Witajcie Kochani! W dzisiejszym wpisie zabiorę Was do bardzo uroczego miejsca położonego w Beskidzie Małym u podnóżaHrobaczej Łąki (820 m n.p.m.) – jej północne stoki. Mowa o Kamieniołomie w Kozach Górnych, do którego prowadzi wyznaczony nie tak dawno temu, bo w drugiej połowie września 2021 roku zielony szlak. Trasa, którą Wam przedstawię nie należy do wymagających, ani trudnych. Oczywiście trzeba być przygotowanym na pojedyncze podejścia (żeby nie było😉) , dlatego dla własnego komfortu namawiam Was do założenie wygodnego obuwia. Jest to idealna propozycja na weekendowy spacer z rodziną. Latem można zaplanować dodatkowo jakiś piknik na kocu, albo wydłużyć wycieczkę i udać się na obiad do Schroniska na Hrobaczej Łące. Miejsce to przypadnie do gustu również osobom lubiącym podziwiać zachody słońca w Beskidach.
Szlak zielony ma swój początek przy Dworcu PKP w Kozach. Pierwsza część szlaku zielonego prowadzi ulicami Kóz Górnych – droga asfaltowa między zabudowaniami. Ze względu na pogodę, która w dniu naszej wycieczki nie była za łaskawa postanowiliśmy podjechać na parking leśny znajdujący się nieopodal Kaplicy Matki Koziańskiej.
Trasa: Kozy parking leśny ulica Panienki (szlak zielony) – Kamieniołom Kozy – punkt widokowy – powrót tym samym szlakiem
Data: 5 luty 2022 / 29 styczeń 2023
Dystans: około 2.90 km
Czas trwania: około 1:00 h (z siedmioletnim dzieckiem w dwie strony)
Minimalne wzniesienie: 465 m
Maksymalne wzniesienie: 611 m
Parametry z aplikacji Huawei Zdrowie
Kamieniołom Kozy parking
Poniżej podaję parametry GPS parkingu na ulicy Panienki w Kozach Górnych, z którego rozpoczynamy wędrówkę szlakiemzielonym.
Parametry GPS parkingu: 49.832363, 19.155645
Przechodzimy za szlaban znajdujący się zaraz przy parkingu i kierujemy się szeroką drogą, która już na początku idzie leciutko w górę.
Kaplica Matki Koziańskiej na zielonym szlaku
Po 50 metrach mijamy znajdującą się po prawej stronie szlaku zielonego Kaplicę Matki Koziańskiej. Podobno po dziś dzień są organizowane tu nabożeństwa. Za kapliczką wchodzimy na typową drogę leśną, która idzie lekko w górę.
Po chwili mijamy kolejny szlaban.
Po 350 metrach od parkingu przecinamy szeroką drogę, za którą ponownie wchodzimy w las. Szlak zielony pnie się w górę. Śnieg sypał z każdym naszym krokiem coraz mocniej.
Po przejściu pół kilometra podejście na szlaku zielonym robi się nieco bardziej strome. Na tym odcinku było też dość ślisko.
Po 200 metrach (0.70 km) – wychodzimy z lasu i idziemy prostą ścieżką przed siebie. W drodze powrotnej z Kamieniołomu w Kozach będziemy mogli w tym miejscu nacieszyć oczy wspaniałymi widokami. Po chwili skręcamy w prawo, wychodzimy kawałek pod górkę, po czym skręcamy w lewo (po prawej stronie jest szlaban do którego później wrócimy) i schodzimy w dół prosto nad staw znajdujący się po prawej stronie ścieżki.
Kamieniołom Kozy
1.05 km – docieramy nad staw. Dojście tutaj w zimowych warunkach zajęło nam około 22 minuty.
Historia Kamieniołomu w Kozachsięga lat 1910 -12, ale nie będę się tu zbytnio rozwodzić na ten temat. Dodam tylko, że wydobywany tu kamień był wykorzystywany w transporcie kolejowym oraz drogownictwie. Kamieniołom w Kozach został zamknięty w 1994 roku i nie działa po dziś dzień. Powstał tu piękny niedużych rozmiarów staw, który można obejść dookoła. Dodatkowo przy odrobinie szczęścia do warunków można podziwiać odbijającą się w tafli stawu kamienną ścianę kamieniołomu – widok robi wrażenie 😊
W dalszej części wpisu przedstawię Wam przebieg trasy na 'górę’ Kamieniołomu w Kozach – punkt widokowy.
Kamieniołom Kozy zdjęcia
Kamieniołom Kozy zimą
Kamieniołom Kozy jesienią
Kamieniołom Kozy latem
Kamieniołom Kozy – ławeczka widokowa z Kozą
Po zrobieniu kilku zdjęć decydujemy, że udamy się jeszcze na 'górę’ Kamieniołomu. Cofamy się do miejsca, w którym skręcaliśmy w lewo nad staw i idziemy w kierunku widocznego na poniższym zdjęciu szlabanu. Mijamy wspomniany szlaban i kierujemy się szeroką drogą idącą lekko w górę. Śnieg nie odpuszczał…
1.40 km – po prawej stronie szlaku zielonego znajduje się mała ściana kamieniołomu, pod którą turyści odwiedzający Kamieniołom w Kozach ustawili kamienne kopczyki.
1.60 km dochodzimy na 'górę’ Kamieniołomu w Kozach. Z szerokiej drogi skręcamy w lewo, podchodzimy kawałeczek do głazu, na którym zamontowana jest tabliczka informacyjna. Ma na celu ostrzeżenie turystów przed niebezpieczeństwem jakie niesie ze sobą zbliżanie się do krawędzi urwiska.
Kamieniołom Kozy punkt widokowy
Z 'góry’ Kamieniołomu (około 600 m n.p.m.) rozciąga się wspaniała panorama: patrząc na północ doskonale widać całą Gminę Kozy, Kotlinę Oświęcimską, Jezioro Goczałkowickie, Wyżynę Śląską. Na wschód można dostrzec leżący w województwie małopolskim – Kraków, na zachód widać nasze rodzinne miasto Bielsko-Biała oraz Pogórze Cieszyńskie.
Sami widzicie, że opisana przeze mnie trasa nie należy do długich oraz wymagających. Mam nadzieję, że moja relacja zachęci Was do odwiedzenia tego uroczego miejsca 😊 Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że nieopodal Kamieniołomu w Kozach jest tajemniczy ukryty w lesie Wilczy Staw (niecały kilometr drogi od stawu w Kamieniołomie).
Na Hrobaczą Łąkę jest około 2 km od punktu widokowego na górze Kamieniołomu (dojście do czerwonego szlaku).
W naszym województwie zaczęły się właśnie wyczekiwane przez nas ferie zimowe 😊 Przed nami pakowanie i długa droga na drugą stronę Polski. Do zobaczenia po powrocie.
Witajcie Kochani! W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam bardzo ciekawe miejsce na mapie Beskidu Śląskiego – Trójstyk granic Polski, Czech i Słowacji. Wybierając się na Trójstyk beskidzki będziecie mogli poczuć jak to jest być w trzech państwach niemalże jednocześnie. My wybraliśmy się na Trójstyk szlakiem żółtym z polskiej Jaworzynki (Gmina Istebna). Szlak żółty jest krótki (około 2 km w dwie strony), łatwy oraz przyjemny. Spokojnie można wybrać się na niego całą rodziną. Mile widziane są tu również dzieci w wózkach, ponieważ szlak żółty prowadzi praktyczniedo samego Trójstyku szeroką asfaltową drogą. Następnie są schody, wzdłuż których jest zjazd dla wózków dziecięcych oraz dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich. Teren na Trójstyku beskidzkim jest wspaniale zagospodarowany (siłownia na świeżym powietrzu, plac zabaw, wiaty wypoczynkowe z paleniskami, tablice informacyjne z mapami oraz ciekawostkami).
Trasa: JaworzynkaTrzycatek rondo (szlak żółty) – Nad Trojmezim – Trójstyk – powrót tą samą trasą
Data: 26 sierpień 2022
Dystans: około 2 km
Czas trwania wycieczki: około 50 minut
Minimalne wzniesienie: 557m
Maksymalne wzniesienie: 620m
Trójstyk Polska – Czechy – Słowacja trasa
Trójstyk Jaworzynka parking
Samochód zaparkowaliśmy na niedużym parkingu znajdującym się zarazprzy rodzie Trzycatek wJaworzynce.
Parking jest płatny: 5 zł / godzina postoju
Godzina w zupełności nam wystarczyła na dojście szlakiem żółtym do Trójstyku i zwiedzenie okolicy.
WAŻNE! Opłatę za parking należy uiścić w Centrum Wypoczynkowo – Sportowym Jaworzynka na ulicy Jaworzynka 89 (budynek obok Kościoła w Jaworzynce).
Parametry GPS parkingu: 49.523765, 18.857381
Po opłaceniu parkingu wróciliśmy w okolice ronda (przystanek autobusowy) na szlak żółty. Drogowskaz poinformował nas, że do Trójstyku Granic Polski, Czech i Słowacji mamy 15 minut drogi. Tak jak już wspominałam szlak żółty prowadzi szeroką asfaltową drogą, która nie należy do wymagających. Oczywiście momentami droga idzie w górę, ale nie są to jakieś straszne wzniesienia. Po drodze mijaliśmy liczne zabudowania. Na szlaku żółtym jest również mały sklepik z pamiątkami – można kupić w nim np. odznakę turystyczną. Niestety sklepik w dniu naszej wycieczki był nieczynny. Im bliżej byliśmy Trójstyku granictym piękniejsze mogliśmy podziwiać beskidzkie krajobrazy. Ze szlaku żółtego jest doskonale widoczna choćby koniakowskaOchodzita.
Na słupie zauważyliśmy oznaczenie biegnącej tu ŚCIEŻKI TRZECH HARNASI.
0,8 km – szlak żółty skręca z szerokiej asfaltowej drogi w lewo. Weszliśmy na wspomniane we wstępie schody. Patrząc na lewo jest siłownia pod chmurką oraz plac zabaw.
Trójstyk granic Jaworzynka
Punkt styku granic Polski, Czech i Słowacjipołożony jest w jarze (8m szerokości, 34 m głębokości) – Potok Wały. Trzy graniczące ze sobą państwa są oznaczone tu mierzącymi 240 cm granitowymi monolitami. Od niedawna jestmożliwość przejścia po nowo wybudowanym moście z Polski na stronę słowacką.
Swój początek ma tu ZBÓJNICKA ŚCIEŻKA TRZECH HARNASI – Jaworzynka – Zwardoń – Sól Kiczora – Milówka – Rajcza (mapa poniżej – punkty odpoczynkowe, punkty widokowe, punkty naprawy rowerów). Dodam, że nie tylko piechurzy znajdą tu coś dla siebie – jest to również idealne miejsce dla osób lubiących wycieczki rowerowe.
Po prawej stronie schodów znajduje się drewniany budynek, w którym znajduje się restauracja – aktualnie jest jednak nieczynna.
Po chwili doszliśmy do miejsca oznaczonego jako Trójstyk granic Polski, Czech i Słowacji – 554 m n.p.m. Jest tu wspomniany granitowy monolit oznaczający Rzeczpospolitą Polskę.
Po prawej stronie szlaku żółtego jest drewniana wiata z paleniskiem znajdująca się ona po stronie czeskiej – 555 m n.p.m. Nie mogło również zabraknąć granitowego monolitu oznaczającego Czechy.
