
Bajkowa sceneria Zielonego Stawu Kieżmarskiego, położonego w słowackich Tatrach Wysokich, oczarowała nas latem tak bardzo, że nie mogliśmy się oprzeć zimowemu wyjazdowi nad Zielone Pleso. Choć szlak żółty nie należy do najkrótszych, nie sprawia większych trudności. Oczywiście każda zimowa wyprawa w Tatry wymaga odpowiedniego przygotowania. Przede wszystkim przed wyjazdem warto sprawdzić aktualną prognozę pogody. Do plecaka warto włożyć: latarkę, termos z ciepłym napojem, nakładki antypoślizgowe na buty lub raki oraz dodatkową odzież.
Należy również pamiętać, że zimą czas przejścia często się wydłuża – wszystko zależy od warunków panujących na szlaku. Szybciej zapada zmrok niż latem, dlatego warto uwzględnić to planując zimowe wyjścia w góry – nie tylko w Tatry 😉. Wybierając się na teren naszych sąsiadów, trzeba pamiętać o ubezpieczeniu, które turysta jest zobowiązany wykupić we własnym zakresie (więcej informacji na końcu wpisu).
Tyle wprowadzenia. Pozwólcie, że zabiorę Was teraz do magicznego miejsca, które bez wątpienia skradnie Wasze serca… Nasze już skradło ❤.
Kolekcjonuj piękne chwile, nie rzeczy. ~ Paulo Coelho
Trasa: Parking Biała Woda (szlak żółty) – Rozdroże nad Matlarami – Salviovy Prameń – Kovalcikova Polana – Chata przy Zielonym Stawie – Zielony Staw Kieżmarski – powrót tą samą trasą
Data wycieczki: 25 luty 2020
Dystans: około 18 km*
Czas trwania: ponad 4 h* (sam przemarsz z pięcioletnim dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 955 m
Maksymalne wzniesienie: 1591 m
*w obie strony
Parametry z aplikacji endomondo
UWAGA! Przed wyjazdem wykup ubezpieczenie
Budzik zadzwonił kilka minut po 3:00. Czekał nas jednodniowy wyjazd w Tatry Słowackie. Z Bielska-Białej wyruszyliśmy o świcie, kierując się drogą nr 49 w Jurgowie, która doprowadziła nas do przejścia granicznego. Z samochodu podziwialiśmy zimowe widoki Tatr Wysokich – ten odcinek trasy zawsze robi na nas piorunujące wrażenie.
Parking Biała Woda Słowacja
Naszym celem był parking położony w Dolinie Białej Wody. Do dyspozycji turystów jest tu naprawdę wiele miejsc. O ile zimą nie mieliśmy problemów z zaparkowaniem samochodu, to latem warto przyjechać stosunkowo wcześnie, aby znaleźć wolną miejscówkę.

Parking Biała Woda cennik
Całodzienny postój na parkingu w Białej Wodzie kosztuje 10 EUR. Cena jest dość wysoka jak na parking w Tatrach Słowackich, np. w Rohackiej Dolinie (Rohacka Dolina szlaki) cena za całodniowy postój jest o połowę niższa (3 EUR). Nie dziwi nas to, ponieważ miejsc parkingowych jest tu znacznie mniej niż we wspomnianej wcześniej dolinie. Oczywiście ceny parkingu mogą ulec zmianie w każdej chwili.
Przebieramy buty, zakładamy czapki i plecaki, po czym kierujemy się wzdłuż parkingu na nasz żółty szlak. W oczy rzuca się drewniana wiata oraz charakterystyczna dla Tatr Słowackich żółta tabliczka z napisem: Biała Woda – 925 m n.p.m. Z drogowskazu dowiadujemy się, że do Chaty nad Zielonym Stawem czeka nas około 3 godziny marszu.…

Przy tabliczce skręcamy w lewo. Mijamy toaletę TOI TOI, znajdującą się po prawej stronie szlaku. Przed nami rozciąga się szeroka i wygodna droga. Śnieg jest ubity, dzięki czemu nasz syn może od samego początku jechać na swoich sankach. Tym razem racziki się nie przydały – większego oblodzenia na szlaku nie było. Po drodze wspominamy naszą letnią wyprawę nad Zielony Staw Kieżmarski i tłumy ludzi, które wtedy tu były… Teraz miejsce jest nie do poznania. Na tym odcinku szlaku towarzyszy nam wspaniały widok na zaśnieżoną Tatrzańską Łomnicę oraz Kieżmarski Szczyt.




