Ostatnio na moim blogu pojawia się sporo wpisów ze szlaków w Tatrach. Tym razem dla odmiany zabiorę Was na wirtualną wycieczkę po Beskidzie Żywieckim. Wybierzemy się na jeden z wyższych szczytów w paśmie Wielkiej Raczy (Worek Raczański) – Bendoszkę Wielką. Zrobimy sobie dłuższy przystanek w Schronisku na Przegibku. Sporo osób odwiedzających schronisko traktuje je jako cel wyprawy. Tymczasem wystarczy około 20 minut drogi, aby móc nacieszyć się ciszą i spokojem oraz wspaniałymi widokami na Beskidy.
Trasa: Roztoki Górne (szlak zielony) – Przegibek – Schronisko PTTK na Przegibku (szlak zielony / szlak niebieski) – Bendoszka Wielka – powrót tą samą trasą
Data: 12 lipiec 2019
Dystans: 8.67 km
Czas trwania: 2:50 h (sam przemarsz z pięcioletnim dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 742 m
Maksymalne wzniesienie: 1187 m
Parametry z aplikacji endomondo
UWAGA! Wpis został zaktualizowany o nowe zdjęcia. Bendoszkę Wielką odwiedziliśmy 27 maja 2020r. Schronisko Górskie na Przegibku działa. Można zamówić ciepłe napoje oraz posiłki, oczywiście zachowując środki ostrożności. Wszystko w przyjaznej atmosferze. Z całego serducha polecam! 
Bendoszka Wielka szlak
Roztoki Parking
Dojeżdżamy do Roztoki Górnej, samochód parkujemy na szlaku zielonym, w miejscu, w którym szlak zielony skręca z drogi asfaltowej w lewo.
W maju przeżyliśmy niemałe zaskoczenie, ponieważ na miejscu zastaliśmy pięknie przygotowany, monitorowany parking. Jak dowiadujemy się z tablicy znajdującej się przy parkingu został on zrealizowany z projektu „Szlak trafi na bezpieczny parking”.


Drogowskaz informuje nas, że na Przegibek mamy 1 godzinę 15 minut.
Droga od razu leciutko pnie się w górę, jest szeroka oraz wygodna. Po 600 metrach łagodnieje. Idzie tędy również szlak papieski oraz rowerowy.
Naszemu synkowi trasa przypadła od razu do gustu, ponieważ w lesie zalegało sporo błota. A co to oznacza? Jest błotko, jest zabawa!

Cały czas idziemy szeroką drogą, która momentami pnie się w górę. Poruszają się tu pojedyncze samochody -prawdopodobnie dojeżdżające do Schroniska na Przegibku. Wędrówkę urozmaica nam śpiew ptaków.
Pokonaliśmy 1.50 km wychodzimy z lasku, a droga zakręca w prawo. Po prawej stronie wyłaniają się pierwsze widoki górskie.
Nasz synuś zgłodniał i jak widać na zamieszczonym poniżej zdjęciu był najwyraźniej zadowolony z tego faktu. To nic, że przed momentem wyruszyliśmy na szlak. Kto wędruje z dziećmi ten doskonale wie, jak to wygląda. „Mamo jestem głodny”, „mało chcę pić”, „mamo chcę pobawić się w kałuży” – i tak bez końca.

Mamy za sobą 1.64 km, a szlak odbija w lewo. Wchodzimy na wąską, kamienistą ścieżką. Powoli nabieramy wysokości.
2.44 km przecinamy drogę pożarową, coraz lepiej widoczne jest pasmo Wielkiej Rycerzowej. 





