Niedziela, niskie temperatury, masa śniegu i wielka ochota na wycieczkę w góry. Mimo, że parę dni wcześniej byliśmy na Grzesiu i przeszliśmy 22 km po tatrzańskich szlakach musieliśmy coś z tym zrobić. Grzechem byłoby nie wykorzystanie takich wspaniałych, zimowych warunków. Tym sposobem wybraliśmy się w Beskid Mały, który mamy na wyciągnięcie ręki i niebieski szlak prowadzący z Lipnika (okolice Leśniczówki) na Gaiki. Szlak choć krótki, zimą potrafi dać popalić. Mieliśmy okazję się o tym przekonać, wędrując po świeżym, niezbyt ubitym śniegu. Mimo wszystko byliśmy oczarowani bajkową scenerią oraz ciekawymi podejściami na szlaku niebieskim. Przy sprzyjających warunkach można śmiało wydłużyć wędrówkę z Gaików wybierając się choćby na Hrobaczą Łąkę bądź do Schroniska na Magurce. Zapraszam do dalszej lektury po więcej szczegółów.
Trasa: Lipnik Leśniczówka (szlak niebieski) – Pod Gaikami (szlak niebieski / czerwony) – Gaiki – miejsce odpoczynku – powrót tą samą trasą
Data: 17 styczeń 2021
Dystans: około 6.50 km
Czas trwania: około 2:30 h ( sam przemarsz z sześcioletnim dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 472 m
Maksymalne wzniesienie: 818 m
Parametry z aplikacji Google Fit
Lipnik Leśniczówka parking

Dojeżdżamy do bezpłatnego parkingu leśnego znajdującego się przy Leśniczówce w Lipniku – ulica Polna. Jesteśmy na terenie NATURA 2000 BESKID MAŁY. Parking był zapełniony po brzegi. Zajęliśmy jedno z ostatnich wolnych miejsc. Byliśmy przerażeni… Na szczęście niepotrzebnie. Jak się okazało były to samochody jakieś zorganizowanej grupy, która nie szła szlakiem tylko drogami pożarowymi. Tym sposobem na wybranym przez nas szlaku niebieskim spotkaliśmy pojedyncze osoby. Chętnie napisałabym, że jest to mało uczęszczany szlak w Beskidach, ale prawdę mówiąc nie wiem co dzieje się tu w pełnym sezonie. Wiem jedno, my podczas wycieczki mogliśmy nacieszyć się lubianą przez nas ciszą i spokojem. Dodam, że śniegu było tak dużo, że łatwo było w nim ugrząźć. Przekonaliśmy się o tym na własnej skórze. Kilka minut zajęło nam wyjechanie z zaspy. Z parkingu kierujemy się szlakiem niebieskim, wchodzimy na szeroką drogę pożarową numer 4, która początkowo jest w miarę przedeptana przez wspomnianą powyżej grupę zorganizowaną, która ruszała tędy przed nami. Szlak od razu zaczyna się leciusieńko piąć w górę. Mijamy najpierw znajdujący się po prawej stronie drewniany dom, następnie szlaban.



Po 400 metrach szlak niebieski skręca w prawo. Dalej kierujemy się szeroką drogą. Mróz był konkretny. Na termometrach było minus dwanaście stopni, a pod podeszwami cudnie skrzypiał nam śnieg. Po skręcie w prawo droga na momencik schodzi w dół, aby zaraz znowu iść w górę.

Po 260 metrach (0.66 km) szlak niebieski skręca w lewo. Od teraz będziemy szli wąskim tunelem w górę.
Po chwili nasze niebieskie znaki odchodzą lekko w lewo, a po chwili w prawo (około 0.85 km). Po skręcie bez zmian ścieżka wiedzie w górę. 


Około 1.40 km – szlak niebieski skręca w prawo i nadal wymaga od nas wysiłku.
1.50 km koniec podejścia, na moment wychodzimy na prostą drogę. 

Dalsza część drogi idzie ku górze. Odwracając się za siebie możemy podziewać panoramę na nasze rodzinne miasto Bielsko-Białą oraz okolicę. 



