Chyba każdy się ze mną zgodzi, że pogoda tej wiosny nas nie rozpieszcza. Za oknem ciągle pada i pada… Mimo wszystko nie zwalniamy – postanowiliśmy wybrać się na szlak i to było najlepsze co mogliśmy zrobić. Nasz siedmioletni syn był cały w skowronkach, ponieważ mógł szaleć w błocie bez końca. Nie będę ukrywać, że ja również byłam szczęśliwa, ponieważ uwielbiam las, góry, rośliny podczas deszczu oraz bezpośrednio po nim. Kolory są wtedy jakby intensywniejsze, a zapach lasu jest wtedy taki cudowny… Nie ma również tłumów na szlakach. My spotkaliśmy w tym dniu dosłownie kilka osób. Za to mieliśmy szczęście do dość sporego stadka owieczek (słodziaki), które przyblokowały szlak czarny przy zejściu do Soblówki z Bacówki na Wielkiej Rycerzowej. Przed wyjściem na szlak sprawdziliśmy oczywiście pogodę – szczególną uwagę zwróciliśmy na burze, których na szczęście synoptycy na ten dzień nie zapowiadali. Ubraliśmy wodoszczelne buty, odzież, stuptuty, a do plecaków włożyliśmy dodatkowo peleryny.
Trasa, którą Wam przedstawię mimo, że nie należy do długich to nie zaliczyłabym jej do najprostszych. Choćby dlatego, że do pokonania jest na niej dość duża różnica wzniesień – mierząca około 610 metrów.
Data wycieczki: 16 maja 2021
Dystans: około 10.50 km
Czas trwania: około 4 godz. 20 minut (sam przemarsz z siedmioletnim dzieckiem w dwie strony)
Minimalne wzniesienie: 651 m
Maksymalne wzniesienie: 1207 m
Parametry z aplikacji Google Fit
Tym razem na wycieczkę w Beskidy wybraliśmy się przed południem, a nie jak zawsze z samego rana. Z prognoz pogody wynikało, że opady z biegiem czasu mają słabnąć. I tak też było… Zresztą zobaczycie sami podczas przeglądania wpisu, jak zaskakująco zmieniły się warunki pogodowe w trakcie naszej wycieczki 😉 Naszym punktem startowym była Soblówka (powiat żywiecki, gmina Ujsoły). Zarówno trasa, jak i sam szlak był nam doskonale znany, ponieważ mieliśmy okazję pokonywać go w 2018 roku.
Przejechanie samochodem z Bielska-Białej do Soblówki zajęło nam około godzinki.
Trasa: Soblówka parking (szlak żółty) – Pod Wieralówką (szlak żółty / szlak zielony) – Skrzadnita (szlak zielony) – Hala Rycerzowa – Mała Rycerzowa (szlak czerwony / szlak zielony) – Przełęcz Halna (szlak czarny) – Bacówka PTTK na Rycerzowej (szlak żółty / szlak czarny) – Soblówka parking 
Soblówka szlak na Rycerzową
Soblówka parking
Samochód zostawiliśmy naprzeciwko Kościoła Rzymskokatolickiego w Soblówce. Mimo niedzieli na parkingu wolnych miejsc było pod dostatkiem. Parking jest bezpłatny.


Samochód można również zostawić parę metrów dalej na monitorowanym parkingu leśnym przy szlaku zielono / czarnym.
Z drogowskazu dowiadujemy się, że dojście szlakiem żółtym do Schroniska na Rycerzowej powinno zajść nam 1 godzinę 45 minut.
Tak jak wspomniałam powyżej, z parkingu kierujemy się szlakiem żółtym – skręcamy w prawo i przechodzimy przez most, za którym po lewej stronie ulicy jest tartak. Pierwsza część szlaku żółtego wiedzie przyjemną, asfaltową drogą przez około 1.60 km. Deszcz padał, ptaki śpiewały, wokół nie było żywej duszy… Nie mogłam się opanować i co chwilę zatrzymywałam się, aby sfotografować wiosenne roślinki rosnące przy szlaku (co na pewno zauważycie w tym obszernym wpisie😅). 

Z tabliczki znajdującej się przy asfaltowej drodze dowiadujemy się, że wchodzimy na drogę pożarową numer 46.


Po około 400 metrach dostrzegamy na pniu drzewa strzałki wyznaczające kierunek przebiegu szlaku żółtego. Podczas naszej pierwszej wizyty w Soblówce na tym szlaku – w 2018 roku źle odczytaliśmy oznaczenie szlaku żółtego i skręciliśmy w lewo. Otóż popełniliśmy wtedy błąd – szlak żółty idzie nadal prosto asfaltową drogą.




Tak jak już wspominałam po 1.60 km żegnamy się z asfaltem i wchodzimy na leśną ścieżkę. Zaraz z kończącym się asfaltem nasz żółty szlak odbija w prawo. Trzeba przejść przez mały potoczek, za którym ścieżka idzie ponownie, naturalnie w prawo.
Następnie, po chwili szlak żółty skręca ostro w lewo.
Po skręcie w lewo schodzimy z szerokiej drogi i wchodzimy na wąską ścieżkę. Z wiszącej na drzewie tabliczki dowiadujemy się, że do Bacówki PTTK na Hali Rycerzowej jest 1:20 h drogi. UWAGA! Zaraz przy drogowskazie skręcamy w lewo. Ścieżka zaczyna piąć się w górę.





Po około 350 metrach jest rozwidlenie szlaków: naszego żółtego oraz niebieskiego. Mimo padającego deszczu szło się przyjemnie, a powietrze było takie rześkie. Docenia się to w szczególności w czasach pandemii. Nie ma nic lepszego niż wzięcie pełnego, głębokiego oddechu i to bez maseczki na twarzy.
Aplikacja informuje nas, że od parkingu w Soblówce pokonaliśmy 2.30 km – żółty szlak skręca w prawo. Do pokonania mieliśmy dość strome oraz wąskie podejście, które momentami prowadziło wzdłuż zbocza. Pod butami mieliśmy śliskie błoto oraz kamienie. Póki co deszcz nie dawał za wygraną. Zza drzew przebijały się piękne, wiosenne widoczki. Byliśmy pod wrażeniem, ponieważ podczas kilku ostatnich dni las eksplodował zielenią!



Następnie szlak żółty skręca w prawo i wchodzimy na szeroką, lecz mało wygodną drogę (droga rozjechana przez samochody). Mimo wszystko jest to ciekawy odcinek tego szlaku. Widać również, że zostało tu ostatnimi czasy wyciętych sporo drzew.