Następnie zdecydowaliśmy się przejść po moście na stronę słowacką. Minęliśmy znak z napisem GRANICA PAŃSTWA. Po chwili byliśmy u naszych słowackich sąsiadów. Za mostkiem możecie odpocząć na ławeczkach, są tu drewniane wiaty, tablice informacyjne. No i oczywiście ostatni już monolit z wygrawerowanym słowackim godłem.
Powrót na parking szlakiem żółtym poszedł nam bardzo sprawnie, ale to nie był koniec naszej wycieczki. Z Jaworzynki ruszyliśmy do Wisły Jurzyków. Wybraliśmy się szlakiem żółtym na Stożek Wielki (Beskid Śląski). To był piękny, pełen przygód dzień!
Moje urodziny były kolejną dobrą okazją, aby wyrwać się w góry. Planowanie trasy, pakowanie i w drogę! Naszym celem była Dolina Rohacka i parking pod Spaloną. Do pokonania samochodem z Bielska – Białej mieliśmy około 110 kilometrów (w jedną stronę). Kierowaliśmy się na Korbielów ( przejście graniczne ), następnie na Namestovo. Po około dwóch godzinach dotarliśmy do celu.
Na wstępie dodam, że jeśli chcesz odpocząć od zgiełku na tatrzańskich szlakach, to z pewnością ten wpis jest dla Ciebie! Dzisiaj chcę Wam przedstawić BARDZO urokliwą trasę w Tatrach Zachodnich biegnącą u naszych słowackich sąsiadów. Na szlaku czeka na Ciebie mnóstwo atrakcji: Rohackie Wodospady, Rohackie Stawy, wspaniałe widoki na Tatry Zachodnie oraz wizyta w Bufecie Rohackim, który serwuje najlepszą zupę czosnkową na Ziemi!
Trasa: Rohacka Dolina (parking pod Spaloną, szlak czerwony) – Rozdroża Adamculi (skręt w prawo, szlak niebieski) – Wyżni Wodospad Rohacki – Rozdroża pod Przednim Zielonym – Rozstaj szlaków pod Trzema Kopami – Wyżni Staw Rohacki (szlak zielony) – Pośredni i Mały Staw Rohacki – Niżni Staw Rohacki – Rozstaj szlaków w Smutnej Dolinie – Bufet Rohacki (Taliakova Hata) (szlak czerwony) – Rohacka Dolina (parking pod Spaloną)
Data wycieczki: sierpień 2018 r. / wrzesień 2022 r.
Dystans: 14.64 km
Czas trwania: 6:40 h (sam przemarsz z czteroletnim dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 1060 m
Maksymalne wzniesienie: 1768 m
Parametry z aplikacji endomondo
UWAGA! Od 1.11. do 15.06. szlak na Rohackie Stawy jest zamknięty. Przed wyjazdem wykup ubezpieczenie.
Rohackie Stawy widziane zWołowca 2063 m n.p.m. Opis szlaku na Wołowiec znajdziesz tutaj: Wołowiec szlak ze Słowacji
Parking pod Spaloną
Parking pod Spaloną usytuowany jest 1030 metrów n.p.m.Wjazd na parking jest płatny 5 euro (cały dzień postoju). Parking jest naprawdę duży. Widać z niego wyciąg narciarski, działający również w sezonie letnim. Leży on u stóp szczytu Salatyńskiego Wierchu.
Parametry GPS parkingu: 49.238777, 19.714034
Tyle drogą wstępu. Czas ruszyć na szlak!Z parkingu pod Spaloną skręciliśmy w lewo i weszliśmy w las. Po chwili naszym oczom ukazał się Potok Rohacki i prowadzący nad nim drewniany most. Po około 500 metrach zaczęło się krótkie, ale bardzo strome podejście. Na tym odcinku mieliśmy do pokonania schody, pod naszymi nogami były korzenie oraz skały.
Razcestie Sindlovec
Po pokonaniu tego stromego odcinka doszliśmy do miejsca o nazwie Razcestie Sindlovec (1087 m n.p.m.). W sezonie letnim działa tu mały bufet, w którym udało się nam wbić pieczątki do naszych książeczek akcji Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum.
Od bufetu poruszaliśmy się drogą asfaltową, która jest zamknięta dla samochodów. Poruszać mogą się po niej tyko upoważnieni. Droga jest szeroka, prosta i przyjemna. Widać z niej między innymi: Trzy Kopy, Hrubą Kopę, Spaloną Kopę.
Adamcula
2.90 kilometra doszliśmy do skrzyżowania szlaków – Adamcula –1189 m n.p.m.Tutaj porzuciliśmy szlak czerwony i skręciliśmy w prawo (szlak niebieski). Nadal szliśmy drogą asfaltową . Doszliśmy do tablicy, która poinformowała nas, że na Rohackie Wodospady mamy skręcić w prawo. Na 3.45 km skończył się asfalt. Nasz synuś był wniebowzięty, narzekał, że szlak prowadzi drogą asfaltową. Po chwili musieliśmy przejść przez kolejny drewniany mostek.
Weszliśmyv na obszarZIELONEJ DOLINY. vMieliśmy do pokonania ala ‚chodnik’ prowadzący przez las. Następnie przeszliśmy przez drewnianą kładkę i ponownie wróciliśmy na ‚chodnik’
Szlak niebieski z każdym krokiem coraz bardziej piął się w górę. Od razu napiszę, że szlak niebieski idzie stromo w górę aż do samego Wodospadu Rohackiego. Trzeba było podnosić naprawdę wysoko nogi. Nasz syn miał niezłą gimnastykę, ale to dopiero zapowiedź trudności, jakie mieliśmy do pokonania na dalszych odcinkach szlaku.
Wyżni Rohacki Wodospad
4.20 km na chwilę skończyła się nasza 'wspinaczka’ i doszliśmy do miejsca oznaczonego, jako ROHACKI WODOSPAD – 1340 m n.p.m. Tutaj zboczyliśmy ze szlaku niebieskiego. Skręciliśmy w lewo, przeszliśmy po drewnianym mostku.
Bardzo wyraźnie słyszeliśmy wodospad mimo, że dzieliło nas od niego jeszcze troszkę drogi. Nie ma się co dziwić jego przepustowość to 500 – 1200 litrów na sekundę. Do wodospadu schodzi się bardzo, bardzo stromo w dół. Na tym odcinku jest dość wąsko i ciężko wyminąć się z innymi turystami. Wodospad Rohacki robi wrażenie w całej okazałości. Jest ogromny. Mierzy aż 23 metry. Można podejść bardzo blisko Wodospadu Rohackiego, wystarczy wspiąć się po kilku skałkach. Trzeba jednak uważać, ponieważ skały są bardzo śliskie. Woda rozpryskuje się w wszystkich kierunkach z dużą siłą.
Wracamy na szlak niebieski pokonując strome podejście. Drogowskaz poinformował nas, że do pierwszego Rohackiego Stawu mamy jeszcze półtora godziny drogi. Od razu zaczęliśmy się piąć stromo w górę. Na tym odcinku do pokonania mieliśmy drewniano – skalne schodki, skały, nie brakowało również wystających korzeni. Mijaliśmy liczne skalne bloki. Droga prowadziła przez las.
W końcu wyszliśmy z lasu. To był bardzo upalny dzień, a mieliśmy do pokonania bardzo stromą, skalną drogę. Raz do czasu odpoczywaliśmy na skałach. Co nie było łatwe, ponieważ ścieżka na tym odcinku jest dość wąska i za bardzo nie ma możliwości zrobienia sobie przerwy tak po prostu. Trzeba wejść na jakąś skałę leżącą obok ścieżki.
Rozdroża pod Przednim Zielonym
5 km – doszliśmy do pięknego miejsca, w którym są dostępne dla turystów drewniane stoliki z ławeczkami. Miejsce to nosi nazwę Rozdroża pod Przednim Zielonym -1473 m n.p.m. Rozciągają się stąd cudne widoczki na tatrzańskie szczyty.
Zielone Jeziorko
Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy dalej. Poruszaliśmy się prostą, wąską, skalną dróżką wśród drzew iglastych. Po chwili doszliśmy do niewielkiego stawu – Zielone Jeziorko, które w dnu naszej wyprawy prezentowało się naprawdę zachwycająco. Woda w jeziorku jest koloru turkusowego..
Po chwili odpoczynku nad jeziorkiem ruszamy w dalszą drogę. Szlak niebieski od teraz już tylko piął się stromo w górę – aż do pierwszego z czterech stawów – Wyżniego Stawu Rohackiego. Jest to bez wątpienia najbardziej wymagający odcinek na szlaku niebieskim. Na trasie (jak to w Tatrach) zalegało mnóstwo kamieni i skał. Trud wspinaczki ułatwić mogą kijki, które jak najbardziej polecam spakować, wybierając się nad Rohackie Stawy. A widoki na Tatry Zachodnie na tym odcinku… są nie do opisania słowami… Zrobiliśmy w drodze nad staw z dwa krótkie przystanki. Syn naprawdę dzielnie wędrował. Niejeden, niewprawiony w górskie wędrówki dorosły, miałby nie lada problem z pokonaniem tego odcinku szlaku.
Doszliśmy do Rozstaju szlaków pod Trzema Kopami – 1589 m n.p.m..
Dalej kierowaliśmy się stromą, wąską ścieżką (szlak zielony) naWyżni Staw Rohacki.
Rohackie Stawy
Wyżni Staw Rohacki
6.30 km doszliśmy do pierwszego ze stawów. Pierwsza nasza myśl – jak tu bosko! Warto było!
Wyżni Staw Rohacki wysokość
Wyżni Staw Rohacki położony jest 1719 m n.p.m. Naszym oczom ukazały się się bajkowe widoki… Powierzchnia Wyżniego Stawu Rohackiego to 1.4 ha.Staw leży u stóp Zielonego Wierchu Rohackiego. A odbijający się w tafli stawu Wołowiec… po prostu zapiera dech…
Wyżni Staw Rohacki zdjęcia
Oczywiście grzechem byłoby nie zrobić nad stawem przerwy. Rozłożyliśmy koc i rozkoszowaliśmy się pięknymi, górskimi widokami. Syn był oczywiście prze szczęśliwy, że może wrzucić do stawu kilka kamieni.
Po dość długiej przerwie ruszyliśmy szlakiem zielonym w dalszą drogę. Przed nami była do pokonania kamienista / skalna droga, która dla odmiany szła stromo w dół.
Na szlaku było coraz mniej turystów. Po chwili marszu naszym oczom ukazał się widok naPośrednie Stawy Rohackie. Bez dwóch zdań: te jeziora zbudzają podziw…
Pośredni i Mały Staw Rohacki
Leżące w sąsiedztwie stawy mają wspólną nazwę – Pośrednie Stawy Rohackie. Przy stawach byli tylko pojedynczy turyści. Ale zdarzały się momenty kiedy byliśmy całkiem sami w tym urokliwym miejscu. Panowała tu największa cisza i spokój jakiego w życiu doświadczyłam… Zamknęłam oczy i odpłynęłam… Zakochałam się w tym miejscu… Niewielu turystów tu dociera. Sporo osób kończy swoją wędrówkę na pierwszym stawie. Oj, duża strata… Mieliśmy okazję podziwiać stąd piękne Rohacze, widoczny jest stąd również Wołowiec oraz Rakoń. Po stawie pływało sporo kaczuszek krzyżówek. Tutejszy krajobraz wzbogacają licznie występujące dzwonki alpejskie.