Mamy za sobą 1,75 km. Droga prowadzi przez las i w końcu zaczyna lekko piąć się w górę. Maszerujemy wzdłuż potoku Biała Woda Kieżmarska.

Rozdroże nad Matlarami

Po około 250 metrach (2 km) naszym oczom ukazuje się kolejna żółta tabliczka z napisem: Razcestie nad Matliarmi (Rozdroże nad Matlarami). Znajdujemy się na wysokości 1020 m n.p.m. Od rozdroża kontynuujemy wędrówkę leśną drogą. Zalegający na szlaku śnieg jest zbity i coraz bardziej zmrożony.


Po 700 metrach (2,70 km) dochodzimy do drewnianego mostu, który prowadzi nad potokiem Biała Woda Kieżmarska. Latem, tuż za mostem, można odpocząć na drewnianych ławkach przy stoliku.



Salviovy Prameń

3,50 km – dochodzimy do drogowskazu na Rozdrożach Salviovy Prameň (Razcestie Salviovy Pramen) – 1200 m n.p.m. Z tablicy dowiadujemy się, że do Chaty nad Zielonym Stawem pozostało jeszcze 2 godziny i 5 minut. Tutaj nasz żółty szlak skręca w lewo, prowadząc na drewniany mostek.



Za mostkiem ponownie wchodzimy na leśną ścieżkę. Latem zalega tu sporo kamieni, co czyni ten odcinek typowym tatrzańskim szlakiem. Zimą, przy tak sprzyjających warunkach, na jakie trafiliśmy, wędrówka jest całkiem przyjemna.

Kovalcikova Polana

Od parkingu przeszliśmy 4 km i dochodzimy do słupa z żółtą tabliczką: Kovalčíková Poľana – 1226 m n.p.m.. Według drogowskazu do Chaty nad Zielonym Plesem żółtym szlakiem pozostało nam jeszcze około 1 godziny 50 minut wędrówki. Jako ciekawostkę dodam, że stąd można również dojść szlakiem niebieskim do popularnego wśród turystów Łomnickiego Stawu (Skalnaté Pleso) – czas przejścia to około 1 godzina 45 minut.
My nadal podążamy żółtym szlakiem szeroką, wygodną drogą.

Dotychczas przeszliśmy ponad 4,5 km. Wychodzimy z lasu, a zza drzew wyłaniają się widoki na zaśnieżone tatrzańskie szczyty. Mijają nas pojedynczy turyści.







Aplikacja wskazuje, że przeszliśmy 6,15 km. Na naszej drodze pojawia się kolejny drewniany most prowadzący nad Zielonym Potokiem.


Dalej wędrujemy przyjemną ścieżką wzdłuż potoku.

Możemy nacieszyć oczy coraz piękniejszymi widokami na tatrzańskie szczyty. To był prawdziwie zjawiskowy spektakl, gdy chmury oplatały skalne, ośnieżone wierzchołki. Powoli, na tym odcinku, w oddali wyłania się budynek Chaty nad Zielonym Stawem.











Latem do Schroniska nad Zielonym Stawem Kieżmarskim wędrujemy nadal żółtym szlakiem wąską dróżką, a następnie przechodzimy przez drewniany mostek. Zimą natomiast prowadzi do schroniska inna trasa – skręcamy ze szlaku w prawo i kierujemy się prosto nad Zielony Staw Kieżmarski.