Aplikacja w telefonie wskazuje, że dotychczas przeszliśmy 1.55 km. Szlak niebieski skręca ostro w lewo, a po chwili w prawo.

1.65 km – droga łagodnieje, a na szlaku niebieskim z każdym krokiem zalegało coraz to więcej śniegu. 
1.80 km wychodzimy na szeroką drogę, po dosłownie kilku metrach jest rozwidlenie – my w tym miejscu skręcamy w prawo i od teraz będziemy szli stromo w górę.
Zaraz po skręcie, po prawej stronie ścieżki jest Źródło Pyszne. Przy odrobinie szczęścia można uzupełnić tu sobie bidon, bądź butelkę.
Za źródłem szlak niebieski odbija w prawo i ścieżka pnie się w górę – zakosami. W dniu naszej wycieczki dodatkowo był to bardzo śliski odcinek.
Około 1.90 km szlak niebieski skręca w prawo. wspinamy się stromo w górę. Mój maż porównał tę część trasy do tatrzańskich szlaków. Być może zimowa sceneria nadaje takiego klimatu temu odcinkowi. Nie było tu łatwo w dniu naszej wycieczki, śnieg się zapadał, a do tego momentami było naprawdę ślisko. Dlatego warto mieć zawsze w plecaku raczki.







Około 2.30 km kończy się podejście, wchodzimy w bardzo gęsty, urokliwy las, przez który idziemy wąską ścieżką. Zaśnieżone drzewa, ogólnie cała sceneria robiła wrażenie – było jak w bajce 😍 Następnie znaki niebieskie naturalnie skręcają w prawo.


Pod Gaikami
2.50 km – skrzyżowanie szlaków Pod Gaikami – 810 m n.p.m.
Tutaj łączymy się z czerwonym szlakiem idącym ze Straconki (50 min), który jest zdecydowanie bardziej oblegany przez turystów niż nasz niebieski szlak. 
Pod Gaikami odbijamy w lewo. Mamy jeszcze 400 metrów do Gaików, idziemy szeroką, zaśnieżoną, lecz wygodną drogą.
Gaiki
2.90 km – Gaiki położone są 808 m n.p.m. Dojście na Gaiki z parkingu (w zimowych warunkach z dzieckiem) zajęło nam około 1h 30 min. Gromadzi się tu sporo turystów, ponieważ jest tu skrzyżowanie szlaków.
Szlaki Gaiki
Tak jak wspomniałam we wstępie można zaplanować stąd dalszą wycieczkę na inne szczyty Beskidu Małego.
Idąc dalej czerwonymi znakami można dojść na Hrobaczą Łąkę (1 h 10 min, Hrobacza Łąka szlak z Lipnika, Hrobacza Łąka szlak z Porąbki) oraz do Żarnówki Małej (2 h 40 min). Kierując się natomiast dalej niebieskimi znakami dojdziesz oczywiście na interesujące nas Gaiki, Przełęcz Przegibek (40 min) lub do Schroniska na Magurce (1h 40 min, Magurka szlak z Przegibka). Idzie stąd również zielony szlak do Żarnówki Małej przez Nowy Świat (2 h).
My nie decydujemy się na wędrówkę żadnym z tych szlaków. Nie jest to jednak jeszcze koniec naszej wycieczki. Schodzimy do miejsca odpoczynku – oznaczonego na mapach, jako miejsce do grillowania, które znajduje się poniżej szczytu Gaiki.
Tak więc od Gaików cofamy się około 150 metrów (szlak niebieski) i skręcamy w lewo (patrz – mapa na początku wpisu). UWAGA! W miejsce skrętu nie jest oznaczone żadną tabliczką, ale można skorzystać z aplikacji mapy turystyczne. Po skręcie schodzimy około 450 m wąską ścieżką w dół. Było tu naprawdę sporo nieubitego śniegu. Drzewa pokryte były białą pierzynką – prezentowały się przepięknie. Widać, że ta trasa nie jest za często wybierana przez turystów.



