Ostatnią sobotę stycznia spędziliśmy na szlaku. To był zimowy, mroźny dzień. Humory dopisywały nam od samego rana. Byliśmy bardzo spragnieni górskich przygód. Praktycznie do samego wyjścia z domu nie mogliśmy zdecydować się gdzie podreptać tym razem. Padło na lubiany przez naszą trójkę szczyt o nazwie Jałowiec leżący w Paśmie Przedbabiogórskim. Wybraliśmy trasę biegnącą ze Stryszawy Roztoki, która jest nam doskonale znana, ponieważ mieliśmy przyjemność przejść ją już kilkakrotnie. Duża część opisanej przeze mnie trasy prowadzi przez piękny bukowy las. Wybierając tę trasę trzeba być przygotowanym na kilka podejść, które zimą przy dużej ilości zalegającego na szlaku śniegu potrafią dać się we znaki. Dużym plusem jest znajdująca się na szczycie Jałowca drewniana chatka, w której można schować się przed wiatrem oraz na spokojnie odpocząć. No dobrze, najwyższa pora przejść do opisywania przebiegu szlaku na Jałowiec ze Stryszawy Roztoki. Zapraszam do lektury! 😊
Trasa: Stryszawa Roztoki (szlak żółty) – Polana Krawcowa (szlak niebieski) – Jałowiec – powrót tym samym szlakiem
Data: 29 styczeń 2022
Dystans: około 9 km
Czas trwania: około 4:00 h (sam przemarsz z siedmioletnim dzieckiem w dwie strony)
Minimalne wzniesienie: 602 m
Maksymalne wzniesienie: 1111 m
Parametry z aplikacji Huawei Zdrowie
Stryszawa parking
Po około godzinie dojeżdżamy z Bielska-Białej do Stryszawy Roztoki (województwo małopolskie). Od razu kierujemy się w stronę parkingu leśnego, który leży zaraz przy żółtym szlaku, którym oznakowana jest pierwsza część trasy na Jałowiec. Parking w dniu naszej wycieczki był solidnie zaśnieżony. Polecam wszystkim, którzy nie są posiadaczami samochodów 4×4 wrzucenie (na zapas) do bagażnika łopaty 😊

Z parkingu leśnego kierujemy się w górę drogi przez około pół kilometra. Można ewentualnie wybrać drogę przez las (od razu przy parkingu jest wejście na drogę leśną) – jednak przy zalegającym śniegu łatwiej się drepta główną drogą 🙂
Jałowiec – szlak żółty ze Stryszawy Roztoki
Dochodzimy do widocznej na powyższym zdjęciu tablicy, przy której skręcamy w lewo. Wchodzimy na interesujący nas szlak żółty. Ze wspomnianej tablicy dowiadujemy się, że swój początek ma tu leśna ścieżka przyrodnicza im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Na opisanej przez mnie trasie pokonuje się dwa z czterech odcinków tej leśnej ścieżki przyrodniczej.
- szlak żółty od Stryszawy – Roztok do Polany Krawcowej (2.1 km)
- szlak niebieski od Polany Krawcowej do Jałowca (1.1 km)
Po skręcie w lewo kierujemy się zaśnieżoną drogą asfaltową prowadzącą między domami przez jakieś 150 m. Następnie ponownie skręcamy w lewo i przechodzimy przez drewniany mostek. 





Za mostkiem dostrzegamy strzałkę na drzewie, która informuje nas, że znaki żółte skręcają w prawo (doszlibyśmy do tego miejsca wybierając na początku z parkingu wspomnianą drogę leśną). Zatrzymujemy się jeszcze na chwilkę przy tablicy numer 2 – WODOSPAD – na leśnej ścieżce przyrodniczej im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Jako ciekawostkę dodam, że zaraz przy szlaku żółtym jest zejście do wodospadu (więcej informacji, zdjęcie wodospadu znajdziesz w letnim wpisie: Oaza spokoju – Jałowiec ze Stryszawy). Tym razem ze względu na zimowe warunki rezygnujemy z wizyty nad wodospadem. Jest tu również pomnik poświęcony Kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu.