Schronisko nad Zielonym Stawem

Mamy za sobą niemal 9 kilometrów (8,90 km) i docieramy na miejsce. Chata nad Zielonym Stawem Kieżmarskim położona jest na wysokości 1551 m n.p.m. w Dolinie Zielonej Kieżmarskiej. Budynek schroniska znajduje się na wschodnim brzegu Zielonego Stawu, nad którym wznoszą się majestatyczne tatrzańskie szczyty. Patrząc w lewo, podziwiamy Czarny Szczyt i Jastrzębią Turnię, natomiast w prawo, tuż obok chaty, widzimy Rzerzuchowe Turnie. Ogólnie rzecz biorąc, rozciągają się stąd znakomite widoki na Tatry Wysokie.


Chcę Wam przedstawić jednego z gospodarzy schroniska nad Zielonym Stawem Kieżmarskim. Czyż nie jest uroczy?












Latem nie było szans, by odpocząć w Schronisku nad Zielonym Stawem Kieżmarskim – kolejka ciągnęła się aż zza drzwi chaty. Zimą natomiast bez problemu mogliśmy się ogrzać w środku; wolnych miejsc było pod dostatkiem. Na ścianach wiszą wspaniałe zdjęcia kozic i świstaków. Chata oferuje turystom noclegi w pokojach dwuosobowych oraz wieloosobowych (do 12 osób).
Schronisko nad Zielonym stawem adres
Chata pri Zelenom plese
059 60 Tatranská Lomnica


Przed budynkiem schroniska znajduje się taras, z którego latem można podziwiać Zielony Staw Kieżmarski. Zimą staw pokrywa gruba warstwa śniegu 💙







Poniżej, dla porównania, zamieszczam kilka ujęć z naszej letniej wizyty nad Zielonym Stawem Kieżmarskim. Relację (więcej zdjęć) z tej wyprawy znajdziecie tutaj: Szlak na Zielony Staw Kieżmarski – lato
Zielony Staw Kieżmarski latem


Przy Zielonym Stawie Kieżmarskim spędzamy naprawdę sporo czasu, rozkoszując się chwilą… Szczególnie że zima w naszych rejonach w tym roku była wyjątkowo łaskawa i nawet w Beskidach nie było szans zobaczyć takich ilości śniegu.
Niestety, wszystko, co piękne, szybko się kończy. Trzeba było wracać na parking, zwłaszcza że z biegiem czasu robiło się coraz zimniej, a do tego wiał dość mroźny wiatr. Na parking w Dolinie Białej Wody zeszliśmy bez większych problemów. Powrót na parking nie oznaczał jednak końca naszej przygody. Musieliśmy jeszcze wrócić do domu. Droga do Bielska-Białej minęła nam całkiem sprawnie. Po wejściu do domu byliśmy zmęczeni podróżą, ale szczęśliwi, pełni nowych wspomnień i bogatsi o kolejne przeżycia.
Tatry Słowackie ubezpieczenie
Wybierając się w Tatry Słowackie, należy samodzielnie zadbać o ubezpieczenie. W razie wypadku pomoc u naszych sąsiadów jest odpłatna. Koszt ubezpieczenia nie jest wysoki – wynosi kilka złotych od osoby za dzień. Dzieci i młodzież do 18. roku życia nie ponoszą opłat za ewentualne akcje ratunkowe.

Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl i na Instagramie: @greenmagpic


W Beskidy w końcu zawitała upragniona przez nas polska złota jesień. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że musimy wybrać się na szlak. Padło na Beskid Śląski. Odwiedziliśmy szczyt Klimczok należący do Pasma Baraniej Góry. Szliśmy niebieskim szlakiem ze Szczyrku. Jest to doskonała alternatywa dla najczęściej wybieranych przez turystów szlaków na ten szczyt prowadzących z Szyndzielni, z Bielska – Białej czy też z Bystrej Śląskiej. Trasę zaliczę do łatwych szlaków w Beskidach, ponieważ spora część drogi wiedzie asfaltem. Oczywiście trzeba przygotować się na podejścia, które momentami mogą przyprawić nawet o zadyszkę 😉 Szczególnie, jeżeli chodzi się szybkim tempem. Ale ogólnie rzecz biorąc nie jest to jakoś bardzo wymagająca trasa. Praktycznie od samego początku szlaku niebieskiego aż do szczytu Klimczok towarzyszył nam widok na najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego – Skrzyczne – 1257 m n.p.m.. Szlak jest bardzo przyjemny i urokliwy. A jesienią, kiedy drzewa mienią się kolorami złota i czerwieni szczególnie robi wrażenie. Na wycieczkę można na spokojnie wybrać się z dziećmi.




