
Beskid Wyspowy chodził nam po głowach od dawna. Stwierdziliśmy, że czas udać się na najwyższy szczyt tego pasma, wchodzący w skład Korony Gór Polski – Mogielicę. Długo zastanawialiśmy się, który szlak obrać. Na szczęście dokonaliśmy doskonałego wyboru, ponieważ szlak niebieski z Jurkowa, który również braliśmy pod uwagę, cieszył się większą popularnością niż nasz zielony. W miejscu łączenia się szlaków dołączyło do nas sporo turystów idących właśnie z Jurkowa. My na naszym zielonym szlaku prowadzącym z miejscowości Chyszówki spotkaliśmy pojedyncze osoby. Szlak nie należy do najłatwiejszych: do pokonania jest sporo stromych, kamienistych podejść, ale za to jest ciekawy. Po drodze mijamy kilka polan, z których rozciągają się wspaniałe widoki górskie (Beskid Wyspowy z widokiem na Tatry).
Trasa: Chyszówki / Przełęcz Marszałka Rydza – Śmigłego (szlak zielony) – Polany Moczarnikowskie – Polana Wyśnikówka – Mogielica (wieża widokowa) – Krzyż Papieski – Polana Stumorgowa (szlak niebieski)– powrót tym samym szlakiem
Dystans: 9 km*
Czas przejścia: 3:30 h* (z sześcioletnim dzieckiem)
Minimalne wzniesienie: 734 m
Maksymalne wzniesienie: 1212 m
*w obie strony
Parametry z aplikacji endomondo
Nasze plany na ten dzień były nieco inne, bo mieliśmy jechać w Pieniny. Te pokrzyżowała nam pogoda, która miała popsuć się następnego dnia (chcieliśmy dwa dni spędzić na pienińskich szlakach). Ale jak to mówią: co się odwlecze, to nie uciecze. Szczególnie, że wyjazd był bardzo udany. Tak więc wstaliśmy o świcie, zjedliśmy pierwsze śniadanie, wypiliśmy porządną kawę i ruszyliśmy w drogę. Naszym celem była położona w województwie małopolskim wieś Chyszówki, która jest oddalona od Bielska-Białej o około 130 km
Chyszówki parking
Parking znajduje się na Przełęczy Marszałka Rydza-Śmigłego, która położona jest na wysokości 700 m n.p.m.



Zakładamy plecaki i z parkingu kierujemy się zielonym szlakiem. Skręcamy w lewo, przechodzimy przez jezdnię i następnie skręcamy w prawo z jezdni na kamienistą dróżkę, która zaraz zamieni się w szeroką, utwardzoną drogę. Maszerujemy między polami.
Po 300 metrach nasz zielony szlak odbija w prawo, prowadząc nas na wąską, leśną ścieżkę, którą będziemy szli przez kolejne 300 metrów.
Wychodzimy z lasku i możemy nacieszyć oczy ładnymi widokami. Będziemy wędrować między domami, asfaltową drogą, która momentami będzie wznosić się w górę.


Od parkingu przeszliśmy kilometr – zapominamy o asfalcie. Idziemy przyjemną, polną drogą, która pnie się ku górze. Temperatura, mimo wczesnej pory, jest tak wysoka, że nie ma potrzeby zakładać ciepłej odzieży.




Od parkingu pokonaliśmy 1,5 km, szlak łagodnieje. Maszerujemy na granicy polanki (znajdującej się po lewej stronie) i lasu. Stoi na niej mały, uroczy domek, który zdecydowanie wzbogaca krajobraz.


Pokonujemy około 100 metrów (1,6 km), wchodzimy w ciemny las, po czym nasze zielone znaki odbijają w lewo. Ścieżka pnie się w górę i jest kamienista. Od teraz droga będzie przez cały czas leciutko piąć się w górę.
Po 2,15 km szlak staje się coraz bardziej stromy.




Aplikacja wskazuje, że od parkingu przeszliśmy 2,40 km. Przecinamy szeroką drogę. Mijający nas starszy turysta z wnukami opowiadał, że to tędy przebiega trasa narciarska, która ma aż 25 km.

Po przecięciu tej drogi szlak znowu pnie się lekko w górę przez około 200 metrów (2,60 km). Następnie na tym odcinku nasz zielony szlak dwa razy „zawija” naturalnie w prawo.


Po kolejnych 200 metrach (2,80 km) nawierzchnia staje się jeszcze bardziej kamienista (na szlaku zalega sporo luźnych kamieni), a podejście wymaga od nas jeszcze więcej wysiłku – będzie tak przez około 250 metrów. Nasz zadowolony, ale strudzony mały turysta zarządza przerwę na odpoczynek.




3.05 km – wychodzimy w końcu pod górę i maszerujemy prostą ścieżką idącą przez dębowy las. Nie ma się jednak co cieszyć, ponieważ po chwili szlak znowu staje się stromy.