Po skręcie w prawo idziemy leśną ścieżką. Na szlaku zalegało sporo śniegu, który na szczęście był wydeptany, więc szło się w miarę wygodnie.

Po chwili dochodzimy do rozwidlenia drogi, na którym skręcamy w prawo, idziemy wzdłuż drewnianego płotu i obok leśnej chatki przy której stoją ule.
Po około 1km od parkingu wychodzimy na polanę wzdłuż której kontynuujemy naszą wędrówkę.





Następnie ponownie wchodzimy w las. Szlak żółty staje się coraz to bardziej stromy. 

Przeszliśmy od początku około półtora kilometra, przecinamy szeroką drogę leśną. Tutaj robimy pierwszą krótką przerwę. Uzupełniamy płyny i wchodzimy ponownie do lasu, który zimą prezentuje się zachwycająco… 🤍 Zresztą zobaczcie sami! Na tym odcinku szlak żółty również momentami pnie się w górę. 








Około 1,9 km dochodzimy do przystanku numer 3 – POMNIK PRZYRODY – ŚWIERK SIŁOSŁAW na leśnej ścieżce przyrodniczej im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Po chwili wracamy do dalszej wędrówki. Szlak żółty idzie w górę.
2,1 km wychodzimy z lasu. Wędrujemy dość wąską ścieżką przez około 300 metrów biegnącą między drzewami. Na tym odcinku odsłaniają się pierwsze (ostanie w dniu naszej wycieczki 😉) widoki górskie.





Po wspomnianych 300 metrach wchodzimy do wspaniałego lasu bukowego. Warunki były coraz mniej korzystne. Zaczął wiać dość mocny mroźny wiatr. Mimo wszystko kontynuowaliśmy dalszą wędrówkę w stronę Polany Krawcowej. 



Polana Krawcowa – szlak niebieski na Jałowiec
2,7 km – docieramy do podnóża Polany Krawcowej, która położona jest 909 m n.p.m. Tutaj swój koniec ma szlak żółty, a dochodzi szlak niebieski, który doprowadził nas na szczyt Jałowca. Drogowskaz informuje nas, że od Jałowca dzieli nas jeszcze 40 minut drogi. W naszym przypadku ten czas się nieco wydłużył. Warunki były coraz to trudniejsze. Wiatr utrudniał wędrówkę, a podejście na tym odcinku szlaku niebieskiego jest bardzo strome i dość długie. Jest tu przystanek numer 4 – POLANA KRAWCOWA Leśnej ścieżce przyrodniczej im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Odpoczywamy chwilę na ławce, zjadamy ciepłą zupę i ruszamy w dalszą drogę. Kierujemy się prosto. Po chwili szlak niebieski skręca w lewo.







Zaczyna się najbardziej wymagający odcinek na tym szlaku. Do pokonania mieliśmy mierzące około 1.30 km podejście. Wspinaczki nie ułatwiał wspomniany przed momentem silny, a przy tym bardzo mroźny wiatr. Pikanterii całej wyprawie dodawał trzask zmrożonych drzew. 












Po około 4 km wychodzimy na prostą drogę, która po chwili doprowadziła nas na szczyt Jałowca.
Jałowiec szczyt

Człowiek, który chce dobrze wypocząć musi mieć ciszę, spokój, zieleń, powietrze, tak jak Chrystus powiedział: „Pójdźmy na odosobnienie odpocząć maluczko”. – Kardynał Stefan Wyszyński, Stryszawa Sierpień 1965 r
Jałowiec wysokość
Jałowiec jest najwyższą kulminacją pasma Jałowieckiego, położony jest 1111 m n.p.m. Nam niestety pogoda się popsuła i tym razem nie mogliśmy nacieszyć oczu rozciągającymi się ze szczytu Jałowca widokami, a te bywają naprawdę piękne. Na Jałowcu wznosi się krzyż poświęcony Kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu.
Jałowiec widoki
Patrząc w kierunku południowym i zachodnim widać pasma od Beskidu Śląskiego (Skrzyczne), Żywieckiego (Babia Góra, Mędralowa, Pilsko, Romanka), Beskidu Małego, Beskidu Makowskiego, Magury Orawskiej i Małej Fatry.
W kierunku południowym rozciąga się Hala Trzebuńska zwana także Kubulkową.
Jałowiec chatka
Na Jałowcu jeszcze nie tak dawno temu była drewniana wiata, która została zabudowana. Tak jak wspomniałam na wstępie w chatce można schronić się przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi, usiąść, odpocząć, a nawet przenocować (w środku jest zamontowany piec typu koza). Nie ma za dużo miejsca, ale mimo wszystko jest to doskonała miejscówka… Dodam, że w chatce mieszka urocza mysia lokatorka, która jest bardzo odważna i nie boi się ludzi.
Jałowiec zdjęcia










