczesną porę, właśnie tam skierowaliśmy się w pierwszej kolejności.), natomiast ścieżka w lewo prowadzi bezpośrednio do Schroniska na Leskowcu.
Do szczytu Leskowca pozostało nam jeszcze około 500 metrów. Ten odcinek trasy okazał się wyjątkowo łagodny – szeroka, wygodna droga prowadziła przez piękny las, a promienie jesiennego słońca cudownie przebijały się między drzewami, tworząc cudowny klimat.
Leskowiec szczyt
2,3 km – Naszym oczom ukazał się krzyż, maszt z flagą Polski, drewniana wiata z ławeczkami – idealne miejsce, by na chwilę schronić się przed silnym wiatrem , a także tablica z opisem panoramy rozciągającej się ze szczytu Leskowca i beskidzka ławeczka. Przyznam szczerze, że nie miałam pojęcia, iż Leskowiec również doczekał się swojej ławeczki, ta niespodzianka bardzo mnie ucieszyła! Niestety, ciężko było o jej zdjęcie, bo przez dłuższy czas była zajęta. Na szczycie znajduje się także tablica z drogowskazami oraz tabliczka oznaczająca wierzchołek Leskowca. Dodam także, że przez szczyt przebiega Mały Szlak Beskidzki, oznaczony kolorem czerwonym. Widoki stąd naprawdę zachwycają – panorama obejmuje Beskid Makowski, Beskid Wyspowy, Gorce, Beskid Żywiecki, a przy dobrej pogodzie widać nawet Tatry. Nam również udało się dostrzec w oddali ich ośnieżone szczyty. Było tak pięknie i spokojnie, że trudno było się zebrać w dalszą drogę do schroniska – można by tu siedzieć godzinami, chłonąc tę cudowną beskidzką przestrzeń.
Leskowiec – beskidzka ławeczka
Po dłuższej chwili odpoczynku zawróciliśmy i ruszyliśmy w stronę schroniska, oddalonego od szczytu Leskowca o około 800 metrów. Droga była bardzo przyjemna, typowo spacerowa, a na szlaku pojawiało się coraz więcej turystów.
Schronisko na Leskowcu
3,1 km – Szeroka i wygodna droga doprowadziła nas pod sam budynek Schroniska na Leskowcu. Nie spodziewałam się, że jest ono położone w tak urokliwym miejscu, jestem oczarowana do teraz. Przed schroniskiem znajduje się doskonały punkt widokowy na beskidzkie panoramy, które w jesiennym słońcu wyglądały przepięknie. Można tu usiąść na ławeczce czy krzesełku i po prostu rozkoszować się chwilą. Początkowo turystów było niewielu, jednak gdy wyszliśmy ze środka, dotarły dwie wycieczki szkolne. Od razu pomyślałam o naszym synku, który pewnie w tym samym czasie piekł kiełbaskę z kolegami z klasy w Chacie na Groniu w Beskidzie Śląskim.
W schronisku spędziliśmy chwilę w kameralnej atmosferze. Budynek jest przestronny i oferuje sporo miejsc do siedzenia. Można tu poczuć klimat prawdziwego, górskiego schroniska – bez zbędnego przepychu. Takich miejsc jest niestety coraz mniej, a szkoda. Zamówiliśmy kawę z mlekiem, a mimo przedpołudnia ja skusiłam się na fasolkę po bretońsku, a mąż na bigos. Jedzenie było świeże i bardzo smaczne, a ceny naprawdę przystępne. Warto tylko pamiętać, że w schronisku obowiązuje płatność gotówką – nie ma możliwości zapłaty kartą.
Schronisko na Leskowcu pieczątka
Pieczątki znajdziecie w schronisku, przy okienku, w którym składa się zamówienia. Ja, jak zawsze, obowiązkowo kupiłam widokówkę z Leskowca – od kilku lat zbieram kartki z miejsc, które odwiedzamy. Na widokówce również odbiłam pieczątki. W schronisku można zakupić przewodnik turystyczny „Mały Szlak Beskidzki” wydawnictwa Compass, w którym znajdują się dwie moje fotografie.
Panoramy z okolic Schroniska na Leskowcu
To była nasza kolejna jesienna wycieczka po Beskidach. Jeśli szukasz inspiracji na jesienne wędrówki, koniecznie zajrzyj do mojego wpisu Jesień w Beskidach.
W drugiej połowie października przekonaliśmy się, że jesień na Śląsku potrafi zachwycić równie mocno jak w górach. Malownicze, złociste krajobrazy nie kryją się wyłącznie na górskich szlakach – my odkryliśmy je podczas magicznego spaceru wzdłuż zbiornika Zielona, a właściwie zbiorników w Kaletach. Szczególną uwagę przyciąga przepiękny, zabytkowy wiatrak z drewna, wznoszący się dumnie na wyspie dolnego zbiornika. Trasa, którą Wam dziś przedstawiam, jest idealna na spacer dla całej rodziny. Latem miejsce tętni życiem dzięki ośrodkom wypoczynkowym, plażom i możliwości wynajmu sprzętu wodnego, natomiast jesienią panuje tu spokojna, przyjemna atmosfera, przyciągająca spacerowiczów i rowerzystów w każdym wieku. Sama nie wiedziałam, gdzie skierować wzrok, złote liście, lśniąca tafla wody, wiatrak na wyspie. Trafiliśmy w to miejsce w idealnym momencie, kiedy nie wiało, a światło było po prostu magiczne. Wracając na parking, okazało się, że szansa na uchwycenie odbijających się w tafli zbiornika chmur już przepadła – natura pokazała nam swoje najlepsze oblicze w pełnej krasie.