Polana Wyśnikówka

Pokonaliśmy dotychczas 3,30 km i wychodzimy na obszerną Polanę Wyśnikówkę, porośniętą krzakami czarnych jagód. Jest to bardzo nasłonecznione miejsce. Idziemy około 200 metrów w górę polany, rozkładamy koc, zajadamy się mieszanką studencką i rozkoszujemy się wspaniałymi widokami górskimi. Największe wrażenie robią widoczne po lewej stronie ośnieżone Tatry. Widać stąd doskonale wieżę na Mogielicy, Beskid Wyspowy, a nawet najwyższy szczyt polskich Beskidów – naszą królową, Babią Górę (Beskid Żywiecki). Niestety w dniu naszej wycieczki widoczność nie jest doskonała, ale nie ma co narzekać, ponieważ jest WSPANIALE! Patrząc w drugą stronę, zobaczymy szczyty Beskidu Sądeckiego oraz Beskidu Wyspowego.









Po dość długim odpoczynku pakujemy manatki i ruszamy w kierunku szczytu Mogielica.
Rezerwat Przyrody Mogielica

3.55 km – Wchodzimy na teren Rezerwatu Przyrody Mogielica.
Zaraz za czerwoną tablicą wchodzimy na wąską, leśną ścieżkę, która, choć na początku jest prosta i łagodna, następnie stromo pnie się w górę – będzie już tak do samego szczytu Mogielicy.


Na 4 km, z prawej strony dochodzi do nas szlak niebieski prowadzący z Jurkowa. Tak jak już wspominałam na wstępie, od tego miejsca robi się tłoczniej na ścieżce, ponieważ szlak niebieski wybierają większość turystów odwiedzających najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego. Od teraz szlak robi się bardzo stromy.

Mogielica szczyt
Tak jak już niejednokrotnie wspominałam, Mogielica jest najwyższym szczytem Beskidu Wyspowego. Wchodzi w skład Korony Gór Polski. Przez szczyt przechodzi Główny Szlak Beskidu Wyspowego.
Mogielica pieczątka
Pieczątkę znajdziecie w małym, drewnianym domku, wiszącym na tym samym słupie co tabliczka z napisem 'Mogielica’.

Mogielica wysokość
Mogielica położona jest 1170 m n.p.m.

Wieża widokowa na Mogielicy
Niestety, w dniu naszej wycieczki (11.05.2020) wieża widokowa na Mogielicy była nieczynna. I to nie z powodu panującego w Polsce i na świecie koronawirusa oraz wprowadzonych obostrzeń, ale z powodu remontu. Na kartce wiszącej na wieży nie ma żadnej konkretnej informacji, kiedy wieża zostanie znowu udostępniona turystom – wieża widokowa jest zamknięta do odwołania. Z tego, co zaobserwowaliśmy, remont wieży jeszcze się nie rozpoczął.
Wieża widokowa na Mogielicy jest drewniana i mierzy około 22 metry. Z wieży rozciągają się widoki podobne do tych, które będziemy mieli okazję podziwiać w dniu naszej wycieczki z Polany Stumorgowej. Są to: Beskid Wyspowy, Beskid Sądecki, Gorce oraz Tatry. Przy doskonałej widoczności jest szansa zobaczyć również bardziej oddalone pasma, takie jak Beskid Żywiecki, Beskid Śląski oraz słowacka Mała Fatra.

Na wieży widokowej na szczycie Mogielicy jest zawieszona tabliczka informująca o Polanie Wały oraz znajdującej się na niej Bazie Namiotowej SKPB Katowice. Szacowany czas przejścia na Polanę Wały to 1:15 h (4 km).


Katastrofa lotnicza na zboczach Mogielicy
Czas na trochę historii: Na szczycie miała miejsce katastrofa lotnicza. Jak możemy przeczytać na tablicy, pod koniec stycznia 1944 roku miała miejsce katastrofa lotnicza na wschodnich zboczach stoku Mogielicy. Był to niemiecki bombowiec Heinkel He 111. Pięcioosobowa załoga bombowca zginęła. Patrol Armii Krajowej, który przechodził obok miejsca katastrofy, wzbogacił się między innymi o dwa karabiny maszynowe.


- Przed zejściem na wspomnianą Polanę Stumorgową obieramy szlak żółto-zielony i idziemy około 100 metrów prostą drogą, po czym odbijamy w prawo i dochodzimy do Krzyża Papieskiego na Mogielicy.
Krzyż Papieski na Mogielicy
Krzyż został postawiony z okazji pięćdziesiątej rocznicy wyprawy Papieża Karola Wojtyły na Mogielicę. Rozciąga się stąd niesamowity widok na Gorce, z najwyższym szczytem tego pasma – Lubaniem (1225 m n.p.m.) i wieżą widokową, a także na Tatry.