Robimy dosłownie parę kroków i skręcamy w prawo. Na moment żegnamy się z asfaltem i pniemy się stromo w górę leśną ścieżką. Jesienne barwy robiły na nas piorunujące wrażenie. Właśnie na taką złotą jesień czekaliśmy.
Po około 400 m wychodzimy znowu na asfalt i skręcamy w lewo. Droga idzie leciutko w górę.
0.80 km nasz niebieski szlak skręca w lewo. Szlak czarny natomiast idzie nadal w górę w stronę Chaty na Groniu (1 h). Z drogowskazu dowiadujemy się, że do Schroniska Górskiego PTTK na Klimczoku powinniśmy dojść za 1 h 10 min. Idziemy wąską asfaltową drogą prowadzącą między domami. Wokół panuje cisza jak makiem zasiał. 
1.35 km kończy się asfalt, a zaczyna równie wygodna droga wyłożona betonowymi płytami prowadząca nadal między budynkami mieszkalnymi.





Po chwili wchodzimy na OBSZAR NATURA 2000 BESKID ŚLĄSKI. Aktualnie trwają tu prace leśników.
2.40 km mamy do pokonania dość strome, ale krótkie podejście, które doprowadzi nas do skrzyżowania szlaków NA PIĘCIU DROGACH. 

Po wejściu na szlak zielony droga początkowo jest łagodna.
3.20 km ścieżka zaczyna piąć się lekko w górę. Droga jest trochę kamienista, ale ogólnie idzie się bardzo przyjemnie.
Jest to najbardziej atrakcyjna część szlaku. Po drodze możemy podziwiać wspaniałe widoczki na Beskidy ze szczytem Skrzyczne na czele. Widać również centrum Szczyrku wraz ze stokiem narciarskim Biła. Na tym odcinku udaje nam się również zobaczyć najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego – Babią Górę – 1725 m n.p.m. (polecam wpis: 







4.30 km kończy się podejście. Zza drzew wyłania się szczyt Klimczok wraz z nadajnikiem radiowo – telewizyjnym. Od schroniska dzieli nas około 300 metrów drogi.
4.60 km dochodzimy do budynku Schroniska Górskiego PTTK Klimczok pod Magurą. Rozglądamy się po okolicy. Jest tu plac zabaw dla dzieci, drewniana wiata, krąg ogniskowy. Są również stoliki z ławkami. Przed budynkiem schroniska jest również klatka z trzema przesłodkimi króliczkami, które można karmić trawką. Maluchy skradły moje serducho 😋

Drogowskaz znajdujący się przy budynku Schroniska Klimczok informuje nas, że na szczyt powinniśmy kierować się niebieskim szlakiem (15 minut). Jest tu cały węzeł szlaków. 

















Przy drewnianej 'ścianie’ znajduje się skrzynia, w której znajdziecie zeszyt, w którym możecie zaksięgować swój pobyt na Klimczoku, napisać parę miłych słów 🤗
Po dotarciu na Klimczok decydujemy się na odpoczynek. Siadamy na kocu i rozkoszujemy się wspaniałymi, jesiennymi widoczkami. Wiał dość chłodny wiatr, który z biegiem czasu robił się coraz mocniejszy. Na szczęście świeciło słońce, które ocieplało nieco atmosferę 😉 Poniżej prezentuję zdjęcia zrobione ze szczytu Klimczok. 




Niestety wszystko co piękne, szybko się kończy. Zaczyna nas gonić czas. W końcu trzeba odebrać synka z przedszkola. Schodzimy, a raczej zbiegamy do Przełęczy Kowiorek (Siodło pod Klimczokiem) i obieramy szlak niebieski idący do centrum Szczyrku. Przy drogowskazie skręcamy w prawo i po 100 metrach zaczynamy schodzić bardzo stromo w dół. Ten szlak jest bardzo kamienisty. Trzeba być czujnym podczas schodzenia, ponieważ bardzo łatwo podjechać na kamieniach. Na tym odcinku podziwiamy Beskid. Muszę wspomnieć, że doskonale widać Skrzyczne. Z każdym krokiem wiatr stawał się coraz silniejszy, a niebo zaczęło pokrywać się ciemnymi chmurami. 



Aplikacja wskazuje, że od rana przeszliśmy 6.60 km – dochodzimy do skrzyżowania szlaków – 5 Dróg i kierujemy się nadal niebieskimi znakami w stronę parkingu poniżej Sanktuarium MB w Szczyrku. Dalsza część szlaku jest już nam doskonale znana, więc nie będę jej powtórnie opisywać.


































































Docieramy do miejsca, w którym ze szlaku można skręcić w lewo w stronę Chaty Grabowa.





































































































Weekend w Szklarskiej Porębie zakończyliśmy wizytą na Złotym Widoku położonym w Górach Izerskich. Jet to łatwo dostępne miejsce, idealne na krótki spacer z rodzinką, które jest doskonałym punktem widokowym na niemalże całe Karkonosze. Przygotowane są tu leżaki, na których można się zrelaksować podziwiając przy tym zapierające dech w piersiach widoki. Jest to również doskonała alternatywa dla osób, które mają zaplanowany dłuższy urlop w Karkonoszach. W końcu nie da się przez cały wyjazd chodzić po wymagających szlakach. Szczególnie jeśli na urlop zabiera się dzieciaczki. Dla bardziej wymagających istnieje również możliwość zaplanowania większej ilości czasu na szlaku przy okazji wizyty na Złotym Widoku można udać się przykładowo na Chybotek lub/i odwiedzić Wodospad Szklarki (opis szlaku znajdziesz tutaj: 







Aplikacja wskazuje, że od parkingu przy Wodospadzie Szlarki przeszliśmy niespełna 400 metrów, porzucamy szlak czarny i skręcamy w lewo. Drogowskaz informuje nas, że do szlaku niebieskiego dotrzemy w 5 minut. Droga leciusieńko pnie się w górę.
Po 160 metrach (0.56 km) dochodzimy do kolejnego drogowskazu, który informuje nas, że do Złotego Widoku powinniśmy dojść za 10 minut. Przy drogowskazie skręcamy w lewo, kierujemy się szeroką drogą pnącą się w górę. Dla zainteresowanych: można również skręcić w prawo i udać się na Chybotek (6 minut). 

Po 240 metrach (0.80 km) podejście idzie w niepamięć, skręcamy w lewo. Idziemy szeroką, wygodną ścieżką leśną.



Na tarasie widokowym znajduje się zdjęcie wraz z opisaną panoramą rozciągającą się ze Złotego Widoku. Tak jak już wspominałam na początku wpisu zobaczycie stąd niemalże całe Karkonosze od prawej: ze Śnieżką (







Miło mi również poinformować, że w piątek – tuż przed samym wyjazdem do Szklarskiej Poręby znalazłam w naszej skrzynce pocztowej przesyłkę od Hospicjum Pio w Pszczynie ze srebrnymi odznakami oraz dyplomami za udział w akcji Zdobywamy Szczyty dla Hospicjum za rok 2019. Jeżeli chcesz się dowiedzieć więcej o akcji zapraszam do lektury: 
Tym razem zabiorę Was w polskie Tatry Zachodnie. Konkretnie na jeden ze szczytów należący do ubóstwianego przez nas masywu Czerwonych Wierchów – mowa o Ciemniaku 2096 m n.p.m. W drodze na Ciemniak idąc początkowo szlakiem zielonym, następnie czerwonym z Doliny Kościeliskiej zdobędziemy również drugi dwutysięcznik: Twardą Kopę 2026 m n.p.m., która położona jest na północno – zachodniej grani Ciemniaka. Trasę przeszliśmy z sześcioletnim dzieckiem. Na tej trasie nie ma sztucznych ubezpieczeń w postaci łańcuchów, ale ogólnie trasa ta wymaga dobrej kondycji fizycznej, ponieważ zdecydowanie większa część szlaku czerwonego pnie się stromo w górę. Warto również zadbać o odpowiednie obuwie. Adidasy, trampki na tym szlaku się nie sprawdzą. Przydatne mogą się okazać również kijki (szczególnie w drodze powrotnej). 😉







Od kasy TPN będziemy szli wygodną, szeroką drogą. Po prawej stronie ścieżki płynie Kirowa Woda.
Dochodzimy do drewnianej chatki – Bacówki, w której można kupić śwież serki. Pilnuje jej włochaty, pasterski piesek. 
1.40 km dochodzimy do rozwidlenia, na którym skręcamy w lewo. To tutaj porzucamy zielone znaki i obieramy szlak czerwony. Dochodzimy do drogowskazu, który informuje nas, że na Ciemniak powinniśmy dotrzeć za 3 h 50′.



Wchodzimy do lasu, przed nami bardzo strome i śliskie podejście. Ogólnie od teraz będziemy się wspinać w górę grzbietem Adamicy aż do samego szczytu Ciemniaka. Na tym odcinku trzeba być czujnym, ponieważ jest sporo wyślizganych kamieni. Ścieżka momentami jest wąska, przez co ciężko wyminąć się z innymi turystami. Po drodze otwiera się widok na Przysłop Miętusi.

Wchodzimy na wąską, kamienistą ścieżkę, która pnie się w górę.
Ależ to podejście jest mozolne – czas na odpoczynek 😎

Po 3 km droga łagodnieje, jest dość wąska. Nie ma się jednak co cieszyć, ponieważ to cisza przed burzą 😅



Po kolejnych 300 metrach (3.60 km), dochodzimy do Polany Upłaz. Z Polany Upłaz widoczny jest Kominiarski Wierch oraz Polana na Stołach. Przy dobrej widoczności doskonale widać z niej również najwyższy szczyt polskich Beskidów – Babią Górę. Nasz synuś zarządził przerwę. Rozkładamy maty i rozkoszujemy się cudownymi widoczkami. Polana porośnięta jest dodającą uroku, przekwitającą już wierzbówką kiprzycy.



Następnie wchodzimy do lasu. Pniemy się w górę, wąską kamienistą ścieżką. Z każdym krokiem nabieramy wysokości.









Za polaną wchodzimy na wąską ścieżkę. Następnie na szlaku czerwonym są skalne schody, na których jest dość wąsko.










Aplikacja endomondo wskazuje, że od Doliny Kościeliskiej przeszliśmy 5.70 km. Naszym oczom ukazuje się tabliczka z napisem: Chuda Przełączka – 1851 m n.p.m. Jest to kolejne miejsce, w którym warto zrobić przystanek, aby nabrać siły na dalszą 'wspinaczkę’ oraz nacieszyć oczy cudownymi widokami na tatrzańskie szczyty. Dochodzi tu do nas zielony szlak ze Schroniska na Hali Ornak (2.25 h).







Od Chudej Przełączki czeka nas jeszcze 50 minut drogi do Ciemiaka. Kierować się będziemy zielono / czerwonym szlakiem bardzo stromo w górę granią Twardego Grzbietu. Widoki rozciągające się ze szlaku na tatrzańskie szczyty robią piorunujące wrażenie. 









Twarda Kopa oddzielona jest od Ciemniaka przełęczą Szerokie Siodło. Przez chwilę idziemy prostą ścieżką, która po chwili zamienia się w strome podejście (schodki).







Oczywiście decydujemy się na dłuższą przerwę na Ciemniaku. Rozkładamy koc i rozkoszujemy się nieziemskimi widokami. Szczyt jest dość szeroki i rozległy – bez problemu można znaleźć tu spokojne miejsce do odpoczynku. Mieliśmy dużo szczęścia, ponieważ mogliśmy obserwować szybowiec latający nad Tatrami oraz paralotniarza, który startował ze zboczy Ciemniaka. Mam nadzieję, że i mi uda się kiedyś tak poszybować w Tatrach 😍





















To była kolejna wyjątkowa wyprawa w Tatry Zachodnie. Na Czerwone Wierchy na pewno wrócimy jeszcze tej jesieni. Natomiast w przyszłym sezonie letnim mamy w planach wdrapać się na ostatni, jeszcze niezdobyty przez nas szczyt należący do masywu Czerwonych Wierchów – Krzesanicę. Byliśmy tak blisko… Od Ciemniaka do Krzesanicy dzieliło nas zaledwie 600 m. Mamy jednak jedną zasadę: po takim wysiłku nie zmuszamy syna do dalszej wędrówki, jeżeli widzimy, że jest zmęczony. W górach trzeba pamiętać, że dojście na szczyt to jedno, ale potem trzeba jeszcze z niego zejść. A zejście z Ciemniaka do prostych nie należy. Na szlaku jest sporo stromych odcinków, na których zalegają wyślizgane kamienie. Trzeba mieć przemyślany każdy krok.
W Beskidy w końcu zawitała JESIEŃ! JUPI! Za oknem od rana świeciło piękne słońce. Grzechem byłoby nie wykorzystać takiej pogody na wędrówkę. Mimo, że dwa dni wcześniej byliśmy w Tatrach Wysokich nad 
Schodzimy parę kroków w dół i skręcamy w prawo. Droga asfaltowa na 'dzień doby’ zaczyna piąć się w górę.
Po 300 metrach mijamy plac zabaw, skręcamy ponownie w prawo i żegnamy się z asfaltem.


Początkowo idziemy leśną ścieżką, która po chwili zamienia się na kamienistą, pnącą się w górę drogę Póki co na szlaku nie minął nas żaden turysta. Byliśmy zaskoczeni, ponieważ w weekendy na szlakach jest zazwyczaj większe natężenie ruchu niż w tygodniu. 
Po 900 metrach (od parkingu przy ulicy 11 Listopada) wychodzimy z lasu na drogę asfaltową, skręcamy w lewo.
Następnie kierujemy się w górę. Idziemy w sąsiedztwie gospodarstw. Widoki, które się tu rozciągają są naprawdę piękne. Ludzie, którzy mieszkają w tej okolicy, to prawdziwi szczęściarze! 


























Za nami 3.90 km, mamy do pokonania jeszcze jedno, tym razem krótkie podejście. Na szlaku zaczynają pojawiać się coraz liczniejsi turyści. 100 metrów przed samym szczytem, po prawej stronie, poniżej szlaku znajduje się budka obserwacyjna.
No i oczywiście urokliwa polana. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zeszli ze szlaku, aby obadać teren.




Z wiszącej na drzewie tablicy dowiadujemy się, że za 300 metrów dojdziemy do Baru Telesforówka.
Po przejściu wspomnianych powyżej 300 m dochodzimy do Baru Telesforówka (Przytulisko Telesforówka). Można tu zjeść domowy obiad oraz skorzystać z oferty noclegowej. Istnieje również możliwość upieczenia kiełbaski na ognisku. Na zewnątrz baru są liczne stoliki z ławeczkami. Miejsce to cieszy się dużym zainteresowaniem turystów. W schronisku jest miło i przytulnie.








Wszystko co dobre, szybko się kończy. Na parking w Wiśle wracamy tym samym szlakiem. Po drodze zachwycamy się jeszcze jesiennymi krajobrazami. Wybieramy się jeszcze do Wisły Czarne, ale o tym w podsumowaniu. Po godzinie 15:00 dojeżdżamy do Bielska – Białej. Niedziela na Trzech Kopcach Wiślańskich upłynęła nam bardzo przyjemnie. Nie ma nic lepszego niż czas spędzony z rodziną na szlaku. Po drodze robimy jeszcze kilka zdjęć. 