Z Jałowca można udać się do Schroniska Górskiego „W Murowanej Piwnicy” (1,80 km, szlak niebieski / szlak żółty).
To był wspaniały zimowy dzień w Beskidach! Na pewno niebawem wrócimy na Jałowiec. Jestem pewna, że trasa i Wam przypadnie do gustu.
Za tydzień w naszym województwie (województwo Śląskie) zaczynają się ferie zimowe. Zdradzę Wam, że w tym roku nasze plany związane z feriami nie są górskie. Postanowiliśmy spełnić jedno z naszych małych marzeń. Na pewno niebawem zdradzę Wam więcej szczegółów 😉 Może nawet podzielę się z Wami jakimś zdjęciem… Tymczasem do zobaczenia na szlaku!
Zobacz również:
Inne szlaki w Paśmie Przedbabiogórskim:
Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl i na Instagramie: @greenmagpic


Witam Was w Nowym Roku! W dzisiejszym wpisie chcę Wam przedstawić relację z naszej pierwszej wycieczki w 2022 roku. Padło na ubóstwianą przez nas Polanę Sucha Góra, która położona jest w Beskidzie Żywieckim i nie należy do popularnych miejsc w tej części Beskidów. Co za tym idzie? Przyjemne pustki, cisza i spokój… Każdy z nas potrzebuje się czasem oderwać od zgiełku dnia codziennego. Obraliśmy trasę z Milówki, która była nam doskonale znana. Mieliśmy okazję przemierzyć ją latem i zrobiła na nas duże wrażenie. Przyszedł czas, aby zobaczyć jak jest na tej trasie zimą. Korzystając z okazji, że syn miał dzień wolny od szkoły po Święcie Trzech Króli ruszyliśmy w drogę. Dzień od samego rana zapowiadał się bardzo słonecznie, był lekki mróz, ale w prognozach nie było mowy o opadach świeżego śniegu. Na samej polanie wiał dość mroźny wiatr, przed którym ciężko było się ukryć.
Mapa w przybliżeniu (pierwsza część trasy)
Dalej kierujemy się szeroką leśną drogą, która pnie się w górę. W dniu naszej wycieczki droga na całej długości była pokryta lodem. Po około 400 metrach droga zawija w prawo.


Po skręcie droga nadal idzie dość stromo w górę koło niedużej polanki. Towarzyszy nam śliczny na okolice Baraniej Góry – Beskid Śląski.







1.90 km – przez 100 metrów (2 km) droga jest prosta i łagodna, następnie znów pnie się w górę.




Po 3 kilometrach wychodzimy z lasu na polankę, na której droga się rozwidla. Na tym rozwidleniu należy skręcić w prawo. Następnie droga idzie ponownie w górę.


3.40 km – wychodzimy z lasu, naszym oczom ukazują się pierwsze górskie widoki. Dalej ścieżka pnie się w górę.


Polecam to miejsce również latem. Można nacieszyć stąd oczy letnim zachodem słońca.
