Polana Stumorgowa Mogielica szlak
Wracamy około 50 metrów w stronę wieży widokowej żółtym/zielonym szlakiem, skręcamy w prawo i niebieskim szlakiem kierujemy się w dół przez około 300 metrów leśną dróżką, która z każdym krokiem staje się coraz bardziej spadzista.
Nie będę ukrywać, że czuliśmy niedosyt, stojąc pod nieczynną wieżą widokową na Mogielicy. Na pewno wybierzemy się tu niebawem, gdy wieża będzie już wyremontowana i dostępna dla turystów. Na szczęście to nie był ostateczny cel naszej wycieczki. Napiszę tak: niejedna osoba może się przestraszyć, widząc strome zejście na niebieskim/żółtym szlaku – choćby dlatego, że w drodze powrotnej trzeba ponownie wspiąć się na Mogielicę. Ale nie warto rezygnować, ponieważ polana, na którą Was teraz zabiorę, jest miejscem idealnym, wymarzonym do odpoczynku i relaksu na świeżym powietrzu. I co najważniejsze – nie było na niej żywej duszy przez długi, długi czas. Podczas trzygodzinnego pikniku w oddali widzieliśmy tylko jednego przechodzącego turystę, a pod koniec naszego leniwego spędzania czasu na polanie przyszła na ławeczki para nastolatków.


Polana Stumorgowa

Polana Stumorgowa, inaczej nazywana Stumorgi, położona jest na wysokości około 1000–1100 m n.p.m. Jest to największa polana w całym Beskidzie Wyspowym. Rozciągają się z niej niesamowite widoki na Tatry, Beskid Sądecki, Małe Pieniny, Pieniny, Gorce, a nawet Babią Górę, należącą do Beskidu Żywieckiego. Dawniej prowadzono tu wypas owiec.
Polana Stumorgowa zdjęcia
















Odpoczynek na Polanie Stumorgowej był bardzo udany. No ale musieliśmy się jeszcze wdrapać z powrotem niebieskim szlakiem na Mogielicę. Oj… podejście, choć krótkie, daje popalić. Zejście zielonym szlakiem poszło nam dość sprawnie. Około godziny 15:40 byliśmy na parkingu na Przełęczy Marszałka Rydza-Śmigłego. Na pewno niebawem wrócimy w te strony. Dotychczas ograniczaliśmy się w Beskidzie Wyspowym tylko do szczytu Luboń Wielki, który odwiedziliśmy już kilka razy. Działa tam malutkie, ale bardzo klimatyczne Schronisko PTTK na Luboniu Wielkim – zresztą bardzo przez nas lubiane.
Zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog szlakowe.pl i na Instagramie: @greenmagpic

Zdobywamy szczyty dla Hospicjum 2020
Dzisiaj chcę Was zabrać na mało uczęszczany szlak w Beskidach. Odwiedzimy pasmo Przedbabiogórskie. Wybierzemy się na Lachów Groń, który oferuje nam wspaniałą panoramę na niemalże całe Beskidy. Zjemy drugie śniadanie z widokiem na Babią Górę oraz przespacerujemy się po zachwycającej Hali Janoszkowej. Obierzemy szlak żółty prowadzący z Koszarawy, która jest oddalona od Żywca o około 20 kilometrów. Szlak jest od samego początku świetnie oznakowany. Nie należy on do łatwych szlaków w Beskidach, ponieważ od początku naszej wędrówki musimy przygotować się na dość strome podejścia, które będą nam towarzyszyć przez dłuższy czas. Ale zapewniam Was – gra jest warta świeczki!
Po 50 metrach kończy się asfalt i wchodzimy na wąską polną dróżkę. Przez ostatnie dwa dni padał dość intensywnie deszcz, przez co na szlaku zalega sporo błota. Oczywiście nasz Synek był cały w skowronkach… Pomyśleć, że przed wyjściem z domu szorowałam nasze zabłocone buty. Idziemy między polami.



Mamy za sobą niespełna kilometr (0.80 km) i droga zaczyna piąć się w górę. Będzie tak przez 150 metrów. Jest stromo, a pod butami mamy kamienie i błoto.
1.05 km nasz żółty szlak skręca w lewo. Przed nami droga leciusieńko pnąca się w górę.
1.10 km szlak ponownie leciutko (naturalnie) odbija w lewo. Wchodzimy głębiej w las, a szlak pnie się w górę przez około 50 metrów (1.60 km). Następnie nieco łagodnieje, co nie znaczy, że nie idziemy pod górkę. Po prostu nie jest już aż tak stromy.








Mamy za sobą 3 km, po prawej stronie mijamy leżącą przy naszym żółtym szlaku drewnianą chatkę, na której na powitanie widniej napis: PRZYSTAŃ TURYSTYCZNA – SZKOŁA PRZETRWANIA. Decydujemy się zajrzeć do środka. Chatka składa się z kilku pomieszczeń. Ktoś tu nocował, ponieważ w izbie było cieplutko, a piec był jeszcze ciepły. Chatka ma okna – najwyraźniej muszą być dość szczelne skoro temperatura zdołała się utrzymać. 
Jedno z pomieszczeń „gospodarczych”:
Kolejne drzwi doprowadzają nas do głównego pomieszczenia, w którym znajdują się prycze, na których można przenocować, stół oraz wspomniany piec. 
Przechodzimy polanę, a szlak nadal pnie się w górę. Droga jest szeroka, widać, że poruszają się tędy jakieś samochody. Po chwili mijamy kolejną polankę, na której, w oddali dostrzegam słodkiego liska. Lisek szybko się płoszy i ucieka w las. Idziemy dalej lekko pod górkę.