Miejsce do grillowania – Gaiki
Aplikacja wskazuje, że dotychczas przeszliśmy 3.50 km. Dochodzimy do zaznaczonego na mapie miejsca grillowego. Żałowaliśmy, że nie mieliśmy ze sobą kiełbasek… Prawdę mówiąc wcześniej nie planowaliśmy dalszej wędrówki. Z Gaików mieliśmy od razu wracać na parking. Musieliśmy zadowolić się ciasteczkami jaglanymi z orzechami oraz nasionami chia. Nie brakło również świeżo parzonej kawy. W sumie mi do szczęścia nie było nic więcej potrzebne 😍

Niestety wszystko co piękne, szybko się kończy. Ruszyliśmy w drogę powrotną. Przeprawiliśmy się przez las i wróciliśmy na szlak niebieski. Zejście na dół poszło nam niesamowicie sprawnie, a przy tym frajdy było co niemiara. Uwielbiam zimowe wyprawy. Choć przyszło ocieplenie liczę na to, że śnieg w górach zostanie z nami jeszcze na długo. A teraz – byle do weekendu… 😉
Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl i na Instagramie: @greenmagpic


W najbliższych dniach planujemy jednodniowy wyjazd w Tatry, dlatego szukaliśmy nie za wymagającej trasy, która jednocześnie nie będzie za bardzo oddalona od naszego rodzinnego miasta Bielska-Białej. Tym sposobem chcę Wam przedstawić dość krótką trasę w Beskidzie Małym na szczyt noszący nazwę Rogacz, który należący do grupy Czupla oraz Magurki Wilkowickiej. Na szlaku, który opiszę musicie być przygotowani na kilka podejść, ale ogólnie rzecz biorąc jest to bardzo przyjemna i przede wszystkim spokojna trasa. W okresie zimowym wybierając się na szlak warto zaopatrzyć się w nakładki antypoślizgowe bądź raczki.
Data: 9 styczeń 2021
Samochód zostawiamy na bezpłatnym, monitorowanym parkingu nieopodal bielskiego Stalownika na ulicy Stalowej przy interesującym nas szlaku czarnym. Poniżej zamieszczam dokładne parametry GPS parkingu. O godzinie 8:00 parking był praktycznie pusty. Natomiast po godzinie 11:00, kiedy zeszliśmy ze szlaku brakowało tu wolnych miejsc. Zapewne luźniej jest tu w tygodniu. Trzeba pamiętać, że weekend rządzi się swoimi prawami.
Po 300 metrach nasz czarny szlak zaczyna iść lekko w górę. Idzie tędy również droga pożarowa numer 17.
Po kolejnych 200 metrach (500 m) nasza szeroka droga zaczyna jeszcze bardziej piąć w górę. Póki co na szlaku nie ma żywej duszy. Jest spokojnie, słychać tylko śpiew ptaszków, który urozmaica nam wędrówkę. Na drzewie dostrzegamy oznaczenie szlaku narciarskiego czarnego.

Za rozwidleniem nadal idziemy szeroką, idącą w górę drogą. Na szlaku są odcinki oblodzone, ale nie na tyle by zakładać raki.
1.20 km – nasz czarny szlak skręca 'ostro’ w lewo, po czym nadal pnie się w górę.
Po pokonaniu podejścia kawalątek idziemy prostą drogą, ale to tylko cisza przed burzą 😉 Szlak czarny skręca w prawo i mamy do pokonania niezłą góreczkę. Idziemy wzdłuż płotu willi, która znajduje się poniżej skrzyżowania szlaków, do którego zmierzamy.

1.50 km – dochodzimy do wspomnianego powyżej skrzyżowania szlaków. Na początek napiszę co możemy stąd zobaczyć: Małą Straconkę, ulicę Górską, szczyty Beskidu Małego (Jałowcowa – 624 m n.p.m., Czupel – 654 m n.p.m.).