Po przejściu około 150 metrów schodzimy ze wspomnianej drogi (szlak odbija w lewo ścieżką, a droga skręca w prawo). Będziemy szli wąską ścieżką przez około 300 metrów (początek jest dość stromy).


Wchodzimy z powrotem na drogę leśną. Tym razem mamy nią do pokonania około 500 metrów.


Po pokonaniu wspomnianego powyżej odcinka szlak żółty skręca ostro w prawo. Ścieżka pnie się lekko w górę.
Brudne dziecko to szczęśliwe dziecko




Około 3.80 km – żółty szlak łączy się ze szlakiem zielonym (na drzewie jest również oznaczenie idącego tu szlaku papieskiego). Od teraz trasa wiedzie wygodną ścieżką przez las. Według drogowskazów do Schroniska na Rycerzowej (szlak żółty) jest stąd 20 minut drogi. Od razu zdradzę, że my będziemy szli do schroniska szlakiem zielonym przez Małą Rycerzową, do której również jest 20 minut drogi.
Można też udać się stąd szlakiem zielonym (szlak skręca tu w prawo) na należący do Beskidu Żywieckiego szczyt Muńcuł, do którego jest z tego miejsca 1 godzina i 15 minut drogi. 


Wygodną, szeroką ścieżką dochodzimy do Hali Rycerzowej. Może troszkę się powtórzę, ale do Bacówki na Wielkiej Rycerzowej można dostać się stąd dwoma szlakami. Szlak zielony (przez Małą Rycerzową), który my zawsze wybieramy, ponieważ według nas jest atrakcyjniejszy – wiedzie wzdłuż Hali Rycerzowej górną jego częścią. Druga opcja to szlak żółty, który skręca w lewo i prowadzi wygodną, lecz praktycznie pozbawioną widoków drogą.

Hala Rycerzowa
Szlak zielony wprowadza nas wprost na Halę Rycerzową, która jak zawsze robi na nas piorunujące wrażenie. Na liczniku mamy niespełna 5 km (4.70 km). Kochamy tę przestrzeń. W oczy rzuca się drewniany szałas pasterski znajdujący się po lewej stronie Hali Rycerzowej. Rozciągają się stąd wspaniałe widoki na Beskid Śląski oraz Beskid Żywiecki, (widoczna jest stąd między innymi Hala Lipowska, Pilsko oraz Babia Góra). Zatrzymujemy się tu na chwilę, aby odpocząć oraz porobić zdjęcia. Deszcz w końcu odpuścił i zrobiło się jeszcze przyjemniej.










Mała Rycerzowa
Następnie dochodzimy do Małej Rycerzowej, która położona jest 1207 m n.p.m. Zobaczysz stąd wieś Soblówkę z zabudowaniami. W oddali widać szczyty Glinka, Krawców Wierch, Pilsko oraz Babią Górę. Podobno przy sprzyjających warunkach można podziwiać stąd również Tatry. Do schroniska mamy jeszcze około 300 metrów wygodnej drogi.





Przełęcz Halna
Przełęcz Halna położona jest 1165 m n.p.m. Przełęcz Halna nie jest zarośnięta drzewami, dzięki czemu jest doskonałym punktem widokowym. Trzeba mieć tylko odrobinę szczęścia do pogody.

Na Przełęczy Halnej jest skrzyżowanie wielu szlaków turystycznych. 
Kierując się szlakiem czerwonym można w 15 minut dostać się na szczyt noszący nazwę – Wielka Rycerzowa (1226 m n.p.m.). Trzeba pokonać tylko strome podejście, a później przejść kawałek lasem. Wielka Rycerzowa jest porośnięta drzewami, więc nie ma co liczyć na piękne widoki z samego szczytu. My tym razem odpuściliśmy sobie wizytę na Wielkiej Rycerzowej, ale we wpisie zamieszczę zdjęcie z października 2018.
My wybieramy szlak czarny prowadzący do Schroniska na Rycerzowej. Skręcamy w prawo i schodzimy w dół hali. Według drogowskazu do schroniska jest stąd 5 minut drogi. 

Bacówka na Hali Rycerzowej
Bacówka na Hali Rycerzowej położona jest 1120 m n.p.m. Teren obok schroniska jest świetnie zagospodarowany. Można usiąść przy drewnianych stolikach lub skorzystać z rozwieszonych hamaków. Jest to dość istotne w obecnych, „Covidowych czasach”, kiedy to nie ma możliwości spożywania posiłków w schronisku. W Bacówce na Wielkiej Rycerzowej do dyspozycji turystów są 34 miejsca noclegowe w pokojach dwu oraz kilkuosobowych. Dodatkowo w sezonie letnim jest możliwość przenocowania przed budynkiem schroniska w namiocie. Do dyspozycji nocujących jest wtedy kuchnia oraz łazienka. Jest tu skrzyżowanie szlaków. Można zaplanować stąd dalszą podróż – niekoniecznie do samochodu.




Zdecydowałam się wejść do schroniska, aby zamówić zupę oraz wbić pieczątki do książeczek akcji Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum. Ceny w schronisku są dość wysokie jak na Beskidy, ale nie ma się co dziwić, to ciężkie czasy dla schronisk górskich. Przykładowo za 10 pierogów zapłacicie 26 zł, żurek + pieczywo – 18 zł.

Po zjedzeniu zupki decydujemy się podejść żółtym szlakiem 100 metrów w dół. Są tu do dyspozycji turystów drewniane stoliki z ławkami oraz miejsce ogniskowe. Przy schronisku w dniu naszej wycieczki dość mocno wiało – tutaj udało się nam skryć przed nieprzyjemnym i zimnym wiatrem. Robimy sobie kawkę i spędzamy miło czas na zabawie z synkiem.






Szlak czarny zejście do Soblówki
Z Rycerzowej na parking w Soblówce nie wracamy tą samą trasą. Początkowo szliśmy żółto / czarnym szlakiem. Droga na tym odcinku jest szeroka i wygodna. Wszystko jest doskonale widoczne na poniższych zdjęciach. A tak przy okazji – w tej części wpisu spora część fotografii zrobiona jest telefonem komórkowym, więc mogą się one nieco różnić kolorystyką oraz jakością.




Po 500 metrach dochodzimy do słupa z drogowskazami. Do Soblówki planowaliśmy wrócić tą samą trasą. Oczywiście jak to u nas bywa, podjęliśmy spontaniczną decyzję i zmieniliśmy plany 😉 Więc tak: kontynuując wędrówkę żółtym szlakiem, który idzie nadal prosto przez 200 metrów wyjdziesz w miejscu wejścia na Halę Rycerzową (rozwidlenia szlaku żółtego oraz zielonego) i dalej będziesz już wracać na parking tą samą trasą. My decydujemy się skręcić w prawo wraz z czarnymi znakami. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej decyzji, ponieważ ta część trasy zrobiła na nas bardzo pozytywne wrażenie. Szlak czarny początkowo idzie przez las szeroką drogą, następnie prowadzi drogą asfaltową między domami. 