4.21 km dochodzimy do drewnianego stolika z ławkami na Lachów Groniu. Widać stąd drewniany szałas położony na dole hali. Jest dość chłodny wiatr. Na szczęście na chwilę wychodzi słoneczko i przez moment robi się przyjemnie ciepło. Robimy tutaj oczywiście dłuższą przerwę na piknik. Rozkoszujemy się wspaniałym widokiem na ośnieżone szczyty Beskidu Żywieckiego.

Patrząc natomiast na południe zobaczymy Pilsko (1557 m n.p.m.) oraz na północny – zachód Beskid Śląski wraz z najwyższym szczytem Skrzyczne (1257 m n.p.m.)


4.70 km po lewej stronie na żółtym szlaku jest wspomniany powyżej drewniany szałas. Dawniej na hali były wypasane owce. Kiedyś stało tu więcej szałasów pasterskich, ruiny jednego z nich widoczne są na powyższym zdjęciu. Stojący szałas nadaje się on do schronienia, a nawet przenocowania. W szałasie, w przeciwieństwie do chaty, którą mijaliśmy przy żółtym szlaku nie ma nic – poza ścianami i podłogą. Jak dla nas bardzo klimatyczne miejsce. Do tego stopnia, że syn namówił nas, aby latem zrobić dłuższą wycieczkę po tym paśmie z noclegiem. Będzie to nasz pierwszy 'dziki’ nocleg na szlaku. Niestety w oczy rzucają się również liczne śmieci, które 'turyści’ zapomnieli zabrać ze sobą do domu. 










Przy szałasie spędzamy troszkę więcej czasu. Syn bawi się samochodem, my z mężem podziwiamy okolicę. Na parking wracamy tym samym szlakiem. Po drodze czekało na nas sporo stromych zejść.
Od szałasu można kontynuować wędrówkę dalej żółtym szlakiem na szczyt Jałowiec 1111 m n.p.m. Odległość, jaką trzeba pokonać do szczytu to około 4 km. Polecam również relację z naszej wyprawy na 


Spragnieni górskich wędrówek wyruszyliśmy w poszukiwaniu kolejnych przygód. Tym razem wybraliśmy Beskid Żywiecki. Pogoda od samego rana zapowiadała się fantastycznie. Zależało nam na mało uczęszczanym szlaku. Miałam wizję wiosennego pikniku, odpoczynku na kocu z dala od zgiełku. Wybraliśmy szlak niebieski prowadzący ze wsi T
Początkowo będziemy szli drogą asfaltową przechodząca koło domów. Po drodze spotykamy kilku mieszkańców tego urokliwego miejsca. Tutaj w ogóle nie odczuwa się obecności koronawirusa. Jako jedyni jesteśmy zamaskowani. Maseczki ściągamy dopiero mijając zabudowania.
Po 180 m nasz niebieski szlak skręca w lewo. Pod domem wita nas rozszczekany Pimpuś, którego uspokaja sympatyczny właściciel.
Robimy parę kroków i kończy się droga asfaltowa. Wchodzimy na ścieżkę polną, która po chwili wchodzi w las. Od początku droga będzie piąć się w górę, przez około 500 metrów. Następnie podejście łagodnieje. 
Aplikacja wskazuje, że od parkingu przeszliśmy 1.30 km. Ścieżka ponownie zaczyna iść w górę, tak będzie przez około 200 metrów (1.50 km). Po pokonaniu podejścia skręcamy w prawo. 


Przechodzimy kawałeczek i zauważamy na drzewie wykrzyknik, który jak się po chwili okazuje ostrzegał nas przed skrętem naszego niebieskiego szlaku w prawo.




Ruszamy dalej, mijamy polankę i znów wchodzimy na leśną ścieżkę. Szlak ten musi być naprawdę rzadko uczęszczany, mieszkańcy lasu są najwyraźniej zaskoczeni widokiem ludzi. Po drodze spotykamy kilka wystraszonych sarenek. 
Teraz będziemy schodzić leciusieńko w dół. Dróżka staje się wąska, ale nadal wygodna.

Po 500 metrach (4 km) mijamy znajdującą się po lewej stronie leśną kapliczkę.

Dalej kierujemy się wąziutką ścieżką leśną, robimy parę kroków i skręcamy w prawo. Szlak zaczyna od teraz piąć się w górę. Podejście mierzy około 400 metrów.
Po zejściu ponownie skręcamy w lewo. Tutaj dochodzi do nas zielony szlak rowerowy. Idziemy prościutką, niewymagającą drogą.
4.90 km po lewej stronie dostrzegamy śliczną polankę. Oczywiście zatrzymuję się na chwilę, aby porobić zdjęcia.

Idziemy dalej i dostrzegamy kolejną polanę – tym razem po prawej stronie, która od razu skrada nasze serca. Rozciąga się z niej fantastyczny krajobraz na Beskid Żywiecki. To tutaj decydujemy się na dłuższy przystanek.














Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi wpisami zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: 
Po chwili nasz czerwony szlak wchodzi z polnej na leśną ścieżkę, która początkowo jest utwardzona. Po chwili zamienia się na betonową.

Po przejściu 500 metrów od samochodu ukazuje się nam żółta tablica ostrzegawcza.






Ścieżka pnie się przez chwilę leciusieńko w górę. Nadal maszerujemy szeroką drogą.


Od tabliczki Pod Przysłopem robimy dosłownie parę kroków i odbijamy w lewo. Będziemy nadal szli szeroką, wygodną drogą leśną.

Aplikacja wskazuje, że przeszliśmy 2.50 km. Naszym oczom ukazuje się tabliczka z napisem: PRZYSŁOP, który położony jest 629 m n.p.m. Jest to całkiem zalesiony szczyt. Patrząc na zachód od wierzchołka widać dużą skałę, która od razu przyciąga naszą uwagę. Oczywiście odbijamy z naszego czerwonego szlaku w lewo i podchodzimy pod skałę.

Dalej idziemy leśną ścieżką, która póki co nie wymaga od nas wysiłku. 2.70 km ścieżka naturalnie zakręca lekko w lewo. Po przejściu 450 metrów (3.15 km) dowiadujemy się, że jesteśmy na OBSZARZE NATURA 2000 BESKIDU MAŁEGO.
3.40 km kończy się szeroka wygodna ścieżka, która zamienia się na kamienistą. Z każdym krokiem coraz bardziej kamienistą. Zaczynamy też nabierać wysokości za sprawą podejścia, które mierzy około 200 metrów.

3.60 km- tak jak wspominałam podejście łagodnieje. Maszerujemy prostą szeroką drogą.
Po drodze mijamy dwie polany. Pierwsza po lewej stronie – Polana Kuflówka, na której, na samej górze ustawiony jest krzyż. Nie podchodziłam na górę polany,aby zrobić zdjęcie. Po 200 metrach (3.80 km) przecinamy drogę pożarową, za którą pojawia się kolejna tabliczka ostrzegawcza. Informująca o pracach gospodarczych na terenie lasu. Na szczęście w dniu naszej wycieczki nie były wykonywane żadne prace, nie było tu żywej duszy. Szukaliśmy z mężem informacji w internecie na temat zamkniętych odcinków szlaków w Beskidzie Małym. Niestety bezskutecznie… Jeżeli ktoś zna taką stronę proszę o podzielenie się tą informacją. 


Wchodzimy ponownie do lasu na kamienistą dróżkę. Od teraz nasz szlak będzie szedł stromo w górę (przez około 500 metrów) aż do Przełęczy pod Czuplem. Pokonując podejście, na 4.50 km w oddali możemy podziwiać wyłaniające się zza drzew Jezioro Żywieckie. Niestety drzewa przeszkadzają w zrobieniu przyzwoitego zdjęcia.


Po drodze podziwiamy wyłaniające się widoki na Beskid Śląski (około 5 kilometr trasy). Idealnie widać stąd szczyty Beskidu Małego: Górę Żar, Kiczerę oraz Jezioro Międzybrodzkie. Aż zachciało się nam powtórzyć wyjście na zachód słońca na Kiczerze. Być może uda się zrealizować plany w przyszłym tygodniu. Zobaczcie sami jaki wspaniały to spektakl – 












Idąc dalej niebieskim szlakiem w około 45 minut dojdzie się do Schroniska na Magurce Wilkowickiej. Trasa jest przyjemna i niewymagająca – nie ma stromych podejść.
Powrót poszedł nam bardzo sprawnie. Po drodze minęliśmy pojedynczych turystów. Jesteśmy szczęśliwi, że w końcu udało się nam dotrzeć na najwyższy szczyt w Beskidzie Małym. Choć brzmi to nieprawdopodobnie mieliśmy dwie próby zdobycia Czupla zimą i obydwie skończyły się niepowodzeniem. Raz przeszkodziły nam bardzo ciężkie, zimowe warunki pogodowe (szlak z Międzybrodzia), a za drugim razem zostaliśmy zawróceni przez narciarza biegowego, który sądził, że nie mamy prawa przechodzić bokiem przygotowanej ścieżki biegowej (szlak z Przełęczy Przegibek). Jak to mówią do trzech razy sztuka!
Tatry Zachodnie przywitały nas pełną gamą jesiennych barw. Mimo, że do kalendarzowej jesieni został jeszcze tydzień, na szlaku mogliśmy nacieszyć oczy jesiennymi krajobrazami. Okolice Rohackiej Doliny są nam doskonale znane, ponieważ mieliśmy przyjemność przejść dwa inne prowadzące stąd szlaki. Obeszliśmy wszystkie 




Mamy za sobą około pół kilometra pokonujemy krótkie, ale bardzo strome podejście, na które składają się schody, korzenie oraz skały.

Tak jak już wspominałam powyżej będziemy maszerować drogą asfaltową, po której mogą się poruszać tylko i wyłącznie piesi. No chyba, że ktoś posiada upoważnienie. I choć nie przepadamy za szlakami prowadzącymi asfaltem, wędrówkę urozmaicają nam wspaniałe widoki na: Trzy Kopy, Hrubą Kopę, Spaloną Kopę. 