Trasa: Kalety (ul. Stawowa) – Dolny zbiornik Zielona – Górny zbiornik Zielona – Powrót tą samą trasą
Data wycieczki: 19 października 2025
Dystans: około 3 km*
Czas przejścia: około 1 h*
*w obie strony
Zalew Zielona w Kaletach parking
Samochód zostawiliśmy na bezpłatnym, leśnym parkingu Nadleśnictwa Świerklaniec, nieopodal zbiornika Zielona. Miejsc jest tu całkiem sporo. W dniu naszej wycieczki parking tętnił życiem – natknęliśmy się na wielu grzybiarzy, którzy korzystali z uroków lasu i jesieni. Dla turystów przygotowano również wiatę z ławkami i stołem oraz siłownię na świeżym powietrzu. Poniżej znajdziesz współrzędne GPS miejsca postojowego.
Z parkingu ruszyliśmy w kierunku mostku, oddalonego o około 40 metrów. Po przejściu przez most skręciliśmy w prawo i rozpoczęliśmy spacer wzdłuż pierwszego, dolnego zbiornika Zielona. Po drodze mijaliśmy ławeczki, na których odpoczywali turyści ze swoimi pupilami, boisko do siatkówki plażowej oraz piaszczystą plażę. W oczy rzucał się teren ośrodka wypoczynkowego Zielona Kalety przy ulicy Stawowej, z charakterystycznymi murowanymi domkami letniskowymi. To właśnie w tym miejscu, z brzegu zbiornika, można podziwiać zabytkowy wiatrak stojący na wyspie. Choć jesienny chłód dawał się we znaki, wiatr ustał, pozwalając nam obserwować wiatrak i białe obłoki odbijające się w tafli wody.
Wiatrak – dolny zbiornik Zielona – zdjęcia
Górny zbiornik Zielona
Po zrobieniu zdjęć wiatraka ruszyliśmy w dalszą drogę. Po około 100 metrach dotarliśmy do zapory i drugiego zbiornika Zielona. Od razu rzuciły się w oczy znaki zakazu kąpieli. Skręciliśmy w lewo, zyskując doskonały widok na oba zbiorniki. W dolnym zbiorniku dostrzegliśmy czaplę, rodzinkę łabędzi oraz kaczki krzyżówki. Stąd również pięknie widać wiatrak.
Po około 300 metrach dotarliśmy do wiaty turystycznej. Można tu również zrobić zdjęcie na drewnianej ławeczce z sercem i napisem „Kalety – Zielona”. Miejsce to cieszyło się dużym zainteresowaniem, zwłaszcza wśród rodzin z dziećmi. Na wysokości ławeczki ścieżka skręca w prawo – jest nieco węższa i prowadzi wzdłuż zbiornika. Po drodze mijaliśmy bar u Rzepki oraz piaszczystą plażę, przy której latem można wynająć kajak (Wypożyczalnia sprzętu wodnego Górny Zbiornik Zielona). Światło było tego dnia niesamowite! Spragnieni słońca spędziliśmy sporo czasu, wygrzewając się na ławce.
Spacer można kontynuować dalej, jednak my zakończyliśmy go przy plaży i pomoście. W sumie przeszliśmy około 1,5 kilometra w jedną stronę. To była przepiękna, spokojna i niezwykle przyjemna wędrówka.
W drodze powrotnej do naszego rodzinnego Bielska-Białej postanowiliśmy odwiedzić Centrum Edukacji Ekologicznej w Górze Siewierskiej, położone zaledwie 10 km od Bydgoszczy. Relację z tej wizyty znajdziesz pod tym linkiem: Wieża widokowa Góra Siewierska – Centrum Edukacji Ekologicznej
Podczas naszej jesiennej wycieczki na Śląsk odkryliśmy niezwykłe Centrum Edukacji Ekologicznej w Górze Siewierskiej w gminie Psary, położone około 10 kilometrów od Będzina. To miejsce, które naprawdę warto odwiedzić, będąc w okolicy . Na turystów czeka tu świetnie zagospodarowany teren z licznymi atrakcjami. Znajduje się tu ścieżka edukacyjna z tablicami informacyjnymi, dzięki którym można dowiedzieć się m.in. o problemie zanieczyszczenia powietrza na Śląsku, „głuchy telefon” do wspólnej zabawy i nauki, wir wodny ,a także atrakcyjny plac zabaw z tyrolką oraz koparką, dzięki której dzieci mogą kopać w piasku. Jest tu także wieża widokowa, ale o niej za chwilę. Wokół rozmieszczono wiele ławek, na których można odpocząć i po prostu rozkoszować się chwilą. Teren jest ogrodzony, czysty i bardzo zadbany, z dużą liczbą koszy na śmieci. Dostępne są również stojaki na rower. Nie brakuje tu również zieleni. Centrum Edukacji Ekologicznej w Górze Siewierskiej to miejsce, które przyciąga całe rodziny – idealne na spacer, odpoczynek i naukę poprzez zabawę. Teren jest objęty monitoringiem.
Data wycieczki: 19 października 2025
Centrum Edukacji Ekologicznej w Górze Siewierskiej – parking
Centrum Edukacji Ekologicznej w Górze Siewierskiej mieści się przy ulicy złotej. Tuż obok znajduje się duży, bezpłatny parking (współrzędne GPS podaję poniżej). Przy parkingu dostępna jest toaleta typu TOI-TOI oraz kosze do segregacji odpadów.