Po około 2.5 km od opuszczenia szlaku żółtego zauważamy znajdujące się po lewej stronie szlaku czarnego górskie źródełko z wodą zimną jak lód. Do skał przyczepiona jest czerwona lina, z której zwisa metalowy kubeczek Bacówki na Rycerzowej. Zatrzymujemy się tu na chwilę, dzięki czemu mieliśmy okazję spotkać stado owieczek raźnie maszerujących w górę szlaku czarnego. 


Droga na szlaku czarnym przez cały czas schodzi w dół. Jak widzicie na poniższym zdjęciu Bacówka na Rycerzowej zadbała, aby każdy turysta do niej trafił 💛
Po przejściu 400 metrów szlak czarny schodzi z drogi leśnej na asfaltową. Ludzie, którzy tu mieszkają, bądź mają tu domki letniskowe, są prawdziwymi Szczęściarzami… 😍 Mimo, że nie jesteśmy miłośnikami asfaltu to ten odcinek był wyjątkowo przyjemny. Nie wiem czy to po części nie sprawka pogody, niebieskiego nieba, chmur, słońca, wiosennej zieleni… 

Po przejściu kolejnych 300 metrów szlak czarny skręca w prawo. My decydujemy się porzucić tu szlaki czarne i wybieramy krótszą opcję dostania się na parking w Soblówce. Szliśmy asfaltową drogą prowadzącą między zabudowaniami. Wyszliśmy zaraz przy wspomnianym we wstępie tartaku (przy rozwidleniu dróg za mostem). 



W drodze powrotnej do Bielska-Białej zdecydowaliśmy się jeszcze zahaczyć o zachód słońca na moich ukochanych polach rzepakowych. Ciężko uwierzyć, że na szlak ruszaliśmy w deszczu… Można powiedzieć, że udało się nam wziąć z tego dnia wszystko co najlepsze 🥰
Więcej szczegółów oraz zdjęć znajdziesz tutaj: Zachód słońca w Beskidach z widokiem na Skrzyczne
Jeśli chcesz być na bieżąco z naszymi wycieczkami zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl Zapraszam również na mój Instagram: @greenmagpic
Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum 2021
Zbliżające się wielkimi krokami siódme urodziny synka musieliśmy spędzić tradycyjnie na szlaku. Niestety w tym roku ten wyjątkowy dzień wypadał we wtorek. Nie mieliśmy możliwości iść na szlak w tygodniu (praca, przedszkole), więc świętowanie urodzin zaczęliśmy już w niedzielę. Trochę bałam się, że nasze plany nie wypalą, ponieważ sprzęgło w naszym samochodzie odmówiło nam posłuszeństwa. Na szczęście udało się nam pożyczyć samochód od jednej dobrej duszyczki, dzięki której mogliśmy udać się na kilkugodzinną wycieczkę w Beskidy. Naszym celem była Koszarawa, a dokładniej Przełęcz Klekociny, przez którą przebiega interesujący nas szlak zielony, który to doprowadził nas na Halę Kamińskiego. Należy ona do mniej popularnego wśród turystów Pasma Przedbabiogórskiego, które zresztą bardzo lubimy. Jestem skłonna zaciągnąć tę trasę pod łatwe szlaki w Beskidach, ponieważ szlak jest dość krótki i pokonujemy na nim zaledwie 300 metrów różnicy wzniesień. Oczywiście na szlaku zielonym nie zabraknie podejść, ale nie są one jakoś szczególnie wymagające. Jak to mówią: powoli do przodu! 😉 Dodatkowo my wydłużyliśmy sobie nieco wycieczkę i udaliśmy się czarnym szlakiem z Hali Kamińskiego w stronę Zawoi, na którym jest według mnie najpiękniejszy w Beskidach punkt widokowy na Królową Beskidów – Babią Górę. Kolejnym plusem jest fakt, że można zatrzymać się tu w drewnianej, otwartej chatce (wiacie) i bezpośrednio z niej podziwiać nieziemskie krajobrazy przy pysznej kawie. Nie zapomnijcie tylko spakować do plecaka termosu 😋


Przełęcz Klekociny położona jest na 894 m n.p.m., więc startujemy z dość konkretnej wysokości. Stąd tak mała różnica wzniesień jaką pokonamy na tym szlaku. Samochód zostawiamy przy interesującym nas szlaku zielonym. Miejsce naszego postoju nie jest oznaczone na mapach jako parking. Poniżej podaję parametry naszej miejscówki.
Przechodzi tu również Karpacki Szlak Rowerowy oraz wyznaczony przez PTTK najdłuższy w polskich górach, mierzący 600 km szlak konny (oznaczony na drzewach żółtą kropką na białym tle) noszący nazwę Transbeskidzki szlak konny.
Z parkingu kierujmy się na południe szlakiem zielonym – w tym celu odbijamy w lewo. Na moment wchodzimy na dróżkę leśną, a po chwili idziemy wzdłuż polany. 
Po 300 metrach skręcamy w prawo i wchodzimy na wąską ścieżkę leśną, która pnie się w górę i będzie tak się pięła przez większość czasu. Na szlaku zalegały jeszcze resztki śniegu.




Po pokonaniu 1 km podłoże staje się kamieniste, a do tego po szlaku spływał potok, przez co było dość ślisko.










2.40 km – Hala Kamińskiego położona jest 1100 m n.p.m. Dojście tutaj zajęło nam około 45 minut (nie wliczając krótkich przerw na złapanie oddechu 😉). Tak jak już wspomniałam należy ona do Pasma Przedbabiogórskiego. Widać stąd doskonale Mędralową, która jest oddalona od hali o jakieś 20 minut drogi (szlak zielono / żółty). Poza tym zobaczycie szczyty należące do Beskidu Żywieckiego (m.in. Pilsko) oraz Beskidu Śląskiego (m.in. Skrzyczne). Na Wikipedii można wyczytać, że nie tak dawno temu na Hali Kamińskiego był prowadzony wypas owiec. Nie było to jednak opłacalne i aktualnie hala powolutku zarasta.





Po około 800 metrach (3.20 km) skręcamy w prawo idziemy wydeptaną w śniegu ścieżką przez około 400 metrów.



Po wspomnianych powyżej 400 metrach (3.45 km) jest oznaczenie na drzewie, że szlak czarny będzie skręcał w prawo.
3.60 km – szlak czarny według wcześniejszej zapowiedzi skręca w prawo, po chwili droga zaczyna schodzić w dół. Powoli zza drzew wynurza się ośnieżona Babia Góra. 