Wspinając się w górę żółtym szlakiem warto obrócić się za siebie i spojrzeć na Łysą Górę – 653 m n.p.m. (szczyt Beskidu Małego), na którą możemy dojść od powyższego skrzyżowania szlaków idąc w przeciwną stronę (nie prowadzi tam żaden oznakowany szlak).
1.70 km – kończy się podejście, przecinamy szeroką drogę. Z tego miejsca zobaczycie nasze rodzinne miasto Bielsko-Biała. W oczy rzucają się zaśnieżone drzewa porastające szczyt Beskidu Małego – Łysą Górę. Dalej kierujemy się prosto i znów będziemy szli 'pod górę’. Na trasie można zaobserwować coraz to większe ilości śniegu. Na tym odcinku synuś z mężem zbiera kilka sztuk rozrzuconych po szlaku orzeszków noszących nazwę bukiew (jadalne owoce buku). Te nieduże orzeszki choć dziś niedoceniane są naprawdę smaczne i zdrowe 😊




Podczas podejścia szlakiem żółtym robimy przerwę na kilka zdjęć do rodzinnego archiwum.

2.25 km – kończy się podejście, skręcamy w lewo i wychodzimy na szeroką drogę, która prezentuje się bajecznie. Jest to bardzo przyjemny odcinek na tej trasie. Mimo, że ścieżka leciutko idzie w górę.


Po chwili dochodzimy do zabudowań, kierujemy się nadal szeroką i wygodną drogą.
Na szlaku żółtym po prawej stronie jest Kapliczka z XIX wieku.



Dodatkowo czarnym szlakiem (idąc w przeciwnym kierunku), czerwonym oraz żółtym można udać się do Schroniska na Magurce (30 minut).
Data wycieczki: 22 sierpnia 2018














































Muszę dodać, że doskonałym rozwiązaniem było najpierw udać się nad Czarny Staw Gąsienicowy – o tej porze przy schronisku nie było takich tłumów, jak w południe.







Data:



Aplikacja wskazuje, że przeszliśmy 5,20 km. Wychodzimy z lasu i kierujemy się wąską, dobrze wydeptaną ścieżką. Większość osób mijających nas na szlaku porusza się na nartach skiturowych. Warunki są fantastyczne. Góra, którą widzimy przed sobą, to Wielka Królowa Kopa (1531 m n.p.m.). Odsłaniają się również wspaniałe widoki na ośnieżony Giewont, który na tle błękitnego nieba prezentuje się nieziemsko. Nasz syn jest zachwycony dużą ilością śniegu, a zabawa nie obyła się bez przerwy na chwilę szaleństwa.

































































Skoro tu trafiłeś zapewne interesuje Cię alternatywna trasa zejścia z Bendoszki Wielkiej na parking – Roztoki Górne przy szlaku zielonym. Podczas naszej drugiej wizyty na Bendoszce postanowiliśmy, że nie będziemy schodzić tym samym szlakiem, lecz zrobimy pętlę. To był strzał w dziesiątkę! Dzikie ścieżki, wspaniałe widoki na Beskidy oraz pustki na trasie gwarantowane. Tak więc obraliśmy znaki niebieskie i schodziliśmy w przeciwnym kierunku przez urokliwą polanę, która znajduje się pod samym szczytem Bendoszki od północnej strony.
Data: 25 maj 2020



Po chwili dostrzegamy na drzewie oznaczenie informujące nas, że można dojść stąd do punktu widokowego (Mała Fatra). Niestety w dniu naszej wycieczki z punktu widokowego nie było widać Małej Fatry.
Wracamy na szlak. Droga, którą wędrujemy jest trawiasta, bez kamieni – idzie się bardzo przyjemnie. Po 100 metrach wchodzimy w lasek i kierujemy się w dół między drzewami.
Po zejściu z polanki idziemy około 50 – 100 metrów i należy zwrócić uwagę na odchodzącą w lewo ścieżkę – jest to interesujący nas szlak czerwony, który niestety nie jest za dobrze oznaczony (wyblakłe oznaczenia szlaku na drzewach, brak oznaczenia rozwidlenia szlaku). Warto w razie wątpliwości skorzystać z aplikacji mapy turystyczne na której szlak ten w wersji mobilnej może być oznaczony kolorem czarnym. 





W końcu udaje się nam znaleźć idealną miejscówkę na hamak. Syn zrzuca kurtkę, buty, stuptuty i oddaje się rozkoszy odpoczynku.



Po około 20 minutach leniuchowania decyduje się na zabawę w kałużach… Dalej ruszamy ścieżką widoczną na poniższym zdjęciu. 
Wędrujemy wygodną drogą, na której mamy przyjemność podziwiać piękne widoki na Besdkid Żywiecki.