Współrzędne GPS parkingu – Centrum Edukacji Ekologicznej w Górze Siewierskiej: 50.39884, 19.09628
Ścieżka edukacyjna i plac zabaw w Górze Siewierskiej – zdjęcia
Wieża widokowa w Górze Siewierskiej
Jedną z głównych atrakcji jest piętnastometrowa wieża widokowa, z której roztacza się panorama Zagłębia, jak i Śląska – widać stąd zarówno malownicze okolice, jak i charakterystyczne kominy przemysłowe, a przy dobrej widoczności nawet odległe Beskidy. Wieża widokowa robi świetne wrażenie – jest nowoczesna, metalowa, solidna i bardzo dobrze zaprojektowana. Na górny taras prowadzą wygodne, szerokie, ażurowe schody, a jednocześnie może na niej przebywać maksymalnie 10 osób. Podczas burzy wchodzenie na wieżę jest zabronione. Na przestronnym tarasie czeka też luneta widokowa.
Późnym, jesiennym popołudniem widoki z górnego tarasu wieży dosłownie hipnotyzowały – aż nie chciało się z niej schodzić. Kolory jesieni, podkreślone ciepłym światłem zachodzącego słońca, tworzyły niezwykły klimat.
Wejście na teren Centrum Edukacji Ekologicznej w Górze Siewierskiej, a także na wieżę widokową, jest bezpłatne.
Po nocy spędzonej pod namiotem na łące w miejscowości Březová u Vítkov ruszyliśmy w stronę kolejnej przygody. Naszym celem była platforma widokowa Bezruča (Bezručova vyhlídka), malowniczo położona w parku otaczającym kompleks pałacowy Hradec nad Moravicí. To miejsce to prawdziwa perełka na mapie Moraw i idealna propozycja rodzinnej wycieczki tuż przy granicy z polskim Śląskiem. Platforma widokowa Bezruča to jedna z atrakcji szlaku polsko-czeskiego projektu Silesianka – Szlak Wież i Platform Widokowych. Kolejny punkt, który udało nam się odkryć, i kolejny zachwyt, który na długo pozostanie w pamięci. Więcej praktycznych informacji oraz szczegóły dotyczące samej trasy znajdziecie w dalszej części artykułu.
Data wycieczki: 7 września 2025
Dystans: około 3 km*
Czas przejścia: około 1 h*
Minimalne wzniesienie: 333 m
Maksymalne wzniesienie: 436 m
*w obie strony
Hradec nad Moravici parking
Tuż przy bramie wejściowej do pałacu Hradec nad Moravicí znajduje się płatny parking dostępny dla turystów. Opłatę wnosi się w parkomacie – na szczęście możliwa jest płatność kartą, co w naszym przypadku okazało się zbawienne, bo… zapomnieliśmy zabrać ze sobą portfelika z czeskimi koronami. Za postój od godziny 11:40 do 15:00 (około 3 godziny) zapłaciliśmy60 CZK.
Zanim wyruszyliśmy w drogę, mimo dość niskiej temperatury, skusiliśmy się jeszcze na lody sprzedawane w jednej z kamienic przy parkingu – idealny słodki akcent na początek wycieczki. Zapłaciliśmy polskimi złotówkami.
Współrzędne GPS parkingu, Hradec nad Moravici: 49.86537, 17.87483
Z parkingu ruszyliśmy niebieskim szlakiem prosto w stronę bramy prowadzącej na teren zamku Hradec nad Moravicí. W sezonie wejście na teren parkowy jest płatne – podobnie jak zwiedzanie zamkowych wnętrz.
Wejście na teren zewnętrzny zamku: 60 Kč. Dzieci do 5. roku życia – bezpłatnie. Na zwiedzanie wnętrz zamku obowiązują osobne bilety.
Zamek jest dostępny dla turystów codziennie, z wyjątkiem poniedziałków, w godzinach od 10:00 do 16:00. W soboty, niedziele i święta zwiedzanie możliwe jest od 9:00 do 17:00. Natomiast bramy wejściowe dla pieszych są otwarte dla posiadaczy dowolnego biletu w soboty, niedziele i święta w godzinach od 10:00 do 16:00.
Od bramy ruszyliśmy wygodną ścieżką biegnącą wzdłuż parku zamkowego, delektując się malowniczymi widokami. Do platformy widokowej Bezruča było z parkingu około 1,5 kilometra. Po drodze mogliśmy przyjrzeć się neogotyckiemu Czerwonemu Zamkowi (Červený zámek) oraz renesansowemu Białemu Pałacowi (Bílý zámek). W tle cicho sączyła się muzyka Beethovena, która dodawała spacerowi klimatu jak z filmu.
W drodze na wieżę widokową natknęliśmy się na pomniki poświęcone Ferencowi Lisztowi i Ludwigowi van Beethovenowi – obaj odwiedzali niegdyś te zamkowe tereny. Cały kompleks jest perfekcyjnie utrzymany – każdy fragment ogrodu i ścieżki dopieszczony w najmniejszym szczególe. Spacer po tym miejscu to czysta przyjemność.
Ostatni odcinek trasy, prowadzący na samą wieżę, wymaga już odrobiny wysiłku – ścieżka pnie się pod górę. Ale widoki z góry wynagradzają każdy krok. Choć był dopiero pierwszy tydzień września, jesień na Morawach już się rozgościła – złote liście, delikatny chłód w powietrzu i to niepowtarzalne światło późnego lata. Dla porównania, 13 września byliśmy w nowym Schronisku Oźna w Beskidzie Żywieckim, gdzie jesienny klimat dopiero zaczynał się pojawiać.