Aplikacja wskazuje, że od parkingu przeszliśmy niespełna 4 kilometry (3.90 km). Dochodzimy do wspomnianej już powyżej przeze mnie drewnianej chatki (wiaty), która znajduje się na zboczach Kolistego Gronia na czarnym szlaku idącym z Zawoi. Byliśmy tu całkiem sami… Widok na pokrytą jeszcze śniegiem Babią Górę na tle zachmurzonego nieba zapierał dech… Królowa Beskidów była dosłownie na wyciągnięcie ręki… Wiata doskonale ochroniła nas przed mroźnym wiatrem. Wyciągnęliśmy sprzęt, postawiliśmy na palniku kawiarkę, a następnie rozkoszowaliśmy się smakiem świeżo parzonej kawy, a nasz syn? Nawet nie śnił o odpoczynku. Wręcz przeciwnie – biegał, skakał… Dzieciaczki mają niewyczerpalne pokłady energii 😅 Przez chwilę mieliśmy przyjemność rozmawiać z turystami, którzy zmierzali na Halę Kamińskiego. Składali życzenia urodzinowe naszemu Smykowi, co było bardzo miłe 😊










Podczas naszego dwutygodniowego, bardzo aktywnego urlopu nad morzem w malowniczej Ustce (województwo pomorskie) zdecydowaliśmy się na wycieczkę do Koszalina (województwo zachodniopomorskie). A wszystko za sprawą Pętli Tatrzańskiej, która skusiła nas swoją nazwą. Szlak żółty w Koszalinie wyznaczony został przez koszaliński oddział PTTK – PTTK Koszalin. Trasa prowadzi przez piękny las, który końcem czerwca prezentował się bajecznie. On po prostu eksplodował zielenią. Od razu zdradzę Wam, że na szlaku są momenty, w których leśne ścieżki pną się bardzo stromo w górę. Jestem skłonna napisać, że można poczuć się tu jak na górskim szlaku 😍 Byliśmy pozytywnie zaskoczeni. Wybierając się w te strony warto ubrać wygodne obuwie. Przejście większej części Pętli Tatrzańskiej to nie jedyna atrakcja podczas proponowanej przez mnie wycieczki. Odwiedzimy również najwyższy szczyt należący do pasma Góry Chełmskiej noszący nazwę Krzyżanka (136.2 m n.p.m.) oraz znajdującą się na niej wieżę widokową na Górze Chełmskiej. Wybierając się tu warto zarezerwować sobie około trzy godzinki (nie wliczając w to dojazdu do Koszalina).

Osoby, które nie są zainteresowane dłuższą wycieczką mogą udać się od razu w stronę najwyższego szczytu pasma Góry Chełmskiej. Wystarczy przejść przez widoczną na poniższym zdjęciu bramę i podejść szeroką drogą asfaltową około 200m. Jak się domyślacie, nas nie usatysfakcjonowałby taki krótki spacer 😉
My wieżę widokową na Górze Chełmskiej zostawiliśmy sobie na sam koniec. To miała być taka wisienka na torcie. Po zaparkowaniu samochodu od razu przechodzimy przez jezdnię i kierujemy się chodnikiem wzdłuż ulicy Słupskiej (w kierunku Słupska 😄).
Po około 600 metrach mijamy tablicę LASÓW PAŃSTWOWYCH – Leśny Kompleks Promocyjny, Lasy Środkowopomorskie, następnie skręcamy w prawo i żegnamy się z asfaltem. Wchodzimy na leśną ścieżkę, którą prowadzi interesujący nas szlak żółty. Na początku ścieżka schodzi lekko w dół, aby zaraz iść leciutko w górę.




Po chwili dochodzi do nas szlak czerwony (im. Józefa Chrząszczyńskiego), a droga zaczyna iść bardzo stromo w górę. Po pokonaniu krótkiego podejścia szlak łagodnieje. Po czym znów idzie pod górę.




Na pewno nie będziecie zdziwieni – przed nami do pokonania było kolejne podejście 😅
Aplikacja wskazuje, że dotąd pokonaliśmy 2.70 km. Leśna ścieżka prowadzi przy ogrodzeniu. Za ogrodzeniem ścieżka standardowo schodzi w dół, aby po chwili znów iść w górę.



Po chwili szlak żółty skręca w lewo i wchodzi ponownie w las (znaki żółte są tu kiepsko oznakowane – bądźcie czujni!). Dalej wędrujemy wąską ścieżką, kierujemy się prosto. Na szlaku póki co nie spotkaliśmy żywej duszy. Byliśmy tu tylko my i otaczająca nas natura.
3.80 km przecinamy drogę leśną, za którą jest kolejne dość strome podejście. Po pokonaniu wspomnianego podejścia idziemy wąską ścieżką.

Po kolejnych 200 metrach (4.40 km) wychodzimy z lasku, nasz żółty szlak skręca w lewo. Idziemy wzdłuż jezdni prowadzącej z Koszalina do Maszkowa. Po chwili dochodzimy do szlabanu, przy którym znajduje się parking.




5.30 km – szlak żółty skręca w prawo. Dochodzimy do miejsca przygotowanego z myślą o strudzonych wędrówką turystach. Do dyspozycji turystów jest tu stolik z ławkami. My się nie zatrzymujemy – kontynuujemy wędrówkę żółtym szlakiem – szeroką leśną drogą, która momentami schodzi w dół.
Następnie wchodzimy do bardzo ładnego, świerkowego lasu. Jest tu sporo krzaczków borówek. Oczywiście nasz syn nie przeszedł obok nich obojętnie. Wędrówkę urozmaicał nam śpiew ptaszków. Na szlaku żółtym zaczęły pojawiać się śladowe ilości piasku.


5.80 km przecinamy ścieżkę, przez którą biegnie szlak czerwony – my idziemy nadal prosto. Jest tu drewniana tabliczka z napisem ŚCIEŻKA PRZYRODNICZA. Dalej wędrujemy przyjemną, leśną ścieżką.