Docieramy do Bufetu Rohackiego, położonego 1350 m n.p.m. w Dolinie Rohackiej.
Na obiad do schroniska wchodzimy w drodze powrotnej z Wołowca, ale ja opiszę wrażenia od razu, aby nie robić bałaganu we wpisie. Dość istotną informacją jest, że bufet jest czynny tylko i wyłącznie w sezonie letnim. Na terenie bufetu (zarówno wewnątrz, jak i zewnątrz budynku) są do dyspozycji gości stoliki z ławkami. Rano bufet świeci pustakami. Popołudniu również nie narzekaliśmy na tłumy. 





Mimo dość późnej godziny na zewnątrz jest stosunkowo ciepło. Decydujemy się zjeść obiad przed bufetem. Grzechem byłoby nie skorzystać z okazji zjedzenia obiadu w takich wspaniałych okolicznościach przyrody. Polecam każdemu, kto zdecyduje się odwiedzić tutejszy bufet zupę czosnkową z grzankami. Najpyszniejsza zupa czosnkowa, jaką mieliśmy okazję jeść w życiu. Syn mimo zdobycia dwutysięcznika nie rezygnuje z zabawy na znajdującym się przed budynkiem placu zabaw. Dzieci mają niespożyte pokłady energii. 

Tuż za Bufetem Rohackim znajduje się Tatliakowe Jezioro, nad które trzeba się obowiązkowo udać.
Tatliakowe Jezioro inaczej Czarna Młaka to dość płytkie i niewielkie, lecz bardzo urokliwe jezioro, z brzegu którego można podziwiać piękne Rohacze oraz zdobyty przez nas Wołowiec. Jest tu bardzo spokojnie. Syn oczywiście nie może się napatrzeć na kaczki krzyżówki, które pływają licznie po stawie.







Poniżej zamieszczam fotografię Tatliakowego Jeziora zrobioną z niebieskiego szlaku prowadzącego z Rozdroży w Smutnej Dolinie. Zrobiłam ją rok temu wracając z Rohackich Stawów.
Wracamy pod bufet, przy którym z czerwonego szlaku przechodzimy na zielony szlak. Wchodzimy w las i idziemy wąską, kamienistą dróżką. W koło widać już jesień, liście robią się kolorowe. W powietrzu jest duża wilgoć, a na niebie świeci słońce. Pod stopami nie brakuje korzeni. Aplikacja wskazuje, że przeszliśmy 4.90 km, a droga pnie się w górę. Szlak jest bardzo dobrze oznaczony, a ścieżka wydeptana.











Idziemy zakosami. 5.50 km na szlaku występuje coraz więcej skał, a ścieżka pnie się w górę przez 100 m.

Mamy za sobą około 5.70 km odsłania się wspaniały widok 'z góry’ na Tatliakowe Jezioro wraz z Bufetem Rohackim.
Przechodzimy kolejne 200 metrów (5.90 km) dochodzimy do do Zabratowej Przełęczy położonej 1656 m n.p.m. Tutaj decydujemy się na krótki odpoczynek. Syn chce posiedzieć na kocu. Robimy kilka pamiątkowych zdjęć. Rozciąga się stąd bogata panorama na na Rohacze, nasz cel Wołowiec, Dolinę Smutną oraz calusieńką Dolinę Rohacką wraz z Rohackimi Stawami. W oczy rzuca się również podejście na Rakoń, które przed nami.



Z Zabratowej Przełęczy skręcamy w prawo i kierujemy się na Rakoń. Mamy do pokonania z kilometr żółtym szlakiem. Od teraz będziemy większość drogi piąć się w górę.






Aplikacja wskazuje, że od parkingu w Rohackiej Dolinie przeszliśmy 6.85 km.


Przed nami podejście z Rakonia na Wołowiec.









Na 7.40 km mijamy zejście na Polanę Chochołowską, na którą prowadzi szlak zielony. Warto tu wspomnieć, że do tego miejsca minęliśmy pojedynczych turystów. Zdecydowanie więcej osób wybrało trasę na Wołowiec z Doliny Chochołowskiej. Dla osób lubiących spokój w górach zdecydowanie polecam naszą trasę prowadzącą z Rohackiej Doliny. 


Widok na Rohackie Stawy robi wrażenie.
Poniżej wstawiam zdjęcie Wołowca widzianego z brzegu jednego z Rohackich Stawów, mowa o Wyżnim Stawie Rohackim.
7.95 km stajemy na szczycie Wołowca. Możemy dopisać do naszej listy kolejny dwutysięcznik – JUPI! Na szczycie cały czas wieje silny wiatr. Znajdujemy idealną miejscówkę za 'góreczkę’, która doskonale osłania nas przed podmuchami zimnego wiatru. Widoki… zapierają dech w piersiach. Jesień w Tatrach jest niesamowita – ta paleta barw… Czerwone kępy borówek, fioletowe wrzosy, żółta trawa i do tego zielona kosodrzewina. Mąż robi kawkę, wyciągamy ciasto i świętujemy kolejny sukces. Nasz pięcioletni syn jest tak samo podekscytowany jak my.



Widok na Jamnickie Stawy – Wyżni Staw Jamnicki



Drzemka na Wołowcu? Czemu nie! Nasz Synuś skorzystał z tej możliwości 😎



Widok na Rohackie Stawy ze szczytu Wołowca.