Platforma widokowa Bezruča (Bezručova vyhlídka)
1,5 km –Dotarliśmy do platformy widokowej Bezruča położonej na wysokości 425 m n.p.m., osadzonej na solidnych, kamiennych filarach. Zadaszona konstrukcja wznosi się na 9 metrów, a na jej taras prowadzą szerokie, drewniane schody zabezpieczone barierkami. Na górze czekają wygodne ławeczki, z których można podziwiać zachwycające widoki- na park zamkowy i kompleks pałacowy Hradec nad Moravicí, malowniczo wijącą się rzekę Morawicę, a także panoramę rozciągającą się od Opawy aż po Polskę.
Suchą pieczątkę znajdziecie na górnym tarasie platformy widokowej Bezruča. Jak zwykle przy punktach na szlaku wież i platform Silesianka, pamiętajcie o ołówku, który jest niezbędny do odbicia pieczątki. To całkiem sprytny pomysł z suchymi pieczątkami – niestety zdarza się, że tradycyjne pieczątki czasem znikają lub ulegają zniszczeniu.
Chcesz odkryć więcej ciekawych miejsc na Morawach? Sprawdź tutaj: Morawy atrakcje
To był deszczowy weekend w Beskidach, ale nie potrafiliśmy wysiedzieć w domu. Niedzielne popołudnie przyniosło poprawę pogody, po deszczu i mgłach nie zostało już ani śladu. Postanowiliśmy więc ruszyć na jesienny spacer do Ustronia i zmierzyć się z podejściem na Lipowski Groń, który zamyka od północy Pasmo Równicy w Beskidzie Śląskim. Choć wycieczka nie jest długa pod względem kilometrów, samo podejście na Lipowski Groń potrafi dać w kość. Po drodze mijaliśmy mnóstwo grzybów, a kolory lasu zachwycały. Sam Lipowski Groń to niepozorna, ale niezwykle urokliwa góra. Choć widoki ze szczytu są już w dużej mierze przysłonięte przez drzewa, miejsce emanuje spokojem i ma swój wyjątkowy, leśny klimat. Na szczycie czeka ławeczka – idealna, by przysiąść, złapać oddech i po prostu chłonąć magię beskidzkiej jesieni.
Trasa: Ustroń (czerwony szlak spacerowy / poza szlakiem) – Lipowski Groń – powrót tą samą trasą
Data wycieczki: 12 października 2025
Dystans: około 4 km*
Czas przejścia: około 2 h*
Minimalne wzniesienie: 429 m
Maksymalne wzniesienie: 745 m
*w obie strony
Ustroń trasa na Lipowski Groń
Wycieczkę na Lipowski Groń rozpoczęliśmy przy ulicy Źródlanej w Ustroniu. Miejsca parkingowego trzeba szukać na własną rękę, najlepiej na poboczu drogi.
Już od pierwszych kroków zachwycały nas intensywne jesienne barwy. Szczególne wrażenie robił widok na Czantorię. Początkowo wędrowaliśmy spokojną, asfaltową drogą, po dojściu do skrzyżowania wchodzimy na drogę podporządkowaną. Tędy przebiega czerwony szlak turystyczny, prowadzący w kierunku Równicy, a także spacerowy szlak „Źródlany” („Źródło Karola”), oznaczony tym samym kolorem.
0,2 km –Czerwony szlak turystyczny, prowadzący w kierunku schroniska na Równicy odbił w prawo, natomiast my wciąż szliśmy prosto asfaltową drogą. Po chwili dotarliśmy do szlabanu – tuż przed nim skręciliśmy w lewo, rezygnując z czerwonego szlaku spacerowego. Chcieliśmy nieco urozmaicić podejście i uniknąć dalszego marszu po asfalcie.
Po skręcie w lewo czekało nas dość strome podejście. Na szczęście na trasie nie było błota, jedynie mokra trawa przypominała o porannych opadach. Mimo to wędrówka była bardzo przyjemna i pozwalała w pełni cieszyć się spokojem lasu. Po drodze mijaliśmy kilku grzybiarzy, którzy korzystali z jesiennego urodzaju.
0,6 km – Skręciliśmy w prawo – przed nami było do pokonania krótkie, ale strome podejście, które wyprowadziło nas ponownie na szeroką drogę, znaną już z wcześniejszego odcinka trasy. Podeszliśmy asfaltową nawierzchnią kilkadziesiąt metrów w górę, po czym odbiliśmy w prawo na drogę leśną. Czekało nas teraz dłuższe, wymagające podejście przez las. Momentami było ślisko – szczególnie odczuliśmy to w drodze powrotnej. Po drodze zza drzew wyłaniał się malowniczy widok na Ustroń skąpany w złotych barwach jesieni.
1,2 km – Po wdrapaniu się na górę skręciliśmy w lewo i znów czekało nas solidne podejście – tym razem po kamienistej, dość stromej ścieżce.
1,4 km – Po pokonaniu stromego podejścia skręciliśmy w prawo. Przed nami było jeszcze około 600 metrów do Lipowskiego Gronia. Oczywiście było pod górę. Dopiero przed samym szczytem droga złagodniała, a nawierzchnia zrobiła się wygodna.