6.80 km dochodzimy do rozwidlenia. Nie dostrzegliśmy tu na żadnym z drzew oznaczenia dalszego przebiegu szlaku żółtego. My zdecydowaliśmy się skręcić w prawo. Po czym czekała na nas dalsza wędrówka szeroką, leśną drogą.
Po 500 metrach (7.30 km) szlak żółty ponownie skręca – tym razem jednak w lewo. Trasa jest nadal niewymagająca i przyjemna. Można śmiało napisać, ze strome podejścia idą w niepamięć 😄


Tym sposobem żółto – niebieskie znaki doprowadzają nas do ulicy Słupskiej, teraz będziemy kontynuować naszą wędrówkę wzdłuż tej ulicy.
Pokonujemy krótkie podejście i skręcamy w lewo. Idziemy chodnikiem prowadzącym wzdłuż jezdni w kierunku parkingu, na którym zostawiliśmy 10 kilometrów temu nasz samochód 😉
10.60 km – dochodzimy do parkingu leśnego KARNIESZEWICE przy ulicy Słupskiej. Przechodzimy przez jezdnię i wchodzimy w las na szlak czerwono (im. Józefa Chrząszczyńskiego) – czarny (ŚWIĘTYCH GÓR im. Jana Pawła II), którym będziemy kierować się na Górę Chełmską. To jest również bardzo przyjemna oraz spokojna część trasy. 
Po chwili dochodzimy do trasy rowerowej CHEŁMSKA TRAILS w Koszalinie, która skręca w prawo (zakaz pieszych). My idziemy nadal prosto, wygodną, leśną ścieżką.
10.90 km – rozwidlenie, szlak czerwono – czarno skręca w prawo.
Po chwili skręcamy w lewo, dochodzi do nas szlak niebieski (SZLAK PORWANEGO KSIĘCIA). Idziemy drogą leśną, lekko pnącą się w górę.
Podchodzimy kawałeczek i szlak czerwono – czarno – niebieski ponownie skręca w prawo. Dochodzi tu do nas jeszcze szlak żółty.






Kasę wieży obsługiwał bardzo miły, pogodny pan, u którego zakupiliśmy cegiełki – 3 zł każda, z których pieniążki przeznaczone są na remont wieży oraz budowę Centrum Pielgrzymowo – Turystycznego na Górze Chełmskiej w Koszalinie.
Aby dostać się na szczyt wieży widokowej na Górze Chełmskiej trzeba pokonać aż 140 schodów, które są bardzo, ale to bardzo strome. Pierwsze 56 schodów jest metalowych, zakręconych, a pozostałe to schody drewniane. Poniżej zamieszczam zdjęcie planu wieży widokowej. 






Wybraliśmy się tu nie bez powodu. Z brzegów Jeziora Jamno w Mielnie (Wybrzeże Słowińskie) widać Górę Chełmską. Pamiętam nasz rejs statkiem po jeziorze Jamno w 2008 roku. Kapitan statku pokazał nam wtedy pasmo Chełmskiej Góry i mówił, że jest to najwyższe wzniesienie na Pomorzu. Patrzyliśmy na nie wtedy ze zdumieniem. To były czasy… Podróżowało się pociągiem we dwoje przez całą Polskę, aby dostać się na wymarzone wczasy nad Bałtykiem. Do Mielna wróciliśmy z ogromnym sentymentem. Tym razem trafiliśmy tu jednak w trójeczkę 😍








Walentynkowy weekend w Pieninach postanowiliśmy zacząć od zimowej wycieczki na najwyższy szczyt całych Pienin i Pienińskiego Pasa Skałkowego należący do Korony Gór Polski – Wysoką. Choć warunki tego dnia były średnie przez niskie temperatury oraz padający przez większość czasu śnieg, była to niezapomniana przygoda, którą zapamiętamy na bardzo, bardzo długo. Na Wysoką wybraliśmy się zielonym szlakiem przez Wąwóz Homole. Dokładnie tak samo jak w 2018 roku, kiedy to syn miał zaledwie cztery latka. I choć z tamtego wyjście zachował tylko pojedyncze wspomnienia, mogę potwierdzić, że zarówno wtedy, jak i teraz był zachwycony trasą prowadzącą przez Rezerwat Wąwóz Homole. W końcu występujące na szlaku liczne mostki, schody, potok oraz skalne ściany to to, co małe tygryski lubią najbardziej. Tutaj nie ma miejsca na nudę. Oczywiście zimą warto wrzucić do plecaka raczki. Opisany przeze mnie szlak na Wysoką jest momentami bardzo stromy. Raczki okazały się dla nas wybawieniem szczególnie podczas schodzenia z Wysokiej, ponieważ na szlaku było nieziemsko ślisko.
Data: 13 luty 2021
Samochód zostawiliśmy na płatnym (jedynym otwartym w okolicy) parkingu – Parking pod Dębem w Jaworkach, który oddalony jest od wejścia do Wąwozu Homole niespełna 300 metrów. Za cały dzień postoju samochodu osobowego zapłaciliśmy 10 zł. Jeżeli planujecie dłuższą wycieczkę np. z noclegiem w Studenckiej Bazie Namiotowej pod Wysoką (okres letni) możecie zostawić na tym parkingu samochód na całą dobę. W tej sytuacji przygotujcie wyliczone 15 zł. Z samego rana wolnych miejsc było tu pod dostatkiem.
Tak jak wspominałam powyżej musieliśmy z parkingu pod Dębem cofnąć się niespełna 300 metrów do wejście na teren Rezerwatu Przyrody Wąwozu Homole. W tym celu przeszliśmy na drugą stronę ulicy i maszerowaliśmy chodnikiem. Następnie skręciliśmy w lewo kierując się dalej zielonym szlakiem.
Przechodzimy obok drewnianej kasy Pienińskiego Parku Narodowego, która w dniu naszej wycieczki była nieczynna, a wejście na teren Rezerwatu Wąwóz Homole był bezpłatny. Długość całej ścieżki przyrodniczej biegnącej przez Wąwóz Homole to około 800 metrów. Od razu napiszę, że to niejedyny rezerwat, przez który podczas wędrówki na Wysoką maszerowaliśmy. Drugi nosi nazwę Rezerwat Przyrody Wysokie Skałki i zaczyna się w okolicach Polany pod Wysoką.
Na poniższym zdjęciu możecie przeczytać kilka istotnych informacji o Wąwozie Homole. 

Za kasą Pienińskiego Parku Narodowego przechodzimy przez pierwszy drewniany mostek prowadzący nad Potokiem Kamionka. W oczy od razu rzucają się potężne, wapienne ściany wznoszące się nad Wąwozem Homole. Pogoda była iście zimowa – mokry śnieg sypał nam w twarze (poniższe cztery zdjęcia zostały zrobione podczas powrotu z Wysokiej. Pokazało się odrobinę niebieskiego nieba, a śnieg przestał sypać i zdjęcia wyszły korzystniej niż te zrobione z samego rana 😅).


















Na Polanie Dubantowskiej znajdują się kamienne bloki tzw. KAMIENNE KSIĘGI. Według legendy zapisane są w tych księgach losy ludzkości. Ponoć do dnia dzisiejszego odczytać zdołała je tylko jedna osoba. Był to pop, który niestety stracił prze to mowę. Podobno to nie był przypadek – Pan Bóg nie chciał dopuścić do tego, aby ludzie dowiedzieli się jaka czeka ich przyszłość.