To był wyjątkowy październikowy dzień. Syn miał w szkole uroczystość pasowania na ucznia, po której nie miał zajęć. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że przydałoby się ten wolny czas jakoś fajnie wykorzystać. Zdecydowaliśmy się skorzystać z uroków naszego wspaniałego miasta Bielska-Białej i wybrać się na przejażdżkę koleją linową na Szyndzielnię, a następnie udać się pieszo na najwyżej położony punkt w naszym mieście – Klimczok. Uwierzcie mi jesienne widoki rozciągające się z kabiny gondoli dosłownie hipnotyzowały… Dzięki doskonałej widoczności z wagonika mogliśmy podziwiać panoramę na całe nasze miasto. Ponadto po raz pierwszy mieliśmy okazję podziwiać Tatry z okolic budynku schroniska na Szyndzielni, jak i z samego szczytu Klimczoka. 

Trasę z Szyndzielni na Klimczok zacznę opisywać od budynku schroniska PTTK na Szyndzielni, ponieważ mam już na blogu wpis na temat cennika, godzin otwarcia kolei linowej na Szyndzielnię, jak i trasę z górnej stacji kolejki do samego schroniska. Jeśli szukasz szczegółów zapraszam Cię tutaj: 





Oddalamy się nieco od budynku schroniska na Szyndzielni i mamy do pokonania dość strome podejście. Pod butami mamy nadal kamienisto / skalne podłoże.










Z wiszącego na drzewie drogowskazu dowiadujemy się, że dojście na szczyt Klimczoka żółtym szlakiem powinno zająć nam 15 minut.
Wchodzimy na typową leśną ścieżkę, która zaczyna piąć się w górę. I tak będzie aż do szczytu przez około 600 metrów.















Dalej można kontynuować wędrówkę do Schroniska na Klimczoku. Należy kierować się niebieskim szlakiem w dół stoku. Zejście z Klimczoka do schroniska powinno zająć Wam nie więcej niż 10 minut. My nie zdecydowaliśmy się tym razem podchodzić do schroniska. Mimo silnego wiatru odpoczywaliśmy na kocu rozkoszując się górskimi widokami. Zamieszczę jednak kilka zdjęć z naszej poprzedniej wizyty w tych rejonach. Wędrowaliśmy wtedy szlakiem niebieskim ze Szczyrku. Relację z tej wycieczki znajdziesz tutaj: 


Jak można wyczytać z drogowskazu na Szyndzielnię z Klimczoka czeka nas 30 minutowa wędrówka szlakiem żółtym.
Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi wpisami zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: 
We wrześniu tradycyjnie odwiedziliśmy tatrzańskie pasmo Czerwonych Wierchów, które w tym czasie nabiera wspaniałych, jesiennych barw. Wczesno jesienne widoki rozciągające się ze szlaków, jak i z samych tatrzańskich szczytów są po prostu imponujące… Na weekend zapowiadali doskonałą pogodę. Bez chwili zastanowienia postanowiliśmy to wykorzystać i wybrać się na najwyższy z Czerwonych Wierchów, na który dotychczas nie udało się nam dotrzeć. Mowa o Krzesanicy. Przedstawię Wam szlak czerwony prowadzący z Ciemniaka na Krzesanicę. Trasę przeszliśmy z siedmioletnim dzieckiem w nieco ponad 20 minut (w jedną stronę). Jako, że Ciemniak odwiedziliśmy rok wcześniej i zdążyłam przygotować relację z tej wycieczki postanowiłam stworzyć osobny wpis przedstawiający tylko i wyłącznie przejście z jednego dwutysięcznika na drugi.













































































































































Tak jak już wspominałam w poprzednich wpisach podczas urlopu w Ustce udało się nam wybrać na najwyższe wzniesienie należące do Wybrzeża Słowińskiego – Rowokół (115 m n.p.m.). W tym wpisie chcę Wam przybliżyć przebieg szlaku na Rowokół ze Smołdzina, który został wyznaczony przez PTTK Słupsk. Trasa ta cieszy się sporą popularnością wśród turystów wypoczywających na Pomorzu. Na szczęście nam udało się uniknąć tłumów, ale schodząc na parking około godziny 11:00 na szlaku robiło się coraz tłoczniej (warto wziąć to pod uwagę planując wyjście na górę Rowokół). Ogólnie rzecz biorąc trasa jest urokliwa, nie należy do wymagających, ani długich, więc śmiało można się na nią wybrać z całą rodziną. Zresztą zobaczcie sami co czeka Was w drodze na Rowokół oraz na samym szczycie.
Samochód zostawiliśmy na darmowym parkingu znajdującym się na ulicy Daszyńskiego – Smołdzino w sąsiedztwie stacji benzynowej zaraz przy wejściu na szlak prowadzący na Rowokół. Poniżej podaję dokładne parametry GPS parkingu.