Następnie droga schodzi lekko w dół. Po prawej stronie widać 


Kierujemy się zielono – żółtymi znakami na parking. 
Aplikacja wskazuje, że od szczytu Bendoszki przeszliśmy 3.80 km, dochodzimy do GIMBUSA, przy którym jest skrzyżowanie. Zgodnie z oznaczeniem na słupie skręcamy w lewo i maszerujemy zielonym szlakiem między zabudowaniami.


Drugi dzień Świąt spędziliśmy tradycyjnie na szlaku. Co roku w okresie świątecznym wybieramy się w góry w poszukiwaniu zimy. I tym razem misja zakończyła się sukcesem! Wybraliśmy się na wycieczkę w Beskid Żywiecki na szczyt Muńcuł należący do grupy Wielkiej Raczy. Szlak zielony, którym wędrowaliśmy ma swój początek w niewielkiej wsi noszącej nazwę Ujsoły – Dolina Danielki. Wybierając tę trasę należy przygotować się na liczne podejścia. Różnica wzniesień, którą trzeba pokonać, aby dostać się na Muńcuł to ponad 600 metrów. My nie żałujemy! Bajeczne warunki, które panowały na szlaku w dniu naszej wycieczki wynagrodziły nam trud wędrówki.
Data: 26 grudnia 2020
Samochód zostawiamy przy zielonym szlaku – ulica Danielki. Parking jest bezpłatny. Poza nami oraz jednym autobusem nie było tu żadnego innego pojazdu. Tak samo na szlaku nie narzekaliśmy na tłumy – mijali nas pojedynczy turyści.
Następnie przechodzimy przez mostek prowadzący nad potokiem Danielka. Kierujemy się szeroką drogą w górę.
Po wyjściu pod 'górkę’ skręcamy w prawo i po chwili wchodzimy na drogę leśną. 







Robimy chwilę przerwy na odpoczynek. Dobrze, że mamy ze sobą sanki – przynajmniej jest gdzie usiąść 😁
Po kilometrze (od parkingu) nasz zielony szlak staje się jeszcze bardziej stromy i wymagający.

Na szlaku jest coraz więcej świeżego śniegu, przez co idzie się coraz ciężej. Trzeba przyznać, że z każdym krokiem było coraz bardziej bajkowo. Po 100 metrach znaki zielone zawijają naturalnie w prawo.

Mamy za sobą 2 km – wychodzimy na kolejną, niedużą polankę, wzdłuż której pniemy się w górę. Na polanie wieje mroźny wiatr. Tutaj spotykamy pierwszą turystkę z przesłodkim psiakiem. Następnie wchodzimy w las i droga zaczyna schodzić lekko w dół.




2.80 km – dostrzegamy oznaczenie na drzewie, że szlak zielony będzie skręcał w lewo. Wchodzimy do lasku, w którym droga idzie w górę.
Po około 100 metrach (2.90 km) wychodzimy na otwartą przestrzeń, na szeroką drogę, która idzie dość stromo w górę. Jest tu posadzonych sporo młodych choinek. Tu dopiero odczuwamy uroki zimy. Mroźny wiatr, sypiący intensywnie śnieg… Po 800 m (3.70 km) podejście robi się jeszcze bardziej wymagające.
Po nieco ponad 100 metrach szlak skręca w prawo i nadal pnie się stromo w górę. Świeżego śniegu jest coraz to więcej, przez co nie idzie się łatwo, ale za ta zimowa sceneria… jest przepełniona niesamowitym urokiem. 




Od parkingu w Dolinie Danielki pokonaliśmy około 4.60 km. Wychodzimy na obszernej Hali na Muńczole. Przy sprzyjających warunkach rozciąga się stąd piękny widok n a Beskidy – Beskid Żywiecki (od Przełęczy Glinka, aż po Wielką Rycerzową). Poza tym przy odrobinie szczęścia można zaobserwować również między innymi: Tatry, Niżne Tatry czy Małą Fatrę. Na polanie spędzamy sporo czasu, szalejąc i wygłupiając się w śniegu. To był wyjątkowo udany, rodzinny czas… ❤ To pokazuje, jak niewiele potrzeba do szczęścia…










Po dość długiej przerwie kierujemy się dalej zielonymi znakami w górę Polany na Muńczole. Po chwili wchodzimy na leśną drogę.
Aplikacja GoogleFit wskazuje, że od parkingu przeszliśmy niespełna 5 km (4.95 km).