Studencka baza namiotowa pod Wysoką usytuowana jest 762 m n.p.m. u podnóża Polany pod Wysoką. Działa ona oczywiście tylko w sezonie letnim od około 1 lipca do 31 sierpnia. Ponoć dostępnych jest tu aż 70 miejsc noclegowych – można również rozłożyć własny namiot. W drewnianym 'budynku’ – wiacie do dyspozycji jest kuchnia polowa. Na terenie bazy namiotowej jest również prysznic polowy, a także toaleta Toi Toi. Są tu stoliki z ławkami oraz miejsce wyznaczone na ognisko. Baza jest bardzo zadbana. My postanowiliśmy skorzystać z małej wiaty stojącej z boku drewnianego budynku, która prawdopodobnie służy w lecie za palarnię. Mieliśmy okazję przetestować w końcu naszą butlę gazową, która doskonale podgrzała wodę na kawę oraz zupkę w ten mroźny dzień. Mimo, że posiadamy porządny termos zaparzenie kawy przy tak niskich temperaturach i po kilku godzinach na szlaku czasem graniczyło z cudem. 



































Zdobywamy szczyt polsko – słowackich Pienin – Wysoką (Wysokie Skałki / Vysoké Skalky). Jest tu taras widokowy położony na stromym urwisku skalnym, z którego można podziwiać kawał świata. Więcej szczegółów poniżej. W dniu naszej wycieczki na Wysokiej szalał bardzo mocny i mroźny wiatr. Uwierzcie mi nie było tu za dużo turystów. Był nawet moment, kiedy na platformie widokowej byliśmy całkiem sami. Musieliśmy nacieszyć szybciutko oczęta tym co było nam dane zobaczyć, porobić kilka pamiątkowych fotek i ruszać w drogę powrotną, aby nie zamarznąć 😁






Ostatni dzień lutowego weekendu oraz dzień naszego wyjazdu ze Szklarskiej Poręby do domu postanowiliśmy spędzić na łatwej i przyjemnej trasie prowadzącej na Złoty Widok (Góry Izerskie), który mieliśmy przyjemność odwiedzić po raz drugi. Tyle, że tym razem zimą. Obraliśmy również inną trasę niż we wrześniu 2020 roku. Mimo ostatniego dnia lutego w Szklarskiej Porębie leżały już tylko pojedyncze plamy śniegu. Patrząc dzień wstecz, ciężko było nam w to uwierzyć. W sobotę w drodze na Śnieżne Kotły zetknęliśmy się z hardkorowymi, zimowymi warunkami. Moje włosy były zamarznięte, a do tego zmieniły kolor na biały. Za to na platformie widokowej Złoty Widok mogliśmy ogrzać buzie w promieniach zimowego słońca, które było już tak jakby bardziej wiosenne…
Data: 28 luty 2021



Po nieco ponad 300 metrach dochodzimy do kolejnego słupa z tabliczkami, z których dowiadujemy się, że w tym miejscu musimy skręcić w prawo – kierując się na ulicę Matejki – Dom Wlastimila Hofmana oraz na platformę widokową Złoty Widok.
Droga asfaltowa zakręca ponownie w prawo i schodzi w dół. Nasz syn raźnie maszeruje poboczem drogi.
0,8 km – odbijamy w lewo. Maszerujemy nadal niewymagającą, asfaltową drogą. 

Do kolejnego parkingu zostało nam jeszcze około 500 metrów – przejście prostą asfaltową drogą. 
Od pierwszego parkingu przeszliśmy około 1.35 km i po prawej stronie ulicy Matejki mijamy Dom malarza Wlastimila Hofmana – znajduje się w nim muzeum, które w dniu naszej wycieczki jest nieczynne. Wszystko za sprawą przeprowadzanego remontu. 

Bezpłatny parking jest usytuowany w sąsiedztwie Domu Wlastimila Hofmana. Jest tu zaparkowanych sporo samochodów. Widać, że większość osób wybiera ’najkrótszą’ opcję dostania się na taras widokowy Złoty Widok 😉 Poniżej podaję parametry GPS miejsca parkingowego.





Po 50 metrach (1.60 km) docieramy na Złoty Widok, który mimo nie za wysokich rozmiarów – 585 m n.p.m. jest doskonałym punktem obserwacyjnym, z którego zobaczycie karkonoskie szczyty. Z zamontowanej na tarasie widokowym tablicy zawierającej zdjęcie panoramy dowiecie się na jakie szczyty patrzycie. Na pewno będzie to najwyższy szczyt Karkonoszy – Śnieżka (





Poniżej widok na Śnieżne Kotły w zimowej odsłonie.

Tak wygląda z bliższa budynek widoczny z tarasu widokowego Złoty Widok. Jest to Radiowo – telewizyjny Ośrodek Nadawczy na Śnieżnych Kotłach. Bez wątpienia jest to dla nas jedna z piękniejszych miejscówek w Karkonoszach 💙
Na poniższych dwóch fotografiach zobaczycie po lewej stronie Śnieżne Kotły, a po prawej szczyt Szrenica wraz z budynkiem schroniska.
Po zejściu na parking jedziemy tradycyjnie zobaczyć na stoiska rozłożone przy Wodospadzie Szklarki. Syn na pamiątkę kupuje małą, włochatą maskotkę lemura, wcinamy jeszcze serek z grilla polany żurawiną i ruszamy w drogę do naszego rodzinnego miasta Bielska-Białej. Przed nami było jeszcze ponad 400 km drogi. Na szczęście podróż samochodem poszła nam (mimo niedzieli) płynnie – bez korków, z czego bardzo się cieszyliśmy, ponieważ syn z samego rana musiał iść do przedszkola. Dobrze, że dzieci się tak szybko regenerują 😉





Tak jak wspominałam po 800 metrach podejście łagodnieje. 


Następnie, dla odmiany nasz czerwony szlak schodzi bardzo stromo w dół. Oczywiście oznacza to, że w drodze powrotnej będziemy musieli wdrapać się pod tę 'górę’ 😅 Jest to bardzo atrakcyjny odcinek szlaku. Rozciąga się stąd wspaniały widok na Beskid Śląski oraz Beskid Żywiecki. Doskonale widać stąd również nasz cel – Malinowską Skałę.

Poniżej jeszcze kilka zdjęć z tego odcinka szlaku czerwonego. 





