Pośredni Staw Rohacki
Mały Staw Rohacki
Gdyby nie goniący nas czas, na pewno zostalibyśmy nad stawami dłużej. I tak zaszaleliśmy, bo zeszło nam w tym miejscu około godziny. Chciało się oczywiście więcej… ale nie było możliwości, abyśmy schodzili na parking po ćmoku. Szlak był dla nas nieznany, nie wiedzieliśmy co nas czeka za zakrętem… Nie lubię żegnać się z górami, to najtrudniejsza i najmniej przyjemna część wypraw górskich… Ale nie ma co płakać, w końcu to jeszcze nie koniec naszej PRZYGODY! Przed nami jeszcze jeden z czterech stawów o nazwie Wielki Staw Rohacki. Dalej kierowaliśmy się stromo w dół.
Podczas zejścia w końcu naszym oczom ukazał się Wielki Staw Rohacki.
Niżni Staw Rohacki
7.90 km dotarliśmy do czwartego stawu – Niżni Staw Rohacki. Inną, często używaną nazwą jest Wielki Staw Rohacki. Jest to największy staw leżący w Tatrach Zachodnich. Jego powierzchnia zajmuje 2.22 ha.
Oczywiście i tu nie obyło się bez przystanku. Po prostu nie da się iść dalej, kiedy w koło rozciągają się takie wspaniałe widoki.
Jak zawsze… gonił nas czas i musieliśmy zbierać się w dalszą drogę. Przed nami był do pokonania znowu nie za łatwy odcinek. Schodziliśmy stromo w dół wąską ścieżką.
Rozdroża w Smutnej Dolinie
Stroma ścieżka doprowadziła nas do Rozdroża w Smutnej Dolinie – 1522 m n.p.m. Można tu odpocząć przy stoliku z ławkami. W koło nadal rozciągały się magiczne widoki na Tatry Zachodnie. Z dość bliska można podziwiać stąd Wołowiec, Rohacza Ostrego oraz Płaczliwego. Drogowskaz wskazywał 30 minut drogi do Bufetu Rohackiego.
Po chwili odpoczynku kierowaliśmy się do Rohackiej Doliny. Do pokonania mieliśmy kamienistą, skalną drogę prowadzącą między kosodrzewiną.
Po drodze minęliśmy ujęcie wody pitnej. Na tym odcinku widać już znajdujący się w sąsiedztwie Bufetu Rohackiego Staw Czarna Młaka (Tatliakowe Jezioro).
Staw Czarna Młaka / Tatliakowe Jezioro
Staw Czarna Młaka / Tatliakowe Jezioro
Bufet Rohacki – Taliakova Hata
Bufet Rohacki położony jest 1350 m n.p.m. w Dolinie Rohackiej. Dość istotną informacją jest, że bufet jest czynny tylko i wyłącznie w sezonie letnim. Oczywiście można skusić się tu na ciepły posiłek. Ja z całego serca polecam Wam pyszną zupę czosnkową serwowaną z serem oraz grzankami. Na terenie bufetu do dyspozycji gości są stoliki z ławkami. Jest również plac zabaw.Tak prezentuje się wnętrze Bufetu Rohackiego.
Staw Czarna Młaka / Tatliakowe Jezioro
Byliśmy zaskoczeni, ponieważ zaraz za Bufetem Rohackim znajduje się kolejne, niewielkie, płytkie jezioro – Czarna Młaka (Tatliakowe Jezioro). Nie mieliśmy zielonego pojęcia, że to nie koniec urzekających stawów na naszej drodze. Z brzegu Talikowego Jeziora można podziwiać zacne Rohacze i Wołowiec. Jest tu bardzo kameralnie. Niestety zmęczenie brało górę i postanowiliśmy po około 15 minutach ruszać w stronę samochodu. Żałowałam, że na szlak nie udało się nam wyruszyć wcześniej. Chciałoby się więcej i więcej, niestety czas w górach leci nieubłaganie szybko.
Od Bufetu Rohackiego prowadzi asfaltowa droga, która jest zamknięta dla samochodów. Poruszać się mogą po niej tylko upoważnieni. Ten odcinek ciągnie się niemiłosiernie… Asfalt na szlakach nie jest przez nas lubiany. 12.10 km dochodzimy do rozdroży dróg Adamcula i ostatni kawałek (grubo ponad 2 km) wracamy tym samym odcinkiem czerwonego szlaku, którym zaczynaliśmy rano swoją wyprawę z parkingu. W drodze do samochodu spotykamy jednego pana z psiakiem. Późnym popołudniem na szlaku pustki.
Podsumowanie
Nie potrafię wyrazić słowami mojego zachwytu tą czarującą krainą… Rohackie Stawy, to miejsce, które zostanie w mojej pamięci na ZAWSZE! Jest to doskonałe miejsce dla rodzin z dziećmi. Syn, ani razu nie narzekał mimo trudu wyprawy. Był to dla Niego bardzo atrakcyjny szlak. Ważne jest jednak, aby dziecko miało wcześniej styczność z tatrzańskimi szlakami, ponieważ przejście opisanej przez mnie trasy wymaga od dziecka wytrwałości i umiejętności radzenie sobie w trudnym terenie.
Ubezpieczenie Tatry Słowackie
Wybierając się w Tatry Słowackie trzeba samemu zadbać o ubezpieczenie. W razie wypadku pomoc u naszych sąsiadów jest odpłatna. My od pewnego czasu planując wycieczki w Tatry Słowackie wykupujemy ubezpieczenie niezależnie o trudności trasy. Koszt ubezpieczenia naprawdę nie jest duży. Dzieci, młodzież do lat 18 za ewentualne akcje ratunkowe nie płacą.
Lubicie spontaniczne wypady w góry? Bo my bardzo… Właśnie z takiego niezaplanowanego wyjścia będzie dzisiejsza relacja. Nasz synek zamarzył o lodach, ale nie o byle jakich lodach… Zachciało Mu się lodów, które serwują naGórze Żar w Beskidzie Małym. Dla Niego to już jest smak dzieciństwa. Oczywiście spełniliśmy zachciankę naszego Smyka i przy okazji odkryliśmy wspaniałą trasę prowadzącą wprost na Górę Żar. Szlak, który Wam dziś przedstawię jest dość krótki. Do pokonania jest na nim około 400 metrów przewyższenia. Poza tym jest to idealna alternatywadla wyjścia naGóręŻar popularną ścieżką prowadzącą wzdłuż kolejki linowejz Międzybrodzia Żywieckiego. Plusem czarnego szlaku jest droga wiodąca przez las. Mieliśmy okazję niejednokrotnie maszerować na Żar przy kolejce w pełnym słońcu i uwierzcie mi – nie należało to najprzyjemniejszych. Nie mówiąc o tłumach ludzi, których na czarnym szlaku nie spotkacie.
Trasa: Kozubnik (szlak czarny) – odejście szlaku czarnego (szlak czerwony) – Góra Żar (szlak czerwony) – początek szlaku czarnego – Kozubnik
Data: 1 wrzesień 2018 / 30 sierpień 2022
Dystans: około 7 km
Czas trwania: około 2 h (sam przemarsz z dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 394 m
Maksymalne wzniesienie: 797 m
Parametry z aplikacji endomondo
Spakowaliśmy kilka potrzebnych rzeczy i wyruszyliśmy z Bielska – Białej w stronę Porąbki. Naszym celem był przysiółekKozubnik. Samochód zaparkowaliśmy naprzeciwko nieczynnego sklepu spożywczego na ulicy Krajobrazowej.
Szlak czarny Kozubnik
Od razu weszliśmy na interesujący nas czarny szlak (ulica Kozubnik) prowadzący początkowo drogą asfaltową.
Po chwili doszliśmy do budynku Szkoły Podstawowej nr2, obok którego skręciliśmy w lewo. Powoli pięliśmy się w górę mijając przy tym liczne zabudowania. Od razu dodam, że szlak czarnyjest bardzo dobrze oznakowany.
Minęliśmy ostatnie zabudowania i dalej kierowaliśmy się asfaltową drogą leśną. Po chwili szlak czarny odbija
w prawo z ulicy Kozubnickiej na ulicę Konarową.
1.10 km – dochodzimy do miejsca, w którym szlak czarny skręca z drogi asfaltowej w lewo – wchodząc przy tym w las. Na upartego, jeśli ktoś chciałby skrócić pieszą wędrówkę do maksimum, można dojechać do tego momentu samochodem, parkując go gdzieś na poboczu (na własną odpowiedzialność 😅). W dniu naszej wycieczki na tej części szlaku czarnego zalegało sporo błota.
Szlak czarny od razu zaczyna piąć się w górę, ale nie jest jakoś bardzo stromo.
Około 1.60 kilometra czarny szlak skręca w prawo i zaczyna się krótkie, lecz strome podejście. Mierzące około 300 metrów.
Po dwóch kilometrach szlak czarny zaczął się jeszcze bardziej piąć w górę. Mieliśmy świadomość, że jesteśmy coraz bliżej celu. Nad drzewami przelatywali paralotniarze, rzucając niesamowity cień na leśną ścieżkę.
2.20 km – doszliśmy do drewnianego domku, który wzbudził ogromne zainteresowanie naszego synka. Stwierdził, że chciałby tu mieszkać i widzieć na co dzień te piękne widoki. Zza drzew wyłania się widoknaJezioroCzanieckie.
Odejście szlaku czarnego – szlak czerwony na Górę Żar
Minęliśmy domki i skręciliśmy w lewo. Po skręcie jest kapliczka leśna – to w tym miejscu ma swój koniec szlak czarny i dalej na Górę Żar kierowaliśmy się już znakami czerwonymi. Szlak czerwony przez większość czasu jest dość stromy i kamienisty.
Aplikacja wskazywała, że przeszliśmy (od parkingu) niespełna trzy kilometry (2.70 km). Od tego momentu szlak czerwony piął się w górę jeszcze przez około 500 metrów.
W końcu naszym oczom ukazał się tor saneczkowy, budynek górnej stacji kolejki linowej oraz nadajnik na Górze Żar.
Góra Żar
Góra Żar jest bardzo dobrym miejscem widokowym. Z jej szczytu możemy podziwiać szczyty Beskidu Śląskiego oraz Żywieckiego. Jezioro Międzybrodzkie, Jezioro Żywieckie, Jezioro Czanieckie. Między górami widać również Rzekę Sołę.
Jak dla mnie jest to jedna z wspanialszych panoram Beskidu Małego.
Góra Żar wysokość
Góra Żar położona jest 761 m n.p.m.
Góra Żar pieczątka
Pieczątkę z Góry Żar wbiliśmy do naszych książeczek akcji Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum w budce z lodami 😊
Góra Żar atrakcje
Kolej linowa Żar
Na Górę Żarmożna wyjechać kolejką linową.
Cennik kolej linowa Żar 2023
Bilet góra – dół:
bilet normalny 29 zł
bilet ulgowy 24 zł
Bilet w jedną stronę:
bilet normalny 24 zł
bilet ulgowy 19 zł
Dzieci do lat 4 – bezpłatnie
Za dodatkową opłatą można przewieść rower bądź inny większy bagaż.
Góra Żar wielka ławka
Kolorowe iluminacje na Górze Żar – Kraina Żaru
Kolorowe iluminacje na Górze Żar – marzec 2023 r.