Po 200 m dochodzimy do skrzyżowania szlaków. Tutaj porzucamy żółte znaki i od teraz kierujemy się niebieskim szlakiem, który skręca tu w lewo. Niebieskimi znakami będziemy szli aż do samej wieży widokowej na Rowokole. Drogowskaz informuje nas, że do celu został nam jeszcze tylko 1 km. Jeśli chodzi o trasę nic się nie zmienia – nadal wędrujemy przez las. Ścieżka jest szeroka i łagodna. 

0,60 km – szlak niebieski skręca w prawo i zaczyna iść lekko w górę.

Po 200 m (0,80 km) – droga skręca w lewo. Mijamy drewnianą wiatę wypoczynkową, za którą zaczyna się najciekawsza część szlaku niebieskiego.



















Kolejnym interesującym miejscem, które udało się nam odwiedzić podczas tegorocznego urlopu w Ustce jest owiany mroczną legendą, niewielki Stawek Upiorów leżący u podnóża wydmy. Postanowiłam opisać trasę nad Stawek Upiorów, ponieważ dojście do niego dla osób nieznających miasta sprawia nie lada problem. Szczególnie, jeśli ktoś chcąc się dostać nad staw korzysta z nawigacji w telefonie. Przerobiliśmy to na własnej skórze… ale nie narzekamy ponieważ mieliśmy okazję zobaczyć dotychczas nieodkrytą przez nas część Ustki













Tak jak już wspominałam, cztery lata temu teren wokół jeziorka został odrestaurowany. Na brzegu stawu jest drewniany pomost, ławeczki oraz wiata wypoczynkowa. Mimo, że staw nie należy do dużych, bo jego powierzchnia to zaledwie 32 a – to gołym okiem widać, że staw tętni życiem. Zjaw nie widzieliśmy, ale za to nie brakowało płazów (traszki, żaby). Z tablic dowiedzieliśmy się natomiast, że najczęściej spotykaną rybą w tym stawie jest szczupak, ale podobno nie brakuje w nim również karasi. Staw jest w dużej mierze pokryty rzęsą, tatarakiem.
Jak już wiecie Stawek Upiorów ma swoją dość mroczną legendę. Występują w niej tajemnicze widma, wabiące światełka oraz obłąkane zwierzęta, które ponoć zostawały pochłonięte przez to bagienne jeziorko. Mieszkańcy omijali je wieczorami szerokim łukiem.













Cześć Kochani! Witam Was po dłuższej przerwie 😉 Wakacje dobiegły końca, a ja biorę się do roboty i zaczynam nadrabiać zaległości na blogu. Jak co roku i tego lata odwiedziliśmy bliską nam nadmorską miejscowość Ustkę. Będąc w Ustce zawsze szukamy leżących w sąsiedztwie miejsc, które są warte zobaczenia. Tak było i tym razem! W końcu wczasy nad polskim morzem wcale nie muszą być nudne. Uwierzcie mi na Pomorzu jest cały szereg szlaków pieszych oraz rowerowych. Tym razem udaliśmy się do Słowińskiego Parku Narodowego (Wybrzeże Słowińskie), w którym znajdują się dzikie, szerokie plaże oraz wydmy. Jako ciekawostkę dodam, że Słowiński Park Narodowy jest jednym z większych Parków Narodowych w Polsce. Zajmuje on czwarte miejsce po Biebrzańskim Parku Narodowym, Kampinoskim Parku Narodowym oraz Bieszczadzkim Parku Narodowym. Sam Zatopiony Las położony jest koło Czołpina niedaleko Jeziora Dołgie Wielkie. Ku naszemu zaskoczeniu mimo pełnego sezonu (pierwsza połowa sierpnia) tutejsze plaże były wolne od turystów. Naprawdę było ich tu jak na lekarstwo… Ogólnie jest to magiczne miejsce, które jak się tylko ma okazję trzeba odwiedzić. Dlaczego? Ponieważ nie wiadomo kiedy pozostałości tego tajemniczego liczącego około trzy tysiące lat bukowo-dębowego lasu zostaną ponownie pochłonięte przez wędrujące wydmy. Jak można wyczytać na Wikipedii konary drzew zostały odkryte spod piasku (po wielu, wielu latach) po sztormie, który miał miejsce pięć lat temu (2016 rok).























Naszym oczom ukazują się pozostałości bukowo-dębowego lasu rozproszone na szerokiej plaży. Moja przyjaciółka po otrzymaniu ode mnie zdjęć z tego malowniczego miejsca stwierdziła, że nigdy w życiu nie widziała takiego czegoś nad naszym morzem. Ciekawi jesteście co się stało z tym lasem w przeszłości? Teorie są dwie. Pierwsza mówi, że las został pochłonięty przez ogień, druga natomiast, że został on wycięty przez naszych przodków. Jak było naprawdę? Tego się chyba nigdy nie dowiemy… Tajemniczość tego miejsca sprawia, że jest ono jeszcze bardziej atrakcyjne.





Podczas tegorocznego urlopu udało się nam również odwiedzić jedną z niewielu gór na Pomorzu – Rowokół (115 m n.p.m. ) leżącą również na terenie Słowińskiego Parku Narodowego 😊 Opis szlaku znajdziesz tutaj:
Tym razem przedstawię Wam trasę na szczyt należący do Beskidu Żywieckiego noszący nazwę Sucha Góra, na który nie prowadzi żaden oznakowany szlak turystyczny. To była nasza druga wizyta w tych rejonach. Polanę Sucha Góra mieliśmy przyjemność odwiedzić zimą… Zakochaliśmy się w tym miejscu na zabój… Już wtedy miałam wizję ciepłego popołudnia spędzonego na polanie, pikniku, odpoczynku na hamaku w ciszy i spokoju – z dala od zgiełku… Wszystko poszło po mojej myśli. Trasa, którą obraliśmy jest bardzo przyjemna. Pierwsza jej część prowadzi momentami drogą asfaltową, po której samochodami mogą poruszać się tylko i wyłącznie mieszkańcy, więc ruch jest tu znikomy. Reszta trasy to wędrówka kamienistą ścieżką prowadzącą przez piękny las. Idąc z Milówki na Polanę Sucha Góra pokonuje się około 500 m różnicy wzniesień. Dystans jaki trzeba pokonać to około 8 kilometrów w dwie strony. Trasę tę polecam w szczególności na wakacyjne weekendy, kiedy to ruch turystyczny na szlakach jest wzmożony.




































Od szczytu dzieliło nas około 100 metrowe podejście.








4.20 km – docieramy do ulubionego przez nas miejsca na Polanie Sucha Góra, z którego podziwiać można kawał Świata… Widoczny jest Beskid Żywiecki , Tatry oraz Mała Fatra.














Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy dzień przed wyjazdem na urlop nie wybrali się na szlak. Po prostu nie mogło być inaczej. Świadomość, że ponad dwa tygodnie będziemy bez górskich wędrówek nie dawała nam spokoju. Trasa nie mogła być zbyt wymagająca. Zdecydowaliśmy się ruszyć na szczyt zaliczany do Pasma Równicy w Beskidzie Śląskim – Trzy Kopce Wiślańskie leżące 810 m n.p.m. Obraliśmy szlak żółty ze Szczyrku. Udało się nam dość wcześnie ruszyć w drogę, dzięki czemu mogliśmy cieszyć się pustakami na szlaku oraz rozkoszować się ciszą i spokojem w Schronisku „Telesforówka”. Szlak żółty jest bardzo przyjemny i od razu przypadł nam do gustu. Zresztą tak jak i inne trasy prowadzące z Przełęczy Salmopolskiej. Szczyrk i jego górskie okolice mają „to coś” w sobie. Coś co sprawia, że chętnie się tu wraca. Trzeba się jednak liczyć z tym, że w weekendy oraz dni wolne w Szczyrku jest zatrzęsienie turystów. Zarówno latem, kiedy kwitnie tu turystka górska, jak i zimą kiedy otwarte są wyciągi narciarskie. Traci się tu sporo czasu w korkach zarówno kierując się w stronę Bielska-Białej, jak i Wisły.
Dojeżdżamy do Przełęczy Salmopolskiej (934 m n.p.m.) znajdującej się przy samej granicy z miastem Wisła. Po prawej stronie mijamy Regionalny Zajazd Biały Krzyż, nieopodal którego parkujemy nasz samochód. Jest tu ogólnodostępny, bezpłatny parking leśny, przy którym zaczyna się nasz żółty szlak.
Schodzimy w dół przez około 300 metrów, następnie przechodzimy przez jezdnię, przecinamy drogę wojewódzką 942 prowadzącą do Wisły. 
Aktualizacja! W ostatnim czasie na szlaku żółtym zostały zamontowane łańcuchy, które pozwalają bezpiecznie pokonać strome zejście w dół / podejście w górę (w drodze powrotnej).

1.60 km na naszej drodze pojawia się pierwsze 'wzniesienie’ – no dobrze: mini wzniesienie 😉 Po 400 metrach nasz żółty szlak ponownie schodzi w dół. Oczywiście szlak będzie wymagał od nas więcej wysiłku w drodze powrotnej. Maszeruje się tym szlakiem bardzo przyjemnie. Szkoda tylko, że w dniu naszej wycieczki dokuczał nam dość mocny i chłodny wiatr.
Mamy z sobą 3 km szlak żółty zaczyna piąć się 'lekko’ w górę, droga jest szeroka.




Po 600 m od Smerekowca dochodzimy do Wierch Gościejów (810 m n.p.m.). Po prawej stronie szlaku ustawiona jest ławeczka, na której można odpocząć.
Idziemy cały czas szeroką drogą. Mijamy pojedyncze zabudowania.


Na tym odcinku możemy podziwiać wspaniałe widoki na Beskidy. W oczy rzuca się przede wszystkim 

W oddali widzimy już budynek Schroniska na Trzech Kopcach Wiślańskich. Zostało nam jeszcze do pokonania jedno, nie za wymagające podejście i dochodzimy do celu. Ciężko w to uwierzyć, ale w tą stronę na szlaku nie spotkaliśmy żadnego turysty.
Aplikacja wskazuje, że od Przełęczy Salmopolskiej przeszliśmy 6.12 km w 1 godzinę 40 minut. Bar Telesforówka (Przytulisko Telesforówka) jest bardzo przytulnym, klimatycznym miejscem, w którym panuje przyjazna atmosfera. Mimo dość wczesnej godziny nie było problemu z zamówieniem naleśników dla synka. Oczywiście w karcie nie brakuje również typowych obiadów, za które można płacić kartą. Moje serce jednak skradło domowe ciasto z kruszonką, do którego nie mogło zbraknąć kawy z mlekiem. To mi wystarczyło, abym poczuła się jak w raju. Poza tym można zorganizować tu ognisko oraz imprezy okolicznościowe, integracyjne. Do dyspozycji gości są 23 miejsca noclegowe. 



W koło schroniska nie brakuje stolików z ławkami. Naprawdę jest tu gdzie usiąść – odpocząć. Jest też przestrzeń przygotowana dla najmłodszych turystów. Byliśmy miło zaskoczeni tym miejscem. Człowiek czuje się tu jak w domu. Z tarasu Telesforówki rozciągają się zachwycające widoki na pobliskie góry.



















Niestety niebo z każdą minutą stawało się coraz ciemniejsze, wielkimi krokami zbliżał się deszcz. Zadecydowaliśmy o powrocie. Tak jak pisałam wcześniej, w drodze powrotnej musimy być przygotowani na kilka podejść. W okolicy szczytu robiło się coraz tłoczniej.