Malinowska Skała położona jest 1152 m n.p.m. Dystans jaki pokonaliśmy od samochodu to około 4.50 km. Jak zawsze Malinowska Skała wita nas wiatrem. Tym razem jest on mroźny, bardzo mroźny. Wychodnia skalna w dniu naszej wycieczki była w dużej części pokryta lodem. Poza tym warunki były doskonałe, a widoczność świetna. A uwierzcie mi z Malinowskiej Skały jest naprawdę co podziwiać. Zobaczycie szczyt Skrzyczne , Kotlinę Żywiecką z Jeziorem Żywieckim , Babią Górę , Pilsko, Baranią Górę oraz Tatry, które akurat w dniu naszej wyprawy były widoczne, ale zalane mlekiem. Dwa razy mieliśmy przyjemność podziwiać z Malinowskiej Skały zachód słońca. Zdjęcia możecie oglądnąć we wpisie: 













Wybierając się z mężem na Malinowską Skałę mieliśmy w planach wypić na spokojnie wspólną kawę. Zabraliśmy butlę gazową, nie zabrakło nawet kawiarki, ale co z tego… Zapomnieliśmy spakować do plecaka wodę oraz kawę 😅 No cóż, będzie trzeba to nadrobić innym razem 😁 W końcu na Malinowską Skałę wracamy zawsze z wielką przyjemnością…



























































Ostatni dzień stycznia spędziliśmy w Beskidzie Żywieckim, który zafundował nam doskonałe, zimowe warunki. Było po prostu bajkowo… No dobrze, ale dla kogo jest propozycja tej trasy? Dla osób, które lubią ciszę, chcą odpocząć od ludzi, zgiełku, a przy tym nacieszyć oczy widokami. Ostatnio coraz częściej wybieramy w Beskidach miejsca, które są mniej znane, do których często nie prowadzą żadne szlaki turystyczne. Uwierzcie mi do odkrycia jest jeszcze tyle wspaniałych zakątków Beskidów… No dobrze czas na kilka słów o tym co Was czeka: pierwsza część trasy prowadzi z Rajczy niebieskim szlakiem (idącym na Halę Boraczą), który z czasem porzucamy i przebijamy się 'na dziko’ przez las (to tu zaczyna się prawdziwa przygoda), aby dostać się do niesamowicie klimatycznej, drewnianej chaty ukrytej w głębi lasu. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy co czeka nas nieco wyżej… Zobaczcie sami, jakie wyjątkowe miejsce było nam dane odkryć tym razem…
Data: 31 stycznia 2020

0.40 km – koniec podejścia. Szlak niebieski naturalnie odbija w prawo. Po skręcie droga jest szeroka i płynie po niej woda. Mijamy ostatnie (póki co) zabudowania. Idziemy lekko w górę. Po lewej stronie dostrzegamy kolorowe ule – z tabliczki dowiadujemy się, że jest to Pasieka Jana.
700 m – niebieski znaki skręcają w lewo. Ogólnie rzecz biorąc ta część szlaku nie należy do wymagających.
Po skręcie szlak niebieski idzie w górę. Widać, że jest to droga dojazdowa. Po chwili zakręcamy w prawo, a następnie w lewo – cały czas szeroką drogą.

1.30 km – nadal maszerujemy drogą idącą ku górze. Warto obrócić się choć na moment za siebie, aby rzucić okiem na Beskid Żywiecki. Po około 100 metrach dochodzimy do kolejnych, ale nie ostatnich na tym szlaku zabudowań.

Mijamy domy, w oczy rzuca się słupek z zielonymi tabliczkami. Jedna z tabliczek wskazuje nam kierunek dalszej wędrówki. Tak jak wspominałam na początku kierujemy się w stronę Hali Boraczej. Wrażenie robią na nas pięknie ośnieżone drzewa w wyższych partiach Beskidów. 

Dalej maszerujemy dość szeroką, niewymagającą drogą. W końcu wchodzimy na dziką ścieżkę – YUPI! 😎

Po chwili ścieżka zaczyna schodzić lekko w dół. Następnie (1.70 km) szlak niebieski skręca ostro w prawo. Tutaj spotykamy czteroosobową grupkę turystów, która szybko mknie przed siebie. 
Zaraz po skręcie idziemy stromo w górę. Podejście mierzy około 500 metrów.


Poniższe dwa zdjęcia z punktu widokowego, które zostały zrobiłam w drodze powrotnej.
Około 2.20 km – koniec podejścia, kierujemy się prosto. Po 100 metrach przechodzimy koło polany, na której jacyś szczęściarze mają dom… 💙 Cudowne miejsce… Tutaj zaczyna się również prawdziwa, bajkowa zima. Na trasie zalega coraz to więcej śniegu. 
Dla kontrastu poniżej zdjęcie zrobione popołudniu – przy zejściu z Polany Sucha Góra.
Mijamy dom i nasz niebieski szlak wchodzi w las. Idzie się bardzo przyjemnie, bez większego wysiłku. Tzn. Mi 😅, bo mąż ciągnący synka na sankach nie ma już tak lekko… 😋 

Dochodzimy do kolejnej polanki, na której syn chciał wypróbować swoje rakiety śnieżne oraz powygłupiać się w śniegu. Decydujemy się na krótką przerwę.








Kierujemy się 'na dziko’ – poza szlakiem w stronę chatki na Suchej Górze – przynajmniej mamy taką nadzieję 😅
Przed nami strome, a do tego zimą, przy takiej dużej ilości śniegu dość męczące podejście. W dniu naszej wyprawy podejście było zupełnie nieprzetarte, co utrudniało wędrówkę. Mimo wszystko uważam, że jest to jeden z piękniejszych odcinków na proponowanej przeze mnie trasie. 













4.10 km – chatka na Suchej Górze. Dojście tu zajęło nam 1 godzinę 50 minut (sam przemarsz – nie wliczając przerw).

Po chwili wychodzimy na zewnątrz. Była taka piękna pogoda… Zimowe słońce tak cudownie grzało… Chcieliśmy rozkoszować się smakiem ulubionej kawy na zewnątrz. Rozgościliśmy się tu na dłużej… Dołączył do nas przesympatyczny mężczyzna z pieskiem, który jest mieszkańcem Rajczy i zagląda tu regularnie ze swoją czworonożną przyjaciółką. Z zaciekawieniem słuchaliśmy Jego opowieści o tym miejscu oraz o okolicy.