Po zjedzeniu, odpoczynku na szczycie Muńcuł schodzimy do Doliny Danielki tym samym zielonym szlakiem. W drodze powrotnej decyduję się na założenie raków. Zejścia są bardzo, bardzo strome – jest ślisko. Do domu docieramy po godzinie 16:00. Szczęśliwi, z naładowanymi bateriami już planujemy nasze kolejne, wyjście na szlak. Kto wie gdzie przywitamy Nowy Rok? 
Droga do Przełęczy Glinne leżącej w Korbielowie była nam doskonale znana. Mieliśmy już okazję zdobywać Pilsko prowadzącym stąd szlakiem. Tyle, że w sierpniu – opis znajdziesz tutaj:
Około godziny 8:30 ruszyliśmy na szlak, na który dostaliśmy się przechodząc na drugą stronę ulicy.
Od razu wchodzimy w las. Ku naszemu zaskoczeniu warunki na szlaku niebieskim – idealne (jak na zimę). Nawierzchnia zmrożona, na tyle, że śnieg cudnie skrzypiał nam pod butami. Widać, że szlak był w ostatnim czasie uczęszczany. Nie to co w Beskidzie Małym, w którym ostatnim czasie brodziliśmy w śniegu po kolana.

Na szlaku niebieskim mieliśmy do pokonania kilka przeszkód w postaci połamanych drzew. Widać, że sporo z nich musiało się złamać pod naporem śniegu.
Kierujemy się niebieskimi znakami, które prowadzą wraz z granicą Polsko – Słowacką. Z Przełęczy Glinne jest również możliwość dojścia czerwonymi znakami do Schroniska PTTK na Hali Miziowej. My tym razem odpuszczamy sobie wizytę w schronisku. Na szlaku, aż do samego Pilska nie spotkaliśmy żywej duszy. Spokoju panującego na szlaku nie da się ubrać w słowa. Ujęłabym to tak – RAJ! Ilość śniegu na szlaku jest imponująca. Zerkam na aplikację, a ta wskazuje 1.90 kilometra, mamy do pokonania dość strome podejście (przypominające tunel), którego długość wynosi koło 100 metrów, po przejściu którego przez 300 metrów maszerujemy wygodną, prostą, leśną dróżką. To tylko cisza przed burzą, bo przed nami kolejna górka, która znowu wymaga od nas większych nakładów energii.


3.20 km dochodzimy do rozwidlenia szlaków: czerwonego, z naszym niebieskim. Jesteśmy na terenie Lasu Suchowarskiego. Drogowskaz informuje nas, że kierując się czerwonymi znakami w prawo, dotrzemy do wspomnianego powyżej Schroniska na Hali Miziowej (czas przejścia to 45 minut).
My nadal trzymamy się niebieskich znaków i maszerujemy prosto na Górę Pięciu Kopców. Drogowskaz informuje nas, że przed nami jeszcze godzinka marszu na szczyt. Wydaje mi się, że zimą ten odcinek jest łatwiejszy do pokonania niż latem, ale za to czas przejścia nieco dłuższy. Teraz mamy pod stopami zmrożony, ubity śnieg, a w lecie mieliśmy kamienie, po których wcale nie idzie się lekko.
Na niebie świeciło pełne słońce. Uwielbiam takie warunki zimą. Nie ma nic lepszego, niż śnieg oświetlony promieniami słonecznymi. Decydujemy się na przerwę i na pierwszy w dniu dzisiejszym piknik. Jak to zimą, nie ma łatwo o miejscówkę. Na szczęście zabraliśmy łopatę, koc piknikowy i krzesełko rybackie. Zestaw idealny! 😉😂
Po chwili ruszamy dalej. Cały czas pniemy się w górę. Jest dość stromo. Latem można posilić się na szlaku górskimi borówkami 😊