Na Wołowcu zatrzymujemy się na dłużej. Robimy sporo zdjęć. Na parking w Rohackiej Dolinie wracamy tą samą trasą. Po drodze zatrzymujemy się na wspomniany wyżej obiad w Bufecie Rohackim. Zmęczeni, ale szczęśliwi wracamy na parking. To jeszcze nie koniec przed nami 110 km do Bielska – Białej. To była piękna, jesienna przygoda!
Postanowiłam przygotować osobny wpis przedstawiający trasę z Białego Krzyża (Szczyrk) do Jaskini Malinowskiej. W końcu zdecydowaliśmy się zboczyć ze szlaku w drodze na Malinowską Skałę, dzięki czemu wzbogaciłam się o parę zdjęć, które użyję we wpisie. Jaskinia Malinowska położona jest pod szczytem Malinów. Jest ona
W sąsiedztwie Regionalnego Zajazdu Biały Krzyż na Przełęczy Salmopolskiej położonej 934 m n.p.m. (tuż przy granicy z Wisłą) do dyspozycji przyjeżdżających jest sporo miejsc parkingowych. Większość z nich jest jednak płatna. Istnieje możliwość zostawienia samochodu na bezpłatnym parkingu zlokalizowanym tuż przy wejściu na interesujący nas czerwony szlak (poniżej podaję dokładne parametry parkingu). Trzeba być tu jednak wcześniej, aby załapać się na darmową miejscówkę. Nie ma się co dziwić, ponieważ Biały Krzyż cieszy się dużą popularnością wśród turystów. Jest tu cały szereg szlaków turystycznych (






Od tego momentu podejście idzie w niepamięć. Teraz dla odmiany maszerujemy iście spacerową dróżką. Dodam, że zimą jest to niezwykle urokliwy odcinek, który kojarzę z zaśnieżonymi drzewami. Po pokonaniu 'spacerowego’ odcinka, nasz czerwony szlak zaczyna schodzić lekko w dół.
Tuż przed skrętem na Jaskinię Malinowską zza drzew wynurzają się krajobrazy górskie. Lewa strona to widok na najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego – Skrzyczne wraz z nadajnikiem, Małe Skrzyczne, Malinowską Skałę. Prawa to natomiast widok na m.in. Zielony Kopiec, Baranią Górę.

















Jeśli chcesz być na bieżąco z naszymi wycieczkami zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: 





Aplikacja wskazuje, że przeszliśmy około 2,15 km, a nasz żółty szlak skręca w prawo. Mamy za sobą już około 40 minut drogi. W tym miejscu szlak staje się kamienisty / skalny i mniej wygodny. My akurat nie lubimy nudy na szlaku, więc ten odcinek bardzo przypadł nam do gustu.


















































































2.14 km – Dochodzimy do kolejnego drogowskazu, który opisuje czarne szlaki skręcające w prawo. Można dojść nimi do Doliny Lejowej (40′), Niżnej Polany Kominiarskiej (40′) oraz do równie popularnej jak Dolina Kościeliska – Doliny Chochołowskiej (2h).


2.80 km – Dochodzimy do kolejnego słupa z tabliczkami opisującymi szlak niebieski prowadzący na Halę Stoły (1h 10′). Właśnie tą trasą planowaliśmy udać się na Halę Stoły.













Mamy za sobą 7,30 km, zaczyna się już ostatnie, dość strome podejście. Mierzy ono około 230 metrów. Na tym odcinku mogą przydać się raczki.



















Polana Olczyska położona jest na wysokości 1037 m n.p.m.. Czytając opisy tej polany, często podkreśla się, że nie oferuje rozległych widoków. Rzeczywiście, tatrzańskich, skalnych szczytów stąd nie podziwiamy, ale mimo to zimą prezentuje się przepięknie. Ma wyjątkowy klimat, który tworzy przede wszystkim zabytkowy, drewniany szałas pasterski z ławkami, przy którym można na chwilę odpocząć i poczuć prawdziwą atmosferę Tatr.















Rzucamy po raz ostatni okiem na Polanę Olczyską, którą możemy podziwiać teraz z góry. 


Mijamy ostatni mostek na drodze na Nosal i po niespełna 30 minutach dochodzimy do Nosalowej Przełęczy.





























5,9 km – dochodzimy do drogowskazu na Polanie Olczyskiej, przy którym skręcamy w prawo. Następnie przekraczamy drewniany mostek.

















Przy parkingu nie brakuje tablic informacyjnych. Z jednej dowiadujemy się, że będziemy maszerować na Policę szlakiem Kardynała Karola Wojtyły, którego trasa przebiega następująco: SKAWICA – HALA KRUPOWA- POLICA – KROWIARKI. My jednak będziemy kończyć swoją wycieczkę na Policy.
Od parkingu idziemy asfaltową drogą – bez pobocza przez około 350 metrów. Na słupie dostrzegamy drogowskaz opisujący nasz niebieski szlak, który informuje nas, że dojście do Hali Krupowej powinno zająć nam 1 godzinę 15 minut.
Za drogowskazem skręcamy w prawo. Wchodzimy w las idziemy szeroką, utwardzoną, lekko kamienistą dróżką, która pnie się w górę.
Idzie się bardzo wygodnie. Mamy za sobą zaledwie 750 m, dróżka z każdym krokiem staje się oraz bardziej kamienista, nadal idzie w górę.




Robimy parę kroków, aplikacja wskazuje, że od samochodu przeszliśmy 2.30 km. Jest to miejsce łączenia się naszego, niebieskiego szlaku z żółtym prowadzącym ze wsi Juszczyn (powiat Suski). Drogowskaz informuje nas, że do Hali Krupowej oraz Schroniska PTTK na Hali Krupowej mamy jeszcze 45 minut drogi. Dalej będziemy się piąć się lekko w górę.

Szlak po chwili łagodnieje, idziemy prosto, szeroką dróżką. Nie ma się jednak co cieszyć, ponieważ przechodzimy kawałek i znowu zaczynamy piąć się w górę. Droga jest nadal kamienista. Kierujemy się na Kucałową Przełęcz. Po drodze nie brakuje oblodzonych miejsc. Trzeba zachować ostrożność. 


Mamy za sobą 3.20 km i droga łagodnieje.
Zaskakuje nas doskonały widok na Tatry z przełęczy. Tak jak pisałam na początku podczas naszej pierwszej wizyty w tych rejonach mogliśmy pomarzyć o takiej widoczności. 



Przy drogowskazie skręcamy w lewo i zmierzamy do schroniska. Po drodze mijamy małą Bacówkę, która w dniu naszej wycieczki jest nieczynna.
Na liczniku mamy równe 4 km i docieramy do Schroniska PTTK im. Kazimierza Sosnowskiego na Hali Krupowej, które położone jest 1152 m n.p.m. Przy schronisku znajduje się drewniany taras widokowy. Z pod schroniska rozciąga się bardzo szeroka panorama na Tatry Bielskie (między innymi Łomnica, Mały Lodowy Szczyt), Tatry Wysokie (Gerlach, Rysy, Świnica, Giewont), Tatry Zachodnie (Małołączniak, Kopa Kondracka, Ornak, Bystra), Tatry Zachodnie Słowackie (Banówka, Rohacze, Wołowiec, Trzy Kopy). 


Z informatora turystycznego („Schroniska Górskie” Tomasz Biesik) można wyczytać, że w schronisku do dyspozycji turystów jest 38 miejsc noclegowych w pokojach 2, 4 oraz wieloosobowych. Przygotowane są domowe posiłki – jest również możliwość pełnego wyżywienia. Na miejscu można zakupić pamiątki. Sama wróciłam z piękną pocztówką, na której przybiłam pieczątkę schroniska. Syn natomiast wybrał sobie ręcznej roboty, drewniany ołówek napisem Schronisko na Hali Krupowej, na końcówce którego przymocowana jest rozczochrana owca. W okolicach schroniska znajduje się drewniana wiata oraz wyznaczone miejsce na ognisko. W zimę można skorzystać z wypożyczalni rakiet śnieżnych. Na nas to miejsce zrobiło ogólnie pozytywne wrażenie. Mimo, że jadalnia nie należy do dużych, jest tu bardzo przyjemnie i przytulnie. 1 listopada możemy się tu nacieszyć ciszą i spokojem. 



Ogrzani, najedzeni wychodzimy z budynku schroniska bocznym wyjściem, przechodząc przez taras, z którego również doskonale widać nasze ukochane Tatry. Nie obyło się oczywiście bez kolejnych zdjęć.

Wracamy do drogowskazu na Przełęczy Kucałowatej. Dalej kierujemy się czerwonym szlakiem na Policę. Sugerowany czas przejścia to 45 minut. Mamy za sobą około 4.50 km (od parkingu) wchodzimy do lasu. Droga lekko pnie się w górę. Towarzyszy nam coraz mocniejszy i zimniejszy wiatr.








Tak jak już wspominałam we wstępie szczyt ten wchodzi w skład Pasma Babiogórskiego. Będąc tu po raz pierwszy w maju nie byliśmy pewni czy dotarliśmy na miejsce. Nie ma tu żadnej tabliczki oznaczającej Policę. Są natomiast opisane szlaki prowadzące z Policy. Można przykładowo kierować się dalej szlakiem Kardynała Karola Wojtyły do Przełęczy Krowiarki (szlak czerwony 2h), a nawet na Babią Górę (4h 30 min). 
Patrząc na wprost widzimy Królową Beskidów – Babią Górę. Doskonale widać stąd również Orawę oraz jezioro Orawskie, Beskid Śląski, Beskid Mały, Beskid Makowski, Beskid Wyspowy, Gorce, Pieniny oraz Tatry.
Jako ciekawostkę dodam, że na Policy miała miejsce katastrofa lotnicza. Synkowi bardzo utkwiło w pamięci to wydarzenie oraz znajdujący się poniżej szczytu Polica pomnik upamiętniający ofiary katastrofy i już od dawna chciał ponownie odwiedzić to miejsce, dlatego decydujemy się przejść jeszcze niecałe 300 metrów czerwonym szlakiem do pomnika.