Lipowski Groń – Ustroń
2 km – Dotarliśmy na główny wierzchołek dwuwierzchołkowego Lipowskiego Gronia, położony na wysokości 743 m n.p.m. w Ustroniu. Drugi z wierzchołków znajduje się w odległości około 500 metrów. Nazywa się Żar (Żarnowiec) i ma 688 m n.p.m. Na szczycie czekała na nas duża, drewniana ławeczka – idealna, by chwilę odpocząć po stromym podejściu. Tak jak wspominałam wcześniej, drzewa są tu już na tyle wysokie, że widoki są dość mocno ograniczone. Zachodnie, strome stoki Lipowskiego Gronia opadają w kierunku Pogórza Cieszyńskiego.W pobliżu przebiega żółty szlak prowadzący ze Skoczowa do schroniska na Równicy. Z tablicy informacyjnej dowiedzieliśmy się, że nazwa szczytu pochodzi od osiedla Lipowiec w Ustroniu.
Na miejscu byliśmy całkiem sami. Chwilę odpoczęliśmy na ławeczce, przekąsiliśmy coś drobnego i wyruszyliśmy w drogę powrotną.
Zaraz po odwiezieniu syna na zajęcia, wrzuciliśmy plecaki do auta i ruszyliśmy w stronę Wisły. Cel? Szczyt Cieślarpołożony w sercu Beskidu Śląskiego, w paśmie Stożka i Czantorii. Brzmi nieźle, prawda? Czasu nie mieliśmy zbyt wiele, jakieś pięć godzin na dojazd z Bielska-Białej, spokojną wędrówkę i powrót do domu. Mimo wszystko to był idealny plan na jesienny reset. Na Cieślar weszliśmy od strony Soszowa Wielkiego, który znamy już jak własną kieszeń (więcej o tej trasie znajdziecie poniżej). Poranek przywitał nas mgłą tak gęstą, że świat wydawał się uśpiony. Powietrze było wilgotne, pachniało lasem. Z każdym krokiem mgły zaczynały się jednak unosić, odsłaniając coraz piękniejsze widoki. To był prawdziwy jesienny spektakl natury – barwy, zapachy, cisza… wszystko współgrało ze sobą idealnie.
Takie chwile przypominają, dlaczego kocham góry – prostota, spokój i ta dzika magia, której nie da się opisać słowami.
Trasa: Soszów Wielki (szlak czerwony) – Cieślar – powrót tą samą trasą
Data wycieczki: 8 października 2025
Dystans: około 3 km*
Czas przejścia: około 1 h*
Minimalne wzniesienie: 870 m
Maksymalne wzniesienie: 920 m
*w obie strony
Słów kilka o trasie na Soszów Wielki z Wisły
Na Soszów Wielkiwyruszyliśmy niebieskim szlakiem z Wisły Jawornik. To klasyk, który zawsze daje satysfakcję! Dystans do pokonania to około 3 km w jedną stronę, niby niedużo, ale trasa potrafi dać trochę w nogi 😉. Szlak jest wygodny i dobrze oznaczony – spora część prowadzi po betonowych płytach, ale nie brakuje też kilku solidnych podejść, które przypominają, że to jednak Beskidy. Około 700 metrów poniżej szczytu czeka na wędrowców Schronisko na Soszowie, idealne miejsce na chwilę odpoczynku z kubkiem gorącej herbaty. Tuż obok znajduje się też jedna z kultowych beskidzkich ławeczek.
Schronisko na Soszowie, beskidzka ławeczka na Soszowie
Soszów Wielki – Cieślar trasa
Z Soszowa Wielkiego na Cieślar prowadzi trasa oznaczona czerwonym szlakiem wzdłuż granicy Polski i Czech. Nie jest długa, mierzy około 1,5 km i nie należy do wymagających. To raczej spokojny, przyjemny spacer szeroką drogą, która w dużej mierze wiedzie wzdłuż malowniczych łąk. Różnica wzniesień na tym odcinku to zaledwie 60 m, więc idealnie nadaje się na luźną, relaksującą wędrówkę.
Podczas naszej wycieczki szlak był jednak dość kapryśny – było sporo kałuż, błota i śliskiego podłoża po ostatnich opadach. Przez kilka dni wcześniej deszcz nie dawał za wygraną, więc miejscami trzeba było ostrożnie stawiać kroki. Na szczęście trafiliśmy na jedyny dzień z zapowiadanymi przejaśnieniami w tym tygodniu – i to wystarczyło, by złapać trochę słońca i cieszyć się jesiennym klimatem Beskidów.
Cieślar w Beskidzie Śląskim
1,4 km – Cieślar (918 m n.p.m.) położony jest pomiędzy Soszowem Wielkim a Małym Stożkiem. Z tego miejsca można kontynuować wędrówkę czerwonym szlakiem na Mały Stożek (ok. 1 km), a także na Stożek Wielki (ok. 2,5 km).Na tablicy informacyjnej na Cieślarze można przeczytać, że nazwa szczytu pochodzi od jednego z najpopularniejszych wiślańskich nazwisk – Cieślar. To właśnie tutaj znajdziecie kolejną z kultowych beskidzkich ławeczek – idealne miejsce, by przysiąść, odetchnąć i na chwilę przenieść się w krainę błogiego spokoju. Tuż obok znajduje się tablica z opisem panoramy, która rozciąga się z pobliskiej polany. Widać stąd szczyty Beskidu Śląskiego, Beskidu Żywieckiego, południową część Beskidu Śląsko-Morawskiego, a przy dobrej widoczności nawet Tatry! Widoki stąd są naprawdę zachwycające, zwłaszcza teraz, gdy w Beskidach jesień pokazuje się w pełnej krasie.