Oczywiście nie mogło zabraknąć przerwy na kilka zjazdów na dupolotku 😁 Grzechem byłoby niewykorzystanie takiej górki.
Kontynuujemy wspinaczkę 😍
Pokonujemy wspomniane powyżej podejście i wychodzimy na polanę, na której latem nie brakuje borówek oraz kwiatów, zwanych – wierzbówka kiprzycy (występująca również 




Patrząc za siebie możemy podziwiać wynurzającą się zza chmur Babią Górę. Przeczytałam gdzieś ostatnio, że nasza Królowa Beskidów jest porównywana przez wielu ludzi do góry Fudżi. Jakby się tak przyjrzeć rzeczywiście widać podobieństwo.




Nie za bardzo wiadomo gdzie idzie szlak. Jest tyle śniegu, że oznakowanie szlaku jest niewidoczne – tyczek brak. 

Kierujemy się przed siebie, na aplikacji mamy 5 kilometrów. 



Stawiamy nasze stopy na polskim Pilsku, a raczej na Górze Pięciu Kopców.
Syn miał sporo szczęścia, ponieważ na szczycie ktoś wybudował igloo. Było niemalże perfekcyjne. Oczywiście nasz Smyk bez wahania wpełznął do środka, a za Nim… mój kochany mąż.


Po około 10 minutach ruszamy dalej. Droga nie jest wymagająca. Latem prowadzi między kosodrzewiną, w okresie zimowym kosodrzewina jest ledwo widoczna spod śniegu.
Pilsko położone jest 1557 m n.p.m. Ze szczytu zobaczymy Beskidy Zachodnie, słowackie szczyty, Orawę, wschodnie Sudety oraz Tatry. To był nasz trzeci raz na Pilsku i dopiero teraz udało się nam zobaczyć Tatry w całej okazałości. To był jeden z piękniejszych wypadów na ten szczyt 💙 Pilsko zawsze będzie kojarzyło mi się z silnymi porywami wiatru… Tak było i tym razem. Mimo to spędzamy tu sporo czasu, rozkoszując się panoramą. Początkowo towarzyszy nam kilku turystów. Z czasem decydują się na zejście i znowu mamy cały szczyt dla siebie.













Na Pilsku stoi drewniany krzyż, a tuż obok niego ołtarz polowy. Jako ciekawostkę dodam, ze postawili go mieszkańcy wsi Mutne (Słowacja). Co roku, w lipcu odprawiane są tu msze. Prowadzi je proboszcz wsi Mutne.
Bez wątpienia czuję się tu jak w raju, aż chciałoby się tu zostać na dłużej. Robię zdjęcie, za zdjęciem – nie mogąc się nadziwić jak tu jest pięknie… Po odpoczynku decydujemy się na powrót -tym samym zielonym szlakiem na Górę Pięciu Kopców, dalej kontynuujemy zejście do Przełęczy Glinne.
Jest stromo i ślisko. Syn korzysta oczywiście z uroków zimy i śmiga z zawrotną prędkością na sankach w dół 😎





























































































































W tym wpisie przeniesiemy się w jesienne Beskidy. Odwiedzimy Pasmo Przedbabiogórskie – szczyt o nazwie Jałowiec – 1111 m n.p.m. Trasa, którą Wam przedstawię jest o tyle ciekawa, że pierwsza jej część prowadzi poza szlakiem. Co za tym idzie? Na trasie nie spotkacie za dużo turystów. Jest to mało popularne miejsce, które obfituje w cudowne widoki. Poza szlakiem pójdziemy do szczytu Beskidek. Następnie czeka nas przyjemna wędrówka zielonym szlakiem przez bukowy las, dalej podejście żółtymi znakami przez urokliwą Polanę Trzebuńską, która doprowadzi nas na sam szczyt Jałowca.
Po chwili dochodzimy do rozwidlenia, na którym skręcamy w lewo i nadal pniemy się asfaltem w górę. Idąc w prawo (szlak niebieski) doszlibyśmy do Stacji Turystycznej „ZYGMUNTÓWKA” – Przełęcz Klekociny (700 m).