4.40 km wychodzimy na Polanie Sucha Góra, która położona jest na północno – wschodnich stokach zalesionego szczytu, od którego pochodzi nazwa hali – Sucha Góra – 1040 m n.p.m. Z hali rozciąga się niesamowicie bogata panorama na Beskid Żywiecki, Tatry oraz Małą Fatrę. Nie wiemy, w którą stronę patrzeć…











Zejście na parking w Rajczy tą samą trasą poszło nam bardzo sprawnie. Słońce było coraz niżej – tak samo zresztą jak temperatura 😅 Choć muszę przyznać, że to był wyjątkowo ciepły, zimowy dzień.
Czwartek, godzina szósta, wspólne śniadanko… Zapada decyzja, że robimy sobie dzień wolny od pracy i wybieramy się w góry – 'we dwoje’. Co w naszym przypadku jest rzadkością, w końcu na szlak zawsze ruszamy z naszym sześciolatkiem. Przed godziną ósmą odwieźliśmy synka do przedszkola. To był dla Niego wielki dzień – po śniadaniu miał Bal Karnawałowy. My od razu ruszyliśmy w stronę Kamesznicy. Według obliczeń mieliśmy zdążyć przejść znaną nam i bardzo przez nas lubianą trasę w Beskidzie Śląskim na Halę Baranią (prowadzącą poza szlakiem) i być z powrotem na parkingu w Kamesznicy około godziny 13:00. Otóż nie wzięliśmy pod uwagę, że duża część trasy będzie nieprzetarta. Tym sposobem szliśmy w dość głębokim, nieubitym śniegu. W tym dniu świetnie sprawdziłyby się rakiety śnieżne, których my nie posiadamy. Trasa, którą Wam przedstawię jest mało uczęszczaną trasą w Beskidach, dlatego zimą trzeba liczyć się z tym, że na drodze mogą zalegać duże ilości śniegu. My nie spotkaliśmy na tej trasie żywej duszy. To był zdecydowanie wspaniały, pełen przygód i dobrej zabawy dzień!
Podjeżdżamy na parking leśny w Kamesznicy, na którym zostawialiśmy nasz samochód podczas naszych wcześniejszych wizyt na Hali Baraniej. Parking był jednak całkowicie zaśnieżony. Podaję na zapas jego parametry GPS: 49.599571, 19.058694. Zawracamy i cofamy się około 200 metrów i parkujemy na zatoczce naprzeciwko przystanku autobusowego na ulicy Parkowej.



Po około 400 metrach na naszej drodze pojawia się drewniany budynek, który w zimowej scenerii prezentuje się po prostu zachwycająco. Szczególnie, że przez krótką chwilę mogliśmy nacieszyć oczęta błękitnym niebem, które w połączeniu z białym śniegiem współgrało idealnie. We wspomnianym budynku jest Ostoja pod Jodłą u podnóża Baraniej Góry. Oczywiście zatrzymujemy się na chwilę, żeby zrobić kilka zdjęć i ubrać stuptuty.

Tutaj wchodzimy na drogę pożarową W-16 w Kamesznicy, która nie jest już tak porządnie odśnieżona. Widać jednak, że przejeżdżał tędy jakiś samochód. Za budynkiem Ostoi pod Jodłą u podnóża Baraniej Góry przechodzimy przez mostek. Od razu napiszę, że jest ich na trasie kilka. Wszystko za sprawą płynącej tu Rzeki Kameszniczanki (Rzeka Bystra). W dniu naszej wycieczki było na drodze naprawdę sporo śniegu, ale póki co szło się w miarę wygodnie.
Po przejściu nieco ponad kilometra (1.1 km) na naszej drodze pojawia się kolejny mostek, za którym jest rozwidlenie. My na Halę Baranią kierujemy się nadal prosto, w prawo natomiast jest odejście na drogę pożarową W-18.


Po chwili jest kolejny most, za którym dostrzegamy umieszczoną na drzewie kapliczkę leśną.

1.60 km na naszej trasie jest następny mostek prowadzący nad Rzeką Kameszniczanka. Za nim decydujemy się zostawić (ukryć) nasze sanki, ponieważ utrudniają nam marsz w głębokim śniegu. Dalej kierujemy się prostą drogą. 
Tak jak wspominałam na przedstawionej przeze mnie trasie jest sporo mostków. Na dalszym odcinku przechodzimy przez kolejne dwa mosty (2.10 km oraz 2.45 km), za którymi jest odejście w prawo na drogę pożarową W-17. Nie dajcie się zwieść – kierujcie się cały czas prosto.


Z każdym krokiem jest coraz to więcej śniegu, a ścieżka jest zupełnie nieprzetarta. Dochodzimy do kolejnego rozwidlenia. Tak więc: w lewo idzie droga pożarowa W-20, my niezmiennie idziemy przed siebie. Od teraz droga leciusieńko zaczyna iść w górę. 

Naszym oczom ukazuje się biała tabliczka z napisem: PUNKT CZERPANIA WODY. Jest to dość charakterystyczny punkt na naszej trasie, ponieważ to tu można zrobić sobie skrót (opis skrótu poniżej). My nie zmieniamy kierunku wędrówki – idziemy dalej tą samą drogą.
Następnie idziemy w górę. O ile jesienią ten odcinek trasy jest wygodny, to w dniu naszej zimowej wyprawy był zupełnie nieprzedeptany, co mocno nas spowalniało. Po przejściu 4.15 km od parkingu nasza droga skręca w prawo na drogę pożarową W-22. Dalej kierujemy się w górę.






5.60 km – z szerokiej drogi pożarowej odbijamy w lewo. Dopiero teraz zaczyna się prawdziwa zabawa. Zapadamy się z każdym krokiem w śniegu. Miejscami jest go naprawdę dużo. Ścieżka idzie w górę i wyprowadzi nas wprost na Halę Baranią. Warto się odwrócić za siebie i rzucić jeszcze okiem na Beskid Żywiecki. 







5.85 km – naszym oczom ukazuje się rozległa i zachwycająca Hala Barania – 980 – 1045 m n.p.m. – jest to Obszar Natury 2000 Beskid Śląski. Uwierzcie mi… szkoda było nam iść dalej. Hala Barania prezentowała się nieskazitelnie… Wyglądała niczym pustynia śnieżna. A stojąca na górze drewniana Bacówka na Hali Baraniej jeszcze bardziej dodawała klimatu krajobrazowi. Bacówka została postawiona tu w 2009 roku. Podobno wcześniejsza chatka spłonęła kilkadziesiąt lat temu. Administracyjnie Hala Barania przynależy do Kamesznicy (Gmina Milówka). Historia wypasu owiec na tej hali sięga XVII wieku.


6.10 km – Bacówka na Hali Baraniej. Drzwi bacówki były zahaczone drutem, aby do środka nie wpadał śnieg oraz chłód. W chatce byliśmy całkiem sami. Lepszego scenariusza nie mogliśmy sobie wyobrazić… 😍 Czas płynął nam tu miło i spokojnie – zaparzyliśmy sobie kawkę, zjedliśmy ciasteczko… 


























































–
































