Podczas naszej wizyty na szczytowych polanach panowała sielska atmosfera, pasły się owce, a niedaleko przechadzał się koń. To kolejne piękne, spokojne miejsce w Wiśle, które odkryliśmy i które zostaje w pamięci na długo. ❤️
Kilka kroków (ok. 15 m) od ławeczki stoi niewielki bufet z drewnianymi stolikami i ławkami. Niestety, tego dnia był zamknięty, ale i tak klimat miejsca w pełni wynagrodził brak kawy.
Cieślar – bufetCieślar – bufet
Cieślar ławeczka zdjęcia
Zejście na parking poszło nam bardzo sprawnie. W drodze powrotnej na szlaku zaczęli pojawiać się pierwsi turyści. Wędrowanie o poranku ma jednak swój niepowtarzalny klimat – cisza, świeże powietrze i to wyjątkowe światło, które sprawia, że wszystko wygląda trochę inaczej. Jesień w Beskidach potrafi być naprawdę magiczna, a poranne spacery po szlakach mają w sobie coś wyjątkowego. 🍂❤️🍂
Więcej pomysłów na wycieczki z Wisły znajdziesz tutaj:Szlaki w Wiśle
Jeśli planujecie wypad do Czech, w okolice północnych Moraw, koniecznie zajrzyjcie do gminy Brníčko. To właśnie tutaj, na wzgórzu górującym nad wsią i rzeką Loučka, wznoszą się malownicze ruiny zamku Brníčko (Hrad Brníčko) z XIV wieku. Trasa, którą wybraliśmy, mimo że prowadzi cały czas lekko pod górę, jest krótka – ma zaledwie około 500 metrów, więc spokojnie można wybrać się tu z dziećmi. Krótka wspinaczka szybko się opłaca, ze szczytu rozpościerają się piękne widoki na okolikcę i pasmo Jesioników. To miejsce ma w sobie niezwykły klimat – zadbane, ciche, z duszą historii. W tygodniu panuje tu prawdziwy spokój, dzięki czemu można poczuć się jak odkrywca własnego zamku. Do tego na turystów czeka wiata piknikowa i miejsce na ognisko, idealne, by chwilę odpocząć i nacieszyć się tą romantyczną atmosferą.
Trasa: Brníčko (szlak czerwony / szlak niebieski) – ruiny zamku Brníčko – powrót tą samą trasą
Data wycieczki: 13 sierpnia 2025
Dystans: około 1 km*
Czas przejścia: około 30 h*
Minimalne wzniesienie: 298 m
Maksymalne wzniesienie: 388m
*w obie strony
Ruiny zamku Brníčko trasa
W miejscowości Brníčko przy szlaku nie ma oficjalnego parkingu, dlatego miejsce na samochód trzeba znaleźć samodzielnie, najlepiej na poboczu w pobliżu początku trasy. Trasę opisuję od momentu, w którym szlak czerwony i niebieski skręcają w prawo z głównej drogi, w okolicy słupa z drogowskazami.
Poniżej podaję współrzędne GPS tego miejsca, żeby łatwiej było je namierzyć.
Współrzędne GPS – początek trasy – ruiny zamku Brníčko: 49.89777, 16.97155
Mniej więcej na wysokości mostu oraz słupa z drogowskazami i tabliczką z napisem „Brníčko” (300 m n.p.m.) czerwony i niebieski szlak prowadzący do ruin zamku Brníčko skręcają w prawo. W tym miejscu zaczyna się podejście pod górę wzdłuż ogrodzenia. Warto dodać, że oznakowanie szlaku jest tu bardzo czytelne i gęsto ustawione, więc trudno się zgubić.
Po około 80 metrach szlaki ponownie skręcają w prawo, a dalsza droga prowadzi wąską, urokliwą ścieżką, z której można podziwiać widoki na zabudowania i drogi miejscowości Brníčko.
Następnie zanurzamy się w gęsty las, gdzie ścieżka pozostaje wąska i momentami dość stroma. Od tego momentu trasa nie daje wytchnienia, aż do samych ruin zamku pnie się konsekwentnie pod górę. Czerwony i niebieski szlak malowniczo wiją się między drzewami, raz skręcając w prawo, raz w lewo.
0,4 km – Ostatni odcinek szlaku doprowadził nas pod same ruiny zamku Brníčko. Przed nami zostało już tylko krótkie, ale strome podejście wąską, wydeptaną ścieżką, które prowadziło prosto ku średniowiecznym murom.
Ruiny zamku Brníčko
Naszym oczom ukazały się imponujące, dobrze zachowane ruiny średniowiecznej warowni położonej na wzgórzu nad wsią Brníčko w północnych Morawach. Wysokie kamienne mury i pozostałości dawnych ścian robią ogromne wrażenie. Niegdyś zamek posiadał kilka wież, baszty, solidne mury obronne oraz fosę. Teren wokół ruin jest dziś świetnie zagospodarowany – znajdują się tu liczne tablice informacyjne w języku czeskim opisujące burzliwą historię zamku, wiata piknikowa, miejsce na ognisko, ławki oraz kosze na śmieci. Panuje tu wzorowy porządek, a całość sprawia wrażenie miejsca otoczonego troską i dbałością.