Mamy za sobą 3.40 km szlak odbija lekko w prawo, naszym oczom ukazuje się Schronisko na Przegibku. Syn dostał turbo przyśpieszenia, raźnym krokiem leci do naszego pierwszego celu. Tutaj łączymy się z szlakiem czarnym.
Przechodzimy 300 metrów (3.70 km) i stoimy pod drzwiami schroniska. Wchodzimy oczywiście do środka.
Schronisko PTTK na Przegibku
Zamawiamy kawę oraz lody. Syn wzbogaca się o o kolejną odznakę turystyczną. Obsługa schroniska jest bardzo sympatyczna.
Schronisko na Przegibku wysokość
Położone 1000 metrów n.p.m.
Schronisko oferuje 38 miejsc noclegowych, bufet (napoje ciepłe, zimne, lody), obiady. Zimą otwarty jest w okolicach schroniska wyciąg narciarski (350 metrów).
Schronisko na Przegibku adres
Schronisko PTTK na Przegibku
Rycerka Górna 401, 34-370 Rajcza
tel. 33 864 41 39
Schronisko na Przegibku zdjęcia






Pogoda była wspaniała, rozłożyliśmy koc i zrobiliśmy piknik (czas na małe co nieco) przed budynkiem schroniska. Jest tu duża polana, która jest do dyspozycji turystów. Mieliśmy szczęście, że zdążyliśmy zamówić kawę w schronisku, ponieważ na Przegibek dotarła kolonia i kolejka zrobiła się aż za drzwi schroniska. Przestrzeń wokół budynku schroniska jest na tyle duża, że nie odczuwaliśmy obecności koloni. Syn świetnie się bawił, wygłupiał się i nie wyglądał na zmęczonego. 











Na niebie zaczęły się zbierać ciemne chmury. Na szczęście byliśmy przygotowani na deszcz. Mimo wszystko decydujemy się na dalszą wędrówkę. Od schroniska wracamy około 150 metrów zielonym szlakiem, aby następnie przejść na niebieski szlak mający nas doprowadzić na Krzyż na Bendoszce Wielkiej. Drogowskaz informuje nas, że na miejscu będziemy za 20 minut.



Idziemy szeroką, kamienistą, leśną drogą.

4.50 km droga zaczyna piąć się w górę, na tym odcinku widoczna jest Mała Fatra.



4.70 km dochodzimy do Krzyża Jubileuszowego na Bendoszce Wielkiej.

Bendoszka Wielka
Bendoszka Wielka wysokość
Bendoszka Wielka inaczej nazywana Będoszka położona jest 1144 m n.p.m.
Rozciągające się stąd widoki przerosły moje oczekiwania – są niesamowite. Szczyt to polana, która nie jest porośnięta drzewami. Zobaczymy stąd Beskid Śląski z najwyższym szczytem Skrzyczne, Beskid Mały z Czuplem, Beskid Żywiecki z najwyższymi szczytami Babią Górą oraz Pilskiem, miasto Żywiec z Jeziorem Żywieckim. Tak jak wspominałam mieliśmy okazję podziwiać również znajdujące się na Słowacji pasmo Mała Fatra.
Bendoszka Wielka zdjęcia



Jubileuszowy Krzyż Ziemi Żywieckiej na Bendoszce Wielkiej
W oczy rzuca się wysoki, mierzący 23,5 metra Jubileuszowy Krzyż Ziemi Żywieckiej, który został postawiony na Bendoszcze Wielkiej we wrześniu 2000 roku. Jak możemy przeczytać na kamieniu węgielnym został on poświęcony przez Jana Pawła II 15 czerwca 1999 w Krakowie.
Krzyż natomiast poświęcił biskup Tadeusz Rakoczy, który na kazaniu wypowiedział następujące słowa:
Ustawiony jest w kierunku pięknej Ziemi Żywieckiej. Swymi ramionami ma symbolizować wspólnotę Żywiecczyzny, a przede wszystkim jedność wiary chrześcijańskiej.



Zapraszam również do obejrzenia krótkiego filmiku: Bendoszka Wielka w Beskidzie Żywieckim
UWAGA! Jeśli nie chcesz schodzić tym samym szlakiem na parking – Roztoki Górne, lecz zrobić pętelkę zachęcam do przejrzenia wpisu, w którym przedstawiam alternatywne zejście ze szczytu Bendoszka Wielka:
Mam nadzieję, że moja relacja przekona niejedną osobę do wycieczki na Bendoszkę Wielką. Szlak jest idealny dla osób lubiących mniej uczęszczane trasy. Na samym szlaku spotkaliśmy pojedyncze osoby. Tłoczno robi się dopiero przy samym schronisku.
Zapraszam do odwiedzenia kategorii na moim blogu opisującej szlaki w Beskidzie Żywieckim
Jest to mój drugi wpis przygotowany podczas narodowej kwarantanny ogłoszonej przez panującego w Polsce oraz na Świecie koronawirusa. Mam nadzieję, że uda mi się wykorzystać ten czas na nadrobienie zaległości na blogu. Choć jak dobrze pójdzie jutro dojdzie mi materiał na świeżutki wpis. Miesiąc siedzenia w domu, bez gór to męka dla tak aktywnych ludzi jak my. Jutro w końcu można legalnie wyjść na nie za długi spacer do lasu. Zdradzę Wam, że wybieramy się na wycieczkę po Beskidzie Małym, który mamy na wyciągnięcie ręki. Serce się raduje!
Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi wpisami zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl Zapraszam również na Instagram: @greenmagpic
Z przyjemnością dodam, że jest to kolejny szczyt zdobyty w akcji: Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum











W poprzednim wpisie przygotowałam dla Was relację z wizyty w Motylarni w Jarosławcu. W tym artykule przeniesiemy się do Papugarni w Jarosławcu, którą odwiedziliśmy podczas tegorocznego urlopu dwa razy. Syn był zachwycony bliskim kontaktem z papużkami. Papugi z Krainy Papug w Jarosławcu są zadbane, niektóre bardziej lgną do ludzi, inne swobodnie obserwują odwiedzających z góry. Jedna z papug – Amazonka żółtogardła upatrzyła sobie okulary przeciwsłonecznie oraz plecak mojego męża, na którym przesiedziała prawie całe 30 minut, które gościliśmy w papugarni. Przedmioty te okazały się dla niej bardzo, ale to bardzo atrakcyjne. Na miejscu można zakupić karmę dla papug, które z rana bardzo chętnie wcinają ulubione ziarenka. Można również zakupić pamiątkę. My wróciliśmy do Bielska-Białej z uroczym magnesem przedstawiającym dwie papugi Ary. Obsługa w papugarni jest miła, uśmiechnięta i chętnie odpowie na każde nurtujące Was pytanie.

















Tegoroczny letni urlop spędziliśmy w województwie zachodniopomorskim w niewielkiej wsi Jarosławiec, która położona jest w pobliżu popularnych nadmorskich kurortów takich jak Ustka (około 30 km) czy Darłowo (około 20 km). Co wyróżnia Jarosławiec? Przed pełnym sezonem letnim (druga połowa czerwca / początek lipca) można nacieszyć się tu ciszą i spokojem, pustymi szerokimi plażami, a co najlepsze przy sprzyjającej pogodzie woda w morzu jest tu przejrzysta i turkusowa jak nigdzie indziej. W Jarosławcu jest latarnia morska, przystań rybacka, sztuczna plaża Dubaj, Muzeum Bursztynów, wesołe miasteczko, labirynt luster, park linowy, Aquapark czy Jezioro Wicko. Atrakcji naprawdę tu nie brakuje. To właśnie w Jarosławcu udało się nam spełnić marzenie naszego syna o wizycie w motylarni. Przy okazji odwiedziliśmy również papugarnię w Jarosławcu, ale o tym w następnym wpisie ☺


































Dodatkowo w okolicach hali nazbieraliśmy sporo maślaków. Rosły gromadami i trzeba było uważać, żeby ich nie podeptać. Malutkie i świeżutkie. Idealne na jajecznicę bądź do zaprawienia 😉




Po drodze nie brakuje ostrężyn oraz ostatnich w tym roku borówek. Na szlaku pojawiają się kałuże oraz radość u naszego synka. Nie ma to jak zabawa samochodzikiem w błotku. 




Szlak zielony pnie sią następnie w górę przez około pół kilometra. Jest to dość stromy odcinek, a kamieni pod butami ma się tu pod dostatkiem. Idziemy zboczem szczytu Muronka znajdującego się na wysokości 1021 m n.p.m. Jest to bardzo atrakcyjny odcinek szlaku zielonego. Widać stąd idealnie szczyt Skrzyczne, miasto Żywiec z Jeziorem Żywieckim, Lipową, Malinowską Skałę, Małe Skrzyczne oraz Magurkę Wiślańską. A na naszej drodze znowu pojawiły się świeżutkie maślaczki…










Po kilku dobrych minutach wychodzimy z lasu na szeroką drogę, która idzie leciutko pod górę. Stąd również rozciągają się piękne widoki na miasto Żywiec wraz z jeziorem Żywieckim. Akurat z tego miejsca mam sporo zdjęć z zimy, ponieważ mogłam zboczyć ze szlaku, żeby je zrobić dzięki zalegającemu śniegu. 
























W ostatnim tygodniu maja wybraliśmy się na trzy dni w nasze ukochane Pieniny. W terminie, który wybraliśmy (egzaminy ósmoklasistów) pogoda nie zapowiadała się za ciekawie. Mimo to postanowiliśmy brać to co dają i nie rezygnować z zaplanowanego już od dawna wyjazdu (zresztą nasz syn by nam tego nie wybaczył 😉). Co się okazało na miejscu? Że prognozy pogody się nie sprawdziły, a na szlakach było luźno i bardzo przyjemnie. Tym sposobem udało się nam odwiedzić wszystkie punkty zaplanowane na ten wyjazd. W dniu przyjazdu wybraliśmy się na najwyższy szczyt Pienin noszący nazwę Wysoka (inna nazwa szczytu – Wysokie Skałki). To właśnie podczas zdobycia Wysokiej przechodziliśmy przez malowniczy Rezerwat Wąwóz Homole, który postaram się Wam jak najlepiej przybliżyć w tym wpisie.
Ruszając na szlaki z Jaworek wybieramy zawsze ten sam parking – Parking pod Dębem. Znajduje się on po lewej stronie jezdni (jadąc ze Szczawnicy) 300 metrów od wejścia na teren Rezerwatu Wąwóz Homole. Parking znajduje się na prywatnej posesji, za cały dzień postoju samochodu osobowego płacimy tu 10 zł.
Aby dostać się do Wąwozu Homole przechodzimy przez jezdnię i kierujemy się zielonymi znakami w stronę, z której przyjechaliśmy. Przez 300 metrów idziemy chodnikiem prowadzącym obok głównej drogi. Na tym krótkim odcinku mijamy przydrożną kapliczkę, zabudowania.
Po wspomnianych 300 metrach szlak zielony skręca w lewo i wchodzimy na szeroką ubitą drogę.

Mijamy czerwone tablice informujące nas, że od teraz znajdujemy się na terenie Rezerwatu Przyrody Wąwóz Homole – Obszar Natura 2000 Małe Pieniny. Rezerwat ten jest prawnie chroniony. Jako ciekawostkę dodam, że rezerwat został utworzony 1963 roku.











Trasę prowadzącą przez Wąwóz Homole postanowiłam opisać inaczej niż jest to robione w innych moich wpisach. Myślę, że na zdjęciach wszystko doskonale widać i nie ma potrzeby wspominania o każdym mostku z osobna, który mijaliśmy 🙂





















Na Polanie Dubantowskiej są charakterystyczne dla tego miejsca ułożone w bloki wapienne skały, które budzą ciekawość chyba każdego turysty odwiedzającego Dubantowską Polanę. Noszą one nazwę KAMIENNE KSIĘGI i mają swoją legendę. Podobno w tych kamiennych księgach są zapisane losy ludzkości, które odczytała tylko jedna osoba w historii. Był to pop, któremu po przeczytaniu ksiąg stracił mowę. Mówi się, że Pan Bóg nie chciał za żadne skarby dopuścić do tego, aby ludzkość dowiedziała się jaka czeka ją przyszłość.









W tym wpisie przedstawię Wam trasę prowadzącą od Schroniska na Magurce Wilkowickiej na najwyższy szczyt Beskidu Małego należący do Korony Gór Polski – Czupel. Na wycieczkę wybraliśmy się po długim weekendzie majowym. W drodze na Czupel spotkaliśmy pojedyncze osoby.






Mijamy czerwoną tabliczkę informującą nas, że przebywamy na OBSZARZE NATURA 2000 BESKIDU MAŁEGO.

0,9 km dochodzimy do węzła szlaków. Z drogowskazu dowiadujemy się, że na Czupel mamy jeszcze około 30 minut drogi.

1,5 km dochodzimy do drewnianego płotu, na którym wisi czerwona tabliczka z napisem TEREN PRYWATNY. Jest to dość charakterystyczny punkt na niebieskim szlaku, ponieważ rozciąga się stąd wspaniały widok na Beskid Śląski z najwyższym szczytem Skrzyczne – 1257 m n.p.m. (Korona Gór Polski).
Przy punkcie widokowym turyści ułożyli charakterystyczne dla gór kamienne kopczyki. Jest ich tu naprawdę sporo.

Dalej wędrujemy dość szeroką, ubitą drogą, na której nie brakuje (miejscami) kałuż. Oczywiście nie mogło zabraknąć przerwy na zabawę samochodzikami w błocie.



Po chwili szlak niebieski ponownie wchodzi w las. Droga lekko pnie się w górę.
Ok. 2,6 km dochodzimy do pierwszej żółtej tabliczki oznaczającej najwyższy szczyt Beskidu Małego – Czupel – 933 m n.p.m. Nie dajcie się jednak zwieść, aby wbić pieczątkę potwierdzającą zdobycie Czupla musicie podejść jeszcze około 30 m.

Jeszcze nie tak dawno temu pieczątkę potwierdzającą zdobycie najwyższego szczytu Beskidu Małego – Czupla trzeba było wbijać w Schronisku na Magurce Wilkowickiej. Obecnie poza schroniskową pieczątką możecie wbić pieczątkę na samym Czuplu.
W drodze powrotnej do Schroniska na Magurce Wilkowickiej oraz dalej do parkingu na Przegibku ruch turystyczny był nieco większy niż rano. Nie zabrakło również kilku przystanków na zabawę w błotku 😁 Jedno jest pewne, mamy ogromne szczęście, że mieszkamy u podnóża pięknego Beskidu Małego. Serdecznie zapraszam do zapoznania się z innymi propozycjami wycieczek po Beskidzie Małym na moim blogu – link poniżej.
















Po chwili wychodzimy z lasu na polankę. W planach mieliśmy od razu ruszyć w stronę Wysokiej, ale zauważyliśmy drogowskaz zachęcający do odwiedzenia punktu widokowego. Bez wahania zdecydowaliśmy się tam pójść. Trzeba pokonać około 200 metrów dość stromym podejściem. Stromizna nie stanowiła problemu, natomiast wyzwaniem było zalegające błoto, przez które było bardzo ślisko. Na szczęście mąż zabrał kijki z samochodu, bez nich pewnie niejednokrotnie byśmy się przewrócili. Tyle błota na butach jeszcze nigdy nie miałam!




















































Sobota, pobudka o 6:00 rano. Wschodzące słońce wpadało nam do pokoju podczas jedzenia wspólnego śniadanka. Pomyśleliśmy, że szkoda nie wykorzystać tak obiecująco zapowiadającego się dnia. Zapadła szybka, spontaniczna decyzja o wyjściu na Kozią Górę – Beskid Śląski, nazywaną inaczej Stefanką lub po prostu „Kozią Górką”. Możecie sobie wyobrazić jaki wielki uśmiech rysował się na mojej buzi, kiedy zdecydowaliśmy, że mimo mojej kontuzji wyrwiemy się na szlak 😍 Warunek był jeden: idziemy powoli, na spokojnie. Tym razem wybraliśmy szlak żółty, prowadzący z Cygańskiego Lasu (Bielsko – Biała), na którym pokonujemy różnicę wzniesień mierzącą około 300 metrów, robiąc przy tym 6 kilometrów w dwie strony. Zawsze szliśmy na Stefankę najczęściej uczęszczanym, krótszym, ogólnie łatwiejszym szlakiem zielonym prowadzącym z terenów Błonia lub drogą pożarową.
Po 400 metrach dochodzimy do miejsca biwakowego w Cygańskim Lesie. Znajduje się tu wiata, sporo ławeczek, miejsce ogniskowe. Kiedyś funkcjonowała tu skocznia narciarska. W zimę można spotkać tu rodziny z dziećmi zjeżdżające na sankach z niedużej górki, znajdującej się w sąsiedztwie biwaku. 


Przy biwaku skręcamy w prawo i przechodzimy przez mostek. Kierujemy się kawałek w górę, po chwili wchodzimy na interesujący nas szlak żółty, który od teraz, przez około 500 metrów będzie się piął w górę.



Na dróżce zalegało sporo błota, przez które było dość śliskie. Za to na szlaku panowała cisza i spokój. Mieliśmy sporo szczęścia, ponieważ na naszej drodze stanęły dwie zdezorientowane sarenki, które prędko dały nura w krzaki. Śmialiśmy się, że tyle przeszliśmy szlaków, a nigdy nie mieliśmy przyjemności takiego bliskiego spotkania z tymi uroczymi zwierzątkami. Aplikacja endomondo wskazuje, że mamy za sobą 1.10 km. Dochodzimy do wiaty z ławeczkami. Syn nalega na odpoczynek 😋 Jak to dziecko – zdążył zgłodnieć.
1.30 km nasz żółty szlak odbija w prawo. Idąc z dziećmi trzeba być dość uważnym, ponieważ szlak przecinają trasy rowerowe enduro, prowadzące z Koziej Górki. Droga ponownie zaczyna piąć się w górę.
1.95 km podejście nieco łagodnieje. Od schroniska na Stefance dzieli nas niespełna kilometr drogi. Do pokonania mamy jeszcze 100 metrów różnicy wzniesień. Tutaj spotykamy pierwszych rowerzystów. Idziemy 50 metrów i nasz żółty szlak skręca w prawo, znajdują się tu ławeczki dla strudzonych wędrówką turystów. Jeżeli ktoś chce sobie skrócić, ułatwić dojście do schroniska może kierować się dalej prosto – drogą pożarową numer 2. My skręcamy zgodnie ze znakami żółtymi i zaczynamy piąć się w górę.




Aplikacja wskazuje, że od parkingu przeszliśmy 2.35 km. Dochodzimy do kolejnej wiaty oraz drogowskazu, który informuje nas, że nasz żółty szlak doprowadziłby nas w czasie 1:30h na Szyndzielnię przez Kołowrót. My tutaj porzucamy żółte znaki i obieramy niebieskie. Skręcamy w lewo. Do schroniska zostało nam już tylko 15 minut drogi.
Kontynuujemy naszą wędrówkę leciutko pnąc się w górę.


Tak jak wspominałam wcześniej, mają tu swój początek również trasy rowerowe ENDURO – CYGAN i KAMIENIOŁOM. Są tablice informujące o parametrach tras oraz dla zainteresowanych jest zamieszczony ich opis.



























Nie udało się nam w schronisku nabyć odznaki do plecaka, ale za to mamy dyplom, który sprawił sporo radości naszemu synkowi.
W środku znajduje się sporo automatów z zabawkami dla dzieci. Nasz syn oczywiście z nich skorzystał. Wzbogacił się o kilka plastikowych roślinek, które po podlaniu mają podobno urosnąć… W środku siedzi się tak przyjemnie, że aż nie chce się wracać do domu.
Spędzamy jeszcze chwilkę na placu zabaw, po czym ruszamy tym samym szlakiem w dół. Zejście jak zawsze jest bardziej problematyczne. Duża ilość błota sprawia, że jest ślisko. My niestety nie zabraliśmy ze sobą kijków.

















Hala Pawlusia położona jest 1184 m n.p.m. Jest to wspaniałe, bardzo widokowe i nasłonecznione miejsce. Kiedyś na hali były wypasane owce. Przechodzi tu sporo turystów, ponieważ prowadzą tu aż trzy szlaki turystyczne. Hala Pawlusia jest wspaniale zlokalizowana. Można z niej podziwiać szczyty Beskidu Żywieckiego m.in. Pilsko, Babią Górę (strona wschodnia) oraz Beskidu Śląskiego m.in. Baranią Górę i Skrzyczne (strona zachodnia). Patrząc na południe przy sprzyjających warunkach z hali można zaobserwować również Tatry.






Poniżej widok w kierunku szczytu Romanka.
Hala Pawlusia – widok na Tatry.
Chyba każdy się ze mną zgodzi, że nie ma nic lepszego niż piknik w górach. Syn pokonał prawie całą trasę do Hali Pawlusiej na własnych nóżkach (w wózku przejechał zaledwie 500 metrów). Byliśmy z Niego bardzo DUMNI, ponieważ podejścia były bardzo strome. Gdyby nie Jego determinacja musielibyśmy zawrócić. Napotkani ludzie z niedowierzaniem i zachwytem patrzyli na naszego niespełna czteroletniego synka. Z zawstydzeniem zerkał, kiedy Mu mówili, że jest dzielny. Wspominałam już we wcześniejszych wpisach, że w górach zwykła zupka nabiera niewyobrażalnego smaku. I będę to jeszcze niejednokrotnie powtarzać. Termos z ciepłą zupą to obowiązkowy ekwipunek z małym podróżnikiem. Uwielbiam te nasze górskie pikniki. W torbie mamy zawsze świeże bułeczki, żółty ser, kabanosy i sałatkę ze świeżych warzyw lub owoców.
To jest bardzo przyjemny odcinek szlaku zielonego – towarzyszy nam widoki na Pilsko oraz Babią Górę . Zaśnieżona droga wygląda naprawdę magicznie.

Jako ciekawostkę dodam, że na Rysiankę oraz na Halę Lipowską prowadzi również szlak papieski. Jak się okazuje Beskid Żywiecki był bardzo często odwiedzany przez Papieża Jana Pawła II , był bardzo bliski Jego sercu. Po drodze spotkamy sporo oznakowań drogi papieskiej oraz ołtarzyków. Przytoczę cytat, który Jan Paweł II przekazywał młodzieży wędrującej po górach u Jego boku:

Aplikacja wskazuje, że od Żabnicy Skałki pokonaliśmy 7.70 km. Na szczycie Rysianka (1322 m n.p.m.) działa Schronisko Górskie PTTK Rysianka oraz wyciąg narciarki o długości 400 metrów. Jednak końcem marca brakowało chętnych na zimowo / wiosenne szaleństwa na stoku. Spotkaliśmy pojedynczych narciarzy korzystających z nart biegowych i skiturowych. Schronisko na Rysiance dysponuje 50 miejscami noclegowymi. Dodatkowo jest możliwość skorzystania z pola namiotowego. W schroniskowym bufecie serwują przepyszne jagodzianki, które dostępne są tylko w weekendy. Wbiłam pieczątkę Schroniska na Rysiance do książeczki oraz kupiłam dwie pocztówki z Rysianki. Wzbogacając tym sposobem swoją kolekcję o nowe widokówki, które przywożę z naszych górskich wojaży 😍






Z Rysianki rozciągają się cudne widoki. Można podziwiać stąd między innymi wyłaniające się w oddali Tatry. Niestety widoczność w dniu naszej wycieczki nie była za dobra. 














W maju Hala Rysianka pokryta jest pięknymi, fioletowymi dywanami krokusów. Największy wysyp krokusów przypada zazwyczaj na pierwszy tydzień maja. Oczywiście wszystko jest zależne od pogody.

















Na Hali Lipowskiej (1324 m n.p.m.) również działa schronisko, w którym działa bufet oraz serwowane są domowe posiłki. Istnieje również możliwość noclegu – jest 46 miejsc noclegowych. Przy schronisku znajdziemy mapkę oraz szczegółowy opis szlaków biegnących z Hali Lipowskiej. 


Na Hali Lipowskiej znajduje się nieduża, drewniana kapliczka oraz krzyż.
Na Hali Lipowskiej również rosną krokusy wiosenne.
Z Hali Lipowskiej kierujemy się na Halę Boraczą (czas przejścia to około 1.50 h). Trasa, którą będziemy teraz pokonywać jest momentami bardzo wąska, do tego jest tu również jeden niebezpieczny (szczególnie w zimowych warunkach i z wózkiem) odcinek biegnący przy stromym zboczu. 














Polana Cukiernica położona jest 905 m n,p.m. Mało się o niej wspomina, a szkoda, ponieważ to kolejny ciekawy i punkt widokowy na tej trasie. 

Po dojściu do 







Przed szlabanem, po prawej stronie drogi są tabliczki wskazujące kierunek trasy do Kamieniołomu w Kozach oraz nad interesujący nas Wilczy Staw. W tym miejscu droga skręca naturalnie w lewo.






