Po chwili dochodzimy do znaku drogowego informującego nas o ślepej uliczce, jest również zakaz wjazdu. Jest rozwidlenie, na którym skręcamy w prawo. Idąc w lewo dojdziecie do domku letniskowego, przy którym nie ma możliwości przejścia (ślepa uliczka 😅).
1.40 km kierujemy się prosto, mijamy ostatnie już chaty letniskowe i wchodzimy na dziką, nieutwardzoną drogę, która idzie lekko ku górze. 



1.50 km skręcamy w lewo, przed nami bardzo stromy odcinek trasy. Obracając się za siebie cały czas widzimy Beskid Żywiecki oraz Beskid Śląski w oddali. Jesienne barwy mienią się oraz nadają otoczeniu wyjątkowego klimatu. 





Stroma ścieżka doprowadza nas do szczytu noszącego nazwę Beskidek – 1044 m n.p.m. Jest to wyjątkowo atrakcyjne miejsce. Dziwię się, że tak niedoceniane przez turystów. Prawdopodobnie brak schronisk w pobliżu jest tego przyczyną. Najbliższe to Schronisko w Murowanej Piwnicy położone poniżej Jałowca, bądź na Markowych Szczawinach pod Babią Górą. Rozciąga się stąd niesamowita panorama. Z każdej strony możemy podziwiać piękne krajobrazy górskie. Największe wrażenie robi jednak widok na najwyższy szczyt polskich Beskidów – Babią Górę (








Przechodzimy obok drewnianego krzyża i kierujemy się w dół widoczną na poniższym zdjęciu ścieżką.




Tuż przed tabliczką z napisem: Czerniawa Sucha napotkaliśmy samochód terenowy, który solidnie ugrzązł w błocie. Kałuża była naprawdę głęboka. W drodze powrotnej z Jałowca załapaliśmy się na moment wyciągania 'zatopionego’ samochodu przez inne 4X4. Dla naszego sześcioletniego synka było to nie lada atrakcja. Dźwięk wyciągarki, moment niepewności czy się uda… Będzie miał co wspominać i opowiadać kolegom w przedszkolu 😉

3.45 km – Czerniawa Sucha – 1062 m n.p.m. Tutaj porzucamy szlak zielony. Od teraz kierujemy się szlakiem żółtym na Jałowiec. Według drogowskazu czeka nas 40 minut drogi. Przy drogowskazie skręcamy w prawo. Od teraz ścieżka schodzi w dół. Po 550 m (4 km) droga zaczyna być prosta. Niestety szlak żółty jest bardzo 'rozjechany’ przez samochody terenowe. Przez co tworzą się na trasie głębokie kałuże, które czasem ciężko obejść.


4.20 km wchodzimy w las. Po 200 metrach (4.40 km) szlak żółty zaczyna się leciutko piąć w górę. Do celu mamy jakieś 600 metrów





5.35 km dochodzimy do punktu widokowego na Jałowcu. Niestety w dniu naszej wycieczki widoczność nie była najlepsza. Przy sprzyjających warunkach patrząc kierunku południowym i zachodnim można podziwiać stąd pasma: Beskidu Śląskiego (Skrzyczne), Beskidu Żywieckiego (Królową Beskidów – Babią Górę, Mędralową, Pilsko, Romankę), Beskidu Małego, Makowskiego, Magury Orawskiej i Małej Fatry. Na szczycie jest krzyż poświęcony Kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu. Przy drewnianej wiacie, w której można schronić się przed wiatrem stojącej na szczycie widnieje cytat:

Mimo mroźnego wiatru na Jałowcu spędzamy sporo czasu zajadając się domową zupą pomidorową. Smakuje wyśmienicie, jak wszystko w górach, a co najważniejsze pomaga się nam rozgrzać. 



My do schroniska tym razem nie idziemy, wracamy tą samą trasą na parking w Koszarawie. Choć naszym celem był Jałowiec to muszę przyznać, że to Beskidek skradł w tym dniu moje serce ❤ Dobrze jest czasem zmienić swoje przyzwyczajenia i obrać inną trasę – dotychczas kilkakrotnie szliśmy na Jałowiec szlakiem żółtym ze Stryszawy Roztoki – opis tej trasy znajdziesz tutaj:
Inne trasy z Koszarawy: