Szukasz łatwo dostępnego miejsca w Beskidach, z którego rozciąga się szeroka, zapierająca dech w piersiach panorama? Doskonale się składa. Dziś chcę Wam przedstawić punkt widokowy Ochodzita położony w w Koniakowie, który w moim odczuciu jest jednym z bardziej atrakcyjnych miejsc w Beskidzie Śląskim. Dotychczas mieliśmy okazję podziwiać widoki rozciągające się z tego szczytu o wschodzie słońca. Postanowiliśmy zobaczyć, czy końcówka dnia na Ochodzitej jest równie zachwycająca. Był chłodny, marcowy wieczór: mgły, nisko osadzone chmury oraz słońce, które jak na początek roku świeciło jak oszalałe. Na szczycie byli nieliczni turyści, którzy tak jak my rozkoszowali się tym wspaniałym spektaklem zachodzącego słońca.
Data: 23 marca 2019
Dystans: 1.40 km
Czas trwania: 25 minut (sam przemarsz z dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 867 m
Maksymalne wzniesienie: 942 m
Parametry z aplikacji endomondo
Ochodzita parking
Naszym celem była Karczma Ochodzita, naprzeciwko której parkujemy nasz samochód. Jadąc od Bielska – Białej po prawej stronie jezdni jest bezpłatny parking – poniżej podaję dokładne parametry GPS.
Położenie: Droga Wojewódzka 943, Koniaków Pietraszyna, okolice Karczmy Ochodzita
Parametry GPS parkingu: 49.547447, 18.961083
Przechodzimy przez jezdnię i kierujemy się stromo w górę. Nawierzchnia jest betonowa, później staje się kamienista. Mimo krótkiego dystansu warto ubrać wygodne buty 😉 Dojście do punktu widokowego Ochodzita zajmuje około 10 minut.
Punkt widokowy Ochodzita
Ochodzita położona jest 895 m n.p.m. Szczyt jest niezalesiony, dzięki czemu ma naprawdę wiele do zaoferowania. Zobaczysz między innymi: Beskid Żywiecki (Lipowski Wierch, Romanka, książę Beskidów -Pilsko, Glinkę, Muńcuł), Beskid Śląski (Czantoria, Barania Góra), Beskid Mały (część wschodnia), Beskid Śląsko – Morawski, a przy odrobinie szczęścia Tatry oraz słowacką Małą Fatrę. Widoczne są również zabudowania pobliskich wsi. Na Ochodzitej jest nadajnik, ławeczki, Kapliczka Matki Boskiej Beskidzkiej – Królowej Gór, tablica pamiątkowa oraz Pomnik Św. Jana Pawła II. Zimą na Ochodzitej działa narciarski wyciąg orczykowy. Jest to wręcz doskonałe miejsce na piknik z rodziną, przyjaciółmi.
Ochodzita zdjęcia
Zapraszam do obejrzenia zdjęć ze WSCHODU SŁOŃCA NA OCHODZITEJ. Znajdziesz je we wpisie:
Chyba każdy się ze mną zgodzi, że druga połowa kwietnia to doskonały czas na poszukiwania pierwszych znaków wiosny. Choć w tym roku wyjazd w Tatry 'na krokusy’ był niemożliwy, ze względu na szalejącego koronawirusa (Tatrzański Park Narodowy zamknięty był dla turystów ), postanowiliśmy poszukać wiosny w Beskidzie Żywieckim. Udało się do tego stopnia, że jak wysłałam przyjaciółce powyższe zdjęcie z naszego szalonego wypadu nie dowierzała, że zostało ono zrobione w Beskidach. Połączyliśmy wyjście 'na krokusy’ ze świętowaniem zbliżających się wielkimi krokami szóstych urodzin naszego synka.
Naszym celem była hala położona w Grupie Pilska na granicy polsko-słowackiej – Hala Cudzichowa. Przejrzeliśmy w aplikacji przebieg szlaków i przykładowo: idąc z Sopotni Wielkiej na interesującą nas Halę Cudzichową szlakiem niebieskim, następnie czerwonym (Główny Szlak Beskidzki) przez Halę Rysianka musielibyśmy przejść około 20 km (w dwie strony). Postanowiliśmy poszukać najkrótszej trasy, która umożliwi nam dostanie się do tego magicznego miejsca. Wybraliśmy trasę ’poza szlakiem’, którą postaram się Wam dziś jak najlepiej przybliżyć. Na trasie nie spotkaliśmy ani jednego turysty, spora część wytyczonej trasy prowadzi przez przepiękny las.
Trasa: Sopotnia Wielka Kolonia – Las u Kohuckiej Budy – Hala Cudzichowa – powrót tą samą trasą
Data: 25 kwiecień 2020
Dystans: 9.60 km
Czas trwania: 3:30 h (sam przemarsz z pięcioletnim dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 785 m
Maksymalne wzniesienie: 1324 m
Parametry z aplikacji endomondo
UWAGA! Opisana przeze mnie trasa jest aktualnie zamknięta dla ruchu pieszych.
UWAGA! Wybierając się na trasę poza szlakiem zabierz z sobą mapę, a najlepiej smartfon z GPS i aplikację z mapami. Podkreślam, że wszystkie odległości, które podaję we wpisie są parametrami z aplikacji endomondo.
Sopotnia Wielka parking
Dojechaliśmy do Sopotni Wielkiej Kolonii, w której przywitał nas deszczyk. Samochód zaparkowaliśmy na szlaku niebieskim.
Parametry GPS parkingu: 49.559148, 19.273647
Zakładamy plecaki i kierujemy się asfaltową drogą w dół (trzeba się cofnąć). Po chwili skręcamy w prawo i przechodzimy przez drewniany mostek prowadzący nad Rzeką Sopotnia Wielka.Za mostkiem, po lewej stronie jest nieduża, drewniana kapliczka oraz po prawej punkt czerpania wody. Jest tu również bezpłatny parking, na którym można zostawić samochód wybierając się na Halę Cudzichową opisaną przeze mnie trasą. Dalej kierujemy się prosto asfaltową drogą.
Parametry GPS parkingu: 49.559200, 19.275071Po około 100 m skręcamy w prawo schodząc z asfaltowej drogi, czeka nas teraz przeprawa przez Potok w Cebuli. A to nie jest łatwe, ponieważ w ostatnich dniach dość intensywnie padał deszcz. Mąż musiał narzucać kamieni, aby bezpiecznie przenieść przez rzekę synka. Teraz będziemy szli ścieżkami, które nie są oznaczone na mapach. Jest to najtrudniejszy odcinek związany z orientacją w terenie. Sporządziłam dla ułatwienia mapę z tym odcinkiem. Rzekę przekraczamy w miejscu zielonej chorągiewki, skupiamy się na dojściu do chorągiewki pomarańczowej (GPS 49.5545050, 19.2733455):
Po przejściu rzez rzekę po kilku chwilach przechodzimy przez nieduży potoczek.Kierujemy się w stronę wyłaniających się zza drzew zabudowań. Na liczniku mamy około 650 m i dochodzimy do interesującej nas ścieżki leśnej. Idziemy pnącą się w górę, szeroką drogą, która jest rozjechana przez traktory kursujące tędy po drewno.
Mamy za sobą około 1 km dochodzimy do 'skrzyżowania’. Idziemy nadal tą ścieżką w górę. Robimy parę kroków i przecinamy szeroką drogę pożarową (jest to miejsce pomarańczowej chorągiewki z mapy). Tutaj należy uważać, ponieważ my poszliśmy nadal prosto w górę, nadrabiając przy tym niepotrzebnie 160 metrów. Tak więc po wyjściu na drogę pożarową należy skręcić w prawo. Od teraz będziemy szli ścieżkami, które są oznaczone wyraźnie na mapach turystycznych.
1.35 km droga ponownie się rozwidla. Zaglądamy na mapy i z szerokiej drogi odbijamy w lewo. Wchodzimy na leśną, szeroką, kamienistą ścieżkę, która idzie ku górze.
1.4 km na naszej trasie pojawia się kolejne skrzyżowanie. Tutaj nie można się dać zmylić – nie skręcamy tylko kontynuujemy wędrówkę tą samą pnącą się w górę drogą.
1.80 km dochodzimy do kolejnego rozwidlenia (pierwsze zdjęcie poniżej), na którym skręcamy w lewo. Następnie maszerujemy szeroką drogą. Deszcz znowu zaczyna padać, tym razem intensywnie. Uchowało się nawet trochę śniegu, na trasie miejscami zalegają połamane drzewa.
2.20 km kolejne rozwidlenie. Tutaj nie ma znaczenia, którą ścieżkę wybierzecie, ponieważ po chwili i tak się łączą.
Aplikacja wskazuje, że dotychczas przeszliśmy 2.50 km, wychodzimy na szeroką drogę, którą tylko przecinamy i kierujemy się prosto przed siebie.Robimy przerwę na przetestowanie samochodu sterowanego, który syn dostał od babć na szóste urodziny. Ile miał frajdy… Nagrywamy filmiki, jak samochodzik sunie po śniegu. Reklamówka, którą niesie mąż nieco mnie drażni 😅 No, ale samochód jest tak duży, że nie mieści się w placku.
Dalej pniemy się w górę, leśną ścieżką, na której zalega jeszcze śnieg. Do tego wszystkiego dla odmiany zaczęło świecić słońce. Wędrówkę urozmaicał nam śpiew ptaków. Jest to niesamowicie piękny odcinek trasy.
3.50 km do pokonania mamy 250 metrowe podejście (3.74 km). Po pokonaniu którego, otwierają się widoki na Beskid Żywiecki. Schodzę na chwilę z trasy, aby porobić kilka zdjęć. Po pokonaniu podejścia skręcamy w prawo.
Do szałasu pasterskiego na Hali Cudzichowej mamy jeszcze około 100 metrów.
Hala Cudzichowa
Chatka pasterska na Hali Cudzichowej
Pokonaliśmy 4.40 km i dochodzimy do chatki pasterskiej na Hali Cudzichowej. Od teraz maszerujemy szeroką, wygodną, dla odmiany niewymagającą drogą.
Dochodzimy do polany, z której rozciąga się widok na Beskid Żywiecki. W oczy rzuca się przede wszystkim szczyt Pilsko 1557 m n.p.m. oraz rozległa Hala Jodłowcowa. Mijamy pierwsze na trasie krokusy. Z tablicy znajdującej się na polanie dowiadujemy się, że jesteśmy na OBSZARZE NATURA 2000 – „Ochrona zbiorowisk nieleśnych na terenie Beskidzkich Parków Narodowych”. Kiedyś na Hali Cudzichowej były wypasane owce. Niestety z biegiem czasu zaprzestano tych praktyk. Polany zaczęły zarastać drzewami, stąd objęcie ochroną tych rejonów. Nazwa hali pochodzi od nazwiska jednego z pierwszych właściciela hali: „Cudzik” (źródło Wikipedia).
Na piątym kilometrze odbijamy z szerokiej drogi w prawo i pniemy się w górę polany. Po chwili widać nowy szałas na Hali Cudzichowej. Rozciągające się stąd widoki robią wrażenie. Jak na zawołanie niebo robi się niebieskie.
Hala Cudzichowa – krokusy w Beskidzie Żywieckim
Na wiosnę hala zarasta fioletowym dywanem krokusów.
Nowy szałas na Hali Cudzichowej
Szałas na Hali Cudzichowej jest zamykany, nie ma okien. W środku znajdują się dwie wersalki, które nie wyglądają zachęcająco. Warto mieć ze sobą jakieś karimaty, aby rozłożyć je na łóżkach. Przed szałasem stoi stolik oraz ławka. Robimy tu dość długą przerwę na obiad, wygłupy oraz zdjęcia. W końcu jesteśmy przy chatce sami – grzechem byłoby tego nie wykorzystać.
Niestety z biegiem czasu robiło się coraz chłodniej, słońce zaszło za chmurami zdecydowaliśmy się wracać. Na parking schodziliśmy tą samą trasą. Oczywiście w drodze powrotnej nie brakowało stromych zejść. Na przyszłą wiosnę na pewno wrócimy na Halę Cudzichową. Tak jak już wspominałam jest to miejsce magiczne, które zdobyte poza szlakiem wiąże się z dużą dawką przygód i zabawnych sytuacji. Mam nadzieję, że uda mi się zachęcić niejedną osobę na wycieczkę w te strony, bo naprawdę warto!
Gdzie jeszcze warto wybrać się na krokusy w Beskidach? Polecam Rysiankę położoną w Beskidzie Żywickim – Rysianka szlak z Żabnicy Skałka
Początkiem października wybraliśmy się w Tatry Wysokie na Słowacji. To był szalony, jednodniowy wyjazd 😍 Pobudka o 3:00 rano, pakowanie i w drogę. Pogoda od samego świtu zapowiadała się świetnie. Widoczność była niemalże idealna, a widoki, które towarzyszyły nam podczas podróży urozmaicały nam czas spędzony w samochodzie. Z Bielska – Białej do słowackiej miejscowości – Tatrzańska Polanka pokonaliśmy około 180 km. Mimo, że obydwoje z mężem mieliśmy mieszane uczucia do tego miejsca, nasze obawy ani w procencie się nie spełniły. Baliśmy się tłumów – niepotrzebnie, baliśmy się, że jest to miejsce typowo komercyjne – nic z tych rzeczy. Podkreślę, że nie wiem jak wygląda tu sytuacja w sezonie letnim, ale jesienią nie ma się do czego doczepić.
Trasa: Tatrzańska Polanka (szlak zielony) – Wielicka Polana – Wielicki Staw – Wielicka Siklawa (wodospad) – Polana nad wodospadem Wielicka Siklawa – powrót tą samą trasą
Data: 5 październik 2018
Dystans: 14 km
Czas trwania: 6 h (am przemarsz z czteroletnim dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 1030 m
Maksymalne wzniesienie: 1851 m
Parametry z aplikacji endomondo
UWAGA ❗
Szlak prowadzący nad wodospad – Wielicka Siklawa jest zamknięty od 1 listopada do 30 czerwca. Można dojść jedynie do Śląskiego Domu oraz Wielickiego Stawu.
Przed wyjazdem wykup ubezpieczenie
Tatrzańska Polanka parking
Dojeżdżamy do Tatrzańskiej Polanki, która położona jest 1005 m n.p.m. Z samochodu zauważamy interesujący nas zielony szlak. W oczy rzuca się nam darmowy parking z ostatnim, wolnym miejscem. Parkujemy w sąsiedztwie budynku mieszkalnego. Przechodzimy przez jezdnię i kierujemy się prosto asfaltową drogą. Po 300 metrach dochodzimy do parkingu, na którym mieliśmy w planach pozostawić nasz samochód. Na tym parkingu do dyspozycji turystów jest około 30, może 40 miejsc. Większość z nich w dniu naszej wycieczki jest wole. Całodniowy postój to koszt 6 euro. Póki co maszerujemy cały czas asfaltem.Po 800 m zielone znaki skręcają w lewo, kończy się asfalt, a zaczynają się kamienie. Mimo, że zapowiadali niskie temperatury, słońce od samego rana grzeje jak szalone. Zrzucamy zimowe kurtki i przepakowujemy plecaki.Po 400 m (1.20 km) ponownie wychodzimy (dosłownie na chwilkę) na asfalt i skręcamy w lewo.Wchodzimy na kamienistą, leśną dróżkę, która z każdym krokiem zaczyna się piąć coraz bardziej w górę. Momentami trzeba podnosić naprawdę wysoko nogi. W szczególności nasz czteroletni synek musi się nagimnastykować.
Cały czas idziemy wzdłuż potoku Wielicka Woda. Jego szum urozmaica nam wędrówkę. Słonko świeci, potoczek szumi, ptaki śpiewają – żyć nie umierać 😎 W lesie nie brakuje ostatnich w tym roku grzybów. Cały czas idziemy stromo w górę po kamienistej nawierzchni z której utworzone jest coś na wzór schodów. Na szlaku mijają nas pojedynczy turyści, nie ma tłumów, do których przyzwyczailiśmy się na zakopiańskich szlakach.
Wielicki Most
2.60 km dochodzimy do drogowskazu, który informuje nas, że jesteśmy na Wielickim Moście położonym na wysokości 1304 m n.p.m., a do Wielickiego Stawu powinniśmy dotrzeć za godzinę. Jako ciekawostkę dodam, że przebiega tu również trasa rowerowa (asfaltowa) prowadząca pod sam Wielicki Staw. Oczywiście można wybrać również tę opcję zamiast marszu lasem, ale podobno jest to mniej atrakcyjna trasa, a do tego nieco dłuższa. Osobiście nie przepadam za asfaltem na szlakach, dlatego tej opcji w ogóle nie braliśmy pod uwagę. Znajduje się tu wiata ze stolikiem i ławeczkami. Decydujemy się na krótką przerwę, aby uzupełnić zapotrzebowanie kaloryczne 😅 Wcinamy ciasto domowej roboty, po czym ruszamy dalej.Skręcamy w prawo, wracamy na kamienistą, leśną dróżkę, która momentami jest dość wąska. Na szlaku nie brakuje również licznych skał.Aplikacja wskazuje, że od parkingu przeszliśmy niespełna 3 km (2.95 km), na naszej drodze pojawia się pierwszy, drewniany mostek. Widać, że był stawiany nie tak dawno temu. Mimo, że zaledwie 350 m niżej odpoczywaliśmy, nasz synuś zarządza przystanek na żądanie. W końcu przydałoby się powrzucać trochę kamieni do potoku. Dzielnie sobie radzi na szlaku – jakbyśmy mogli Mu odmówić…
Po chwili ruszamy dalej. Droga bez zmian kamienista, momentami mocnej pnąca się w górę. Z podziwem patrzymy na otaczającą nas przyrodę… Idziemy kawałek i pokonujemy kolejny drewniany mostek. Oczywiście, obowiązkowo kilka kamieni ląduje w potoku 😅 Ruszamy dalej, leśną drogą. Po chwili szlak odbija w lewo. Na naszej drodze pojawia się już ostatni most, na który nie dociera za dużo słońca. Jego powierzchnia jest śliska od resztek śniegu. Nasz synuś miał okazję pobawić się po raz drugi tej jesienni śniegiem. Tydzień wcześniej byliśmy na Babiej Górze, na szlaku również zdarzały się wysepki z zalegającym śniegiem. Ponownie odbijamy w lewo i do pokonania mamy dość strome, ale krótkie podejście.Dla odmiany poruszamy się wśród kosodrzewiny, która będzie nam towarzyszyć już do samego Wielickiego Stawu.
Wyżnia Wielicka Polana
4:70 km wchodzimy na urokliwą polanę, noszącą nazwę Wyżnia Wielicka Polana, która położona jest 1562 m n.p.m. Jest to miejsce łączenia się szlaków (naszego zielonego oraz czerwonego). Rozciągają się stąd imponujące widoki. W oddali widać również Hotel Górski – Śląski Dom. Polana porośnięta jest kosodrzewiną. Można odpocząć na ławeczce, bądź tak jak my na kocu. Przez polanę raz do czasu przewijają się jacyś turyści. Panuje tu cisza i spokój. My robimy w takich urokliwych miejscach zawsze przerwę, aby nacieszyć oczy jak największą ilością tatrzańskich widoków. Przechodzimy wzdłuż polany i wchodzimy w 'tunel’ z kosodrzewiny. Będziemy nim maszerować po kamieniach przez około 25 minut. Przejście tego odcinka bez dziecka zajmie prawdopodobnie tyle czasu ile wskazuje drogowskaz, czyli około 15 minut. Na tym odcinku (zresztą jak na wszystkich kamienistych) trzeba uważać, ponieważ jest dość ślisko. Momentami na szlaku, po kamieniach spływa woda.
Hotel Górski – Śląski Dom
Śląski Dom leży u stóp Gerlacha w Dolinie Wielickiej. Jest naprawdę sporych rozmiarów i cieszy się dużą popularnością wśród turystów. Do dyspozycji gości jest między innymi hotel, restauracja, siłownia. Sprawdziłam ceny za nocleg. Nie będę czarować – są wysokie. Nie ma się co dziwić, nocleg w takim miejscu to spełnienie marzeń niejednego góro-maniaka. W końcu jest to wspaniała baza wypadowa. W koło jest naprawdę sporo miejsc do odwiedzenia. Zarówno dla mniej, jaki i bardziej wprawionych turystów. Poniżej zdjęcie widoczków zrobione w sąsiedztwie drogowskazu.
Wielicki Staw
Skręcamy w prawo i przechodzimy przez mostek znajdujący się koło Śląskiego Domu. Naszym oczom ukazuje się Wielicki Staw – w całej okazałości… Jesteśmy dosłownie oczarowani tym miejscem. Rozkładamy koce, zjadamy 'obiad’ przywieziony z Bielska, robimy zdjęcia, a nawet lepimy bałwana ze znajdującego się na brzegu stawu śniegu.
Na zdjęciach doskonale widać wodospad – Wielicka Siklawa, który wzbogaca scenerię tego miejsca. Zdradzę, że będziemy kontynuować naszą wycieczkę pod sam wodospad.
Ruszamy dalej, przechodzimy przez most i skręcamy w prawo. Naszym celem jest wodospad – Wielicka Siklawa, o którym pisałam powyżej. Czas na zrobienie zdjęć stawu z całkiem innej perspektywy. Odnosi się złudzenie, że woda w tym miejscu jest turkusowa. Zdziwiłam się, ale poniższe zdjęcie wyszło mi bardzo podobnie do tych z Czarnego Stawu Gąsienicowego. Idziemy wzdłuż brzegu stawu. Miejscami są porobione nieduże, żwirowe 'plaże’, z których w sezonie letnim pewnie korzystają turyści.
Dochodzimy do tabliczki informującej nas, że szlak prowadzący do wodospadu Wielicka Siklawa jest zamknięty od 1 listopada do 30 czerwca. Chodzi o ochronę przyrody oraz występujące tu zagrożenie lawinowe.Po prostej wodospad wydaje się być na wyciągniecie ręki. Tymczasem musimy jeszcze pokonać pięćset metrów wspinając się pod górkę. Szlak prowadzi serpentyną. Idziemy wśród kosodrzewiny. Nawierzchnia jest kamienista i momentami śliska. Szczególnie w miejscach, w których spływa woda z topniejącego w wyższych partiach gór śniegu. Słowaccy turyści z zainteresowaniem reagują na naszą trójkę. Zagadują, pytają skąd jesteśmy, z której części Polski. Na słowackich szlakach panuje naprawdę przyjazna atmosfera. Mimo różnic językowych jakoś się dogadujemy 😊 Czasem jest bardzo zabawnie. Oczywiście po drodze podziwiamy wodospad.
Pniemy się w górę, odwracając się za siebie mamy coraz lepsze widoki na Wielicki Staw oraz Hotel Górski. Natomiast patrząc w górę widzimy coraz dokładniej interesujący nas wodospad. W oddali, na skałach widać górską kozicę, która najwyraźniej szuka czegoś do przekąszenia. Niestety mój zoom w aparacie jest zdecydowanie za mały, aby uwiecznić zwierzaka na zdjęciu. Ten odcinek trasy jest naprawdę fascynujący…Na szlaku mamy okazję ochłodzić się w górskiej wodzie spadającej ze skał wprost na szlak. Na niebie pełne słońce i woda kapiąca ze ściany skalnej niczym deszcz. Wyglądało to nieziemsko, a trwało dosłownie moment. Poza nami doświadczyć tego miał szczęście tylko jeden turysta. W tym miejscu na ścianie wznoszącej się nad naszym szlakiem są zamontowane ubezpieczenia. Nasz synuś z ogromną chęcią chciał się tam wspinać…
Widoki z Wielickiej Siklawy
Dochodzimy do wodospadu. Siadamy na skałach. Z góry widoki są naprawdę imponujące… Sam wodospad z tak bliska nie prezentuje się jakoś szczególnie zachwycająco. Byliśmy troszkę rozczarowani. Mimo wszystko warto się tu wdrapać. Za to Dom Śląski, Wielicki Staw prezentują się z góry po prostu przepięknie. Uwielbiam patrzeć na górskie stawy z tej perspektywy… Mogłabym tak siedzieć i podziwiać bez końca rozciągającą się stąd panoramę.
A jednak to nie koniec naszej wycieczki… Ruszamy dalej, a wszystko za sprawą sympatycznego Słowaka, który z przekonaniem mówił, że warto iść kawałek wyżej, że czeka tam na nas „Krásna polanka i słonko”. Podejście niczego sobie – bardzo strome. Do tego spływająca po kamienistym szlaku woda sprawiała, że było bardzo ślisko. Tak jak już wspominałam wszystko za sprawą topniejącego w wyższych partiach śniegu.
Polana nad wodospadem Wielicka Siklawa
Po ponad 100 metrowym podejściu dochodzimy do polany, która rzeczywiście prezentowała się pięknie, ale słońca już nie było. Poza tym nie było na niej żywej duszy. Przez co wydała mi się nieco mroczna. Na polanę padał cień, który stwarzał taki właśnie klimat. Liczne skały oraz kosodrzewina, to główne atrakcje na polanie. No i oczywiście wspaniałe widok, które ją otaczają. Porobiliśmy kilka zdjęć i zaczęliśmy schodzić w dół.
Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Choć przed nami jeszcze powrót tą samą trasą, a co za tym idzie? Spora dawka czarujących widoczków. Zejście oczywiście nie należy do prostych. Kamienie oraz skały zalegające na szlaku sprawiają, że jest ślisko.Przy Śląskim Domu w ruch znowu poszły kurtki zimowe. Słońce było coraz niżej. Na Wyżniej Wielickiej Polanie spotykamy kolejnego pozytywnego Słowaka, który prosi mnie o sesję zdjęciową. Pozuje przez kilka dobrych minut, po czym opowiada jak kilka lat temu miał okazję być w Jaworzu koło Bielska, że zna te rejony i widać, że budzą się w Nim pozytywne wspomnienia.Końcówka drogi na szlaku to widok na zachodzące słońce. Nasz wspaniała wyprawa musiała mieć taki finał!
W samochodzie jesteśmy przed 18:30. Cała wyprawa z licznymi odpoczynkami zajęła nam prawie 10 godzin, ale to nie koniec. Przed nami jeszcze około 180 kilometrów do Bielska-Białej. Po drodze robimy przystanek w Nowym Targu, aby zjeść coś ciepłego w jednej z restauracji. Zmęczeni, ale szczęśliwi docieramy do domu.
Podsumowanie
Kolejny tatrzański szlak, który nasz czteroletni synuś pokonał na własnych nogach. Wybierając szlaki zawsze zwracamy uwagę na to, żeby były ciekawe. Ta trasa zdecydowanie do takich należy. Dzieci nie lubią nudy. Tatry Słowackie mają do zaoferowania naprawdę wiele i są zdecydowanie mniej oblegane niż nasze polskie, tatrzańskie szlaki. Jeżeli chcesz przeżyć piękną przygodę, w czarującej, tatrzańskiej scenerii – ten szlak jest dla Ciebie!
Ubezpieczenie Tatry Słowackie
Wybierając się w Tatry Słowackie trzeba samemu zadbać o ubezpieczenie. W razie wypadku pomoc u naszych sąsiadów jest odpłatna. My od pewnego czasu planując wycieczki w Tatry Słowackie wykupujemy ubezpieczenie niezależnie o trudności trasy. Koszt ubezpieczenia naprawdę nie jest duży. Dzieci, młodzież do lat 18 za ewentualne akcje ratunkowe nie płacą.
Dwa dni przed wyjazdem na upragniony urlop wybraliśmy się na szlak. Pogoda w ostatnim czasie nie była zbyt łaskawa, co doskonale odczuliśmy podczas wędrówki czarnym szlakiem z Lipnika na Hrobaczą Łąkę w Beskidzie Małym. Na trasie zalegała masa śliskiego błota. Żałowaliśmy, że nie mieliśmy ze sobą kijków, które szczególnie przydałyby się podczas schodzenia z Hrobaczej Łąki na parking. Takie warunki oczywiście nam wcale nie przeszkadzają. Plusem wycieczek w takie dni są puste szlaki oraz cisza i spokój przy schronisku. Czarnym szlakiem z Lipnika na Hrobaczą Łąkę mieliśmy przyjemność wędrować już trzy razy i zawsze chętnie wracamy w te strony. Opisywana trasa nie należy do najkrótszych ani najłatwiejszych, głównie ze względu na strome podejścia występujące na początkowym odcinku szlaku.
Trasa: Lipnik ul. Spacerowa (szlak czarny ) – Przełęcz u Panienki (szlak czerwony / szlak żółty) – Źródełko Maryjne – Krzyż milenijny (szlak żółty) – Schronisko na Hrobaczej Łące – Polana na Hrobaczej Łące – powrót tą samą trasą
Data wycieczki: 24 marca 2019 / 18 czerwca 2020
Dystans: 10 km*
Czas przejścia: 3 h* (sam przemarsz z sześcioletnim dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 466 m
Maksymalne wzniesienie: 881 m
*w obie strony
Parametry z aplikacji endomondo
UWAGA! Wpis został zaktualizowany o nowe zdjęcia (maj 2021).
Hrobacza Łąka z dzieckiem – opis szlaku z Lipnika
Samochód zaparkowaliśmy w połowie ulicy Spacerowej w Lipniku.
Zakładamy plecaki i ruszamy przed siebie, kierując się czarnymi znakami. Początkowo maszerujemy asfaltową drogą między domami.
Po około 300 metrach od miejsca, w którym zostawiliśmy samochód, czarny szlak naturalnie skręca w prawo. Kolejne 300 metrów dalej asfalt się kończy, a zaczyna szeroka leśna droga – w dniu naszej wycieczki wyjątkowo błotnista.
Na jednym z drzew dostrzegamy tabliczkę informującą, że wchodzimy na teren OBSZARU NATURA 2000 BESKID MAŁY.
Szlak czarny zakręca w lewo i zaczyna stromo piąć się w górę. Przez zalegające na ścieżce błoto jest naprawdę bardzo ślisko – momentami do tego stopnia, że mąż musi asekurować synka podczas podejścia. Wędrujemy leśną drogą.
Po przejściu około 0,85 km ścieżka na chwilę łagodnieje.
Po przejściu około 150 metrów mijamy polanę po lewej stronie czarnego szlaku. Był 18 czerwca, a na krzaczkach pojawiły się już pierwsze borówki.
Za polanką czeka krótkie podejście, po którym przecinamy szeroką drogę. Wejście z drogi pożarowej na leśną ścieżkę jest bardzo strome.
Po chwili zaczyna się szeroka droga. Po przejściu około 1,30 km dostrzegamy na drzewie oznaczenie ostrzegające, że nasz czarny szlak będzie skręcał w lewo. Po drodze mijamy leśną kapliczkę.
Następnie wchodzimy na szeroką, prostą drogę, która wciąż prowadzi przez las.
Po przejściu około 1,45 km dochodzimy do rozwidlenia, na którym skręcamy w lewo. Maszerujemy wąską ścieżką, która po chwili łączy się z drogą, od której przed momentem się odgałęziła.
Przez chwilę nasz czarny szlak prowadzi w dół, aby zaraz znów piąć się w górę. Aplikacja wskazuje 1,70 km – droga staje się stroma i kamienista. Przed nami około 200 metrów podejścia w górę (1,90 km).
Po pokonaniu podejścia czarny szlak skręca w lewo, a droga nadal pnie się ku górze.
Po przejściu 1,90 km droga łagodnieje i idziemy kawałek prosto. Po chwili wchodzimy na wąską ścieżkę po prawej stronie, która ponownie pnie się w górę. Na szlaku napotykamy kilka przeszkód w postaci ściętych drzew.
Ścieżka nadal prowadzi w górę i tak będzie również na dalszym odcinku szlaku. Po około 2 km od parkingu przy ul. Spacerowej wychodzimy na szeroką drogę, która piąć się w górę, prowadzi przez las. Po lewej stronie mijamy kolejną leśną kapliczkę, a następnie kontynuujemy marsz wygodną, szeroką drogą.
Po 300 metrach (2,30 km) droga w końcu łagodnieje. Wędrówkę uprzyjemnia nam śpiew ptaków oraz niesamowity, mglisty klimat. Jak dotąd na czarnym szlaku nie spotkaliśmy żywej duszy.
Po niecałych 100 metrach dochodzimy do rozwidlenia. Skręcamy w lewo. Szlak jest bardzo dobrze oznakowany, więc nie ma szans na pomyłkę. Maszerujemy prostą, szeroką i bardzo przyjemną drogą.
Po przejściu 2,65 km łączymy się ze szlakiem żółtym z Kóz, który dochodzi do nas z lewej strony. Razem ze szlakiem żółtym idziemy szeroką drogą, która pnie się w górę przez około 50 metrów. Następnie przecinamy szeroką drogę, wchodzimy do lasu i czeka nas strome podejście.
Po przejściu około 3 km droga łagodnieje, staje się prosta i wygodna. To właśnie ona prowadzi nas do Przełęczy u Panienki.
Przełęcz u Panienki
Aplikacja wskazuje 3,30 km – dochodzimy do Przełęczy u Panienki, położonej na wysokości 710 m n.p.m. Znajduje się tu skrzyżowanie szlaków. Od Przełęczy u Panienki będziemy podążać żółto-czerwonymi znakami. Według drogowskazu do Hrobaczej Łąki mamy jeszcze około 30 minut marszu.
Od Przełęczy u Panienki kierujemy się szeroką, wygodną drogą, z której przy dobrej widoczności rozciąga się wspaniały widok na Beskidy oraz Tatry. W oczy rzuca się Skrzyczne – najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego, należący do Korony Gór Polski.
Po 200 metrach (3,50 km) dostrzegamy na skale napis DO ŹRÓDEŁKA MARYJNEGO. Decydujemy się tam zejść. Czeka nas około 100 metrów zejścia (około 2 minut), które jest bardzo strome i przez zalegające błoto wyjątkowo śliskie.
Źródełko Maryjne
Podobno woda ze Źródełka Maryjnego ma właściwości lecznicze i może pomagać przy różnych dolegliwościach. W dniu naszej wycieczki źródełko niestety nie wypływało – powinien z niego spływać potok Kozówka.
Robimy kilka zdjęć, po czym decydujemy się wracać na szlak, pokonując przy tym bardzo strome, mierzące około 100 metrów podejście.
Idziemy szeroką drogą, która po chwili zaczyna lekko piąć się w górę. Na 4. kilometrze droga łagodnieje, by po około 400 metrach (4,40 km) ponownie wznosić się w górę.
Po 300 metrach (4,70 km) szlak łagodnieje – można wręcz powiedzieć, że prowadzi lekko w dół. Tak będzie przez około 300 metrów, czyli dokładnie tyle, co dzieli nas od Hrobaczej Łąki.
Hrobacza Łąka
Na liczniku mamy 5 km i dochodzimy na Hrobaczą Łąkę (828 m n.p.m.). Aby dojść do Schroniska na Hrobaczej Łące, należy skręcić w lewo. My jednak najpierw decydujemy się podejść pod Krzyż Milenijny oraz znajdujący się obok taras widokowy.
Krzyż milenijny na Hrobaczej Łące
35-metrowy Krzyż na szczycie Hrobaczej Łąki położony jest na wysokości 828,4 m n.p.m. Jego ciężar wynosi prawie siedem ton. Krzyż jest pięknie oświetlony w nocy, a przy dobrej widoczności widać go nawet z okien naszego mieszkania. Jak można przeczytać na tablicy zawieszonej na krzyżu, od 5 października 2007 r. stanowi on centralne miejsce wytyczonego Szlaku Papieskiego.
Krzyż stoi chociaż kręci się Świat
Tuż obok krzyża znajduje się metalowy taras widokowy na Hrobaczej Łące. Oczywiście trzeba mieć odrobinę szczęścia i trafić na odpowiednie warunki pogodowe, aby nacieszyć oczy zapierającymi dech w piersiach widokami 😅.
Do schroniska na Hrobaczej Łące pozostało nam zaledwie 150 metrów. Idziemy leśną ścieżką oznaczoną żółtym szlakiem.
Schronisko na Hrobaczej Łące
Schronisko na Hrobaczej Łące położone jest na wysokości około 820 m n.p.m.
W schronisku istnieje możliwość noclegu. Z tego, co wiem, wkrótce do dyspozycji turystów będzie 40 miejsc noclegowych (w przygotowaniu). Dla poszukujących przygód dostępna jest również możliwość rozbicia namiotu. W schronisku działa bufet oferujący napoje, słodycze oraz pamiątki, takie jak koszulki czy kubki. Można tu także zjeść ciepły posiłek – my skusiliśmy się na przepyszny bigos oraz żurek. Jedzenie jest zawsze świeże. Na sąsiadującej ze schroniskiem polanie można zorganizować ognisko.
W dobie pandemii schronisko działa w systemie „okienkowym”, a zamówione posiłki należy spożywać na zewnątrz. Do dyspozycji turystów są stoły z ławkami. Podczas naszej wizyty mieliśmy przyjemność uciąć sympatyczną rozmowę z właścicielem schroniska, który również jest miłośnikiem górskich wędrówek. Warto też wspomnieć o słodkim psiaku właściciela, noszącym imię Felek 😍.
ADRES SCHRONISKA NA HROBACZEJ ŁĄCE
Schronisko na Hrobaczej Łące
ul. Alojzego Koniora 122
34- 312 Międzybrodzie Bialskie
Polana na Hrobaczej Łące
Na Hrobaczej Łące, w sąsiedztwie schroniska, znajduje się polana, na której można zorganizować ognisko. Jest to również doskonały punkt widokowy na Beskid Mały. Z tego miejsca podziwiać można między innymi Górę Żar wraz z Jeziorem Międzybrodzkim, Magurkę oraz Czupel. Przy sprzyjających warunkach widoczne są także szczyty Beskidu Żywieckiego oraz Tatry.
Przy schronisku spędziliśmy sporo czasu. Niestety zaczęło się chmurzyć, więc zdecydowaliśmy się schodzić do Lipnika.Za nami kolejny pełen przygód wypad w Beskidy. Na Hrobaczą Łąkę będziemy wracać jeszcze niejednokrotnie – to jedno z moich ulubionych miejsc w Beskidzie Małym.
Szukasz innych propozycji wycieczek po Beskidzie Małym? Koniecznie zajrzyj pod ten link: Beskid Mały szlaki
Drugi dzień pobytu w Krościenku nad Dunajcem wykorzystaliśmy w pełni. Pogoda od samego rana zapowiadała się fantastycznie. W pierwszej połowie dnia wybraliśmy się na jeden z najpopularniejszych szczytów Pienin oraz najwyższy szczyt Pienin Środkowych – Trzy Korony. Nie mogło zabraknąć wejścia na Okrąglicę, gdzie znajduje się platforma widokowa. Obraliśmy żółty szlak prowadzący z Krościenka. Po drodze mieliśmy okazję nacieszyć oczy nieziemskimi widokami na Tatry z Przełęczy Szopka. Wieczorem natomiast, po krótkim odpoczynku, odwiedziliśmy uwielbiane przez nas Pieniny Spiskie. Udaliśmy się na zjawiskowy zachód słońca na szczycie Grandeus. (Szczyt Grandeus – zachód słońca w Pieninach Spiskich).
Dołożę wszelkich starań, aby przedstawić Wam dokładnie trasę na Trzy Korony, którą przeszliśmy z sześcioletnim dzieckiem.
Czas trwania: 3:40 h* (sam przemarsz z sześcioletnim dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 458 m
Maksymalne wzniesienie: 1011 m
Parametry z aplikacji endomondo
*w obie strony
UWAGA! Na szlaku występują odcinki ubezpieczone barierkami oraz schody.
Trzy Korony szlak z Krościenka parking
Samochód zostawiamy na płatnym parkingu przy ulicy Trzech Koron w Krościenku. Za cały dzień postoju płacimy 10 zł.
Parametry GPS parkingu: 49.4396825, 20.4219425
Z parkingu kierujemy się zielono-żółtym szlakiem, idąc stromo pod górę asfaltową drogą prowadzącą między domami.
o około 200 metrach kończy się brukowana droga i wchodzimy na szeroką, utwardzoną ścieżkę. Ten odcinek szlaku pokonywaliśmy dzień wcześniej, wracając z Sokolicy (szlak na Sokolicę z Krościenka). Po przejściu 450 metrów od parkingu mijamy krzyż, przy którym rozciąga się piękny widok na Krościenko nad Dunajcem oraz Beskid Sądecki.
Po chwili lekko odbijamy w lewo i wchodzimy na leśną ścieżkę.
Po 250 metrach (0,70 km) idziemy wzdłuż dużej polany – ścieżka lekko wznosi się pod górę.
Po przejściu 1,10 km od parkingu ponownie wchodzimy na leśną drogę.
Po około 250 metrach (1,35 km) zielony szlak na Czertezik oraz niebieski szlak prowadzący na Sokolicę odbijają w lewo.
My nie skręcamy, nadal kierując się żółtymi znakami. Podchodzimy kawałek pod górę, gdzie czekają na nas ławeczki, na których synek chce się przez chwilę pobawić samochodzikiem. Wchodzimy na teren Pienińskiego Parku Narodowego.
Dalej kierujemy się prosto żółtym szlakiem w kierunku Trzech Koron. Drogowskaz informuje nas, że do Trzech Koron mamy 1 godzinę i 45 minut drogi.
Maszerujemy dalej leśną drogą, która jest szeroka, kamienista i pnie się w górę.
Po chwili droga staje się prosta i szeroka, prowadząc między dwiema polanami.
Po około 2 km żółty szlak zaczyna się wznosić pod górę. Będzie tak przez około 300 metrów (2,30 km). Następnie droga opada w dół, po czym ponownie zaczyna się wznosić.
Banków Gronik
Podejścia i zejścia prowadzą nas do Banków Gronik – 678 m n.p.m. Drogowskaz informuje, że do Trzech Koron mamy 1 godzinę i 15 minut drogi. Można tu odpocząć na ławeczkach. Tutaj dołącza do nas niebieski szlak z Sokolicy. Dalej maszerujemy szlakiem żółto-niebieskim – prostą drogą.
Po chwili dochodzimy do rozwidlenia, gdzie nasz szlak żółto-niebieski odbija w lewo. Wchodzimy na leśną ścieżkę, która momentami lekko opada w dół.
Pieniński Potok
Po przejściu 2,80 km od parkingu w Krościenku droga zawija w lewo i dochodzimy do Pienińskiego Potoku, który położony jest na wysokości 678 m n.p.m. Są tu ławeczki dla turystów strudzonych wędrówką, drewniana tablica Pienińskiego Parku Narodowego, mostek oraz, oczywiście, potok, który wypływa z drewnianej rynny i płynie prosto do Dunajca.
Z tablicy dowiadujemy się kilku ciekawostek:
Młaka Eutroficzna
„Znajdujesz się w miejscu, gdzie Pieniński Potok tworzy małe rozlewisko zajęte przez roślinność wilgociolubną. Typowymi gatunkami roślin są tu: kozłek całolistny, knieć górska(popularnie zwana kaczeńcem), rosnąca w kępach turzyca prosowa.”
Potok bardzo zafascynował naszego synka. Robimy tu kolejny „przymusowy” przystanek. Zjadamy batony proteinowe, wypijamy elektrolity i ruszamy dalej.
Następnie idziemy prosto, wchodzimy na ścieżkę leśną, która lekko pnie się w górę, a potem łagodnieje i prowadzi wzdłuż niedużej, drewnianej zagrody.
Skrzyżowanie szlaków
Mamy za sobą 3,10 km. Po lewej stronie znajduje się tablica z drogowskazami. My kierujemy się nadal żółtymi znakamina Trzy Korony (1 godz. 5 minut). Koniecznie chcemy przejść przez Przełęcz Szopka. Można tutaj odbić w lewo, wybierając szlak niebieski, który również prowadzi na Trzy Korony obok Zamku Pieniny (będziemy wracać tym szlakiem).
UWAGA! Zamek Pieniny jest zamknięty do odwołania. Szlak niebieski prowadzi obok Groty Świętej Kingi, ale z ominięciem zamku.
Żółty szlak lekko wznosi się pod górę. Przechodzimy obok urokliwej polany.
Przełęcz Szopka (Chwała Bogu)
Po przejściu 3,80 km docieramy do Przełęczy Szopka, zwanej też Chwała Bogu. Rozciąga się stąd fantastyczny widok na Tatry. Jest tu wiele ławeczek, idealnych do dłuższego odpoczynku. Uwierzcie mi, obok takich widoków nie da się przejść obojętnie. Przechodzimy z żółtego szlaku na niebieski. Według drogowskazu do Trzech Koron mamy jeszcze 45 minut drogi.
Od Przełęczy Szopka pniemy się w górę leśną drogą. Robimy kilka kroków i zaczynają się drewniane schody.
Aplikacja wskazuje 4 km i kończą się schody, ale droga nadal wznosi się pod górę. Po chwili zaczynają się kolejne schody, które ponownie przechodzą w strome podejście, lecz nie na długo…
Idziemy kawałek i ponownie wchodzimy na schody.
Dalej cały czas wspinamy się pod górę. Po przejściu 4,50 km mijamy drewnianą wiatę z ławeczkami. Odpoczywa tu wielu turystów.
Otwierają się piękne widoki na Beskid Sądecki i Tatry. Na tutejszych polanach rośnie zadziwiająco dużo czosnku niedźwiedziego. Sporo chodzimy po górach, bywamy w różnych pasmach – nigdy nie widzieliśmy takich ilości czosnku niedźwiedziego 😍
Po przejściu 4,80 km na niebieskim szlaku znajduje się kolejne miejsce z ławeczkami, od którego dzieli nas krótki odcinek od Kasy Pienińskiego Parku Narodowego.
Trzy Korony szczyt
Kasa Pienińskiego Parku Narodowego Trzy Korony
Po chwili docieramy do kasy Pienińskiego Parku Narodowego. Kupujemy bilety wstępu na punkt widokowy na Okrąglicy, na który prowadzą metalowe przejścia i schody. Ten odcinek mierzy około 100 metrów.
Trzy Korony CENY BILETÓW
normalny – 10 zł
ulgowy – 5 zł
dzieci do 7 lat – gratis
Wejście płatne w sezonie: 1.04 – 15.11. Jeden bilet obejmuje również wejście na Sokolicę.
Trzy Korony punkt widokowy – Okrąglica
Punkt widokowy na Okrąglicy to niewielka, metalowa platforma. Mieliśmy sporo szczęścia, ponieważ udało nam się spędzić dłuższą chwilę sam na tarasie widokowym. Rozciągają się stąd fantastyczne widoki na Tatry, które w dniu naszej wycieczki były jeszcze ośnieżone, Magurę Spiską, Gorce, Beskid Sądecki, a przy sprzyjających warunkach także na Beskid Żywiecki, Pieniny oraz Przełom Dunajca z zabudowaniami wsi Sromowce Wyżne. Krajobraz wzbogacają żółte kwiaty rosnące na skałach, zwane smagliczką skalną.
Okrąglica jest popularnym miejscem wśród fotografów. Któż nie słyszał o zjawiskowych wschodach słońca na Trzech Koronach czy Sokolicy?
Z Trzech Koron mieliśmy schodzić tą samą trasą. Spontanicznie podjęliśmy jednak inną decyzję. Wybraliśmy niebieski szlak prowadzący obok ruin Zamku Pieniny. Nie wiedzieliśmy wtedy, że Zamek Pieniny jest nieczynny do odwołania. Niebieski szlak jest dość stromy. Po zejściu z punktu widokowego na Okrąglicy do kasy Pienińskiego Parku Narodowego na Trzech Koronach mamy na liczniku około 5 km. Skręcamy w prawo i, jak wspominałam, schodzimy niebieskimi znakami stromo w dół. Na tym odcinku szlaku są schody, które prowadzą nas na Polanę Kosarzyską.
Polana Kosarzyska
Polana Kosarzyska położona jest na wysokości 824 m n.p.m. Na polanie postanowiliśmy chwilę odpocząć, wygrzewając się w promieniach majowego słońca i zajadając orzeszki nerkowca. Polana Kosarzyska ma około 250 metrów długości. Kiedyś wypasano na niej owce. Czas płynie tu niesamowicie szybko, ale i bardzo przyjemnie.
W końcu decydujemy się na dalszą wędrówkę. Idziemy wzdłuż Polany Kosarzyskiej, za którą niebieski szlak wchodzi w las. Po drodze mijamy ławeczki przygotowane z myślą o strudzonych turystach.
Schodzimy leśną ścieżką w dół; na tym odcinku niebieskiego szlaku napotkamy drewniane i kamienne schody.
Aplikacja wskazuje, że od parkingu w Krościenku przeszliśmy dotychczas 6,20 km. Przechodzimy przez wąski most z barierką, prowadzący pod skalną ścianą. Następnie pokonujemy kolejne schody i dochodzimy do wejścia na Zamek Pieniny. Ten odcinek ma około 100 metrów.
Zamek Pieniny / Zamek Pieniński
Po przejściu 6,30 km naszym oczom ukazuje się wejście na ruiny Zamku Pienińskiego, który, jak już wspominałam, jest nieczynny do odwołania. Znajduje się on pod szczytem Zamkowej Góry. W skale, tuż obok wejścia na Zamek Pieniński, znajduje się Grota Świętej Kingi z jej posążkiem.
Dalej idziemy leśną ścieżką. Po około 300 metrach (6,60 km) ścieżka zaczyna się wznosić pod górę przez około 200 metrów. Następnie schodzimy schodami.
Po przejściu 7,50 km wychodzimy z lasu na rozległą polanę. Idziemy przyjemną, łagodną ścieżką. Po około 200 metrach (7,70 km) dochodzimy do miejsca, gdzie łączą się szlaki: niebieski, którym schodziliśmy z Trzech Koron, oraz żółty, którym wędrowaliśmy rano. Dalej schodzimy żółtymi znakami na parking w Krościenku (znany nam już odcinek o długości około 3 km).
Bez wątpienia Trzy Korony są obowiązkowym punktem do odwiedzenia w Pieninach. Moim zdaniem szlak, który wybraliśmy, jest ciekawy i nie ma na nim miejsca na nudę. Liczne podejścia, schody, mostki to nie lada atrakcja dla młodszych turystów. Poza tym te urzekające widoki na Tatry oraz Przełom Dunajca… Jeżeli planujecie wizytę na Trzech Koronach, życzę Wam wspaniałej widoczności!
Przede mną dwutygodniowa przerwa w blogowaniu. Nadchodzi czas urlopu! Mimo że spędzimy go nieco inaczej, bo nad Bałtykiem, wrócę do Was z ciekawym materiałem na wpis. Zapewniam, że nie wyleżymy się na plaży To będzie aktywny urlop, pełen kilometrów do przejścia.
Trzeci, ostatni dzień w Pieninach spędziliśmy na spływie Przełomem Dunajca ze Sromowców Wyżnych do Szczawnicy, który ze względu na obostrzenia związane z koronawirusem był WYJĄTKOWO kameralny. Na tratwie było łącznie z nami oraz flisakami 7 osób (nasza trójeczka, pan z pięcioletnią córeczką oraz dwóch przesympatycznych flisaków). Cały spływ trwał około dwie i pół godziny. Czas urozmaicały nam ciekawe, a zarazem zabawne flisackie opowieści. Nie było mowy o nudzie. Ponadto z tratwy mieliśmy okazję zobaczyć Pieniński Park Narodowy z całkiem innej perspektywy, nacieszyć oczy piękną, dziką przyrodą. W trakcie spływu mieliśmy okazję zobaczyć z bliska czaplę, nietoperza, bociana, kaczki krzyżówki oraz łabędzie w swoim naturalnym środowisku.
Data: 21 maj 2020
Dystans: około 18 km
Czas trwania: 2,5 h*
*Czas spływu jest zależny od poziomu wód Dunajca (od 2 do 3 h)
UWAGA! Atrakcja jest dostępna od 1 kwietnia do 31 października
Pewnie jesteście ciekawi skąd zrodził się pomysł na spływ w przełomie Dunajca. Jadąc tutaj nie mieliśmy w planach takich atrakcji. Odpowiedź jest jedna –widok z Sokolicy… 😍 W dniu przyjazdu w Pieniny wybraliśmy się własnie na ten szczyt. Zobaczyliśmy, że trasa spływu przebiega pod stromymi ścianami Sokolicy. Naszemu synkowi zapaliły się iskierki w oczach, był cały podekscytowany. Obiecaliśmy Mu, że w dniu wyjazdu zabierzemy Go na taki spływ. W końcu jest to jedna popularniejszych atrakcji w Pieninach. Grzechem byłoby nie skorzystać.
Apartament musieliśmy opuścić do godziny 10:00. Zapakowaliśmy się do samochodu i od razu ruszyliśmy w kierunku wsi Sromowce Wyżne. Z Krościenka nad Dunajcem do wsi Sromowce Wyżne jest około 20 kilometrów drogi. Po drodze mieliśmy przyjemność nacieszyć oczy widokami na wiosenne pola oraz zaśnieżone Tatry.
Spływ Dunajcem parking
Naszym celem była ulica Kąty 12, na której znajduje się płatny parking oraz kasa biletowa. Cena parkingu w dniu naszej wycieczki to 15 zł. Przypuszczam, że cena może być zmienna – zależna od miesiąca, w którym wybierzecie się na spływ.
Parametry GPS parkingu: 49.405852 20.367822
Spływ Dunajcem kasy biletowe
Bilet na szlak wodny w przełomie Dunajca
Godziny otwarcia kas biletowych:
kwiecień 9:00 – 16:00
maj – sierpień 8:30 – 17:00
wrzesień 8:30 – 16:00
październik 9:00 – 15:00
Spływ Dunajcem cena
Końcem maja ze względu na ograniczenie ilości osób zabieranych na tratwę (koronawirus) nie obowiązywały bilety ulgowe. Nasze sześcioletnie dziecko było liczone jak osoba dorosła. Ogólnie cena biletu na spływ wprzełomie Dunajca jest zależna od miesiąca, w którym się na spływ wybieracie. Szczegółowy cennik poniżej.
Bilet normalny spływ Dunajcem:
61 zł (w tym 5 zł za wstęp na szlak wodny Pienińskiego Parku Narodowego) w terminie: 1 kwiecień – 30 czerwiec i 1 wrzesień -31 październik
63 zł (w tym 5 zł za wstęp na szlak wodny Pienińskiego Parku Narodowego) w terminie: 1 lipiec – 31 sierpień
Bilet ulgowy spływ Dunajcem:
34 zł (w tym 3 zł za wstęp na szlak wodny Pienińskiego Parku Narodowego) w terminie: 1 kwiecień – 30 czerwiec i 1 wrzesień -31 październik
42 zł (w tym 3 zł za wstęp na szlak wodny Pienińskiego Parku Narodowego) w terminie: 1 lipiec – 31 sierpień
Dodatkowo zostawiając samochód na parkingu w Sromowcach Wyżnych trzeba / można wykupić w kasie bilet powrotny na bus, który jest podstawiany na parkingu w Szczawnicy. Jest to końcowy przystanek spływu przełomem Dunajca. Oczywiście jak ktoś jest chętny na dłuższy spacer może wrócić na parking w Sromowcach Wyżnych pieszo 😉
Cena biletu powrotnego (bus) to 12 zł
Parametry GPS końcowego przystanku w Szczawnicy: 49.424600 20.46000
Z własnego doświadczenia napiszę, że warto zabrać ze sobą na zapas dodatkową odzież wierzchnią. Były momenty kiedy wiatr był wyjątkowo dokuczliwy.
Kilka słów o trasie spływu w przełomie Dunajca
Większa część trasy spływu prowadzi przez polski oraz słowacki Pieniński Park Narodowy. Tak więc po lewej stronie Dunajca mamy Polskę, a po prawej Słowację.
Po stronie naszych słowackich sąsiadów przebiega szlak spacerowy oraz rowerowy prowadzący wzdłuż Przełomu Dunajca. Jego nazwa to Droga Pienińska. Szlak ma swój początek w Szczawnicy i prowadzi do Czerwonego Klasztoru.
Z charakterystycznych szczytów, które będziemy mogli podziwiać po drodze to: Trzy Korony, które na mnie zrobiły największe wrażenie, Siedem Mnichów oraz Sokolicę.
Po spływie okazało się, że musimy nico zaczekać na odjazd busa ze Szczawnicy. Trzeba było zebrać 'komplet’ pasażerów. Wiadomo, że poza sezonem jest mniej chętnych. Myślę, że sama sytuacja koronawirusowa też się do tego przyczyniła. Wdaliśmy się w rozmowę ze wspomnianym we wstępie panem z pięcioletnią córeczką. Tym sposobem wylądowaliśmy na wspólnym objedzie w jednej z restauracji znajdujących się przy parkingu busów w Szczawnicy. Niestety wydanie posiłków się nieco przeciągało. Wyobraźcie sobie, że kierowca busa choć nie miał takiego obowiązku – zaczekał na nas aż zjemy. Ogólnie jesteśmy pod wrażeniem mieszkańców tych rejonów. Uśmiechnięci, pozytywni, serdecznie nastawieni do turystów. Pewnie dlatego tak chętnie wracamy w te rejony.
No dobrze, ale to jeszcze nie koniec. Przed nami powrót do domu. Do Bielska – Białej mamy do pokonania około 120 km. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze w okolicach wsiŁapszanka oraz sąsiadujących z nią Rzepisk
Mimo, że pogoda w ostatnim czasie nas nie rozpieszcza nie rezygnujemy z górskich wycieczek. Uwielbiamy 'mglisty’ klimat na szlaku. Tym razem wybraliśmy się na jeden z popularniejszych szczytów leżących w Beskidzie Śląskim – Błatnią. Obraliśmy szlak zielony z Brennej, który nie należy do jakoś szczególnie wymagających. Oczywiście trzeba przygotować się na podejścia. W końcu różnica wzniesień, jaką pokonamy to około 530 metrów. Idąc szlakiem zielonym mieliśmy wrażenie, że wędrujemy szeroką drogą pożarową, która momentami pnie się w górę i jest kamienista. Dwa lata temu wybraliśmy się na Błatnią z synem i wózkiem o wiele bardziej wymagającym szlakiem niebieskim z Doliny Wapienicy (Błatnia z Wapienicy).
Trasa: Brenna (szlak zielony) – Brenna Pod Las – Kapliczka przy szlaku – Wielka Cisowa (szlak zielony / szlak czerwony) – Ranczo Błatnia – Schronisko PTTK na Błatniej – powrót tym samym szlakiem
Data: 9 czerwiec 2020
Dystans: 10.70 km
Czas trwania: 3:00 h (sam przemarsz z sześcioletnim dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 441 m
Maksymalne wzniesienie: 935 m
Parametry z aplikacji endomondo
Brenna Błatnia szlak zielony
Samochód parkujemy niedalekoszlaku zielonego w okolicach ulicy Wyzwolenia.Miejsca parkingowego należy szukać tu na własną rękę, nie ma dostępnego oficjalnie wyznaczonego parkingu.
Dochodzimy do ulicy Józefa Madzi i początkowo maszerujemy pnącą się w górę drogą asfaltową prowadzącą między domami.Po około 400 metrach droga asfaltowa zamienia się w kamienistą. Droga jest nadal wygodna, szeroka i pnie się w górę. Po około 800 metrach (od parkingu) mijamy stojący po prawej stronie domek letniskowy. Maszerujemy między dwoma polankami. Jest bardzo wilgotno i mgliście. Po drodze znajdujemy pierwsze w tym roku poziomki. Droga z każdym krokiem staje się coraz łagodniejsza.
Brenna Pod Las
Mamy za sobą 1.60 km, po prawej stronie jest nowo wybudowany dom (jeszcze nieukończony), za którym z prawej strony dochodzi do nas szlak czarny idący z BrennejCentrum. Nasze zielone znaki idą nadal prosto. Wchodzimy do lasu. Droga jest nadal szeroka, kamienista i pnie się lekko w górę.
1.85 km mijamy znajdujące się po lewej stronie zabudowania (tu zamiast wędrowania po kamienistej drodze możemy zdecydować się na pójście łąką znajdującą się tuż obok szlaku). Po około 350 metrach (2.20 km) szlak zielony odbija w prawo.Dalej idziemy szeroką drogą przez ciemny las. 2.45 km szlak skręca naturalnie w lewo.3.60 km droga pnie się w górę. Idziemy wzdłuż płotu, za którym znajdują się uprawy leśne.Robimy krótką przerwę. To tutaj mijają nas pierwsi turyści. Dalej idziemy prosto w górę.
3.80 km nasz zielony szlak skręca w prawo.Idziemy wzdłuż polanki. Niestety widoczność jest mocno ograniczona. Droga jest szeroka i prosta.
Kapliczka przy szlaku zielonym w Brennej
Mamy za sobą niespełna 4 kilometry (3.93 km) przy polance, po lewej stronie jest urocza, malutka kapliczka leśna. Robię parę zdjęć i maszerujemy dalej prosto.
4.20 km droga zaczyna piąć się w górę, jest kamienista. Znajduje się tu drewniana reklama RANCZA BŁATNIA.
W tym miejscu skręcamy na chwilę w lewo i dochodzimy do kolejnej, niedużej kapliczki przy szlaku zielonym.Po chwili wracamy na nasz zielony szlak i pniemy się w górę kamienistą drogą. 4.30 km znaki zielone odbijają w prawo, a podejście łagodnieje.
4.60 km dostrzegamy wykrzyknik na drzewie, który zapowiada, że zaraz będziemy skręcać w lewo.
Wielka Cisowa
Po 100 metrach (4.70 km) dochodzimy do skrzyżowania szlaków. Jest tu szczyt WIELKA CISOWA leżący 877 m n.p.m. Tutaj dochodzi do nas szlak czerwony prowadzący z Jaworza. Podobno dawno, dawno temu mieszkańcy Brennej paśli tu bydło rogate. Normalnie – przy dobrej pogodzie z Wielkiej Cisowej widać doskonale Schronisko na Błatniej.
Z drogowskazu dowiadujemy się, że do Błatniejczerwono / zielonym szlakiem mamy 10 minut. Do Rancza Błatnia natomiast są 3 minuty.
Brenna Pomnik
Na szczycie Wielka Cisowa znajduje się ubecki pomnik z krzyżem. Został on postawiony pamięci żołnierzom z oddziału Edwarda Besoka.
Przy pomniku skręcamy w prawo (czerwono / zielony szlak). Idziemy prostą niewymagająca ścieżką.
Ranczo Błatnia
Po niespełna 400 metrach (5.10 km) mijamy Ranczo Błatnia, które jest ledwo widoczne zza gęstej mgły. Ranczo Błatnia oferuje noclegi w pokojach dwu oraz wieloosobowych. Organizowane są tu imprezy, istnieje możliwość zrobienia ogniska. Dodatkowo można skorzystać z oferty na wycieczkę konną po górach. My kontynuujemy wędrówkę prostą drogą do Schroniska na Błatniej. Mamy do pokonania 500 metrów.
Błatnia
Aplikacja wskazuje, że od parkingu w Brennej pokonaliśmy 5.60 km. Jesteśmy na miejscu! W schronisku na Błatniej byłyby pustki, gdyby nie wojsko, które urządzało trening w górach. Prawdę mówiąc mamy szczęście do 'wojskowych’ na szlaku. Jak się domyślacie w dniu naszej wycieczki widoczność była zerowa, dlatego skorzystam we wpisie dodatkowo ze zdjęć z naszej ostatniej wizyty na Błatniej.
Błatnia schronisko
Ze schroniska na Błatniej idzie cały szereg szlaków turystycznych. Możemy kontynuować wędrówkę m.in. na Klimczok , Szyndzielnię , Przełęcz Salmopolską. Zejść do Brennej, Jaworza, Wapienicy, Skoczowa, czy też Grodźca
Tak jak już wspomniałam powyżej – tym razem decydujemy się na wizytę w schronisku. Zamawiamy bigos i frytki. Jedzenie bardzo świeżutkie i pyszne. Porcją naprawdę da się pojeść. Duży plus dla przesympatycznej obsługi.
Schronisko na Błatniej oferuje 50 miejsc noclegowych w pokojach dwu oraz wieloosobowych. Istnieje możliwość zorganizowania imprez, ogniska, kuligu.
Schronisko PTTK na Błatniej
Błatnia 20, 43 – 438 Brenna
tel. 33 853 64 84, 508 086 635
e-mail: schronisko@blatnia.pl
(źródło: „Schroniska Górskie” – Tomasz Biesik)
Schodzimy po schodkach za schroniskiem na Błatniej. To właśnie z polany za schroniskiem można przy odpowiedniej pogodzie podziwiać szerokie widoki na Beskid Śląski z najwyższym szczytem tego pasma – Skrzyczne. Poza tym widać szczyty Beskidy Żywieckiego oraz Beskidu Śląsko – Morawskiego, Skoczów oraz Bielsko.
Na parking w Brennej schodzimy tym samym zielonym szlakiem. Zejście idzie nam bardzo sprawnie. W drodze powrotnej mijamy tylko trzyosobową rodzinkę. Przypuszczam, że w okresie letnim oraz w weekendy szlak zielony z Brennej będzie cieszył zdecydowanie większą popularnością.
Dzisiaj chcę Wam przedstawić krótki i dość łatwy szlak w Beskidzie Żywieckim. Naszą wycieczkę zaczniemy w Żabnicy Skałka, będziemy kierować się czarnym szlakiem do Górskiej Stacji Turystycznej Słowianka. Pierwsza część trasy (około 2.70 km) wiedzie przyjemną, szeroką drogą. Dopiero drugi odcinek trasy wymaga od nas większego wysiłku. Na Słowiankę szliśmy w sobotę rano. Nie spotkaliśmy na szlaku żywej duszy. Dopiero schodząc na parking mijali nas pojedynczy turyści. Trasę przeszliśmy bez pośpiechu – na spokojnie. No, ale nie mogliśmy wymagać od synka nie wiadomo jakiego tempa skoro trzy dni wcześniej (środa) byliśmy na szlaku. Odwiedziliśmy schronisko na Przegibku oraz Bendoszkę Wielką. Szlak czarny z Żabnicy Skałaki polecam nie tylko wszystkim zaczynającym swoją przygodę z górami, ale i tym bardziej wprawionym turystom.
Data: 30 maj 2020
Dystans: 7.80 km
Czas trwania: 2:00 h (sam przemarsz z sześcioletnim dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 619 m
Maksymalne wzniesienie: 895 m
Parametry z aplikacji endomondo
Trasa: Żabnica Skałka (szlak czarny) – Słowianka – powrót tą samą trasą
Do Żabnicy z Bielska – Białej mamy do pokonania samochodem ponad 30 kilometrów. Na miejscu jesteśmy około godziny 8:30. Parking jest już porządnie zapełniony. Na szczęście nasz czarny szlak nie jest wybierany przez przyjezdnych. Większość turystów kieruje się czarnymi znakami, ale w przeciwnym kierunku na Halę Boraczą.
Żabnica Skałka parking
Samochód parkujemy na skrzyżowaniu ulic: Śmiecha / Boraczej. Jest tu do dyspozycji turystów sporo darmowych miejsc parkingowych.
Parametry GPS parkingu: 49.560245, 19.187668
Zakładamy plecaki, przechodzimy przez jezdnię i wchodzimy na interesujący nas czarny szlak. Drogowskaz informuje nas, że na Słowiankę mamy godzinę drogi. Wchodzimy na polną ścieżkę prowadzącą obok domów.
Po chwili skręcamy w prawo i wychodzimy na szeroką, asfaltową drogę – ulica Płone. Od parkingu przeszliśmy około 500 metrów. Dochodzimy do rozwidlenia ulic. My kierujemy się prosto przez mostek ulicą Leśną. Tutaj kończy się również nasza przygoda z asfaltem. Ulica Płone skręca natomiast w prawo.
Za mostkiem jest parking leśny. Widnieje jednak informacja, że aktualnie jest on nieczynny. Dla zainteresowanych podaję GPS: 49.562282, 19.192130.
Mijamy znajdujący się po prawej stronie punkt czerpania wody i kierujemy się prostą, szeroką drogą prowadząca przez las. Wędrówkę urozmaica nam przez długi czas szum potoku Suchego (Potok Suchy) oraz śpiew ptaków.Mamy za sobą 1.50 km, dochodzimy do rozwidlenia drogi. Nasz czarny szlak odbija w prawo. Mijamy szlaban i nadal maszerujemy szeroką, przyjemną ścieżką.
Około 2.70 km przechodzimy przez potoczek i szlak czarny naturalnie skręca w lewo. Od tego momentu zaczyna się w końcu coś dziać i ścieżka prowadząca na Słowiankę zaczyna piąć się w górę.
3.40 km kończy się (chwilowo) podejście. Na drzewie dostrzegamy wykrzyknik ❕ , który zapowiada zmianę kierunku szlaku. Przecinamy szeroką drogę pożarową. W oddali, po prawej stronie widzimy obszerną polanę na Płone. Nasz czarny szlak na drodze pożarowej odbija nieco w lewo, następnie wchodzi w gęsty las.
Ścieżka do samej Słowianki pnie się w górę. Momentami oczywiście łagodnieje i można na chwilę odetchnąć. Na tym odcinku zalega sporo połamanych gałęzi.
Słowianka
Aplikacja wskazuje, że od Żabnicy Skałka przeszliśmy 4 km. Z gęstego lasu wychodzimy tuż obok Górskiej Stacji Turystycznej na Słowiance.
Słowianka wysokość
Słowianka położona jest 840 m n.p.m.
Schronisko położone jest na Hali Słowianka.
Jak widać na poniższym zdjęciu na Słowiankę można dostać się również niebieskim szlakiem z Bystrej. Jest to jeden z moich ulubionych szlaków w Beskidzie Żywieckim. Szlak jest mało popularny wśród turystów, dzięki czemu panuje na nim cisza i spokój. Opis trasy: Schronisko Słowianka z Bystrej
Można również udać się czerwonym szlakiem na Halę Rysianka (2 h) lub niebieskim szlakiem na Romankę (2.15 h). Przez Słowiankę przechodzą nie tylko szlaki turystyczne piesze, ale i rowerowe i konne. Bardzo ciekawą propozycją jest zejście do położonego 857 m n.p.m. szczytu noszącego nazwę Abrahamów, z którego (jak możemy wyczytać na poniżej tablicy) roztacza się widok na Beskid Żywiecki z dorzeczem Soły, liczne źródliska i strumienie przy ujściu Cięcinki. Mieliśmy w planach odwiedzić to miejsce. Niestety plany pokrzyżował nam deszcz.
Górska Stacja Turystyczna Słowianka
Niestety w dniu naszej wycieczki Górka Stacja Turystyczna na Słowiance była zamknięta. Nie było również żadnych informacji czy schronisko w dobie koronawirusa jest w ogóle otwarte. Szkoda, ponieważ chcieliśmy wbić pieczątki do naszych książeczek akcji „Zdobywamy szczyty dla hospicjum” i napić się kawy. Posiedzieliśmy na ławkach przy schronisku do godziny 10:00 z nadzieją, że zostanie otwarte.
Kilka przydatnych informacji o schronisku: dysponuje ono 24 miejscami noclegowymiw pokojach 3,4 i 6 osobowych. (40 zł/osoba). Oferuje dostęp do kuchni. W schronisku działa ogólnospożywczy sklepik. Można zamówić również ciepłe napoje: kawę, herbatę oraz zimne piwo. Istnieje możliwość zorganizowania ogniska.Odznaka turystyczna Słowianka
Drogowskaz informuje nas, że zejście czarnym szlakiem do Żabnicy powinno zająć nam 45 minut. Pierwszy odcinek trasy jest dość stromy. W dniu naszej wycieczki na szlaku zalegało sporo błota, więc dodatkowo było ślisko. Do zobaczenia na szlaku!
Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi wpisami zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl Zapraszam również na Instagram: @greenmagpic
Podczas naszego trzydniowego, intensywnego pobytu w Krościenku postanowiliśmy udać się do oddalonej o około 25 km wsi Dursztyn. Znajduje się tam miejsce, które skradło nasze serca dwa lata temu podczas pierwszej wizyty w Pieninach – niepozorny szczyt Grandeus w Pieninach Spiskich. To wspaniały punkt widokowy, z którego rozciąga się fantastyczna panorama na Tatry polskie i słowackie, Pieniny, Gorce, a nawet na najwyższy szczyt polskich Beskidów – Babią Górę (1725 m n.p.m., Beskid Żywiecki). Tym razem naszym celem był zachód słońca na Grandeusie, który w drugiej połowie maja przypada około godziny 20:30. Dobrze się złożyło, ponieważ wcześniej zdążyliśmy wrócić do kwatery po wycieczce na Trzy Korony i nieco zregenerować siły przed kolejnym wyjściem tego dnia. Jak zawsze, chcieliśmy maksymalnie wykorzystać czas – nasze wyjazdy charakteryzują się małą ilością odpoczynku i dużą ilością zwiedzania! Tym razem wybraliśmy jednak najkrótszą drogę na szczyt, mierzącą niespełna 2 km w obie strony. Dotychczas wchodziliśmy na Grandeus czerwonym szlakiem, od strony wsi Łapsze Wyżne
Trasa: Dursztyn (szlak czerwony) – szczyt Grandeus – powrót tą samą trasą
Data wycieczki: 20 maja 2025
Dystans: około 2 km*
Czas przejścia: około 20 min.*
Minimalne wzniesienie: 807 m
Maksymalne wzniesienie: 843 m
*w obie strony
Parametry z aplikacji Endomodo
Dursztyn dojazd
Samochód parkujemy przy czerwonym szlaku, przy drodze we wsi Dursztyn. Najlepiej szukać miejsca na poboczu.
Parametry GPS dojazdu: 49.407660, 20.192627
Wyciągamy rowerek i ruszamy czerwonym szlakiem w stronę Grandeusa. Jak widać na poniższej fotografii, przebiega tu również szlak rowerowy, tzw. Pętla Spiska. Trasa jest na tyle prosta i niewymagająca, że spokojnie można ją pokonać z dzieckiem w wózku. Przy samochodzie skręcamy w prawo i podążamy prosto między polami.
Mijamy po drodze miejscowe boisko. Widok zapiera dech – słońce zachodzi nad doskonale widocznymi w dniu naszej wycieczki Beskidami. Oświetlona promieniami słońca Babia Góra robi piorunujące wrażenie.
Kapliczka na czerwonym szlaku
Następnie mijamy samotne drzewo, na którym znajduje się kapliczka pod wezwaniem Matki Bożej. Uwagę zwraca wyryty na kapliczce napis: DOKĄD IDZIESZ, CZŁOWIEKU. Jak dowiadujemy się z tablicy znajdującej się obok kapliczki, kiedyś miało tu miejsce tragiczne zdarzenie, opisane w przewodniku Kapliczki polskiego i słowackiego Spisza (opracowanie: E. Łukuś, J. Żołądka, G. Kubala). Kobieta, niosąc na rękach niemowlę i idąc do Dursztyna, zamarzła w tych okolicach. Od tego czasu miejsce uchodziło za nawiedzone, a mieszkańcy Spisza omijali je szerokim łukiem.
W końcu postanowiono postawić tu kapliczkę św. Jana, mającą upamiętnić ofiary wypadku. Zapanował spokój, jednak rzeźba św. Jana została później skradziona, a wezwanie kapliczki zmieniono. Przyznam szczerze, że bywaliśmy tu kilka razy, ale dopiero teraz dokładnie przeczytałam, co jest napisane na tablicy.
Szczyt GRANDEUS
Grandeus wysokość
Wysokość szczytu Grandeus waha się od 795 do 802 m n.p.m.
Szczyt jest bardzo dobrze przygotowany dla turystów – znajduje się tu wiata ze stolikiem oraz wyznaczone miejsce ogniskowe. Do dyspozycji jest także ogólnodostępny, bezpłatny teleskop, przez który można dokładnie przyjrzeć się tatrzańskim szczytom wynurzającym się zza wsi Łapsze Wyżne. Co istotne, spotykamy tu tylko jednego rowerzystę, który odpoczywa chwilę na ławce, po czym rusza w dalszą drogę. To mało uczęszczane miejsce w Pieninach – cisza i spokój to z pewnością jeden z największych atutów Grandeusa.
Grandeus panorama
Na pierwszym planie widzimy zabudowania wsi położonej u stóp Grandeusa -Łapsze Wyżne. Przy dobrej widoczności można stąd dostrzec najwyższe szczyty tatrzańskie (polskie i słowackie): Bujaczy Wierch, Jatki, Zadnie Jatki, Kuraszowski Wierch, Kieżmarski Wierch, Łomnica, Durny Szczyt, Hawrań, Nowy Wierch, Lodowy Szczyt.
Poza Tatrami widać również Pieniny (strona wschodnia), Gorce (strona północna) oraz, jak już wspominałam, należącą do Beskidu Żywieckiego – Babią Górę (strona zachodnia). Na szczycie znajduje się także nadajnik radiowo-telewizyjny oraz telefonii komórkowej.
Grandeus zachód słońca
Widok na Królową Beskidów – Babią Górę ze szczytu Grandeus.
Grandeus zdjęcia
Pieniny Spiskie – propozycja wycieczek
Jeżeli szukasz spokojnych, mało uczęszczanych szlaków w Pieninach, planując wycieczkę na Grandeus warto również odwiedzić wieś Łapszanka oraz pobliskie Rzepiska, z których można podziwiać doskonałe widoki na Tatry.
Nie zapomnijcie również o najwyższym szczycie Pienin Spiskich – Żarze (883 m n.p.m.). Na jego wierzchołku stoi drewniana wieża widokowa, z której rozciąga się panorama na Frydman, Dębno, Jezioro Czorsztyńskie oraz Gorce.
Gwarantuję, że wycieczka w te rejony skradnie część Waszego serca i będziecie tu wracać – tak jak my – przy każdej możliwej okazji.
Zobacz koniecznie
Będąc w okolicach Pienin Spiskich – a zwłaszcza w Dursztynie – warto odwiedzić także:
Chociaż dzień spędziliśmy aktywnie na szlaku, odwiedzając niezbyt popularne, a zarazem zachwycające miejsce leżące w Beskidzie Żywieckim, w Paśmie Przedbabiogórskim – Lachów Groń. To po powrocie do domu czuliśmy niedosyt… Co prawda warunki w Bielsku – Białej nie były wymarzone do podziwiania zachodu słońca, postanowiliśmy jednak zaryzykować i udać się do leżącej w Kotlinie Żywieckiej wsi Sienna(województwo śląskie, gmina Lipowa). Przedstawię Wam miejsce idealne do podziwiania zachodu słońca w Beskidach. I to z widokiem na najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego – Skrzyczne 1257 m n.p.m. Moja propozycja na dziś to spacer między polami, z dala od zgiełku w pięknych okolicznościach przyrody… Dodatkowym atutem tej miejscówki jest kwitnący na wiosnę rzepak (miesiąc maj), który wzbogaca krajobraz i kadry, jeżeli ktoś szuka fajnej miejscówki do zrobienia nietuzinkowych zdjęć.
Data: 4 maj 2020
Dystans: 2.30 km
Czas trwania: 2:54 h (sam przemarsz z sześcioletnim dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 442 m
Maksymalne wzniesienie: 462 m
Parametry z aplikacji endomondo
Parking Sienna, Podlesie
Samochód parkujemy po prawej stronie pobocza przy drzewie z ołtarzykiem. Żeby dojechać do Podlesia wystarczy skręcić na boczną drogę przy żywieckim McDonalds.
Parametry GPS „parkingu”: 49.682456, 19.154016
Wysiadamy z samochodu i kierujemy się przed siebie w stronę pól. Trasa jest prosta, nie wymaga od nas wysiłku. Spokojnie można wybrać się tu na spacer z całą rodzinką. Nasz synuś zabrał rowerek. Dodam, że mijali nas pojedynczy rowerzyści. Nie ma się co dziwić, ponieważ trasa jest idealna na rowerowe wycieczki. Co ważne, ciągnie się dużo, dużo dalej…
Jak możemy przeczytać na Wikipedii przez Sienną przechodzi szlak rowerowy prowadzący Wielidrogą od Żywca-Podlesia w kierunku Leśnej i Lipowej.Widok na najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego Skrzyczne.
Pola rzepaku w Siennej odwiedziliśmy tej wiosny dwa razy. Poniżej zdjęcia z majowego spaceru – dla odmiany rzepak na tle zachmurzonego nieba.
Inne moje propozycje łatwo dostępnych miejsc w Beskidach (punkty widokowe), które nadają się do podziwiania np. wschodów słońca, zapraszam:
Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi wpisami zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl Zapraszam również na Instagram: @greenmagpic