Ze wzgórza roztacza się przepiękny widok na wieś Brníčko, pobliskie osady oraz miasto Zábřeh. W oddali widać również Jesioniki, a przy dobrej pogodzie można dostrzec ich najwyższy szczyt – Pradziada. Ruiny można swobodnie zwiedzać, spacerować po ich terenie i podziwiać panoramę, jednak obowiązuje tu zakaz wspinania się po murach. To miejsce ma w sobie niezwykły klimat.
Ciekawostką jest, że co roku 5 lipca w Brníčku odbywa się Średniowieczne Popołudnie – tradycyjne wydarzenie z okazji świąt narodowych Cyryla i Metodego oraz Mistrza Jana Husa.
Podczas naszej wizyty mąż trafił na niespodziankę, w murach znalazł kamyczek z czeskiej akcji na Facebooku #Kamínky. Ostatnio mamy wyjątkowe szczęście do takich znalezisk na szlakach!
Wejście na ruiny zamku Brníčko jest bezpłatne.
Szukasz ciekawych miejsc i szlaków w Czechach? Koniecznie zajrzyj pod ten link: Atrakcje w Czechach
Tym razem na blogu mam dla Was coś wyjątkowego – zaległą relację z absolutnie magicznej wyprawy na jeden z najbardziej rozpoznawalnych szczytów Pienin, Trzy Korony (Okrąglica). Byliśmy tam już wcześniej, wchodząc od strony Krościenka nad Dunajcem, ale tym razem postanowiliśmy sprawdzić, jak prezentuje się inny wariant podejścia na ten kultowy szczyt. Wybór padł na trasę ze Sromowiec Niżnych. Szlak okazał się niezwykle urozmaicony – mimo że prowadzi w dużej mierze przez las, ani przez chwilę nie można było mówić o nudzie. Skalne podejścia, drewniane schody i wzmocnienia dodają mu charakteru i sprawiają, że wspinaczka staje się naprawdę ciekawa. Choć pogoda w dniu naszej wyprawy była wspaniała, widoczność na szczycie nie do końca dopisała. Na szczęście, mimo wszystko, z platformy widokowej na Trzech Koronach udało się dostrzec Tatry. Jeśli marzycie o wędrówce, która łączy w sobie odrobinę wysiłku, piękne widoki i klimat Pienin w najlepszym wydaniu – ta trasa ze Sromowiec Niżnych z pewnością Was oczaruje. Serdecznie zapraszam do lektury relacji z naszej wycieczki na Trzy Korony!
Trasa: Sromowce Niżne (szlak żółty) – Schronisko PTTK Trzy Korony – przejście na szlak zielony – Polana Kosarzyska (szlak niebieski) – Trzy Korony – powrót tą samą trasą
Dystans: około 8 km*
Czas przejścia: około 4 h*
Minimalne wzniesienie: 450 m
Maksymalne wzniesienie: 982 m
*w obie strony
Sromowce Niżne parking
Samochód zostawiliśmy na bezpłatnym parkingu przy ulicy Trzy Korony w Sromowcach Niżnych. Jeśli jednak zdarzy się, że wszystkie miejsca będą zajęte, nieco wyżej czeka na Was duży, płatny parking.
Z parkingu ruszyliśmy żółtym szlakiem w stronę Trzech Koron, które już z poziomu drogi prezentowały się imponująco. Trzeba przyznać, że to jeden z najbardziej rozpoznawalnych szczytów Pienin. Szliśmy chodnikiem wzdłuż ulicy Trzy Korony, a po około 250 metrach minęliśmy wspomniany wcześniej płatny parking, na którym wciąż było sporo wolnych miejsc. Z każdym krokiem widok na Trzy Korony stawał się coraz piękniejszy, a kiedy na jednej z łąk dostrzegliśmy pasące się konie, zachwyt osiągnął absolutny szczyt!
0,7 km – Żółty szlak skręcił w prawo. Minęliśmy tabliczkę Pienińskiego Parku Narodowego informującą o stanie szlaków – w dniu naszej wycieczki ostrzegano, że szlaki miejscami są zabłocone i śliskie. Znajdowały się na niej także informacje o zakazie wprowadzania psów oraz poruszania się po szlakach rowerami. Dalej podążaliśmy wygodną, asfaltową drogą, która łagodnie wznosiła się w górę.
0,9 km – Dotarliśmy do bacówki, gdzie kupiliśmy kilka świeżych i przepysznych serków. Stamtąd roztaczał się też fantastyczny widok na Trzy Korony. Od Schroniska PTTK Trzy Korony dzieliło nas 50 metrów.
Schronisko PTTK Trzy Korony
1 km – Dotarliśmy do budynku Schroniska PTTK Trzy Korony, jednak nie zdecydowaliśmy się na wizytę w środku, tylko kontynuowaliśmy wędrówkę żółtym szlakiem. Żółty szlak przy schronisku odbija w lewo z asfaltowej drogi. Dalej podążaliśmy utwardzoną ścieżką, rozkoszując się sielskimi widokami na szczyt Trzy Korony. Po drodze można odpocząć na ławce.
Przejście z żółtego na zielony szlak
1,2 km – Porzuciliśmy żółty szlak i ruszyliśmy w stronę zielonych znaków. Z szerokiej, wygodnej drogi skręciliśmy w prawo na wąską, leśną ścieżkę. Przeszliśmy przez potok i minęliśmy słup z drogowskazami. Do Polany Kosarzyskiej zielonym szlakiem mieliśmy stąd około półtorej godziny wędrówki pełnej leśnych widoków i ciszy.
1,3 km –Zielony szlak stawał się coraz ciekawszy. Na tym odcinku leśnej wędrówki pojawiły się pierwsze wzmocnienia w postaci drewnianych schodków. Było ich naprawdę sporo, ale trzeba przyznać, że takie rozwiązania znacząco ułatwiają wspinaczkę. Nie jest już aż tak ślisko – oczywiście pod warunkiem, że drewniane elementy nie są mokre.
Niemal 100 metrowe podejście wyprowadziło nas na krótki moment z lasu. Skręciliśmy w lewo i ponownie wkroczyliśmy na leśną ścieżkę, która praktycznie cały czas piła się w górę. Spokój panujący w lesie, którym mogliśmy się delektować, był wręcz nie do opisania. Mieliśmy sporo szczęścia, podobno ta trasa na Trzy Korony należy do bardzo popularnych. Tutaj na szlaku zielonym pojawiły się kamienne wzmocnienia.
2,2 km – Wyszliśmy z lasu na nieco bardziej otwartą przestrzeń i podążaliśmy lekko w górę wygodną ścieżką. Po drodze natknęliśmy się na ławeczkę, na której na chwilę przystanęliśmy, aby odpocząć, napić się i zjeść batony proteinowe.
Po krótkim odpoczynku ponownie weszliśmy na typową leśną ścieżkę. Ten fragment zielonego szlaku obfitował w drewniane stopnie, a do pokonania mieliśmy także jedno bardzo strome i wąskie podejście skalne. Naszemu synkowi takie atrakcje bardzo się podobały – uwielbia, gdy na szlaku dzieje się coś ciekawego i może samodzielnie pokonywać trudniejsze odcinki trasy.
Następnie weszliśmy na leśną ścieżkę, która była już tylko miejscami stroma. Na tym odcinku zielonego szlaku można było chwilę odpocząć od ciągłego podejścia w górę. Jednak to była tylko cisza przed burzą – jeszcze kilka schodków i stromych odcinków czekało nas na drodze na Trzy Korony.
2,8 km – Na naszej trasie ponownie natrafiliśmy na odcinek z podejściem, w którym w kilku miejscach zamontowano drewniane wzmocnienia. Wspinaliśmy się w stronę Polany Kosarzyskiej.
Polana Kosarzyska w Pieniach
3,2 km – Dotarliśmy na Polanę Kosarzyską, położoną na wysokości 824 m n.p.m., skąd obraliśmy szlak niebieski – do szczytu Trzech Koron pozostało nam jeszcze około 30 minut wędrówki. Polana rozciąga się na długości około 250 metrów i niegdyś była miejscem wypasu owiec. Tego dnia turystów na niej nie spotkaliśmy – panował tu wyjątkowy spokój, który dodawał magii naszej pienińskiej wędrówce.
Dalej podążaliśmy niebieskim szlakiem w górę polany, wspinając się po drewnianych stopniach. Na jej końcu ponownie wkroczyliśmy do lasu.
3,6 km –Niebieski szlak skręcił w prawo, rozpoczynając ostatni, wymagający odcinek wspinaczki na Trzy Korony. Szlak nie zaskoczył nas niczym nowym – czekały kolejne podejścia pod górę, drewniane schody i skalne fragmenty. Droga prowadziła przez gęsty, cienisty las, w którym słońce tylko gdzieniegdzie przebijało się przez korony drzew.
Trzy Korony w Pieninach
3,8 km – Strome podejście wyprowadziło nas prosto do kasy biletowej Pienińskiego Parku Narodowego. Tym razem mieliśmy szczęście – nie było żadnych kolejek i już po chwili trzymaliśmy w rękach bilety, które otwierały nam drogę na platformę widokową na Trzech Koronach.
Trzy Korony kasa
Trzy Korony – ceny biletów
Bilet normalny: 10,00 zł
Bilet ulgowy: 5,00 zł
Dzieci do 7 lat: bezpłatnie
Opłaty za wejście na Trzy Korony pobierane są w okresie od 1 kwietnia do 15 listopada. W tym samym dniu, korzystając z jednego biletu, można wejść również na Sokolicę.
Trzy Korony pieczątka
Pieczątka znajduje się przy kasie biletowej Pienińskiego Parku Narodowego.
Trzy Korony platforma widokowa
Od kasy biletowej Pienińskiego Parku Narodowego dzieliło nas zaledwie około 100 metrów od punktu widokowego na Trzech Koronach. Ten odcinek prowadził po metalowej platformie i stromych schodach, które same w sobie stanowiły już atrakcję. Każdy krok dostarczał wrażeń, a dodatkową nagrodą dla oczu były złociste kępy smagliczki skalnej porastające ściany skalne wyrastające tuż nad platformą. Warto dodać, że przy wejściu na platformę należy zwrócić uwagę na oznaczenia, ponieważ obowiązuje tu ruch jednokierunkowy.
Z platformy widokowej na Trzech Koronach(982 m n.p.m.) można podziwiać prawdziwy kawał świata. Choć tego dnia niebo było zachmurzone, udało nam się dostrzec ośnieżone Tatry, które przepięknie kontrastowały z wiosenną zielenią. Oprócz Tatr roztacza się stąd panorama na Magurę Spiską, Gorce, Beskid Sądecki, Beskid Żywiecki, a także na Pieniny i malowniczy Przełom Dunajca z zabudowaniami wsi Sromowce Wyżne. Dodam, że sama platforma widokowa na Trzech Koronach nie jest szczególnie przestronna.
Szlaki z widokiem na Trzy Korony
Trzy Korony mieliśmy już okazję podziwiać z wielu perspektyw i różnych miejsc 😊.