Dzisiaj przygotowałam dla Was relację z naszej wycieczki w Paśmie Jaworzyny Krynickiej w Beskidzie Sądeckim na Halę Pisaną ze Schroniska Cyrla. W przeciągu miesiąca odwiedziliśmy to schronisko dwa razy. Fantastyczna atmosfera, najsmaczniejsze na świecie jedzenie oraz spokój na szlakach przyciągają nas tu jak magnes. Do tego rozległe polany i hale, na których można rozłożyć koc i odpocząć, ale tak naprawdę odpocząć… z dala od ludzi oraz problemów. Cała wycieczka to wędrówka szlakiem czerwonym (jest to Główny szlak Beskidzki).
Nie będę się rozpisywać na temat schroniska, noclegów, pysznego jedzenia i miłej atmosfery w Chacie Górskiej Cyrla. Powyżej zamieściłam link, w którym znajdziecie wszystkie przydatne informacje.


Po 260 metrach, po lewej stronie, na drzewie jest reduta za Halą pamięci kapelana oraz żołnierzy biorących udział w pierwszej Wojnie Światowej. Dalej maszerujemy wygodną ścieżką. 








Za rozwidleniem ścieżka zaczyna na chwilę schodzić w dół, po czym ponownie będzie szła w górę. Po drodze dostrzegamy sporo borowików. Chyba nie jest to za popularne miejsce wśród grzybiarzy.

1.06 km (60 m podejścia) szlak czerwony odbija w lewo i idzie nadal w górę. Pod podeszwami butów mamy kamienie i korzenie. 

My będziemy kierować się nadal czerwonymi znakami na Halę Pisaną, które skręcają w prawo. Drogowskaz informuje nas, że do Hali Pisanej mamy jeszcze 1:30 h drogi. Jeżeli ktoś planuje wycieczkę na Halę Łabowską ma przed sobą jeszcze 3 godziny wędrówki. 




Drogę urozmaicają nam wynurzające się zza drzew widoki na Słowackie Tatry Wysokie.
Po przejściu 2 km zaczyna się podejście, po pokonaniu którego szlak znowu schodzi w dół.


Po 350 metrach (2.35 km) leśna ścieżka doprowadza nas do Hali Jaworzyna. Nie dość, że wiatr dawał się nam we znaki, to na domiar złego zaczął padać jeszcze deszcz. Na szczęście było to tylko chwilowe załamanie pogody.
Idziemy wzdłuż hali. Mamy za sobą około 2.80 km (od schroniska) i wchodzimy na moment na ścieżkę prowadzącą między drzewami. Po 100 metrach (2.90 km) po lewej stronie dostrzegamy metalowy Krzyż postawiony dla Mieczysława Rembiasza z Orlików. Jest tu mnóstwo krzaków z borówkami. Oczywiście zatrzymujemy się na chwilę, aby nazbierać kilka owoców dla synka. Po drodze mijamy szczyt o nazwie Jaworzyny Kokuszczańska – 966 m n.p.m. Podziwiać możemy stąd Pasmo Radziejowej oraz przy dobrej pogodzie Słowackie Tatry Wysokie – my mieliśmy na tyle szczęścia, aby nacieszyć oczy widokiem na nasze ukochane Tatry.





Pogoda zmieniła się diametralnie. Deszcz, wiatr poszedł w niepamięć. Słońce grzało i w końcu mogliśmy zdjąć kurtki. Zdecydowaliśmy się na przystanek. Uwierzcie mi odpoczynek w takich okolicznościach przyrody ta sama przyjemność. 




Od kapliczki kierujemy się dalej szeroką drogą, która idzie lekko w dół.





Z drogowskazu można dowiedzieć się, że od Przełęczy Bukowina do Hali Łaboskiej jest stąd 4.75 km – szlak czerwony. Dochodzi tu do nas szlak żółty – Piwniczna Zdrój 2 h drogi.











Podsumowując to był bardzo udany wyjazd w Beskid Sądecki, który po raz kolejny oczarował nas swoim pięknem oraz spokojem. Dla mnie to jest taka magiczna kraina, w której można poczuć się jak w domu. Mamy w planach powrót w te strony zimą. Czuję, że o tej porze roku to dopiero będzie tu bajecznie! Patrząc na poprzednią zimę w górach nasuwa mi się jednak jedno pytanie: czy w ogóle doczekamy się dużych ilości białego puchu?
Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi wpisami zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: 














































