Obiekty gastronomiczne, sklepik z pamiątkami na Górze Żar
Tak jak już wspomniałam powyżej znajduje się tu budynek górnej stacji kolejki linowej Żar oraz liczne obiekty gastronomiczne. Można skusić się tu na obiad bądź zjeść jakiegoś fast fooda. Jest również możliwość zakupu lodów włoskich lub lodów świderków. Najmłodsi w sezonie letnim mogą liczyć również na watę cukrową.
Jest tu także sklepik z pamiątkami. Nasz syn jest fanem ręcznie robionych drewnianych zabawek sprzedawanych w jednym ze sklepików. Syn przy każdej wizycie naGórze Żar wzbogaca się o jakieś drewniane cudo 😅
Tor saneczkowy na Górze Żar
Jaka jest najbardziej rozchwytywana przez dzieci atrakcja naGórze Żar? To całoroczny tor saneczkowy Góra Żar! Nasz synuś w końcu zdecydował się na zjazd z tatą. Zastanawiam się kto miał więcej frajdy – On czy Tata 😁
Jeden zjazd dziecka z osobą dorosłą to koszt 14 złotych, jeżeli dziecko / osoba dorosła jedzie sama płaci 12 złotych.
Elektrownia szczytowo-pompowa wraz ze zbiornikiem wodnym na Górze Żar
Na Żarze znajduje się również elektrownia szczytowo-pompowa wraz ze zbiornikiem wodnym.
Jako ciekawostkę dodam, że zbiornik retencyjny na Górze Żar jest fantastycznie widoczny z położonej nieopodal Góry Żar – Kiczery (827 m n.p.m.). Z Żaru można dostać się na nią czerwonym szlakiem (2 km, około 30 minut drogi) – opis szlaku znajdziesz tutaj: Góra Żar – Kiczera – opis szlaku
Na Kiczerę można dostać się także szlakiem zielonym z Międzybrodzia. Opis szlaku znajdziesz tutaj:Kiczera szlak z Międzybrodzia
Widok na zbiornik retencyjny na Górze Żar z Kiczery
Szlaki rowerowo – zjazdowe na Górze Żar
Na Górze Żar jest wyznaczonych kilka szlaków rowerowo – zjazdowych.
Zimą natomiast Góra Żar jest rajem dla narciarzy.
Loty widokowe Góra Żar
Lot paralotnią
Dla bardziej wymagających – idealna atrakcja naGórze Żar to możliwość skorzystania z lotów paralotnią.
Lot szybowcem
U podnóża Góry Żar jest lotnisko oraz Szkoła Szybowcowa Żar, która oferuje fascynujące loty widokowe szybowcem. Rok temu, w urodziny przeżyłam taki lot. Wrażenia po takim locie są nie do opisania słowami. Jest to idealny pomysł na prezent urodzinowy. Poniżej zamieszczam kilka zdjęć zrobionych wprost z kabiny szybowca.
Koniec wspominania… 😁 Na Górze Żar spędziliśmy około dwie godziny.
Do samochodu wracaliśmy tą samą drogą. Zejście szło nam bardzo sprawnie. Trzeba jednak uważać, ponieważ momentami na szlaku jest bardzo stromo i ślisko.
Mieliśmy dużo szczęścia, ponieważ po powrocie doBielska-Białej zaczął padać deszcz. Aż ciężko uwierzyć, że kilka godzin wcześniej wylegiwaliśmy się w słońcu na Górze Żar.
Na koniec podzielę się z Wami zdjęciami Góry Żar, które zrobiłam podczas pontonowej wycieczki po Jeziorze Międzybrodzkim.
Końcówka sierpnia przywitała nas deszczem, który ma nam towarzyszyć jeszcze przez kilka najbliższych dni. Na dodatek w Beskidach jest dość burzowo. W związku z tym postanowiliśmy spędzić czas nieco inaczej niż zawsze. Zamiast na górski szlak wybraliśmy się do miejsca równie wyjątkowego, o którym dowiedziałam się w drodze samochodem do mojej siostry, która od niedawna mieszka w Jaworzu koło Bielska-Białej. Moją ciekawość wzbudził przepiękny mural widoczny z drogi prezentujący ogromnego żółwia wodnego pływającego w niebieściutkiej wodzie oceanu oraz napis Muzeum Fauny i Flory Morskiej i Śródlądowej w Jaworzu Średnim. Budynek muzeum znajduje się zaraz przy Szkole Podstawowej nr 2 w Jaworzu, przy którym od niedawna działa również motylarnia. Miejsce to zrobiło na nas bardzo pozytywne wrażenie. Bez wątpienia jest to nie lada atrakcja Beskidów oraz idealna propozycja na deszczowy dzień i nie tylko…
Data: 23 sierpień 2022
Czas: około 1:30 h
Muzeum Fauny i Flory Morskiej i Śródlądowej w Jaworzu może nie należy do dużych, ale zobaczenie wszystkiego wraz z uczestnictwem w wykładzie prowadzonym przez przewodnika oraz z wizytą w motylarni zajęło nam półtorej godziny.
Muzeum Fauny i Flory Morskiej i Śródlądowej w Jaworzu adres
Wapienicka 120, 43-384 Jaworze
GPS Muzeum Fauny i Flory Morskiej i Śródlądowej w Jaworzu: 49.79314, 18.97014
Na miejscu dla odwiedzających Muzeum Fauny i Flory Morskiej i Śródlądowej są dostępne miejsca parkingowe.
Przed budynkiem muzeum jest ustawionych sporo tablic informacyjnych, z którym możecie się dowiedzieć ciekawostek o: płazach i gadach Beskidu Śląskiego, roślinności wodnej oraz zwierzętach stawu. We wpisie nie będę prezentować wszystkich tablic znajdujących się przy muzeum w Jaworzu.
Poniżej dla zainteresowanych osób trochę historii muzeum – Bosman Erwin Pasterny.
Muzeum Fauny i Flory Morskiej i Śródlądowej w Jaworzu godziny otwarcia
Muzeum Fauny i Flory Morskiej i Śródlądowej w Jaworzu Górnym jest czynne sześć dni w tygodniu.
Poniedziałek – nieczynne
wtorek, środa, czwartek, piątek – 9:00 – 15:00
sobota, niedziela – 13:00 – 18:00
Muzeum Fauny i Flory Morskiej i Śródlądowej w Jaworzu cennik, rezerwacja biletu
W każdy wtorek wstęp do muzeum jest wolny dla osób indywidualnych.
W pomieszczeniu, w którym znajduje się kasa muzeum na dzień dobry przywitało nas dwóch pewnych siebie i ciekawskich mieszkańców muzeum, którzy uwielbiają być w centrum uwagi. Mowa o brodatej jaszczurce oraz o żółwiu wodnym, który wyciągał szyję niczym żyrafa 😁
Sala wykładowa
Zaraz za kasą muzeum znajduje się sala im. kapitana żeglugi wielkiej – Zdzisława Byloka. To w niej odbywają się wykłady prowadzone przez wspomnianego powyżej przewodnika muzeum. Od razu napiszę, że warto wziąć w nich udział. Prowadzone są one przez człowieka z ogromną wiedzą oraz pasją. Można dowiedzieć się tu wielu ciekawostek na temat mieszkańców muzeum (węży, pająków, patyczaków, ślimaków afrykańskich, itp.). Nie będę zdradzać Wam za dużo szczegółów, abyście mogli przekonać się osobiście jak ciekawie są prowadzone te wykłady.
W sali wykładowej zaraz przy drzwiach zauważyliśmy duże akwarium, w którym był aksolotl meksykański. Gdybyście widzieli radość naszego syna 😊 Nie spodziewał się, że będzie mógł w tym dniu zobaczyć na własne oczy swojego wymarzonego aksolotla. Fani Minecrafta doskonale znają te urocze płazy, które występują w naturalnym środowisku tylko w Meksyku w jeziorze Xochimilco. Mało brakło, a bylibyśmy posiadaczami takiego aksolotla. Negocjacje z synkiem były zaciekłe… W końcu jednak poszliśmy na kompromis i przyjęliśmy pod swój dach słodką świnkę morską 😋
Po wykładzie Pan Przewodnik zaprosił nas do pawilonu, w którym znajdowała się MOTYLARNIA.
Motylarnia Jaworze
Motylarnia w Jaworzu działa od drugiej połowy września 2020 roku. A co w motylarni? To nie tylko krajowe oraz egzotyczne motyle, ale i kraina roślin oraz innych owadów. Klimat w motylarni bardzo przypomina tropikalny mikroklimat. Jest tu ciepło i dość parno. Wszystko po to, aby motyle mogły się tu czuć jak w naturalnym środowisku. Pan Przewodnik podczas opowiadania ciekawostek o motylach, wylęgarni motyli oraz o patyczakach dał synowi potrzymać uroczego straszyka filipińskiego.
🦋 Serdecznie zapraszam do obejrzenia mojej galerii z wizyty w Motylarni w Jaworzu 🦋
Sala do zwiedzania
Ostatnia już sala Muzeum Fauny i Flory Morskiej i Śródlądowej w Jaworzu, którą zwiedzaliśmy to sala prezentująca eksponaty związane z morzem i oceanem. Zobaczycie tu eksponatym.in. rekinów, żółwia morskiego, ośmiornicy. W sali są również akwaria, w których pływają różnegatunki oceanicznych ryb. Dla najmłodszych nie lada atrakcją jest możliwość zobaczenie na żywo bohaterów bajki „Gdzie jest Nemo?”. Popularnością cieszy się również wiecznie uśmiechnięta ryba rozdymka. Dodatkową atrakcją tej sali jest drewniany statek, na który można wejść i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Są tu również liczne gablotki, z których dowiecie się wiele ciekawostek na temat mieszkańców wód. Poza tym w tej sali jest wyświetlany film związany z tematyką mórz i oceanów.
Nie mogło oczywiście zabraknąć pamiątkowego zdjęcia na wspomnianej drewnianej łodzi 😎
Poniżej prezentuję Wam niektóre z gablotek dostępnych w Muzeum Fauny i Flory Morskiej i Śródlądowej w Jaworzu.
A na koniec relacji mam dla Was zdjęcie uroczej, wiecznie uśmiechniętej rozdymki, która mieszka w tym jakże wyjątkowym miejscu 💙 Tym pozytywnym akcentem kończę ten wpis i mam nadzieję, że przekonałam Was do wizyty w jaworzańskim Muzeum Fauny i Flory Morskiej iŚródlądowej.
W dzisiejszym wpisie podzielę się z Wami relacjąz naszej wycieczki nad Jezioro Czorsztyńskie. Od niedawna wzbogaciliśmy naszą pasję chodzenia po górach o pływanie po jeziorach na pontonie. W końcu podziwianie Beskidów, Tatrczy jakichkolwiek innych pasm górskich z dmuchanej 'łodzi’ ze środka jeziora też ma swój wyjątkowy urok. Od razu napiszę, że nad Jeziorem Czorsztyńskimw sezonie letnim działają liczne wypożyczalnie sprzętu wodnego (kajaków, rowerków wodnych itp.). Są również organizowane cieszące się popularnością turystów rejsy statkami i gondolami po Jeziorze Czorsztyńskim. Ja w dzisiejszym wpisie chcę Was przekonać, że warto zobaczyć Jezioro Czorsztyńskie oraz widoczne z niego ruiny Zamku w Czorsztynie, Zamek w Niedzicy z nieco innej perspektywy – niekoniecznie z lądu 😊
Data: 19 sierpień 2022
Dystans po jeziorze: około 11 km
Widok na Tatry oraz Jezioro Czorsztyńskie z Kluszkowców
Dotychczas mieliśmy okazję podziwiać Jezioro Czorsztyńskie z okien naszego samochodu w drodze na szlaki w Pieninach. A! I raz byliśmy przespacerować się po po zaporze w Niedzicy przy okazji wycieczki w Pieniny Spiskie. Zresztą zdjęcia z tego spacerku wzbogaciły nieco ten wpis 😊 W związku z tym okolica samego Jeziora Czorsztyńskiego nie była nam znana. Nie wiedzieliśmy gdzie podjechać, aby nie dźwigać piętnastokilowego pontonu, wioseł, kamizelek, pompki i innych rzeczy nie wiadomo jak daleko od samochodu.
Wieś Maniowy – gmina Czorsztyn
Szczęśliwym trafem druga upatrzona przez nas miejscówka okazała się idealna. Wybraliśmy zjazd z głównej drogi we wsi Maniowy (gmina Czorsztyn). Znajdowała się ona w niedalekim sąsiedztwie pola namiotowego / campingowego. Mieliśmy do przejścia kawałek polną ścieżką, aby znaleźć się na brzegu Jeziora Czorsztyńskiego, przy którym było sporo miejsca do rozłożenia i wygodnego napompowania naszego pontonu. Poniżej podaję parametry miejsca, w którym zaczęliśmy naszą pontonową wyprawę.
GPS Jezioro Czorsztyńskie – Wieś Maniowy: 49.448625, 20.267745
Jezioro Czorsztyńskie – pontonem po Jeziorze
Czorsztyńskim
W czasie kiedy mąż zajął się pompowaniem pontonu (około 20 minut), ja z synkiem rozkoszowałam się pięknem Jeziora Czorsztyńskiego. Niebo było niebieściutkie, a temperatura sięgała 32 stopni. Bez kremu z filtrem, czapki z daszkiem oraz bez dużej ilości płynów nie zdecydowałabym się wypływać na jezioro. Szczególnie, że dystans jaki musieliśmy pokonać tego dnia wiosłując był dość zawrotny 😅 W dwie strony uzbierało się około 11 km. Zależało nam najbardziej na tym, żeby zobaczyć z jeziora ruiny Zamku w Czorsztynie. Cała wyprawa z przerwami zajęła nam niespełna 7 godzin. Oczywiście takie było założenie – to miał być rejs rekreacyjny, a nie wyścig 😅
Jezioro Czorsztyńskie – informacje, atrakcje
Jeziora Czorsztyńskie położone jest pomiędzy Pieninami, a Gorcami. Powstało ono poprzez postawienie zapory wodnej na rzece Dunajec w Niedzicy. DługośćJeziora Czorsztyńskiego jest szacowana na około 9 km. Nad jeziorem można spotkać nie tylko wypoczywających turystów, miłośników sportów wodnych, ale i wędkarzy. A rybek w tym zbiorniku nie brakuje. Tuż przy naszym pontonie pływał ogromny szczupak. W dniu naszej wodnej wycieczki bezpieczeństwa naJeziorze Czorsztyńskim pilnował patrol policji na motorówce. Dookoła Jeziora Czorsztyńskiego poprowadzona jest atrakcyjna Ścieżka rowerowa, z której w niektórych miejscach można podziwiać tatrzańskie szczyty. Bliskość Pienińskiego Parku Narodowego czyni to miejsce jeszcze bardziej atrakcyjnym. Również na gorczańskie szlaki nie ma stąd daleko. Tutaj naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie 😉
Płynęliśmy w stronę Czorsztyna. Po drodze mijaliśmy dwa pola campingowe, które usytuowane są w sąsiedztwie północnego brzegu Jeziora Czorsztyńskiego. W tych miejscach było nieco tłoczniej na brzegu jak i na samym jeziorze. Nie brakowało turystów na rowerkach wodnych, popularnych w ostatnim czasie deskach SUP oraz kajakach. Poza tym na wodzie było zadziwiająco spokojnie jak na wakacyjny piątek. Pływały pojedyncze żaglówki. Po drodze podziwialiśmy skalne zalesione wzgórza wznoszące sięnadJeziorem Czorsztyńskim.
Pokonaliśmy pontonem około 5 km i dotarliśmy do celu. Podpłynęliśmy pod dość strome wzgórze wznoszące się nad Jeziorem Czorsztyńskim, na którym to właśnie stoją interesujące nas ruiny gotyckiego zamku w Czorsztynie. Zamek został postawiony w XIV wieku. Zachowane ruiny zamkusą udostępnione po zakupie biletudo zwiedzania przez turystów. My tym razem jednak patrzymy z zamek z poziomuJeziora Czorsztyńskiego.
Minęliśmy ruiny zamku i zdecydowaliśmy się na przerwę. Trzeba było rozprostować kości 😅
Decydujemy się podpłynąć jeszcze kawałek w stronę średniowiecznego Zamku w Niedzicy. Podziwiamy Tatry, które choć nie były doskonale widoczne prezentowały się pięknie. Nie udaje się nam jednak dopłynąć pod sam zamek. Dość późna godzina sprawiła, że zdecydowaliśmy się zawrócić. Nie mówiąc o prognozie pogody, która została niespodziewanie zmieniona. Tego dnia miało nie być żadnych opadów deszczu, ani burz. Na szczęście na brzeg zdążyliśmy wrócić bezpiecznie. Choć w oddali było słychać wyładowania atmosferyczne. Do Bielska-Białej wracaliśmy natomiast w strugach deszczu. Pływając po jeziorze czy po jakichkolwiek innych wodach trzeba śledzić pogodę na bieżąco tak jak i na szlakach górskich.
Zamek Dunajec w Niedzicy
Tak jak już wspominałam po prawej stronie Jeziora Czorsztyńskiego stoi średniowieczny zamek (I połowa XIV wieku), który położony jest we wsi Niedzica-Zamek na obszarzePienin Spiskich. Część muzealna zamku jest udostępniona do zwiedzania przez turystów. Co ciekawe istnieje również możliwość noclegu w tym zabytkowym zamku. Z tego co mówił mi znajomy noc hotelowa w zamku w Niedzicy oczywiście troszkę kosztuje, ale wrażenia po nocy w zamkowej komnacie podobno są niesamowite.
Zamek w Niedzicy zdjęcia
Dobrym pomysłem jest również spacer po zaporze w Niedzicy, z której rozciągają się wspaniałe widoki na: Tatry (między innymi: Szalony Wierch, Łomnica, Durny Szczyt, Baranie Rogi, Lodowy, Płaczliwa Skała, Hawrań, Nowy Wierch, Murań, Wysoka, Rysy, Świnica), PieninySpiskie (między innymi: Hombark, Jatki, Spiska Magura) oraz naJezioro Sromowieckie.
Na koniec naszej pontonowej przygody mogliśmy podziwiać zbliżające się powoli ku zachodowi słońce nad Jeziorem Czorsztyńskim.
Nie ukrywam, że tego dnia mieliśmy w planach jeszcze wyjście na leżący w Pieninach Spiskich Żar z Dursztyna. Jednogłośnie stwierdziliśmy jednak, że ze względu na wieczorne godziny oraz niepewną pogodę przekładamy te plany na inny raz. W końcu musieliśmy jeszcze wrócić do Bielska-Białej, a z okolic Czorsztyna to ponad dwie godziny drogi samochodem. Nad Jezioro Czorsztyńskie chcielibyśmy wrócić na jesień, kiedy liście drzew zmieniają kolor z soczysto zielonych na złoty i czerwony. Zobaczymy czy uda się zrealizować nasze plany 🙂
Zbliżająca się wielkimi krokami nasza 10 rocznica ślubu była doskonałą okazją, aby udać się na tatrzański szlak. Tym sposobem mamy za sobą pełną przygód jednodniową wycieczkę w Tatry, która wiązała się oczywiście z wczesną pobudką. Do stolicy Podhala z Bielska-Białej mamy nieco ponad 2 godziny drogi. Na nogach byliśmy już około godziny 2:30. Zależało nam, aby jak najwcześniej stawić się na parkingu na Siwej Polanie. Chcieliśmy uniknąć wędrówki w tłumie turystów zmierzających do Schroniska na Polanie Chochołowskiej. W planach tego dnia mieliśmy dalszą wędrówkę na Kończysty Wierch (2002 m n.p.m.), ale niestety niezapowiadane opady deszczu oraz silny wiatr utrudniający wędrówkę troszkę pokrzyżowały nasze plany. Mimo to z Tatr wróciliśmy bardzo, ale to bardzo zadowoleni.
Trasa: Parking Witów –Siwa Polana (szlak zielony) – Polana Huciska – Polana Trzydniówka (szlak czerwony) -Kulawiec – Trzydniowiański Wierch – powrót tą samą trasą
Data: 25 lipca 2021
Dystans: 17,2 km
Czas trwania: około 7h(sam przemarsz z siedmioletnim dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 912 m
Maksymalne wzniesienie: 1758m
Uwaga! Trasa w dwie strony mierzy około 17 km – wymaga dość dobrej kondycji fizycznej, weź to pod uwagę planując wycieczkę z dzieckiem.
Dolina Chochołowska parking
Po godzinie 6:00 dojechaliśmy do SiwejPolany. Od razu po skręcie z głównej ulicy są parkingi w cenie 10 zł za cały dzień postoju. Zostawiając tu samochód trzeba jednak trochę podejść szeroką drogą do samego wlotu Doliny Chochołowskiej. My ze względu na wycieczkę z dzieckiem oraz sporą ilość kilometrów, jaką mieliśmy pokonać pojechaliśmy dalej. Nieopodal kasy Tatrzańskiego Parku Narodowego jest do dyspozycji turystów dość sporych rozmiarów parking. Cena za cały dzień postoju na tym parkingu to 15 zł. Przy parkingu stoją toalety ToiToi.
Parametry parkingu GPS: 49.282630, 19.842448
Dolina Chochołowska – przydatne informacje
Możliwość przejażdżki dorożką (mimo wszystko zachęcam Was do pieszej wędrówki 🙂 )
Kolejka Rakoń
W sezonie letnim kursuje tu KOLEJKA RAKOŃ. Pierwszy kurs – godzina 8:00. Kolejka dojeżdża do Polany Huciska (koniec drogi asfaltowej).
Wypożyczalnie rowerów
W sezonie istnieje możliwość wypożyczenia na miejscu rowerów. Tatrzański Park Narodowy zezwala poruszać się rowerem na zielonym szlaku do Schroniska na Polanie Chochołowskiej.
Możliwość wprowadzania psów
Dolina Chochołowska kasa Tatrzańskiego Parku Narodowego
Z parkingu ruszamy w kierunku kasy biletowej Tatrzańskiego Parku Narodowego, w którym zakupujemy bilety.
Ceny biletów są następujące:
[CENNIK_TPN_NORMLNY] zł – osoby dorosłe
[CENNIK_TPN_ULGOWY] zł – dzieci w wieku szkolnym
Wiszące przy kasie Tatrzańskiego Parku Narodowego tabliczka informują nas, że naszlaku zielonym należy poruszać się lewą stroną drogi.
Siwa Polana – Polana Trzydniówka
Ogólnie rzecz biorąc pierwsza część trasy prowadząca od Siwej Polany jest spacerowa, prosta i nie wymaga za dużo wysiłku. Przez ponad 3.50 km wędrowaliśmy asfaltem, z którym pożegnaliśmy się dopiero po dotarciu do Polany Huciska. Na tej części szlaku zielonego mija się liczne bacówki, stoiska z serkami, kawą, które o tak wczesnej godzinie były oczywiście pozamykane. Jest tu również dość duży park linowy. Po drodze są rozstawione ławki, na których można odpocząć oraz co jakiś czas jest możliwość skorzystania z toalet typu ToiToi.
Po kilometrze od kasy biletowej TPN mijamy czerwoną tabliczkę z napisem: Tatrzański Park Narodowy. Dalej wędrujemy szeroką asfaltową drogą.
Po chwili naszym oczom ukazał się drogowskaz, na którym widniała informacja o czasie przejścia zielonymi znakami do Doliny Chochołowskiej – 1h 55min. Na tym odcinku mijaliśmy kilka mostków prowadzących nad Chochołowskim Potokiem.
2.60 km – po prawej stronie szlaku zielonego jest drewniana ławka, na której można w razie potrzeby zrobić sobie przerwę. W oddali było widać powoli szczyty Tatr Zachodnich (między innymi: Rakoń i Wołowiec).
3.50 km – na szlaku zielonym jest możliwość skorzystania z toalety toitoi oraz odpoczynku w wyznaczonym dla turystów miejscu.
Polana Huciska
Po około 200 metrach (3.70 km) naszym oczom ukazuje się tabliczka z napisem: Polana Huciska – 982 m n.p.m., przy której znajduje się Bacówka oraz odbywa się kultowy wypas owiec. Po zrobieniu kilku zdjęć kierowaliśmy się dalej szlakiem zielonym, który w końcu nie prowadził nas asfaltem, ale sama droga nadal nie była wymagająca…
Po 300 metrach (4 km) przeszliśmy po moście idącym nad Chochołowskim Potokiem. Po 400 metrach (4.40 km) mieliśmy do pokonania kolejny most – tym razem kamienny. Na tym odcinku można znowu odpocząć na ławeczce.
5.50 km – po prawej stronie naszej szerokiej drogi przyChochołowskim Potoku jest budynek Leśniczówki.
Po minięciu Leśniczówki jest drogowskaz (skrzyżowanie szlaków), informujący, że do Doliny Chochołowskiej zielonym szlakiem jest 40 minut drogi. Czarny i żółty szlak odbija w lewo na Iwanicką Przełęcz. My dalej kierowaliśmy się prosto, przeszliśmy przez most, za którym była kolejna ławka. Cieszyliśmy się, ponieważ szlak zielony w końcu szedł leciusieńko w górę.
Polana Trzydniówka – Trzydniowiański Wierch
Polana Trzydniówka
6.20 km – doszliśmy do niewielkiej polany noszącej nazwę: Polana Trzydniówka. Tutaj porzuciliśmy szlak zielony, który odbija w prawo na Schronisko na Polanie Chochołowskiej. Opis dalszej trasy do Schroniska na Polanie Chochołowskiej oraz dalej na szczyt Grześ znajdziesz tutaj: Grześ szlak z Siwej Polany .
Obraliśmy natomiast szlak czerwony, który skręca w lewo na Trzydniowiański Wierch. Według drogowskazu podejście na szczyt powinno zająć 2 godziny. Tutaj w końcu mogliśmy zapomnieć o prostej drodze 💚 Ta część trasy zrobiła na nas duże wrażenie. Ku naszemu zaskoczeniu mimo wakacji na szlaku czerwonym naprawdę nie było tłumów.
Po skręcie w lewo nasz czerwony szlak przez chwilę piął się w górę kamienistą ścieżką. Następnie kamienista ścieżka zamieniła się w szeroką drogę, która szła już tylko lekko w górę.
6.50 km – znaki czerwone skręciły na rozwidleniu w lewo. Pod stopami mieliśmy kamienie i patyki. Po 100 m od skrętu w lewo był kawałek prostej drogi, na którym warto złapać oddech. Następnie szlak czerwony ponownie piął się w górę.
Dodam, że jest to dość stromy odcinek szlaku czerwonego, ale po ułożonych kamieniach szło się dość wygodnie.
Na 7 km szlak czerwony wchodzi w las i zaczynają się strome i wysokie schody, które ciągną się przez niespełna kilometr (około 0.75 km).
7.75 km – kończy się strome podejście leśnymi schodami i zaczyna się wędrówka na poziomie kosodrzewiny. Szlak czerwony robi się tu nieco łagodniejszy, ale pod naszymi butami nadal nie brakowało wystających korzeni.
Następnie maszerowaliśmy północnym grzbietem Trzydniowiańskiego Wierchu noszącym nazwę Kulawiec. Wraz z kosodrzewiną pojawiają się pierwsze widoki. Podczas wędrówki podziwialiśmy szczyty Tatr Zachodnich (między innymi: Kominiarski Wierch, Starobociański Wierch, Grześ, Wołowiec, Ornak oraz Polanę Chochołowską).
Ostatnie podejście pod Trzydniowiański Wierch jest dość strome (na odcinku około 50 metrów).
Trzydniowiański Wierch
Trzydniowiański Wierch wysokość
8.90 km – dotarliśmy na Trzydniowiański Wierch położony 1758 m n.p.m. Ze szczytu rozciąga się szeroka panorama na TatryZachodnie. Widać również wynurzający się w oddali najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego – Babią Górę.
Wiatr i deszcz dawał się nam coraz bardziej we znaki. Stwierdziliśmy, że to nie są warunki, aby kontynuować wędrówkę na Kończysty Wierch z naszym siedmiolatkiem. Jesteśmy zdania, że góry nie uciekną, a przynajmniej będziemy mieli pretekst, aby tu jeszcze wrócić. Poniżej prezentuję Wam krótki filmik z zejścia z Trzydniowiańskiego Wierchu czerwonym szlakiem.
Jeśli chcesz być na bieżąco z naszymi wycieczkami zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl Zapraszam również na mój Instagram: @greenmagpic
Szalone spontaniczne wyjazdy wTatry są dla nas ostatnio normą 😉 Spragnieni tatrzańskich widoków zaplanowaliśmy dość daleką podróż (jak na jednodniowy wypad). Naszym celem było urocze miasteczko leżące na Słowacji u podnóża Tatr Wysokich – Wyżnie Hagi (Vyšné Hágy). Oddalone od naszego rodzinnego miasta około 180 km. Trasa, którą musieliśmy pokonać samochodem była nam doskonale znana, ponieważ trzy tygodnie wcześniej mieliśmy okazję zobaczyć co kryje się po drugiej stronie góry Gerlach, jest to równie wspaniały Wielicki Staw ze Śląskim Domem. Wyjazd wiązał się oczywiście z wczesnym wstaniem. Punkt 2:30 byliśmy na nogach, szybko dopakowaliśmy co trzeba i ruszyliśmy w podróż. Dzień zaczął się spektakularnym wschodem słońca, widoczność była wspaniała, a poranne mgły wyjątkowo łaskawe. Od razu wiedziałam, że to będzie udany wyjazd, ale nie miałam zielonego pojęcia, że trafimy do tak magicznego miejsca. Cisza i spokój panująca na szlaku oraz nad samym stawem jest nie do opisania słowami… Październik – ostatnie podrygi złotej jesieni, końcówka tygodnia, turystów dosłownie garstka. Tyle drogą wstępu, zapraszam do dalszej lektury…
Trasa: Wyżnie Hagi (szlak żółty) – Rozstaj szlaków przy Batyżowieckim Stawie – Batyżowiecki Staw – powrót tą samą drogą
Data: 18 październik 2018 / 14 lipiec 2020
Dystans: 11:60 km
Czas trwania: 5:52 (sam przemarsz z czteroletnim dzieckiem) / 5:18 (z sześcioletnim dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 1121 m
Maksymalne wzniesienie: 1947 m
Parametry z aplikacji endomondo
Uwaga!Szlak żółty prowadzący z Wyżnie Hagi nad Batyżowiecki Staw jest zamknięty od1 listopada do 14 czerwca.
Wpis został zaktualizowany o nowe zdjęcia. Batyżowiecki Staw odwiedziliśmy 14 lipca 2020 r. oraz 5 sierpnia 2022 r.
Wracaj do miejsc, które kochasz
Parking Wyżnie Hagi
Dojeżdżamy do interesującego nas miasteczka – Wyżnie Hagi. Szukamy miejsca, w którym moglibyśmy zaparkować nasz samochód. Przejeżdżamy przez ogromną bramę Sanatorium Leczenie Gruźlic i tutaj troszkę błądzimy. Przejeżdżamy przez tory kolejowe i zaczynamy piąć się w górę w poszukiwaniu początku żółtego szlaku. Bezskutecznie… Co kawałeczek mijamy budynki uzdrowiska. W końcu zawracamy. Przejeżdżając przez tory zauważamy nieduży parking tuż przy stacji kolejowej – Wyżnie Hagi. Bez wahania skręcamy i parkujemy nasz samochód. Syn był zachwycony, ponieważ mógł podziwiać przejazd kolejowy, ale największą radość sprawił Mu pociąg, który nadjechał niespodziewanie na stację.
Miejscówka okazała się idealna, ponieważ to tutaj swój początek ma nasz żółty szlak. Parking jest tu darmowy. W dniu naszej wycieczki był zupełnie pusty.
parking położony jest 1125 m n.p.m.
Zakładamy plecaki i rozpoczynamy wędrówkę. Mijamy mały bar znajdujący się tuż obok budynku stacji kolejowej i wchodzimy na zadrzewioną dróżkę prowadzącą w sąsiedztwie torów.
Szybko jednak wychodzimy na drogę asfaltową, która jest zamknięta dla ruchu samochodowego. Korzystać z niej mogą jedynie mieszkańcy dojeżdżający do swoich posesji. Przechodzimy przez tory kolejowe, mijamy kilka domów. Po około 500 metrach kończy się asfalt.Naszym oczom ukazała się tablica informująca nas, że szlak żółtyjest zamknięty dla turystów w czasie zalegania śniegu (w okresie od 1 listopada, aż do 14 czerwca). Dodam, że większość szlaków naSłowacji w TatrachZachodnich oraz TatrachWysokich jest zamknięta w tym okresie. Szliśmy bardzo przyjemną, szeroką drogą która jest kamienista. Pogoda była wspaniała… Jak na październik – wymarzona.
Ten odcinek mierzy około kilometr. 1.50 km szlak odbija w lewo. Wchodzimy dla odmiany na wąską, kamienistą dróżkę.
Jesienne widoki rozciągające się wkoło były niesamowite… Zdecydowaliśmy się za namową synka na krótką przerwę, aby zagryźć małe co nieco.
Po chwili dochodzimy do wiaty ze stolikiem i ławeczkami. Gdybyśmy tylko wiedzieli o tym miejscu kilka kroków wcześniej … 😅
Wchodzimy na leśną drogę. Mijamy malutki, drewniany domeczek, z którego wylatuje zimna, górska woda. Nasz Syn raźnym krokiem biegnie w jego stronę i moczy rączki.
Za drewnianym domeczkiem szlak żółty odbija w prawo. Podłoże robi się z każdym krokiem coraz bardziej wymagające. Pod stopami mieliśmy kamienie i korzenie. Na szlaku panowała niesamowita cisza. Słychać było tylko śpiew ptaków i… naszego synka, któremu buzia się nie zamykała 😁Dochodzimy do polany, na której widać skutki huraganu, który przeszedł w 2004 roku przez Dolinę Batyżowiecką. W tym miejscu nie za bardzo wiadomo, gdzie dalej prowadzi nasz szlak. To 2.50 km naszej wędrówki (rozwidlenie). Trzeba nieźle wyostrzyć wzrok, aby zauważyć żółte znaki. W tym miejscu skręcamy w lewo.Następnie mieliśmy do pokonania strome podejście mierzące około 400 metrów. Masa połamanych drzew leżących na szlaku robiła wrażenie… Oczami wyobraźni można zobaczyć co się tu działo podczas huraganu… Mimo, że minęło już tyle lat. W oddali widzieliśmy leśników, którzy wycinali, usuwali zalegające na drodze drzewa.Po pokonaniu podejścia naszym oczom ukazuje się żółta tablica POZOR! informująca nas, że wchodzimy na teren ścisłej ochrony przyrody i kontynuujemy wędrówkę na własną odpowiedzialność.
W miejscu tym występuje niebezpieczeństwo przewracania się drzew. Oczywiście bez wahania wchodzimy w gęsty las. Pod stopami mamy kamienie i korzenie, które po chwili zamieniają się w skalne schody. Dość strome i śliskie schody…
Po pokonaniu schodów wychodzimy ze strefy ścisłej ochrony na bardzo przyjemną, wąską drogę.
Pod naszymi stopami nie brakowało kamieni. 3:40 km wychodzimy z lasu i kierujemy się tunelem z kosodrzewiny. W koło nadal panowała słodka cisza, przeplatana ze śpiewem ptaków.
Droga cały czas pięła się w górę. I tak było już do samego Batyżowieckiego Stawu. Po drodze mijamy potoczek górski, nad którym nasza pociecha urządza sobie przerwę. Czas wykorzystuje oczywiście na zabawę, zamiast na regenerację sił 😅
Dalej szlak żółty nadal prowadzi pomiędzy kosodrzewiną. Nie brakuje tu trudnych odcinków, na których trzeba się nieźle nagimnastykować. To była niezła szkoła dla naszego synka, który dzielnie pokonywał wszystkie przeszkody.
Wdrapywaliśmy się coraz wyżej, otoczeni coraz to piękniejszymi widokami. Soczysta zieleń kosodrzewiny miesza się z połyskującymi w oddali kolorowymi drzewami.
Droga cały czas pięła się w górę. Obracając się widzieliśmy jaką konkretną wysokość zdążyliśmy osiągnąć. To jest wyjątkowy odcinek żółtego szlaku, który bez wątpienia utkwi w naszej pamięci na zawsze.
Czasem wyprzedzałam moich chłopaków i czekając na nich stawałam na skale, zamykałam oczy i oddychałam pełną piersią. Szczęście jakie mi towarzyszyło w tych momentach jest nie do opisania… Z każdym krokiem czuje się tą niesamowitą przestrzeń coraz bardziej. Naszym oczom ukazał się najwyższy szczyt Tatr Słowackich – Gerlach, który nawet z daleka zadziwia swoją dostojnością. Przed nami był do pokonania już ostatni odcinek szlaku żółtego, który był kamienisty… bardzo kamienisty…Dolina Batyżowiecka słynie również z wodospadów. Zapewniam Was, że obok głośnego szumu wodospadów znajdujących się w oddali po prawej stronie ścieżki na żółtym szlaku nie da się przejść obojętnie.
Niebo było niebieściutkie… gościły na nim drobne, białe obłoczki. Szybko jednak przekonaliśmy się jak diametralnie zmieniają się warunki w górach. Batyżowieckiego Stawu jeszcze nie było widać, ale mieliśmy świadomość, że jest już na wyciągnięcie ręki.
Rozstaj szlaków przy Batyżowieckim Stawie
Dotarliśmy do Rozstaju szlaków przy Batyżowieckim Stawie (1884 m n.p.m.). Z tablicy dowiedzieliśmy się, że do Batyżowieckiego Stawu mamy jeszcze 5 minut drogi. Natomiast osoby kontynuujące swoją wyprawę nad Popradzki Staw osiągną go za ponad dwie godziny (2:15h). My kontynuowaliśmy wędrówkę żółtym szlakiem, który dalej prowadził nas skalnym chodnikiem.
Batyżowiecki Staw (Batizovské pleso)
Aplikacja wskazywała, że od samochodu przeszliśmy 5:70 km. Zajęło nam to 3 godziny. Dotarliśmy pod sam Batyżowiecki Staw położony 1884 m n.p.m. w samym centrum Doliny Batyżowieckiej. W oczy rzuca się zapierająca dech w piersiach ściana najwyższego w Tatrach – Gerlacha mierzącego 2655 m, Kończystej 2535 m oraz na Batyżowiecki Szczyt 2456 m.
Batyżowiecki Staw zdjęcia – jesień
Przy stawie napotykamy pojedynczych turystów, którzy szybko opuszczają teren stawu. Tym sposobem mieliśmy staw tylko dla siebie przed ponad godzinę… Bezcenne… Obiadek smakował tu naprawdę wyjątkowo… Nie mówiąc o kawie… jej smak był tego dnia jeszcze bardziej intensywny… Chciałoby się wcisnąć pauzę i wykrzyczeć 'chwilo trwaj’!
Nad Batyżowieckim Stawem nie mogło zabraknąć czasu na zabawę. Chłopaki usiłowali złowić rybę patykiem – oczywiście bezskutecznie 😅 Z czasem zerwał się wiatr, a mi zależało mi na zdjęciach stawu z 'lusterkiem’. Na szczęście cierpliwość popłaca. Były momenty, kiedy Gerlach pięknie odbijał się w tafli wody. Tak jak pisałam zmiana pogody nastąpiła zadziwiająco szybko. Zjedliśmy 'obiad’ i błękitne niebo pozostało już tylko wspomnieniem.
Batyżowiecki Staw zdjęcia – lato
Zapraszam również do obejrzenia krótkich filmików nagranych nad Batyżowieckim Stawem:
A tu okolice Batyżowieckiego Stawu.Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy. Chciałoby się jeszcze posiedzieć nad stawem. Czas jednak płynną tu nieubłaganie szybko. Szlak żółty nie należy do prostych, także musieliśmy zdążyć zejść do Wyżnie Hagi przed zmrokiem. Jeżeli chodzi o powrót… Po raz kolejny z przekonaniem napiszę, że wolę iść w górę, niż schodzić. Tatrzańskie szlaki są pod tym względem bardzo wymagające… Cały czas słyszy się o urazach stóp, kolan czy też stawów skokowych u turystów. Gdyby nie kijki, których używałam przy schodzeniu sama bym doświadczyła urazu. Kamienie, skały są śliskie, czasem luźno leżą i można na nich podjechać, a jak do tego dochodzi jeszcze stromizna nawet najbardziej przemyślany krok może okazać się pechowy.
W drodze powrotnej dopadł nas lekki deszczyk. Niebo prezentowało się naprawdę pięknie. Dodatkowo było zakolorowane przez zbliżający się zachód słońca.Po raz kolejny dotarliśmy do samochodu na styk… Jesienne dni są coraz krótsze, a chodzenie po tatrzańskich szlakach po ćmoku nie należy do łatwych – nawet z latarkami. Warto mieć w zapasie troszkę czasu. Pamiętajcie o tym planując swoje wycieczki. Oczywiście bez dziecka szlak pokonacie szybciej. To jeszcze nie był koniec naszej podróży. Do pokonania mieliśmy 180 km samochodem do Bielska – Białej. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na zasłużony, ciepły posiłek. Przed godziną 23:00 byliśmy w domku.
Podsumowanie
Przepiękne miejsce, warte odwiedzenia – jak najbardziej POLECAM! Wyczytałam gdzieś, że szlak nie sprawia żadnych trudności. Według mnie szlak żółty nie należy do najprostszych. Trzeba się wysilić, aby dotrzeć do celu. Z Batyżowieckiego Stawu można kontynuować swoją wycieczkę nad Wielicki Staw ze Śląskim Domemlub Popradzki Staw, nad którym nie mieliśmy okazji jeszcze być. My niestety ze względu na wolniejsze tempo z czterolatkiem musieliśmy zakończyć naszą przygodę i wracać na parking. Mimo wszystko wróciliśmy szczęśliwi i zadowoleni do samochodu. Bogatsi o piękne wspomnienia, których nam już nikt nie odbierze…
Ubezpieczenie Tatry Słowackie
Wybierając się w Tatry Słowackie trzeba samemu zadbać o ubezpieczenie. W razie wypadku pomoc u naszych sąsiadów jest odpłatna. My od pewnego czasu planując wycieczki w Tatry Słowackie wykupujemy ubezpieczenie niezależnie o trudności trasy. Koszt ubezpieczenia naprawdę nie jest duży. Dzieci, młodzież do lat 18 za ewentualne akcje ratunkowe nie płacą.
Witajcie Kochani! Tak jak sobie ostatnio obiecywaliśmy, w tym sezonie chcemy poświęcić nieco więcej czasu Beskidowi Małemu. Tym sposobem w ostatnią niedzielę maja wylądowaliśmy na trasie należącej właśnie do tego pasma. Trzy dni wcześniej wróciliśmy z Pienin, więc zależało nam na tym, aby trasa nie była za bardzo oddalona od Bielska-Białej oraz żeby nie była za bardzo wymagająca (różnica wzniesień do pokonania na trasie to około 264 m). Ostatnio przeglądając Instagram natknęłam się na zdjęcie interesującego utworu skalnego w Beskidzie Małym, który bardzo chciałam zobaczyć na własne oczy. Mowa o Zbójeckim Oknie. Ostaniec położony jest między Potrójną (847 m n.p.m.), a Łamaną Skałą (929 m n.p.m.). Na mapach turystycznych znaleźliśmy trasę, która idealnie spełniała nasze wymagania. Wycieczkę zdecydowaliśmy się zacząć ze wsi Kocierz Basie. Pierwsza część trasy prowadzi poza oficjalnie wyznaczonym szlakiem turystycznym, ale są tu na drzewach oznaczenia przedstawiające żółte słoneczka ☀ Dzięki nim nie ma możliwości zgubienia drogi. Druga część trasy jest już oznakowana normalnym żółtym szlakiem turystycznym, przy którym to znajduje się Zbójeckie Okno. A kierując się dalej żółtym szlakiem od Zbójeckiego Okna dochodzi się do klimatycznej Chatki pod Potrójną. I właśnie tę trasę przybliżę Wam w dzisiejszym wpisie 🙂
Trasa: Kocierz Basie ul. Turystyczna / ul. Studencka (☀) – Kocierz Słonków (szlak żółty) – Zbójeckie Okno (Kocierz Rychwałdzki) – Chatka Studencka pod Potrójną – powrót tą samą trasą
Data: 29 maj 2022
Dystans: około 5 km
Czas trwania: około 100 minut (sam przemarsz z ośmioletnim dzieckiem w dwie strony)
Minimalne wzniesienie: 581 m
Maksymalne wzniesienie: 810 m
Kocierz Basie
Z Bielska-Białej do wsi Kocierz Basie mieliśmy do pokonania samochodem około 45 km. Po wjeździe do Kocierz Basie musieliśmy znaleźć miejsce parkingowe. Na mapach Google jest oznaczony parking leśny, na którym moglibyśmy zostawić samochód, ale w aplikacji widniał on jako nieczynny. Podam jego parametry GPS, ale przed wycieczką upewnijcie się czy parking jest już otwarty dla turystów: 49.761204, 19.355174
Tym sposobem byliśmy zmuszeni pozostawić samochód na poboczu ulicy Turystycznej, na małej zatoczce przy głównej drodze.
Założyliśmy plecaki i ruszyliśmy asfaltem w górę wspomnianej ulicy Turystycznej. Po drodze mijaliśmy zabudowania.
Po chwili doszliśmy do przystanku PKS Kocierz Basie, przy którym jest skrzyżowanie ulic Turystycznej oraz Studenckiej. Skręciliśmy w lewo na drogę pożarową numer 21 i dalej kierowaliśmy się w górę ulicy Studenckiej.
Po 200 m pożegnaliśmy asfalt. Dalej szliśmy wygodną, utwardzoną drogą (droga pożarowa numer 20).
Po kolejnych 200 m doszliśmy do znaku informującego nas, że wchodzimy na drogę leśną oraz zakazującego dalszego wjazdu osobom nieupoważnionym.
Dalej kierowaliśmy się szeroką utwardzoną drogą.
Po chwili na drzewach pojawiły się wspomniane we wstępie żółte słoneczka ☀ Na tym odcinku nasza szeroka droga leśna momentami naturalnie wiła się to w prawo, to w lewo.
0.9 km – za zakrętem w prawo żółte słoneczka wskazywały, że mamy skręcić ostro w lewo schodząc przy tym z głównej drogi na wąską ścieżkę leśną. Z tego co widzieliśmy sugerowana ścieżka prowadząca przez las szła bardzo stromo w górę. My zdecydowaliśmy się zaryzykować i iść dalej prosto naszą szeroką drogą.
Po około 150 m skręciliśmy ostro w lewo w węższą drogę. Jak się okazało wybór był dobry, ponieważ podejście było tu nieco łagodniejsze i wygodniejsze niż to sugerowane przez słoneczne oznaczenia.
Po chwili na drzewach pojawiły się ponownie żółte słoneczka, tym sposobem wróciliśmy na słoneczkowy szlak. Dalej znaki prowadziły nas szeroką wygodną leśną drogą, która momentami łagodnie szła w górę.
1.6 km – zgodnie zżółtymi słoneczkami skręciliśmy w lewo na wąską ścieżkę leśną, która po chwili zmieniła się znów w szeroką wygodną drogę.
Po około 300 metrach skręciliśmy zgodnie z żółtymi oznaczeniami w prawo.
2 km doszliśmy do oficjalnego żółtego szlaku PTTK. Zbójeckie Okno znajduje się po lewej stronie drogi leśnej zaraz przy wspomnianym żółtym szlaku.
Zbójeckie Okno, Kocierz Rychwałdzki – Beskid Mały
2 km – Zbójeckie Okno, to ten wyjątkowo ciekawy utwór skalny możecie zobaczyć w Beskidzie Małym. Skała robi duże wrażenie. Zbudowana jest piaskowca, mierzy około 7 m wysokości. Charakterystyczne dla tego utworu skalnego jest okno skalne. Słyszałam, że miejsce to bywa odwiedzane również przez miłośników wspinaczki po skałach.
Przy skale spędziliśmy sporo czasu. Nie mogło zabraknąć przerwy na wspólne zdjęcia oraz na zabawę samochodzikami. Przy Zbójeckim Oknie przez cały ten czas byliśmy całkiem sami.
Do Chatki pod Potrójną kierowaliśmy się już oficjalnymżółtym szlakiem, który odbija od razu w lewo. Droga prowadząca do schroniska była przyjemna i wygodna, to około 500 metrów do przejścia. Nie wymagała od nas za dużo wysiłku. Byliśmy zdziwieni, że mimo niedzieli na trasie nie spotkaliśmy za wielu turystów. To były dosłownie pojedyncze osoby. Być może przyczyniła się do tego popołudniowa godzina naszej wycieczki.
2.6 km – szlak żółty skręca ostro w prawo. Ta ścieżka doprowadzi nas już pod samą Chatkę pod Potrójną.
Chatka Studencka pod Potrójną
2.6 km – Chatka studencka pod Potrójną położona jest 884 m n.p.m. Uwierzcie mi, obecnie ciężko jest znaleźć w Beskidach schronisko w takim klimacie… Drewniana chatka, w którym działa schronisko ma już ponad 100 lat.
Chatka pod Potrójną czynna jest przez cały rok. Schronisko dysponuje 30 miejscami noclegowymi. Dodatkowo 15 osób może przenocować w budynku znajdującym się obok schroniska. W dniu naszej wycieczki widzieliśmy także rozbity przy chatce namiot. Goście mogą skorzystać z ogólnodostępnej kuchni, aby przygotować swoje jedzenia, bądź skorzystać z oferty baru działającego w schronisku. Można również odpocząć przy stolikach na zewnątrz.
Jeśli chcesz być na bieżąco z naszymi górskimi wojażami zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl Zapraszam również na mój Instagram: @greenmagpic
Po powrocie z urlopu nad Morzem Bałtyckim stęsknieni za górskimi wędrówkami (mimo nie za ciekawej pogody) udaliśmy się pierwsze na Soszów Wielki z Wisły Dziechcinka położony w Beskidzie Śląskim, a następnie (zaledwie dwa dni później) na najwyższy szczyt Międzygórza Jabłonkowskiego na Słowacji noszący nazwę Kikula. Charakterystycznym elementem dla Kikuli jest gigantyczna drewniana ławka zakochanych, na której można poczuć się przez chwilę jak krasnoludek. I właśnie temu drugiemu szczytowi będzie poświęcony dzisiejszy wpis. Na Kikulę startowaliśmy z Koniakowa (szlak niebieski). Szlak mimo dnia wolnego od pracy (niedziela) świecił pustkami. Mijało nas tylko dwóch rowerzystów i grupka chłopaków na motorach crossowych. Być może przyczyną braku turystów pieszych na szlaku była niepewna pogoda. Deszcz przez cały czas wisiał w powietrzu. Za to widoczność była całkiem niezła. Trasa, którą Wam dzisiaj przedstawię nie jest ani za długa, ani za wymagająca. Pokonuje się na niej około 230 m różnicy wzniesień. Na szlaku co jakiś zza drzew wychyla się koniakowski szczytOchodzita.
Trasa: Koniaków (szlak niebieski) – Wierch Czadeczka – Sołowy Wierch (dojście do szlaku zielonego / szlak zielony) – Kikula – powrót tą samą trasą
Data: 10 lipiec 2022
Dystans: 6,6 km (w obie strony)
Czas trwania: około 2,5 h
Minimalne wzniesienie: 670 m
Maksymalne wzniesienie: 860 m
Koniaków szlak niebieski
Tak jak już wspominałam wycieczkę zaczęliśmy w Koniakowie na szlaku niebieskim prowadzącym do Zwardonia w miejscu, w którym jest oznaczenie drogi leśnej z zakazem wjazdu osobom nieupoważnionym (dokładne parametry GPS tego miejsca podaję poniżej).
Parametry GPS: 49.535346, 18.953201
Jeśli jesteście zmotoryzowani musicie szukać miejscówki na pozostawienie samochodu gdzieś w okolicy na poboczu, ponieważ nie ma tu żadnego oficjalnego parkingu leśnego.
Minęliśmy tabliczkę z napisem droga leśna i kierowaliśmy się przed siebie widoczną na poniższym zdjęciu szeroką asfaltową drogą, która leciusieńko szła w górę.
Po 700 m doszliśmy do skrzyżowania, za którym pożegnaliśmy się z asfaltem i skręciliśmy w lewo zgodnie z oznaczeniami na pniu powalonego drzewa.
Po skręcie w lewo szlak niebieski znów szedł w górę. Droga leśna była szeroka i kamienista.
Po zaledwie 100 metrach (800 m) trzeba uważać, ponieważ nasz niebieski szlak skręca ostro w prawo. Na tym odcinku szlaku niebieskiego zeszliśmy z drogi i dalej wędrowaliśmy szeroką ścieżką leśną prowadzącą między młodymi drzewkami. W dniu naszej wycieczki na krzakach nie brakowało dojrzałych jagódek 😋
1.2 km – szlak niebieski wchodzi w 'gęstszy’ las, ścieżka pnie się w górę. Na brak kałuż i błota na trasie również nie mieliśmy co narzekać 😅
1.4 km – maszerowaliśmy błotnistą, niewymagającą wysiłku drogą leśną.
1.6 km – szlak niebieski skręca w lewo i ponownie zaczyna iść lekko w górę.
Sołowy Wierch – skrót – dojście ze szlaku niebieskiego do szlaku zielonego
Po nieco 2 kilometrach doszliśmy do Sołowego Wierchu położonego 848 m n.p.m.Tutaj porzuciliśmy szlak niebieski i skręciliśmy w prawo na szeroką drogę leśną, która doprowadziła nas do szlaku zielonego.
Dojście do szlaku zielonego / szlak zielony Koniaków
Po skręcie nadal wędrowaliśmy szeroką drogą leśną. Na tym odcinku droga na przemian schodzi w dół, aby zaraz iść lekko w górę. Do szlaku zielonego mieliśmy do pokonania jakieś 500 metrów.
2.55 km – doszliśmy do szlaku zielonego. Dalej wędrowaliśmy wygodną drogą leśną.
2.90 km – minęliśmy słupek z tabliczkami wskazującymi kierunek przebiegu szlaku zielonego do punktu widokowego Trojak – czyli na Kikulę. Oznaczony jest tu również szlak Trzech Harnasi. Co jakiś czas mijaliśmy słupki graniczne. Na tym odcinku znów szliśmy trochę w dół, trochę w górę.
Kikula / Trojak
3.20 km – Kikula położona jest 845 m n.p.m. Z białej tabliczki oznaczającej szczyt możemy odczytać jego kilka nazw: Kykula, Trojak, Kikula. Przez szczyt przebiega granica polsko-słowacka. Sam szczyt leży jednak po stronie słowackiej w pobliżu Zwardonia.
Kikula jest wspaniałym punktem widokowym na Beskid Żywiecki oraz na Beskid Śląsko-Morawski. Od maja 2022 elementem charakterystycznym dla Kikuli jest duża drewniana ławka, która przyciąga tu zaciekawionych turystów. Ławka robi naprawdę OGROOOMNE wrażenie 😄
Jest tu również obszerna drewniana wiata ze stolikiem, ławkami oraz kominkiem.
Podobno w niedalekiej przyszłości planowane jest również wybudowanie w tej okolicy wieży widokowej.
Kikula ławka
Na Kikuli spędziliśmy sporo czasu. W końcu zaczął padać deszcz. Mimo to, postanowiliśmy kierować się w stronę Koniakowa po drodze zbierając jagody, poziomki, listki malin i babki lancetowatej dla naszej słodkiej świnki morskiej, która uwielbia zebrane na szlaku smakołyki 🙂
Już jutro ruszamy na szlak 💚 Jeśli chcesz być na bieżąco z naszymi górskimi wojażami zapraszam do śledzenia mojego bloga Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl i na Instagramie: @greenmagpic